Ważne, żeby wiedzieć dlaczego
Aktor jest człowiekiem do wynajęcia? Bzdura! Dziennikarz zrobi wszystko dla efektownej puenty? Nieprawda! Piosenkarka zaśpiewa za pieniądze, co chcesz? Nie! Najlepsi mają swoje zasady.
Niedawno aktorki Joanna Szczepkowska i Dominika Kluźniak odmówiły występu w spektaklu, który - jak wyczuły intuicyjnie - zapowiadał się na porażkę. Każda z nich ceni swój czas. Ważne jest nie tylko jak, ale i z kim i gdzie.
Razem występują na scenie w spektaklu "Mewa" Agnieszki Glińskiej w Teatrze Narodowym w Warszawie. Joanna Szczepkowska od razu zastrzega, że nie będzie mówić o przepaści dzielącej starsze pokolenie od ludzi rozpoczynających zawodową drogę. Bo jej zdaniem kiedyś mimo wszystko było łatwiej. - Owszem, dziś jest kilka stacji telewizyjnych, są seriale, dubbing, ale też większa konkurencja, presja, bardziej bezwzględny rynek. Podziwiam dyscyplinę młodych aktorów. Są pracowici, zorganizowani i serio traktują to, co robią. Moje pokolenie urasta do rangi "mistrzów", ale my tak naprawdę bawiliśmy się tym zawodem, robiliśmy sceniczne żarty, bankietowaliśmy do rana. Ważne, by wiedzieć, po co chce się uprawiać aktorstwo, bo można to robić na setki sposobów.
Na jednym biegunie są dziesiątki aktorów "do wynajęcia", na drugim Jadwiga Jankowska-Cieślak, według Joanny Szczepkowskiej, jedna z najwybitniejszych polskich artystek, naprawdę bezkompromisowa. - Nikomu nie wolno narzucać metody postępowania - podkreśla aktorka. - Dlatego ja nie oceniam i nie potępiam kolegów, którzy wybrali inną drogę. Ale sama od początku wiedziałam, co jest dla mnie w tym zawodzie akceptowalne, a co nie. Dlaczego nie mogłabym wystąpić w serialu? Bo muszę mieć jasną, swoją wizję postaci. Nawet najlepszy serial pisany na bieżąco tego nie gwarantuje. Bohaterowie zmieniają się zgodnie z wolą scenarzysty, aktorzy nie znają tekstów, które wygłoszą za kilka dni. Nie wiem, jakie słowa moja postać powie za pół roku. Nie mogłabym pracować w tak nieprzewidywalnych warunkach.
Czy aktor nie jest człowiekiem do wynajęcia? Kimś, kto niekoniecznie musi identyfikować się z graną przez siebie postacią i wygłaszanymi przez nią kwestiami? Joanna Szczepkowska uśmiecha się i mówi, że dla aktora taka identyfikacja jest wręcz niewskazana, ale powinien on panować nad graną przez siebie rolą. Jako młodziutka aktorka odmówiła udziału w drugiej serii popularnego serialu "Dom".
- Był 1982 rok, w kraju działy się istotne rzeczy, a ten film komentował rzeczywistość. Nie miałam wpływu na to, kim stanie się moja postać, jakim ideom będzie służyć. Zebrał się sąd starszych kolegów straszących mnie niewyobrażalnymi konsekwencjami. Kazano mi płacić za zerwanie zdjęć. Nie miałam pieniędzy, więc zaproponowałam, że mogę w zamian pójść do więzienia. To ucięło dyskusję.
Żeby nie uzależnić się od grania, dawno postanowiła, że nie będzie żyć tylko aktorstwem. Pisze felietony i książki, jeździ po Polsce z własnym monodramem "Goła baba". Twierdzi, że nie wyobraża sobie, by ze strachu o byt wziąć udział w przedsięwzięciu, którego będzie się wstydzić. - Nie do pomyślenia jest dla mnie podporządkowanie się nieciekawemu reżyserowi. Stąd pewnie opinie, że jestem konfliktowa, trudna, uparta. Płacę za to wysoką cenę, wielu obawia się ze mną pracować.
- Kiedy kończyłam szkołę teatralną, byłam głodna grania i wydawało mi się, że powinnam brać absolutnie wszystko - opowiada Dominika Kluźniak. - Z czasem jednak zrozumiałam, że nie każda rola warta jest świeczki, nie każda przyniesie mi korzyści zawodowe, rozwinie. W pewnej chwili poczuła, że jest o krok od zaszufladkowania. Ze względu na dziecięcy typ urody proponowano jej wyłącznie role dziewczynek albo naiwnych panienek.
- Zaczęłam odmawiać, bo kolejna tego typu postać nie dość, że stanie się dla mnie zawodową pułapką, to zabierze cenne godziny, które mogę spędzić z córką. Od kiedy zostałam matką, nabrałam do zawodu dystansu. Ale wciąż wierzę, że w pewnych produkcjach zgodzę się występować jedynie w sytuacji, kiedy zabraknie mi na utrzymanie dziecka. To nie znaczy, że mam problem z zadawaniem pytań o wysokość gaży. Kiedyś wydawało mi się to czymś niestosownym, niezręcznym.
Dziś pozbyłam się takich obiekcji. W dodatku zauważyłam, że takie podejście podoba się i drugiej stronie. Nie ma niedomówień, w końcu sztuka to też praca. Dominika Kluźniak niedawno zmieniła teatr. Po siedmiu latach odeszła z Dramatycznego i została członkiem zespołu Narodowego w Warszawie. - Początkowo czułam żal i wyrzuty sumienia, jakbym kogoś zdradzała. Z zazdrością słuchałam Pawła Wawrzeckiego opowiadającego, że trzydzieści sezonów spędził w teatrze Kwadrat. Też bym tak chciała. Na razie wchodzę w nowe środowisko. Dla mnie te pierwsze tygodnie są bardzo ważne, bo przecież teatr jest jak drugi dom. Mam taką zasadę, że należy się przedstawić, począwszy od kolegów z zespołu po ludzi z ekipy technicznej.
Dlatego odwiedziłam wszystkich, pamiętając, że kiedy w poprzednim zespole nagle pojawiał się ktoś nowy, a ja nie wiedziałam, kim jest, niedobrze się z tym czułam. Na dzień dobry przywitałam się także ze sceną w Narodowym. Kiedy była pusta, weszłam na nią, pocałowałam, pogłaskałam deski. Wierzę, że odpłaci mi życzliwością. Z takich rytuałów też składa się życie artystów.
Artykuł pochodzi z kategorii: Prawdziwe historie
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
Dowiedz się, co los przygotował dla osób spod Twego... więcej













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli