W związku ze mną
„Nauczę się kompromisów". „Jestem tolerancyjna, nie wsiądę mu na głowę". „Wyrzeczenia? Pestka. Bedę partnerem idealnym". Z czasem uczymy się pokory wobec własnych wyobrażeń. Znani mówią, czego dowiedzieli się o sobie i jak zmieniło ich życie w związkach. A łatwo nie było!
A moje skrzydła?!
Dorota Chotecka, aktorka
Wyobrażałam sobie: Kobieta musi być samowystarczalna. W młodości uważałam, że powinnam mieć własne pieniądze, inwestować w siebie. Uczyłam się języków, studiowałam aktorstwo w łódzkiej Filmówce. Zalegalizowany związek? Po co? Rodzina? Potem. Aktorka nie może być uziemiona przy mężu. To podejście się nie zmieniło, kiedy poznałam Radka. Bywaliśmy razem na imprezach, na zdjęciach w gazetach. I nagle... poczułam pustkę. Robimy karierę, rozpoznają nas na ulicy – i co z tego? Miałam 35 lat i doszło do mnie: coś chciałabym zrobić z moim życiem. Czegoś mi brakuje. Ale nie wiem, czego.
Los... ułatwił mi sprawę. Choć zupełnie nie tak, jak bym tego chciała. Osiem lat temu wypadek Radka. Nie wiadomo, czy on przeżyje, ja w sali na OIOM-ie proszę Pana Boga: już wiem, czego chcę, daj mi drugą szansę. Chcę rodziny, domu, wspólnego życia. Sama się sobie dziwiłam: ja w ten sposób myślę? Ta niezależna, samowystarczalna? Wcześniej Radek oświadczał mi się czterokrotnie, a ja za każdym razem kiwałam głową: tak, tak, ale może później. Zrozumiałam, że najważniejsze w związku jest dziś. Piątego pierścionka nie schowałam do szuflady. Po 14 latach związku zostaliśmy małżeństwem.
Dziś... inaczej patrzę na mężczyzn i ich rolę w moim życiu. Pozwalam sobie myśleć: tylko partner zagwarantuje mi poczucie bezpieczeństwa. Wcześniej upierałam się: ja sama, wszystko sama. Decyzja o kupnie mieszkania – sama. Kredyt – sama. A tu nagle ktoś się mną opiekuje. I ja nie mam plamy na honorze. To było odkrycie.
Pogodziłam się... z tym, że muszę się dzielić, choć przez lata grałam tylko na siebie. Nie pójdę dziś do teatru, bo Radek jest chory? Nie wyjadę na wakacje, bo on w tym czasie ma zdjęcia? Wcześniej nazywałam to poświęceniem. I nie podobało mi się. Dziś odkrywam, że wcale nie muszę tego robić, tylko... chcę. Ciągle chcę być z moim mężczyzną, nie nudzi mnie to. I nie podcina mi skrzydeł.
Tylko cudownie? Skąd. Masa pracy nad sobą. Gazety wiecznie zostawiane w łazience – szlag mnie trafia. Co zrobić? Przyzwyczaić się? Okazało się, że nie umiem, wciąż mnie to irytuje. Więc co? Postanowiłam polubić wady, których nie mogę przewalczyć. Tłumaczę sobie: a może to OK, że te pisma tu leżą, co mi z tego, że on je sprzątnie? Tak drobnymi kroczkami. Ja jestem ekstrawertyczna, on przeciwnie. Nie umiem policzyć, ile lat pracuję nad tym, żeby ugryźć się w język, zanim zacznę wrzeszczeć. To ciągłe boksowanie się. Ale jedno już wiem: nie warto tych starć unikać. Po każdym jestem mądrzejsza.
Ja i ty, czyli my
Cezary Harasimowicz, scenarzysta, aktor
Wzorzec mężczyzny: Inspirowałem się postacią mojego dziadka, Adama Królikiewicza - kawalerzysty, olimpijczyka. Małżeństwo rodziców nie było specjalnie udane, wychowywała mnie mama. Dziadek miał wszystkie cechy, które mnie fascynowały, był przystojny, honorowy, odpowiedzialny i żył z fantazją. Budując swoje związki, podświadomie chciałem go naśladować. Dziadek był męski, ale bał się "Muszki", delikatnej żony, która organizowała dom i życie. Ja też nigdy nie zakładałem, że będę tym, który rządzi. Zawsze uważałem, że kobiety są silne i feminizm nie objawił mi żadnych wielkich prawd. Chciałem uszanować to, że jesteśmy inni, ale równi. I to mi się chyba udaje.
Na początku myślałem... miłość? Trzeba się w niej spalić, zatracić. Dwoje to jedno - tak uważałem. Po latach nauczyłem się, że nie można stworzyć dobrego związku, całkiem poświęcając siebie. Egoizm w rozsądnych granicach nie jest zły. Mamy z Grażyną oddzielne konta, wydatki finansujemy na zmianę. Nie mam potrzeby anektowania wszystkiego, co jej dotyczy. Nie przeszkadza mi, że ona ma swoje sprawy, a ja swoje. Na przykład dzieci z poprzedniego związku. To nigdy nie będzie temat do końca wspólny. I OK.
Trudne było... przyzwyczajenie się do roli partnera osoby popularnej. Grażyna jest piękną kobietą, ludzie ją zaczepiają, robią zdjęcia, chcą mieć ją dla siebie. Kawałek jej nie należy do mnie. Z czasem przywykłem. To, że oglądają się za nią mężczyźni, jest teraz powodem do dumy, a nie zazdrości.
Tylko w łóżku... przeciwieństwa się przyciągają. W życiu codziennym to nie działa. Myślałem, że będę umiał bezproblemowo zaakceptować to, co nas różni. Okazało się, że chociaż nie jestem skory do kłótni, twardo stawiam granice. Kobieta powinna wiedzieć, że mężczyzny nie można ciągle pouczać, zmuszać do "dopasowania się". Powinna akceptować moje skrzydła i rogi. Pewnych rzeczy po prostu nie przeskoczę. Nie umiem naprawić klimatyzacji w samochodzie i bywam nieśmiały. I tak zostanie.
Odpuszczam... w sprawach nieważnych. Na przykład teraz przeprowadzamy się do nowego mieszkania. Jaki kolor obicia na kanapę? Mam swój pomysł, o tyle uprawniony, że kanapa ma stać w miejscu, gdzie będę pracował. Grażynie się nie podoba. I co? Spokojnie - niech będzie po jej myśli. Pamiętam, jak kiedyś znajomy sprzedał mi swoją życiową prawdę: "Jeżeli na samym początku denerwuje cię, w jaki sposób twoja kobieta odkłada łyżeczkę do herbaty, daj sobie z nią spokój, będzie tylko gorzej". Po latach wiem, że to nieprawda. Zrozumiałem, że to absurd uzależniać klimat związku od mało ważnych drobiazgów.
Jeszcze trzeba przycisnąć: Nie myślałem, że tak trudno dogadać się z kobietą. Niby mówimy te same słowa, ale dla niej i dla mnie znaczą one coś zupełnie innego. To samo - ton głosu. Grażyna zarzuca: "Ale jesteś obrażalski!" i dziwi się, że coś mnie uraziło. Ona niby tylko zadała pytanie, a ja odebrałem to jako pretensję. Nie rozumiem języka kobiet, muszę jeszcze nad tym popracować.
Artykuł pochodzi z kategorii: Prawdziwe historie
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
Reklama
Wasze komentarze (6)
-
15.06.2011 (18:08)
-
17.02.2011 (17:38)Jeeezu Ewa bem z tym swoim dyzrurnym temetem. Tłuścioch złośliwy i głupi. CO za pomysl pytac te osobe o co kolwiek? Kogo podnieca ta jej rodzin? Najtłuściejszcza córka, głupawo uśmiecniety mezus? Naprawdę nie ma ciekawszych temetow i bardziej wiarygodnych ludzi?
-
-
18.11.2010 (02:51)A ja mam meza histeryka-poprawiacza i jak go najdzie to potrafi nie odzywac sie MIESIACAMI. Na prosby blagania,przestan mnie pouczac i strofowac jest kompletnie gluchy. Za to milczec potrafi miesiacami. To jest typ!.
-
12.11.2010 (22:15)"Zrozumiałam... że prawdziwa jest teoria: przyciągamy do siebie ludzi, którzy są odbiciem naszych negatywnych cech. Jak w zwierciadle pokazują nam braki."- to się kupy (...) nie trzyma negatywne cechy
nie są tożsame z brakami - co to za pokraczne rozumowanie??? -
12.11.2010 (19:40)














Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli