Przejdź na stronę główną Interia.pl

Tylko ty znasz te zaklęcia

Ona wypatrzyła go na zdjęciu w gazecie. On czekał rok na jej telefon. Parą zostali już na pierwszej randce. Dziś Justyna Steczkowska (36) i Maciej Myszkowski (35) świętują 10. rocznicę ślubu.

Mają dwóch synów, są spełnieni. "Czego chcieć więcej? Chwilo trwaj!", mówi Justyna.

Reklama

Kiedy na scenie gasną światła, Justyna - niezależnie od tego, w jakim mieście ma koncert - prosi menedżera, by zawiózł ją do domu. Tam czekają na nią jej trzej mężczyźni: mąż oraz synowie Leon (9) i Staś (3,5). "Gdy mam możliwość obudzenia się rano przytulona do Maćka, to nie zostanę nawet w najpiękniejszym hotelu. Jeśli miejscowość, w której gramy, jest oddalona od Warszawy nie więcej niż 500 km, wracam nawet w środku nocy", mówi piosenkarka.

Niedawno napisała dla męża erotyk, który znalazł się na jej nowej płycie. Maciek w 10. rocznicę ślubu usłyszał wyznanie: "Tylko ty znasz te zaklęcia, które otwierają mnie. Pierwszy oddech, lekki dreszcz. Pocałunki palą ogniem...".

Chłopak ze zdjęcia

Pierwszy raz zobaczyła przyszłego męża na zdjęciu w gazecie. Był początkującym modelem. "Jakiż to piękny chłopak", pomyślała przez chwilę. Kiedy przeprowadziła się do Warszawy, spotkała go przypadkiem w autobusie. Przez sekundę miała nawet zamiar za nim wysiąść, ale pomyślała: co ja mu powiem? W 1997 roku grała w filmie "Billboard", i wtedy znów natknęła się na Maćka. "Przynieśli mi na plan filmu rekwizyty i zdjęcia, a on na nich był. Niesamowite, pomyślałam". Niedługo potem poznali się na Festiwalu Gwiazd w Międzyzdrojach. Ale wtedy jej serce było zajęte. "Ostatniego dnia festiwalu Maciek zaprosił mnie do tańca. Widziałam w jego oczach, że chce mnie jakoś zatrzymać. Ale... ja musiałam wracać".

Czym ją zauroczył? "Jest przystojny i pięknie zbudowany. Do tego szarmancki. I może trochę skryty", opowiada dzisiaj. Wkrótce potem piosenkarka rozstała się z poprzednim partnerem. Jej znajomi mówią, że to był burzliwy związek. Justyna bardzo przeżywała jego koniec. To wtedy stwierdziła: "Piekłem jest samotność człowieka w tłumie". Dziś mówi o tamtym czasie: "Wiem, co to znaczy wracać do domu, w którym nikt na ciebie nie czeka. Wtedy cała twoja praca i uwielbienie tłumów przestają mieć sens".

On jest świetny

Jej samotność trwała już rok, gdy pojawiła się "swatka" - znajomy Jarosław Szado, organizator pokazów mody. Powiedział Justynie, że Maciek Myszkowski bardzo prosi o jej numer telefonu. Odmówiła: "Zapomnij, Jarku. Nikomu nie życzę rozwiązywać moich problemów sercowych, nawet temu pięknemu mężczyźnie". Szado jednak zachwalał Maćka, a w końcu powiedział zdanie, które ją rozśmieszyło: "Gdybym nie był sobą, to chciałbym być Maćkiem! On jest świetny". Rozbawiona Justyna zaproponowała wspólną wyprawę na koncert The Rolling Stones do Katowic. A po powrocie już byli parą "Tęskniliśmy za sobą okrutnie. Nie mogliśmy już bez siebie żyć", wspomina ten czas Justyna. "Maciek dbał o szczegóły. Gdy wracałam do domu, zawsze czekały na mnie niespodzianki: miłosne listy, tulipany, a w lodówce jogurt kokosowy". Nigdy nie zapomni dnia, w którym jej się oświadczył. Zaprosił wtedy Justynę na weekend do Budapesztu. W luksusowym hotelu czekały na nią kwiaty i list z wyznaniem miłosnym. Kiedy szli w wiosenny dzień przez most, wyjął z kieszeni pierścionek. Była wzruszona...

Zawsze trzeba się starać

Nie są o siebie zazdrośni, bo nie dają sobie do tego powodu. Nigdy nie mieli poważnego kryzysu, choć gazety nieraz rozpisywały się, że szykuje się rozwód. "Mam szczęście, że mój mąż nie jest Kubusiem Fatalistą, który wierzy we wszystko, co jest napisane w gazetach. Po prostu mi ufa, a ja ufam jemu", mówi Justyna. Owszem, czasem się sprzeczają, mają gorsze dni. "Jeśli czuję, że jest kłopot i zaczynamy się od siebie oddalać, idziemy na spacer, żebyśmy mogli porozmawiać bez świadków, tylko we dwoje. I nigdy nie było tak, że wróciliśmy niepogodzeni", opowiada. Nie znosi wałkowania problemów po sto razy i cichych dni. "To nic nie daje. Jak jest kłopot, to trzeba pogadać". Po partnersku dzielą się obowiązkami. Justyna wozi Leona na lekcje gry na perkusji, a Maciek na judo. Wieczorem, dopiero po 22.00, mają czas dla siebie. Wtedy rozmawiają o zwykłych domowych problemach. Czasem włączają film, bo oboje uwielbiają dobre kino. "Ale najczęściej wolimy piękne chwile w sypialni, bo to jest jeszcze fajniejsze", śmieje się Justyna. Patrząc z perspektywy czasu twierdzi, że małżeństwo zmieniło ją na lepsze - wyzbyła się egoizmu. Ale wie, że nikogo nie można zmieniać na siłę. "Jeśli naprawdę kogoś kochasz, to nie starasz się tego robić. A kiedy mężczyzna nie czuje się osaczony, to twoja miłość otwiera w nim to, co najlepsze", mówi. Czasem zostawiają dzieci u babci, by mieć czas tylko dla siebie. "Nie można z powodu zapracowania zrywać nici porozumienia i namiętności", mówi z przekonaniem Justyna. "Bo bywa, że potem ciężko ją zawiązać na nowo".

Iwona Zgliczyńska

Więcej informacji znajdziesz w magazynie o gwiazdach SHOW

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje