Tata to nie ty
On myśli, że to jego dziecko. Ona wie, że ma dwóch ojców. W Polsce jest co najmniej kilkadziesiąt tysięcy podobnych przypadków. I tyle samo dylematów, które trudno rozwiązać. Kłamać w imię szczęścia? Żyć w strachu, że jednak się wyda? Opowiadają Basia i Dorota.
Basia i Wojtek: wyretuszowane życie
Milimetrowa diastema. Taką samą przerwę między zębami ma syn i ojciec. Kiedy Tymon i Wojtek zaśmiewają się, oglądając "South Park", trudno nie zauważyć podobieństw. Zmarszczony nos, uniesiona lewa brew, gdy skupiają na czymś uwagę. Przy śniadaniu obaj słodzą herbatę - dokładnie dwie i jedna czwarta łyżeczki.
Tymek, jak tata, uwielbia "Milionerów", kolekcjonuje komiksy, a jego rysunki są precyzyjne, jakby namalował je student ASP, a nie siedmiolatek. - Talent odziedziczony chyba po Wojtku - Basia pokazuje oprawione w ramki najpiękniejsze projekty męża. "Może mały też będzie architektem?". Zachęca synka do rysowania. Nie namawia za to do śpiewania czy grania, choć chłopiec ma znakomity słuch. Jak jego TATA. Ten, którego Tymon nigdy nie pozna.
"Autor. Albo 'P.' " - tak Basia myśli o przystojnym muzyku Filharmonii Śląskiej, biologicznym ojcu Tymka. Odkąd zaszła z nim w ciążę, nie wymawia jego imienia. "Tatuś. Tatko. Tati". - Dla Tymka istnieje tylko Wojtek. Liczy się ten rodzic, który kocha, a nie ten, który przekazał Tymonowi swoje DNA - mówi stanowczo Basia. Chce w to wierzyć.
Przecież jej małżeństwo jest jak love story. Ona - stylistka wnętrz, on architekt. Spotkali się w Katowicach przy urządzaniu domu pewnego biznesmena. Decyzję o ślubie podjęli 45 dni po poznaniu. Tak byli zakochani. Fajna para, nikt nie słyszał, żeby się kłócili. W końcu doczekali się dziecka. Tajemnica nie mogła zniszczyć ich szczęścia.
Ten raz
Za każdym razem, kiedy Basia widzi wysokiego mężczyznę z włosami spiętymi w kucyk, serce bije jej szybciej. - Boję się spotkać "autora" - mówi. - Przechodzę na drugą stronę ulicy, uciekam. P. nie wie o Tymku. Ja za to dużo wiem o P. Na przykład, że z żoną bezskutecznie starają się o dziecko - tym bardziej paraliżuje mnie lęk, że się domyśli, że zobaczy w Tymonie własne odbicie. Że zażąda badań genetycznych, by potwierdzić ojcostwo, że rozbije naszą rodzinę.
Do zdrady przyznałam się przyjaciółce. "Dlaczego się z nim przespałaś? - Ze złości. Bezsilności", ucięłam wtedy rozmowę. Na to pytanie odpowiedziałam sobie w myślach tysiąc razy - Basia spuszcza wzrok. - Siedemnaście testów ciążowych, siedemnaście rozczarowań. Bezskuteczne starania o dziecko od ślubu z Wojtkiem. Coraz mniej wiary, namiętności, seks - choć regularny - był jak "lekcja do odrobienia" - opowiada. - Kłopoty. Choroba nowotworowa teściowej. Mąż w biurze albo u rodziców. Zmęczony, zniechęcony, nocą odwracał się do mnie plecami. Czułam, że go rozczarowuję, łaknęłam miłości. Zaciskałam zęby, bo miał kłopoty. W rozgoryczeniu krzyczałam jednak: "Traktujesz mnie jak współlokatorkę!". Wtedy był seks "na zgodę". Nieczuły, bez bliskości, za którą tak tęskniłam. Dał mi ją P. - chłopak z czasów liceum.
Maj 2003. Na dziesięcioleciu matury Basia spędza z P. wieczór w sali gimnastycznej szkoły. Oboje mają obrączki na ręce, oboje omijają temat swoich małżeństw. Liczą się dawne czasy. Są komplementy, znieczula wódka z tonikiem. Ona nie protestuje, gdy on bawi się jej włosami jak kiedyś. Ani gdy taksówkarzowi podaje swój adres. Ani gdy rozpina bluzkę. Żadne z nich nie szuka kontaktu po "tamtej nocy". On dzwoni tylko raz: - "Nie chcę komplikacji. - Ani ja". "Pozamiatane", myśli Basia z ulgą.
Wierząc w rodzinę
Miesiąc później - niespodzianka. Test ciążowy wypada pozytywnie. Ginekolog: "Piąty tydzień. Musi pani o siebie zadbać". Basia po wyjściu z gabinetu: "Nie mogę mieć tego dziecka. Koleżanka miała zabieg w Katowicach...". - Panika. Histeria - wspomina. - Wizyta w katedrze: "Panie Boże, daj mi znak. Co mam robić?" - modli się.
- Nie było wskazówek. Za to huśtawka emocjonalna - opowiada o pierwszych tygodniach. Strach: "Prawda zniszczy mój związek. I małżeństwo. P. przecież nie chciał komplikacji". Przypomina się też niechęć Wojtka, gdy kiedyś - po kolejnym negatywnym teście - napomknęła: "Zadzwonimy do ośrodka adopcyjnego? - Zapomnij! Znajomy zwrócił chłopca do domu dziecka. Nie da się pokochać nie swojego...".
Basia chce się upić. Zapomnieć. Kiedy indziej, zamiast lęku, racjonalna kalkulacja: marzenie o macierzyństwie kontra kłamstwo - Basia układa w głowie plan. Ostatni seks z mężem - dwa tygodnie przed zdradą. "Nie powiem. Nie powiem po prostu" - w imię szczęścia. Nadzieja pojawia się czasem nagle - Basię rozczula plakat UNICEF z roześmianymi dzieciakami. "Jakoś się ułoży, Wojtek pokocha malucha, marzył o nim", wierzy.
Jest też czarny scenariusz: mąż odkrywa prawdę. Ona samotnie wychowuje dziecko. - Koszmarna wizja, bo jestem z rozbitego domu - kontynuuje Basia. - Matka po odejściu ojca zaczęła pić, zapominała o mnie. Straciłyśmy kontakt, gdy zdałam maturę. Dotąd nie widziała wnuczka. Wtedy czułam się jak sierota. Za wszelką cenę chciałam mieć prawdziwą, PEŁNĄ rodzinę. Z Wojtkiem. Tak przynajmniej tłumaczyłam dylematy przyjaciółce.
Raz zapytała: "Dlaczego nie przyznasz się P.? - Brzydzę się P. To tylko dawca. Mielibyśmy układać sobie życie na zgliszczach? Wolę sama. Nie wierzę w nas. Wojtek to mężczyzna mojego życia. Albo z nim, albo z nikim". I jeszcze jedna kalkulacja: pieniądze, choć Basia wstydzi się o tym mówić. Jako stylistka wnętrz zarabia, gdy są zlecenia. Wie, że na nazwisko pracuje się latami. Przy mężu może pozwolić sobie na wciąż nieopłacalną pasję.
- Wojtek postawił dla nas dom, jeździliśmy dwoma autami - tłumaczy - nie musiałam kupować śpioszków w ciuchlandach, choć na studiach sama się tam ubierałam. Nie uważałam tego za wyrachowanie. Tylko za odpowiedzialność. Jako samotna mama nie byłabym dyspozycyjna. Bałam się: nie dam rady nas utrzymać. Kolejny argument, by być razem. Bardziej przerażała katastrofa związku, strata ukochanego, choć ten rok przed ciążą był trudny.
- Wojtek mnie fascynował. Jako kochanek. Jako autorytet. Jako człowiek. Chyba z nas dwojga to ja kochałam bardziej. Potrafiłam wpatrywać się w niego, gdy spał, jak się wściekał, prowadził samochód, pracował na projektami. Przyjaciółki nieraz się śmiały: "Jesteś chora z miłości". A w naszym związku nie działo się najlepiej. Myślałam może egoistycznie: "Jeśli mam stracić mężczyznę, nie mogę stracić dziecka".
Wolałam kłamać, wierząc jednak w rodzinę, niż tę rodzinę burzyć. Wróciłam do domu. Po prostu przytuliłam się do męża. Pokazałam oczywisty wynik badania krwi: "1070 jednostek hormonu HCG. - Jesteśmy w ciąży?!" - wykrzyknął. To, że powiedział "my" zamiast "ty" przekonało: już nie ma odwrotu. Skoczyłam na główkę. Odetchnęłam. Czekaliśmy na dziecko. Znów byłam najważniejsza dla mojego mężczyzny.
Artykuł pochodzi z kategorii: Prawdziwe historie
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
Dowiedz się, co los przygotował dla osób spod Twego... więcej
Reklama
Wasze komentarze (421)
-
16.07.2011 (09:25)No nie !!!!!!!!! czytam ten artukul i wieszacie psy na tych kobietach, faceci ......a gdzie wy jestescie w tym wszystkim? dlaczego taki wspanialy, uczciwy, madry facet a ulega kobiecie zamęznej , no przepraszam , ale to chyba o was tez swiadczy , jak mozna WYKORZYSTYWAC TAK TAK WYKORZYSTYWAC KOBIETY!!!! Nie widzicie siebie w tym chorym ukladzie , ale tylko kobiete. Panie , ktore w swoim zyciu dopuscily sie zdrady malzenskiej i owocem tego jest dziecko i urodzily to dziecko , jestescie naprawde wielkie! Trzeba miec odwage i wyją macie! NIe potepiam nikogo, nie oceniam. Juz i tak zostalyscie doswiadczone. Spokojnie przezyjecie to. Co do klamstwa , mysle ze powinno sie od razu powiedziec , decyzja nalezy do meza, czy bedzie chcial byc ojcem czy nie. Jedna uwaga panowie, jesli sie decydujecie byc ojcem "dziecka" to badzcie nimi az do konca !
-
23.05.2011 (20:16)~Reg"Męska logika" też nie lepsza. Idzie taki jeden z drugim do burdelu, a jak się wyda, to dziwi się, że kobieta ma pretensje, bo wg niego seks z prostytutką to nie zdrada.
Jedna i druga płeć są siebie warte, więc nie ma co tak naskakiwać, że tylko jedna jest "ta zła".<span class="user">~śmiech na saliNie, - ważne jest aby takie (...)miały zapewnione "miękkie lądowanie" po tym jak sie puściły :-)
Jak można "szczęście" budować na KŁAMSTWIE? Kłamstwie wobec DWÓCH NAJBLIŻSZYCH OSÓB - ojca i dziecka? Coś takiego mogła napisac tylko kobieta, uzywając tzw. "kobiecej logiki". Gratuluję.~usiakto spłodził dziecko nie ma znaczenia.Najważniejsze,aby rodzina była szczęśliwa.A przede wszystkim dziecko.[/quote][/quote]
Artykuł dotyczył zachowań kobiet, więc je skomentowałem. Jeśli będzie coś o facetach - to też zabiorę głos i żadnej "męskiej solidarności" nie będzie, bo draństwo jest draństwem. Z tym burdelem to nie pakuj z łaski swojej wszystkich do jednego wora. Nie da się porównać "skoku w bok" z okłamywaniem dzień po dniu dziecka i ojca - i tak przez całe lata. W przysiędze małżeńskiej jest pojawia się min. hasło "uczciwość małżeńska" ale panie opisane w artykule mają bardzo specyficzne podejście do tego zagadnienia.....
Ważne, żeby spaść na cztery łapy, co nie? :-( -
-
23.05.2011 (20:11)Filozofia Kalego w pełnej krasie - jeśli facet kłamie i zdradza to nie zostawia się na nim suchej nitki (jest tu "parę" artykułów w ten deseń), ale kiedy to kobieta kantuje na całego to pojawia się sto wytłumaczeń - "bo dobro rodziny..." "bo to chwila słabości.." "bo dziecko potrzebuje ojca..." itp. Jak czytam takie tłumaczenia to naprawdę niedobrze się robi...
-
03.04.2011 (17:14)Męska logika nie jest lepsza, co nie usprawiedliwia kobiet, które zdradzają i w tak okrutny i egoistyczny sposób jak w tym artykule - kłamią w żywe oczy. Poza tym nigdy nie widziałem, żeby mężczyzna zaszedł w ciążę z kochanką i wmawiał żonie, że to jej dziecko.
-
30.03.2011 (14:27)~śmiech na saliNie, - ważne jest aby takie (...)miały zapewnione "miękkie lądowanie" po tym jak sie puściły :-)
Jak można "szczęście" budować na KŁAMSTWIE? Kłamstwie wobec DWÓCH NAJBLIŻSZYCH OSÓB - ojca i dziecka? Coś takiego mogła napisac tylko kobieta, uzywając tzw. "kobiecej logiki". Gratuluję.~usiakto spłodził dziecko nie ma znaczenia.Najważniejsze,aby rodzina była szczęśliwa.A przede wszystkim dziecko."Męska logika" też nie lepsza. Idzie taki jeden z drugim do burdelu, a jak się wyda, to dziwi się, że kobieta ma pretensje, bo wg niego seks z prostytutką to nie zdrada.
Jedna i druga płeć są siebie warte, więc nie ma co tak naskakiwać, że tylko jedna jest "ta zła".













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli