~LorienRicardo, podobno w gimnazjum mieli uczyc dzieci rozumienia czytanego tekstu...nie pisze ze jakby na mnie trafil, w ogole nie o tym mowa, a przynajmniej ja znam tego czlowieka i wiem o jego istnieniu , i wiem tez jak graja pianisci z innych krajow i osobiscie uwazam, a mam do tego prawo, chocby dlatego, ze sie znam na temacie, ze szkoda go dla jakiejs "obcej" mogl rownie dobrze poznac dobra pianistke z naszego kraju. A co do Rosjan, akurat w ich przypadku nie zadziwia fakt, ze co uzdolnieni w jakims artystycznym kierunku i ze maja artystyczne usposobienie w ogole, ten narod to ma w genach, tak samo jak pare przywar i przez te wlasnie przywary, postanowilam wyrazic swoje zdanie. A co do moich osobistych spraw, to i tak ci nie napisze jak to u mnie wyglada, ale za to ci napisze, ze niekoniecznie trzeba byc stara panna, nie miec dzieci, mozna byc po prostu wolnym czlowiekiem, ktory ma cos do powiedzenia nie bezpodstawnie, w odroznieniu od ogolnego belkotu, ktory ludzie wypisuja na zasadzie, co zobaczylem na obrazku, co przeczytalem, tyle tylko jestem w stanie powiedziec i to jeszcze ogolnikami w stylu : " ladna mloda zdolna para, to pewnie sa dobrymi ludzmi i jak sa tacy piekni to super..."~Ricardo TubbsJakby na Ciebie trafił, to z pewnością byłby szczęśliwszy... Chciałabyś, aby Tobie ktoś wypominał z kim się związałaś? A może jesteś przysłowiową starą, sfrustrowaną bezdzietną panną i stąd te uszczypliwości?~LorienZgadzam sie z tym zdaniem, poza tym szkoda, ze "nasz" Staś wybitny pianista, zwiazal sie jakas ruska, a co to, Polek juz u nas nie ma? Ja wam gwarnatuje, ze bedzie im sie ukladac, one juz umieja sie podlizac tak, ze sie do smierci od niej nie wymiga.Nie wiem jak bylo, ale jestem w stanie sadzic, ze i jego matka podebrala, ot i co, rownie dobrze mogl sie chlopak z Chinka albo Japonka zwiazac, tez pieknie graja...eh...szkoda go, lubilam go sluchac jak gral i jak opowiadal o graniu, byl rozkosznym chlopcem :) ~olaco za belkot, ja rozumiem zachwyt nad ludzmi jak sa juz po latach szczesliwego malzenstwa a nie po 2 latach znajomosci....rozne charaktery...ciekawe jak dlugo beda sie dogadywac.....chyba brakuje tematow do artykulow skoro takie badziewia wstawiaja
Staś i Katia
Dla nich czas płynie inaczej. Nie biegają po imprezach, nie korzystają z Facebooka, nie interesują ich modne miejsca. Zamiast tego wolą swoje towarzystwo i muzykę.
Jekaterina
Swój temperament i emocje wyrażałam grą na fortepianie, a gdy nadal nie mogłam ich w sobie pomieścić, pisałam poezje. To były – jak mi się wydawało – rozmowy z samą sobą. A może już wtedy „rozmawiałam” ze Stasiem, chociaż jeszcze go nie znałam? Wierzę, że byliśmy sobie przeznaczeni.
Dziś, kiedy mam przy sobie ukochaną osobę i mogę z nią wszystko dzielić, nie piszę tak często, choć Staś bardzo lubi, kiedy czytam mu na głos swoje wiersze albo rosyjskie książki. Życie mnie zaskoczyło. Nigdy bym nie zgadła, że ułoży się w taki scenariusz: nasze spotkanie, zaręczyny, ślub, a potem wyjazd do innego kraju. Tylko moja mama od początku mówiła, że jak kogoś wybiorę, to od razu będzie to ten właściwy, na całe życie.
Rzeczywiście tak się stało, przed nim nie miałam nikogo. W przeciwieństwie do Stasia nie urodziłam się w rodzinie muzycznej. Moja mama była nauczycielką, a tato inżynierem. Mieszkaliśmy w małej miejscowości na Łotwie. Dom rodziców opuściłam jako nastolatka, wyjechałam bowiem do Rygi, żeby uczyć się u profesora Sergeya Osokina w szkole muzycznej Emila Darzina. Byłam zdeterminowana, żeby poświęcić wszystko dla muzyki.
Potem wygrałam konkurs pianistyczny i dostałam się do słynącego z niezwykle wysokiego poziomu konserwatorium w Moskwie. Kiedy poznałam Stasia, trudno mi było po raz kolejny zostawić wszystko, przenieść się do innego kraju i zaczynać od nowa. Jednak Moskwę i Warszawę dzieli dość duża odległość, poza tym wiecznie byliśmy w rozjazdach: konkursy, koncerty…
Bywało, że Staś przyjeżdżał do mnie wieczorem tylko na jedną noc, a już następnego dnia o szóstej rano musieliśmy ruszać w drogę, każde w swoją stronę. W głębi duszy jestem romantyczką, pewnie dlatego tak bardzo kocham XIX wiek i kulturę tamtych czasów. Wierzę, że trzeba iść za głosem serca.
Nie wahałam się przeprowadzić na stałe do Polski, choć wiedziałam, że ta decyzja całkowicie zmieni moje życie. Jeszcze przed ślubem zamieszkaliśmy w domu rodzinnym Stasia. Na początku niewiele umiałam po polsku, musiałam prosić, by Staś mi tłumaczył, ale teraz już coraz lepiej sobie radzę z tym językiem. O swoją edukację byłam spokojna. Mama Stasia, wybitna pianistka Tatiana Shebanova, ciesząca się wielkim autorytetem w Moskwie, roztoczyła nade mną opiekę merytoryczną.
Od pierwszej chwili miałyśmy bardzo dobry kontakt, także jako kobieta z kobietą. Wiem, że ogromnie cieszyła się z naszych zaręczyn, wierzyła w nasz związek. Do końca pozostała wierna muzyce i pasji pedagogicznej. Kiedy już nie mogła wstać z łóżka, uczyła przez Skype’a. Dla Stasia była pierwszym i najważniejszym nauczycielem, ja byłam jej ostatnią uczennicą. Zmarła po ciężkiej chorobie. Na szczęście doczekała naszego wesela.
Datę ślubu wyznaczyliśmy na 6 sierpnia zeszłego roku. Zaczęły się przygotowania. Im bliżej było do uroczystości, tym bardziej robiło się nerwowo. Zapadały bowiem ważne decyzje. Na przykład: jaka będzie suknia? Mama Stasia chciała, bym włożyła jej suknię ślubną, która pasowała na mnie idealnie, z kolei moja mama uważała, że powinnam mieć własną. Żeby obie je zadowolić, ślub cywilny wzięłam w jednej, a kościelny w drugiej. Uroczystość w urzędzie odbywała się w języku łotewskim. Staś nic nie rozumiał i trzeba było bardzo uważać, żeby w odpowiednim momencie powiedział „ja”, czyli tak.
Oboje jesteśmy prawosławni, więc nie chodziło nam tylko o podpisanie formalnego papierka. Ta ważniejsza ceremonia odbyła się w pięknej starej cerkwi z niebieską kopułą, w kurorcie Jurmala pod Rygą. U nas nie ma organów, śpiewa chór cerkiewny. Inaczej niż w Kościele katolickim, obrączkami wymieniliśmy się na samym początku, tuż przy wejściu do świątyni. Potem, stojąc przed popem, trzymaliśmy w rękach długie białe świece, które – zgodnie z tradycją – zabiera się do domu jako ważną pamiątkę zaślubin.
Nasi świadkowie – jak każe obyczaj – przez 45 minut unosili nad naszymi głowami dwie ciężkie, metalowe korony. Takie zadanie wymaga nie lada kondycji i poświęcenia, ale udało się bez żadnych wpadek. Wszystko razem zapisało się w mojej pamięci jako głębokie przeżycie duchowe. A potem było wesele. Zaprosiliśmy tylko nasze rodziny i najbliższych przyjaciół, chcieliśmy, żeby było kameralnie. Zabawę prowadziła pani wodzirej, która zręcznie połączyła łotewskie tradycje weselne z polskimi, integrowała też gości, bo prawie się nie znali.
Pierwszym tańcem był walc. Kiedy wirowaliśmy na parkiecie, weselnicy po kolei pisali nam życzenia na pomarańczowej parasolce. Z okien sali widać było morze. Gdy rzucałam za siebie ślubną wiązankę, za pierwszym razem trafiła mnie w głowę, musiałam więc zrobić to po raz drugi, bo przecież miała ją złapać panna, która jako kolejna wyjdzie za mąż. Na szczęście udało się.
O północy wjechał na stół tort, a potem puszczaliśmy w niebo balony z życzeniami. Następnego dnia wyruszyliśmy w podróż poślubną na Kretę.
Pamiętam, jak na samym początku naszej znajomości ćwiczyłam ze Stasiem grę na cztery ręce, fantazje Schuberta i inne utwory. Wcześniej te partie wykonywał na koncertach z mamą. Poznawaliśmy się w ten sposób i przygotowywaliśmy do przyszłych wspólnych występów. Dziś takie granie jest mniej popularne, a szkoda. W rzeczywistości to niełatwa sztuka. Pianista z wiolonczelistą czy ze skrzypkiem prędzej się dogada niż dwóch pianistów, no, chyba że jest się rodziną…
Życia we dwoje nie musieliśmy się uczyć, to przyszło jakoś naturalnie. Doskonale się dogadujemy, choć mamy różne charaktery. Staś lubi wszystko dokładnie przemyśleć, skrywa emocje, ja natomiast jestem bardziej spontaniczna. Zainteresowania też mamy różne: on pasjonuje się wirtualnym lotnictwem, mnie to mniej zajmowało, ale uczyłam się, słuchałam, bo to przecież część jego życia. Tylko nie do końca lubię te jego papugi…
-------
Jekaterina Drzewiecka (z domu Sarajewa) – urodziła się w Murmańsku, ma 23 lata. Naukę gry na fortepianie rozpoczęła w wieku pięciu lat. Studiowała w Konserwatorium im. Piotra Czajkowskiego w Moskwie, a obecnie uczy się w Akademii Muzycznej w Bydgoszczy. Jest laureatką wielu konkursów pianistycznych.
Artykuł pochodzi z kategorii: Prawdziwe historie
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
Z przykrością dotarło do mnie, że jednak nie... więcej
Reklama
Wasze komentarze (30)
-
03.10.2011 (05:43)rzeczywiscie my, Rosjanki, umiemy"podlizac sie", rozpieszczac naszego kochanego, mowic mu caly czas, ze jest naj naj we wszystkim, umilac mu zycie, nie gnebic wygorowanymi wymaganiami, podkreslac na kazdym kroku, jak nam z tym malzenstwem sie udalo, a poza tym twardo stapac po ziemi, miec dobra prace nawet w Polsce i miec artystyczna dusze. Nic, tylko, zalowac, ze nie ma zony Polki.
~LorienRicardo, podobno w gimnazjum mieli uczyc dzieci rozumienia czytanego tekstu...nie pisze ze jakby na mnie trafil, w ogole nie o tym mowa, a przynajmniej ja znam tego czlowieka i wiem o jego istnieniu , i wiem tez jak graja pianisci z innych krajow i osobiscie uwazam, a mam do tego prawo, chocby dlatego, ze sie znam na temacie, ze szkoda go dla jakiejs "obcej" mogl rownie dobrze poznac dobra pianistke z naszego kraju. A co do Rosjan, akurat w ich przypadku nie zadziwia fakt, ze co uzdolnieni w jakims artystycznym kierunku i ze maja artystyczne usposobienie w ogole, ten narod to ma w genach, tak samo jak pare przywar i przez te wlasnie przywary, postanowilam wyrazic swoje zdanie. A co do moich osobistych spraw, to i tak ci nie napisze jak to u mnie wyglada, ale za to ci napisze, ze niekoniecznie trzeba byc stara panna, nie miec dzieci, mozna byc po prostu wolnym czlowiekiem, ktory ma cos do powiedzenia nie bezpodstawnie, w odroznieniu od ogolnego belkotu, ktory ludzie wypisuja na zasadzie, co zobaczylem na obrazku, co przeczytalem, tyle tylko jestem w stanie powiedziec i to jeszcze ogolnikami w stylu : " ladna mloda zdolna para, to pewnie sa dobrymi ludzmi i jak sa tacy piekni to super..."~Ricardo TubbsJakby na Ciebie trafił, to z pewnością byłby szczęśliwszy... Chciałabyś, aby Tobie ktoś wypominał z kim się związałaś? A może jesteś przysłowiową starą, sfrustrowaną bezdzietną panną i stąd te uszczypliwości?~LorienZgadzam sie z tym zdaniem, poza tym szkoda, ze "nasz" Staś wybitny pianista, zwiazal sie jakas ruska, a co to, Polek juz u nas nie ma? Ja wam gwarnatuje, ze bedzie im sie ukladac, one juz umieja sie podlizac tak, ze sie do smierci od niej nie wymiga.Nie wiem jak bylo, ale jestem w stanie sadzic, ze i jego matka podebrala, ot i co, rownie dobrze mogl sie chlopak z Chinka albo Japonka zwiazac, tez pieknie graja...eh...szkoda go, lubilam go sluchac jak gral i jak opowiadal o graniu, byl rozkosznym chlopcem :) ~olaco za belkot, ja rozumiem zachwyt nad ludzmi jak sa juz po latach szczesliwego malzenstwa a nie po 2 latach znajomosci....rozne charaktery...ciekawe jak dlugo beda sie dogadywac.....chyba brakuje tematow do artykulow skoro takie badziewia wstawiaja
-
02.10.2011 (21:41)~Ricardo TubbsJakby na Ciebie trafił, to z pewnością byłby szczęśliwszy... Chciałabyś, aby Tobie ktoś wypominał z kim się związałaś? A może jesteś przysłowiową starą, sfrustrowaną bezdzietną panną i stąd te uszczypliwości?~LorienZgadzam sie z tym zdaniem, poza tym szkoda, ze "nasz" Staś wybitny pianista, zwiazal sie jakas ruska, a co to, Polek juz u nas nie ma? Ja wam gwarnatuje, ze bedzie im sie ukladac, one juz umieja sie podlizac tak, ze sie do smierci od niej nie wymiga.Nie wiem jak bylo, ale jestem w stanie sadzic, ze i jego matka podebrala, ot i co, rownie dobrze mogl sie chlopak z Chinka albo Japonka zwiazac, tez pieknie graja...eh...szkoda go, lubilam go sluchac jak gral i jak opowiadal o graniu, byl rozkosznym chlopcem :) ~olaco za belkot, ja rozumiem zachwyt nad ludzmi jak sa juz po latach szczesliwego malzenstwa a nie po 2 latach znajomosci....rozne charaktery...ciekawe jak dlugo beda sie dogadywac.....chyba brakuje tematow do artykulow skoro takie badziewia wstawiajaRicardo, podobno w gimnazjum mieli uczyc dzieci rozumienia czytanego tekstu...nie pisze ze jakby na mnie trafil, w ogole nie o tym mowa, a przynajmniej ja znam tego czlowieka i wiem o jego istnieniu , i wiem tez jak graja pianisci z innych krajow i osobiscie uwazam, a mam do tego prawo, chocby dlatego, ze sie znam na temacie, ze szkoda go dla jakiejs "obcej" mogl rownie dobrze poznac dobra pianistke z naszego kraju. A co do Rosjan, akurat w ich przypadku nie zadziwia fakt, ze co uzdolnieni w jakims artystycznym kierunku i ze maja artystyczne usposobienie w ogole, ten narod to ma w genach, tak samo jak pare przywar i przez te wlasnie przywary, postanowilam wyrazic swoje zdanie. A co do moich osobistych spraw, to i tak ci nie napisze jak to u mnie wyglada, ale za to ci napisze, ze niekoniecznie trzeba byc stara panna, nie miec dzieci, mozna byc po prostu wolnym czlowiekiem, ktory ma cos do powiedzenia nie bezpodstawnie, w odroznieniu od ogolnego belkotu, ktory ludzie wypisuja na zasadzie, co zobaczylem na obrazku, co przeczytalem, tyle tylko jestem w stanie powiedziec i to jeszcze ogolnikami w stylu : " ladna mloda zdolna para, to pewnie sa dobrymi ludzmi i jak sa tacy piekni to super..."
-
-
30.09.2011 (16:32)Staś i Katia wiedzą na czym polega życie,ale dla ludzi,którzy są tylko konsumentami i podatnikami jest to niezrozumiałe i niech tak zostanie w myśl starego przysłowia: ''nie ucz świni śpiewać,bo stracisz czas i rozdrażnisz świnie''
a mówiąc językiem lol'ków - frajerami to są ci nieszczęśnicy,którzy zafascynowani ''festbukiem'' ;),marketingiem i ekonomią biznesu nie są w stanie żyć prawdziwie,ale cóż C'est la vie :) -
30.09.2011 (15:47)a ja pamiętam jeszcze małego geniusza Stasia - jak ten czas leci... Życzę dużo szczęścia
-
30.09.2011 (14:25)













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli