Przejdź na stronę główną Interia.pl

Smartfon i różaniec

Wierzymy, ale bywa, że coraz częściej po cichu. Schowani w czterech ścianach naszych domów. Może dlatego, że dziś łatwo zostać wrzuconym do szufladki z napisem „moher”. Jednak nasi rozmówcy mają odwagę otwarcie i szczerze mówić o swojej duchowości.

Pod koniec kwietnia odbędzie się kanonizacja Jana Pawła II. Już teraz do tego wydarzenia przygotowuje się cała Polska. Na mszy w Watykanie ma się pojawić około pięciu milionów osób z całego świata, najwięcej oczywiście znad Wisły. Na co dzień jednak rzadko manifestujemy naszą wiarę, a religijni bywamy przeważnie tylko od święta - w Boże Narodzenie i Wielkanoc.

Reklama

"Czasami pewnie łatwiej jest nie mówić, nie przyznawać się, że się chodzi do kościoła, żeby nie wpakowano cię do pudła z napisem »katol «, nie ustawiono na półce konkretnego ugrupowania politycznego czy nie przypisano twojej głowie takich a nie innych poglądów" - wyznała kilka miesięcy temu Danuta Stenka. I dodała: "Kiedyś nie umiałam mówić o tym, że wierzę w Boga, czułam się jak kosmita".

Po przeczytaniu wywiadu z aktorką zaczęliśmy w redakcji rozmawiać o tym, czemu religijność stała się czymś, co wolimy ukrywać, i o czym poza własnymi czterema ścianami nie bardzo wypada mówić. Z dyskusji wynikało, że to raczej zrozumiałe, bo wielu z nas uważa wiarę za sprawę zbyt intymną, aby rozważać ten temat publicznie. Jednak zmiany w Kościele, które wprowadza papież Franciszek, prowokują do rozmów.

Niedawno papież ochrzcił córkę samotnej matki i dziecko pary, która nie miała ślubu kościelnego. To krok milowy w działaniach Kościoła, bo wielu z nas wciąż dotyka jego konserwatyzm w takim praktycznym wymiarze, np. przy odmowie udzielania komunii rozwodnikom czy kobietom stosującym antykoncepcję. Na tym tle papież Franciszek to prawdziwy rewolucjonista.

Czy dzięki niemu religijność przestanie się w końcu kojarzyć z zaściankowością i zacofaniem?

Trendy, jazzy, cool

- Gdy znajomi słyszą, że idę do kościoła, żartują, że jestem "kruchta kościelna". Niby życzliwie, ale z ironią - wyznaje Anna Popek (45 lat), dziennikarka prowadząca "Pytanie na śniadanie" w TVP. - Mam wrażenie, że szybciej zaakceptowaliby medytację czy szukanie mądrości w Tybecie. Ale czy nie można jej znaleźć bliżej, w polskim klasztorze, kościele, a nawet w spokoju w domu? Całe dnie spędzamy w pracy, potem w siłowni, dobrze się odżywiamy, dbamy o urodę, ciało, a zapominamy o duchu - dodaje dziennikarka.

Podobnie sądzi aktor Wojciech Wysocki (61 lat): - W środowisku artystycznym popularny jest antyklerykalizm i akcje plakatowe w stylu "Nie płakałem po papieżu".

Karolina Malinowska (31 lat), modelka: - Nie słyszałam, żeby ktoś z moich znajomych chwalił się tym, że wierzy. To nie jest coś, co jest megatrendy, jazzy czy cool.

Religia nie sprzedaje się dobrze. Fajniej jest pójść na pokaz mody lub na klubową imprezę niż do kościoła. Niestety, wiara jest często mylona z instytucją Kościoła, a ta przechodzi kryzys. Zapewne kiedyś w środowisku kościelnym też działo się to, co dziś - pedofilia wśród księży czy machlojki finansowe - ale mało kto o tym wiedział i mówił. Teraz wszystkie afery szybko wychodzą na światło dzienne. Fundament chwieje się i zaraz może runąć, więc najłatwiej jest zrezygnować z religii.

Modelka przyznaje, że choć jest wierząca, określa siebie jako niepraktykującą: - Z wieloma rzeczami w Kościele się nie zgadzam. Na przykład z tym, że moja mama, którą ojciec przez całe życie źle traktował, nie może przyjąć komunii, bo się rozwiodła. Miała zostać z mężem, żeby być dobrą, cierpiącą chrześcijanką? Taka postawa rodzi we mnie bunt i złość...

Rozwiedziona jest też jej babcia, która wyszła drugi raz za mąż. Jako osobie bardzo religijnej trudno jej było pogodzić się z tym, że Kościół nie uznaje jej nowego związku. Zawsze marzyła o tym, by zobaczyć Watykan, więc wnuczka zabrała ją do Rzymu. Odwiedziły bazylikę i babcia poszła się wyspowiadać. Okazało się, że w konfesjonale siedział polski ksiądz: - Dopiero on, po tylu latach, dał jej, rozwódce, rozgrzeszenie. Była niesamowicie wzruszona i przyznała, że teraz wiara ma dla niej większy sens.

Kumpel na górze

Dwa lata temu głośno było o wypadku Ewy Farnej (20 lat), która po imprezie wsiadła do samochodu i wjechała w drzewo. Piosenkarka wyszła z tego bez szwanku i często potem mówiła, że gdyby nie boska interwencja, zapewne by nie przeżyła. Internauci w swoich komentarzach byli bezlitośni. "Co za ciemnogród, to nie Bóg ci pomógł, tylko poduszki powietrzne" - taki anonimowy wpis nadal można przeczytać na plotkarskim portalu. Ale Farna mówi, że nie ma zamiaru wypierać się swoich poglądów, chociaż jej rówieśnikom mogą wydawać się oldskulowe. Zapewnia, że to właśnie dzięki nim przetrwała w show-biznesie.

- To świat napompowanych biustów i gołych pośladków, świat pozorów. Wiara jest dla mnie antidotum na powierzchowność i pustkę - podkreśla. - Popkultura ociera się o pornografię, szczególnie rynek muzyczny. Młodym ludziom pokazuje się roznegliżowane piosenkarki, które na koncertach łapią się za krocze. Wszędzie szukamy sensacji. A ja staram się nie iść tą drogą, bronię się przed tym - mówi Ewa Farna.

I dodaje, że swoją postawę w dużej mierze zawdzięcza rodzicom, którzy, choć mieszkają w ateistycznych Czechach, wychowali ją w wierze ewangelickiej. Bywali surowi. Gdy miała 15 lat i marzyła o tym, żeby jeździć na koncerty bez opieki, tylko z chłopakami z zespołu, ojciec jej na to nie pozwolił. Zanim nie skończyła 18 lat, wszędzie woził ją sam, zrezygnował nawet z pracy. Dbał o to, by w każdym kontrakcie było zapisane, że wszystkie wymagania wobec Ewy będą zgodne z dekalogiem i nie będą sprzeczne z jej przekonaniami.

- W życiu kieruję się dziesięcioma przykazaniami - twierdzi wokalistka, która nikogo nie namawia na nawrócenie się, ale gdy ktoś z jej przyjaciół przechodzi ciężkie chwile, opowiada mu, jak jej samej wiara pomogła uporać się z problemami.

- Na młodego człowieka czyha sporo pokus, a gdy szukamy własnej drogi w życiu, łatwo jest im ulec. Może to brzmieć mistycznie lub patetycznie, ale ja naprawdę mam tam, na górze, kumpla i czasem lubię sobie z nim pogadać. Myślę, że to dzięki niemu się nie pogubiłam - wyznaje Ewa Farna. I od razu zastrzega, że nie chciałaby wyjść na świętoszkę: - Jako osoba wierząca jestem utożsamiana z kimś grzecznym i poukładanym. A ja wcale taka nie jestem, mam w sobie sporą dawkę szaleństwa. Ale trzymam je w ryzach, nie łamię ważnych dla mnie zasad.

Z Biblią pod pachą

Niektórzy zaczynają odkrywać swoją religijność znacznie później niż Ewa Farna. Często w momentach, kiedy napotykają życiowe trudności, z którymi nie potrafią sobie poradzić. Tak było w przypadku Wojciecha Wysockiego, który w wieku 35 lat zachorował na raka. Wiara pomogła mu przetrwać najgorsze chwile. Od tego czasu jest praktykującym katolikiem.

Po 10 latach miał nawrót choroby, który starał się przyjąć z pokorą, choć właśnie wtedy zaczynał nowy rozdział życia - związał się z obecną żoną Joanną, a na świat przyszła ich córka Rozalia.

- Życie bywa zaskakujące, jednego dnia trzymasz na rękach wyczekiwane i ukochane dziecko, drugiego dostajesz obuchem w głowę. Nie myślałem jednak, dlaczego ja. Wiem, że nasze istnienie wypełnione jest cierpieniem i od tego nie uciekniemy. Ono jest wpisane w naszą ziemską drogę - twierdzi.

Po pierwszym cyklu chemioterapii postanowili z partnerką ochrzcić córkę. Ślub wzięli dopiero wtedy, kiedy on usłyszał od lekarzy, że jest zdrowy: - Tamtego dnia Joanna miała na sobie jasny kostium. Było romantycznie: tylko my, świadkowie i Rozalka. Dzięki Bogu i naszym staraniom małżeństwo trwa - dodaje.

Dziennikarz TVP i radia RMF FM Krzysztof Ziemiec (46 lat) często podkreśla swoją religijność. Na naszą sesję fotograficzną przychodzi z własnym egzemplarzem Biblii.

- W moim domu rodzinnym wiara nie była nadmiernie eksponowana, ale i nie była lekceważona - podkreśla. - Większą wagę niż rodzice przykładali do niej moi dziadkowie. Dziadek miał w zwyczaju podczas kilku wybranych dni w roku całkowicie pościć, między innymi w rocznicę śmierci swoich rodziców. Robiło to na mnie ogromne wrażenie. Im byłem starszy, tym głębiej starałem się w to wniknąć. Praktykowanie wiary miało też wtedy sens polityczny. Moje liceum i studia przypadły na burzliwe lata 80. Uroczystości religijne, msze za ojczyznę w parafii św. Stanisława Kostki w Warszawie były ważną formą manifestacji - opowiada.

Wiara pozwoliła mu przetrwać tragiczny wypadek. Gdy kilka lat temu w jego domu zapalił się garnek z parafiną, dziennikarz wyniósł z płomieni żonę Danutę i trójkę dzieci. Sam ciężko poparzony trafił do szpitala, przeszedł długą rehabilitację. Potraktował to jako znak od Boga, ale i pewne wyzwanie: - Widocznie mam jeszcze w życiu coś do zrobienia - mówi.

Wiara, czyli karma

Pytamy naszych rozmówców, jak to jest z religijnością Polaków, czy coś zmieniło się w naszej mentalności.

- Kiedyś pójście do kościoła to było przeżycie, a dzisiaj? Jest więcej bodźców, możliwości - zauważa Karolina Malinowska. Ona sama wzięła ślub kościelny ze swoim partnerem, dziennikarzem i prezenterem Olivierem Janiakiem, w 2003 roku.

- Nie zrobiłam tego ze względu na rodzinę czy po to, żeby móc włożyć piękną białą sukienkę. To była moja wewnętrzna potrzeba. Jestem osobą wierzącą, więc ta uroczystość miała dla mnie szczególny, symboliczny wymiar - mówi. Ale dodaje jednocześnie, że swoich trzech synów - Fryderyka, Christiana i Juliana - nie będzie namawiała do praktykowania. Muszą sami chcieć, bo do religii nie można być przymuszanym. Jedyną wiarą, którą chce w dzieciach zaszczepić, jest wiara w drugiego człowieka.

Dowiedz się więcej na temat: wiara | Karolina Malinowska | Krzysztof Ziemiec | Anna Popek | Ewa Farna

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje