Przejdź na stronę główną Interia.pl

Seks+misja - część II

Co w tej sferze jeszcze jest do przekroczenia?

To dziwne jest

Reklama

Mleczko kilka razy powtarza: - Ludzka fizjologia mnie brzydzi. Pasjonuje mnie tylko mózg, ciało człowieka to coś na doczepkę. I jeszcze: - Nie znoszę filmów pornograficznych, a nawet scen erotycznych w normalnych filmach. Co jest fajnego w oglądaniu dwóch osób, które spocone dotykają się w takich miejscach, że aż strach pomyśleć? Tak naprawdę myśli to, co większość Polaków, tyle że otwarcie mówi o wewnętrznej sprzeczności człowieka. - To, że seks wydaje mi się trochę żałosny, nie znaczy, że go nie potrzebuję - uśmiecha się. - Moja książka właśnie dlatego tak świetnie się u nas sprzedała - twierdzi Witkowski. - Nigdy nie cieszyłaby się popularnością w Ameryce Południowej, Brazylii czy w Tajlandii, gdzie nagość i erotyka są czymś najzupełniej normalnym jak jedzenie. Tam ludzie otwarcie proponują sobie seks, chociaż nawet się nie znają, w ramach masażu można za dwa dolary dodatkowo poprosić, żeby masażysta "zrobił nam dobrze". Tam młodzież wychowuje się na plaży, ubrana w kąpielówki i klapki, a podejście do erotyki i cielesności jest proste: "Chcesz, to bierzesz".

Dla nas seks jest dużo bardziej skomplikowany, wielu z nas wypiera potrzeby silniejszych doznań. Siłą rzeczy tworzy się taka podwójna rzeczywistość, która swe ujście znajduje w sztuce, mediach czy Internecie. Zdaniem Witkowskiego to zresztą typowo mieszczańskie. Przecież właśnie w epoce wiktoriańskiej było najwięcej burdeli.- A wiesz, jaką popularnością cieszą się w Niemczech darkroomy? - mówi. - To jest szansa dla zmęczonych pracą biznesmenów, ich wentyl. W darkroomach uprawiają seks z kim chcą i jak chcą. A rano mężczyźni wciskają się w krawaty i marynarki, a kobiety w kostiumy, pastują buty i "odhaczają" swoje karty w bardzo ważnych firmach. To taki skrajny przykład podwójnego życia seksualnego.

Z pokolenia na pokolenie

- Nikt z moich znajomych nie rozmawiał z rodzicami o "tych sprawach" - mówi Andrzej Mleczko. On ze swoją córką ma już zupełnie inny kontakt. - Relacje męsko-damskie nie są dla nas tabu, choć mamy o wiele ciekawsze tematy do omówienia - uśmiecha się. Laura Łącz była wychowywana w pruderyjnym domu. - Nie wiem, czy moja mama pokazała publicznie coś więcej niż szyję, chociaż też była aktorką. Ja mam osiemnastoletniego syna i nigdy się go nie krępowałam, chociaż przyznaję, że o sprawach związanych z edukacją seksualną z nim nie rozmawiałam. To powinna być rola ojca, niestety mój mąż kilka lat temu zmarł.

W rodzinach Marysi Seweryn i Michała Witkowskiego (oboje rocznik 1975) też o "tych sprawach" się nie rozmawiało. Michał Witkowski opowiada, że źródłem jego wiedzy o seksie były głównie filmy pornograficzne. - Wszyscy w klasie mieli wideo i oglądali pornole, jedna kopia krążyła wśród kilkunastu osób - wspomina. Tylko Zbigniew Lew-Starowicz dorastał w nietypowym, szczególnie jak na lata 50., domu. - "Nagość", "erekcja", "potrzeby seksualne". Nie poznawałem tych terminów na podwórku, od kolegów. Z każdą sprawą mogłem przyjść do ojca i matki,.

To nie ja

Michał Witkowski siedzi w warszawskiej kawiarni Między Nami i popija caffé latte. - Dochodzę do wniosku, że już nie interesuje mnie seks. Mam 33 lata i czasem mówię: "Jestem na seksualnej emeryturze". Może dlatego, że mnie w tym temacie zawsze przede wszystkim interesowało zatracanie się, przekraczanie granic. Ktoś kiedyś nawet powiedział: "Zbolała dusza szuka ratunku w seksie". Przez swoją książkę jestem postrzegany jako "totalny wariat". Gdy kogoś poznaję, on oczekuje trzęsienia ziemi, a ja po prostu chcę chodzić za rączkę po parku i gadać o życiu.

Maria Seweryn kilka razy powtarza: "Odwaga zawodowa nie idzie w parze z seksualną wolnością. To są dwie odrębne sfery". Mówi, że prywatnie jest tradycjonalistką. Nigdy nie zaproponowałaby mężczyźnie seksu. Woli być zdobywana, niż zdobywać. I podobnie jak 71 procent innych Polek uważa, że nie mogłaby pójść do łóżka z mężczyzną, z którym nie jest związana emocjonalnie. - Od niedawna jestem kobietą samotną - opowiada Seweryn. - Czasem koledzy żartują: "Chodź, Marysia, na taki seks bez zobowiązań". Żarty ucinam krótkim: "Nie mogę, od razu bym się zakochała".

Andrzej Mleczko podczas wywiadu kilka razy ścisza głos. Siedzimy w warszawskiej Szpilce. W niedzielne popołudnie jest tu sporo osób. - Po co ma ktoś słuchać, o czym rozmawiamy? Mężczyzna seks uprawia, a nie ględzi o nim publicznie i bez potrzeby - tłumaczy. Gdy pytam o otwartość w seksie, odpowiada: - Nie mógłbym o tym rozmawiać. Dla mnie w publicznym mówieniu o swojej seksualności jest coś nieeleganckiego. Może więc jestem niedzisiejszy? Wydaje mi się, że szczególnie mężczyzna nie powinien opowiadać o swoich podbojach i doświadczeniach.

Laura Łącz: - Zawsze uchodziłam za osobę powściągliwą. Znajomi śmiali się: "Strach przy tobie mówić o ludzkich sprawach". Odpowiada mi taki wizerunek, bo nie chcę być identyfikowana z seksualnością. Głównie ze względu na syna. Ostatnio syn Laury Łącz zachwycał się piosenkami Marysi Peszek z płyty "Maria Awaria". Łącz słuchała słów Peszek: "A ja dla własnej wygody/ zapuszczam swoje ogrody/ i kolekcjonuję wzwody/ ja metr pięćdziesiąt dwa/ dziko rosnącego nieba/ lubię skóry mojej smak/ i fakt, że zawsze jestem na "tak"/ i lubię też w moich ustach słowo "fuck"/ i lubię ten smak, gdy w ustach mam słowo "fuck"" - i myślała, jak wiele się zmieniło od czasu, gdy ona była młoda i zachwycała się piosenkami Kaliny Jędrusik: "Bo we mnie jest seks". Co w tej sferze jeszcze jest do przekroczenia? - zastanawia się.

Katarzyna Troszczyńska

Przeczytaj pierwszą część artykułu

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje