Przejdź na stronę główną Interia.pl

Punkty styczne

Na początku bronili się przed tym, co zaczęło się między nimi dziać, a potem walczyli już tylko o to, żeby być razem. Dorota Szelągowska i Adam Sztaba.

Dorota

Moje przyjaciółki przestały się już dziwić, że Adam choć jest w domu, to właściwie go nie ma. Jego pracownia jest na drugim piętrze, więc jak zejdzie do kuchni, to się z nimi przywita, ale gdy one wychodzą, nie krzyczą: „Cześć, Adam!”, bo wiedzą, że w słuchawkach i tak nie usłyszy. Natomiast nasi znajomi są przyzwyczajeni, że Adam podczas proszonej kolacji potrafi wstać od stołu i zniknąć na górze. Jakiś pomysł wpada mu do głowy i natychmiast musi przerobić to na nuty. On żyje w swoim świecie. Nie do końca rozumie, że można się z kimś spotkać tylko po to, żeby przyjemnie spędzić czas, a już na pewno, że można tak co tydzień. Bo najczęściej Adam umawia się w konkretnym celu, według niego z każdego spotkania (z każdej minuty) powinno coś wyniknąć. Czas jest bardzo cenny, a jest tyle książek do przeczytania, tyle płyt do przesłuchania…

Reklama

Pracuje po kilkanaście godzin dziennie, bywają okresy, że widujemy się tylko na posiłkach. Kiedy trwa to trzeci miesiąc, mam tego dosyć, a potem… wszystko wraca do normy. Chyba naszą największą siłą jest to, że oboje nie chowamy urazy. Nawet jak jest źle, nie zapominamy, że się kochamy. Nie ma spraw przemilczanych, potrafimy się przepraszać. Zdarzyło mi się napisać tekst do trzech piosenek, które skomponował. Musiałam się dopasować ze słowami do jego muzyki. W niektórych miejscach poszedł na ustępstwo, dopisując nuty na dodatkową sylabę, w innych był nieugięty. Tak też wygląda nasze życie. W jakimś sensie sprawy Adama są ważniejsze niż moje, to ja się dostosowuję do jego rytmu, charakteru. Jesteśmy tradycyjną parą. On zarabia na utrzymanie, nie gotuje i nie sprząta, a ja nie mam o to do niego pretensji.

I choć czasem czuję, jakbym pracowała na kilku etatach (bo muszę oddać wywiad do redakcji, skończyć projekt mieszkania, spotkać się ze stolarzem, ugotować, posprzątać dom, a na koniec czeka mnie nauka wiersza z dzieckiem), to jestem spełniona. Adam należy do wymierającego gatunku mężczyzn, którzy potrafią docenić swoją kobietę. Skomplementować obiad i przyjść z kwiatami bez okazji. Ale jest też facetem, dla którego praca równa się pasji. Bez muzyki nie potrafiłby żyć. Więc ja, jeśli go kocham, nie mogę mu tego ograniczać. Kiedyś żyłam podobnie jak Adam.

Miałam 18 lat, gdy dostałam się do telewizji. Dawałam z siebie wszystko, bo myślałam, że inaczej świat się zawali. Gdy urodziłam dziecko, nabrałam dystansu. Dotarło do mnie, że praca nie zrobi mi herbaty, kiedy zachoruję. Z drugiej strony, Adam osiągnął tak wiele także dzięki temu, że potrafi się skupić. Jest fantastycznym, cenionym muzykiem, a ja pękam z dumy i przeżywam każdy jego sukces. Dużo ze sobą rozmawiamy, o wiele więcej niż dawniej, bo kiedyś Adam miał kłopot z opowiadaniem o swoich uczuciach. To i jeszcze parę innych rzeczy udało mi się w nim zmienić, choć tak naprawdę kwintesencją miłości jest zaakceptowanie partnera w całości.

Co z tego, że Adam wkłada z powrotem brudne rzeczy do szafy, że w nieskończoność układa swoje włosy? Oczywiście, że się wtedy wkurzam. Adam, choć nigdy się do tego nie przyzna, jest w dużej mierze egocentrykiem, ale to bardzo dobry i delikatny człowiek. Troszczy się o mnie, wspiera, nawet jeśli nie do końca rozumie.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje