Przejdź na stronę główną Interia.pl

Przyszedł z różą

W chwili samotności napisała list do pana Boga, prosząc o seksownego monogamistę. Jakiś czas potem Cezary zobaczył Grażynę na okładce PANI i poczuł impuls, by odnowić znajomość. Od ośmiu lat są razem. Grażyna Wolszczak i Cezary Harasimowicz.

Grażyna

Czarek to chodząca dyskrecja i takt. Jest powściągliwy. Należy do wymierającego już gatunku prawdziwych dżentelmenów, co akurat bardzo cenię. Poznaliśmy się wiele lat temu we Wrocławiu. Byłam po maturze i właśnie przeżywałam fascynację pantomimą Henryka Tomaszewskiego. Cezary uczył się w Studium Aktorskim przy Teatrze Polskim. Spotykaliśmy się na zajęciach prowadzonych przez mało wówczas znanego aktora Bogusława Lindę. Czarek twierdzi, że od razu wpadłam mu w oko. Może coś w tym jest, skoro nawet po dwudziestu latach potrafił drobiazgowo opisać, jak wyglądałam i w co byłam ubrana. Dlaczego więc poderwał wtedy nie mnie, tylko moją przyjaciółkę? A mówią, że to kobiet nie sposób zrozumieć! Potem nasze drogi się rozeszły, oboje skończyliśmy studia, założyliśmy rodziny.

Reklama

Los zetknął nas ponownie na planie filmu "Dondula" w reżyserii Pawła Trzaski. Grałam w nim Cygankę, kobietę fatalną, o którą walczy dwóch zaprzyjaźnionych ze sobą mężczyzn. Zaciekła rywalizacja sprawia, że stają się wrogami. W jednego z nich wcielał się Adam Ferency, w drugiego - Cezary Harasimowicz. Nawet się wtedy pocałowaliśmy. Oczywiście służbowo, przed kamerami. Mijały kolejne lata, właściwie bez żadnego kontaktu. Sporadycznie widywaliśmy się na różnych imprezach towarzyskich. Czasem zamieniliśmy parę słów. Te rozmowy, choć rzadkie, były jednak dla mnie ważne. Wkrótce po trzydziestce zostałam wdową, mój syn Filip był wtedy jeszcze mały. Nastał dla mnie trudny czas. Zmęczona codzienną szarpaniną i samotnością napisałam afirmację, coś w rodzaju listu do Pana Boga z zamówieniem na mężczyznę, który powinien pojawić się w moim życiu. Marzył mi się seksowny monogamista. Jakiś czas później znajomy fotograf pokazał mi swoje portfolio. Przeglądałam zdjęcia bez większego zaciekawienia i nagle go zobaczyłam: Harasimowicz Czarująco uśmiechnięty, odsłania ramię, na którym widać wytatuowane azteckie słońce. Prawie natychmiast zadzwoniłam do niego, żeby pożartować z tego wizerunku, ale źle trafiłam. Czarek ponurym głosem poinformował mnie, że właśnie się rozwodzi. Był przygnębiony. Wycofałam się pospiesznie, mimo wszystko życząc mu szczęścia.

Przez następny rok prawie nie mieliśmy ze sobą kontaktu. Aż kiedyś niespodziewanie dostałam SMS o treści: "Pozdrowienia, Cezary H.". Odpisałam, potem on, i tak w kółko. Zniecierpliwiona, bo w ten sposób trudno się rozmawia, zapytałam wprost: "Idziemy na kawę?". On niemal natychmiast oddzwonił i się umówiliśmy. Przyszedł z herbacianą różą. Pomyślałam: "Oho, czyżby to miała być randka?". Ale przegoniłam tę myśl: "Po prostu elegancki mężczyzna ma w zwyczaju przynosić kobietom kwiaty", tłumaczyłam sobie. Należę do osób, które szybko podejmują decyzje. Po kilkunastu spotkaniach zaproponowałam, żeby przeniósł się do mnie. Od wielu miesięcy mieszkał u swojej mamy, więc byłam zdziwiona, że się waha. Mówił, że nie chce mnie "wykorzystywać", że to on, jako mężczyzna, powinien zapewnić mi dach nad głową. Trochę mnie to rozśmieszyło, ale też podobało mi się, że jest taki delikatny, trochę niedzisiejszy, że potrafi wsłuchiwać się w kobietę, reagować na jej potrzeby.

To taka rzadka cecha, dlatego tym bardziej cenna. Kobieta z przeszłością i mężczyzna po przejściach wnoszą do związku dużo bagażu. Najlepiej od razu ustalić wzajemne potrzeby i oczekiwania. To trochę tak jak w nowej pracy. Co sobie wynegocjujesz na początku, to masz. Ale nasze negocjacje dotyczyły raczej drobnych spraw. Ja na przykład jestem bałaganiarą, a on ma wszystko równiutko poukładane. Nie awanturował się, że porozrzucane ciuchy mu przeszkadzają, tylko sam bez słowa je składał. Było mi wstyd, więc starałam się go uprzedzić, żeby nie musiał po mnie porządkować, i tak wypracowaliśmy kompromis. Dziś bałaganię mniej, on zrozumiał zaś, że dom to nie muzeum i rzeczy mogą zmieniać miejsce. Oboje nie umiemy funkcjonować w atmosferze konfliktu. Jeśli już zdarzy nam się o coś pokłócić, to nie minie kwadrans, a Czarek przychodzi się pogodzić. Mówię wtedy: "Poczekaj chwilkę, muszę ochłonąć. Potrzebuję jeszcze kilku minut". Nie wyobrażam sobie cichych dni. Chyba oboje udusilibyśmy się tą ciszą i napięciem wiszącym w powietrzu.

Cezary pisze scenariusze filmowe. Niestety wciąż ktoś się wtrąca w jego pracę. Od producenta po krytyków wszyscy wiedzą od niego lepiej, jak powinna być opowiedziana jakaś historia. On znosi to spokojnie, choć zdarza się, że przeżywa różne stresy i rozczarowania. Na szczęście to nie zmienia jego nastawienia do ludzi. Niezmiennie jest pełen nadziei i ufności. Ma taką naturę, że musi fascynować się jakimś człowiekiem albo projektem, wtedy fruwa w obłokach, z entuzjazmem opowiadając o tym, co robi. Ja stąpam mocniej po ziemi niż Cezary, oprócz zalet widzę też wady. Ale nie studzę jego zapału, wolę być blisko i cieszyć się tym idealizmem. Bo przecież zdaję sobie sprawę z tego, że Czarek także i mnie idealizuje. Jako kobietę, nie aktorkę. Na płaszczyźnie zawodowej stara się być obiektywny. Ale i tu obdarza mnie specjalnymi względami. Kiedy okazało się, że nie zagram w serialu "Ja wam pokażę!", Cezary powiedział: "Nie martw się, kochanie, napiszę ci inny scenariusz".

I dotrzymał słowa. Wymyślił dla mnie postać w filmie "Zamiana" w reż. Konrada Aksinowicza. A potem, idąc za ciosem, stworzył jeszcze sztukę teatralną "Nigdy nie zakocham się", którą wystawiamy w warszawskim Capitolu. Występuję w niej razem z Piotrem Gąsowskim i Jackiem Poniedziałkiem. Na spektakle Czarek nie przychodzi, żeby mnie nie tremować, ale wiem, że myślami jest ze mną. Odkąd biorę udział w "Tańcu z gwiazdami", nie mam czasu dosłownie na nic. Stąd wyrzuty sumienia, że zostawiam go w domu samego i że do późna czeka na mnie z kolacją. Bo zapomniałam wspomnieć, że nauczył się dla mnie gotować. Nigdy nie miałam do tego serca, a Cezaremu wychodzą pyszne dania. Jest mi miło, że choć minęło tyle lat, on wciąż mnie zdobywa. Każdego dnia.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje