Przejdź na stronę główną Interia.pl

Powtórka z miłości

Tym razem to już naprawdę koniec, myślały, rozstając się z partnerami. A potem dawały im następny szansę, i jeszcze jedną, i kolejną. Razem nie dawało się żyć, ale osobno było jeszcze gorzej. Każde rozstanie i powrót były trudną lekcją, mówią Anna, Zosia i Malwina. O co walczyły? Z czego nie chciały rezygnować? I dlaczego nie potrafiły inaczej?

Kto, jeśli nie my?

W garderobie Anny (33 lata) po prawej stronie ubrania w rozmiarze 38. Po lewej 36. Po prawej sukienki w kwiaty i kolorowe bluzki. Po lewej szarości i czernie. Ania: - Po rozmiarze można poznać, co słychać w moim związku. Rozstanie - waga w dół o pięć kilo. Powrót - rozkwitam.

Reklama

Para jeszcze z czasów studiów medycznych: anestezjolożka Ania i kardiochirurg Paweł. Uśmiechnięci trzydziestolatkowie. Duet idealny. Tylko ich najbliżsi wiedzą: związek po przejściach. - Nasze małżeństwo to rodzaj wiecznie negocjowanego układu - opowiada Ania. Lata 90. Ania i Paweł są nierozłączni. Ich znajomi zmieniają partnerów, oni zawsze razem. Plany na życie: Wspólna praca, mieszkanie, pies, potem dziecko. Po roku związku wprowadzają się do kawalerki na Żoliborzu. Trzy miesiące później Paweł wiesza na wydziale ogłoszenie: "szukam pokoju do wynajęcia".

- Szybko oblaliśmy test jako para - opowiada Ania. - Ja pragnęłam romantycznych wieczorów. Paweł wolał wypad z kolegami. Ja liczyłam każdy grosz, bo nie chciałam spędzić życia na 18 metrach, on przepuszczał stypendium na sportowy kajak. "Wyluzuj - mówił. - Jesteśmy za młodzi na stabilizację i rozsądek.

- Dorośnij", odgryzałam się. Nie chciał. Byli osobno, ale ciągle jakby przypadkiem spotykali się na wydziale. Zeszli się po pół roku. Było dobrze, aż do pewnego ranka. Ona wymiotuje. - "Chyba nie jesteś w ciąży? - pyta Paweł. - Nie, a gdybym była? Przecież myśleliśmy o rodzinie - mówi Ania. - Zmieniłem zdanie, nie chcę teraz dziecka". Łzy, ból, w końcu ona oznajmia: - "Rozstańmy się, zanim się unieszczęśliwimy". Wytrzymują bez siebie dwa miesiące. Spotykają się na imprezie u znajomych. Paweł podchodzi: "Wygłupiliśmy się, Anka. Sama powiedz, kto, jak nie my?". Eksplozja namiętności trwa trzy miesiące. Potem znajomi zapraszają ich na swój ślub. - "Zobacz jacy są szczęśliwi - mówi ona.

- Dają sobie poczucie bezpieczeństwa. - Ja ci go nie dam - szepce Paweł, patrząc jej w oczy. - To oddaj mi klucze" - Ania w gniewie wychodzi z kościoła. Sama. Po drugim rozstaniu z Pawłem wyjeżdża na narty. Chce zapomnieć. - Ktoś ze wspólnych znajomych doniósł mu, że dobrze się bawiłam - opowiada Ania. - Po powrocie czekał z kwiatami. Wychudzony, poszarzały. "Piłem przez trzy tygodnie. Nie daję rady bez ciebie. Chcę wrócić, wiele przemyślałem...". Marzyłam, żeby usłyszeć te słowa, ale tym razem postawiłam warunki: "Możemy zamieszkać razem, ale dopiero jako małżeństwo. I chcę mieć dziecko". Zgodził się od razu. Do ślubu szłam w drugim miesiącu ciąży.

Razem, czyli osobno

Opieka nad córką daje Ani w kość. Paweł ciągle na dyżurze albo pisze doktorat. Prawie nie rozmawiają. W końcu ona wyznaje: "Siedzę już w domu dwa lata. Mam dosyć". Mąż reaguje cudownie, kupuje wycieczkę na Teneryfę: "Mama zajmie się dzieckiem. Wszystko załatwiłem. Wreszcie będzie tak jak kiedyś, tylko we dwoje". Paweł ma gest: hotel przy plaży jest z klasą. Pierwszą noc się kochają. Potem cały dzień pływają w morzu, opalają, jedzą kolację w knajpie nad morzem. Jest romantycznie i namiętnie. Dla Ani to spełnienie marzeń. Następny dzień znów są razem, choć Paweł jest trochę rozdrażniony. - "O co chodzi? - pyta w końcu Ania. - Nie spędzę urlopu na plaży - słyszy od męża.

- Przecież sam wybrałeś to miejsce - mówi zaskoczona. - Tak. Dla ciebie. Ale nie wytrzymam kolejnych podobnych do siebie dni. Jutro idę w góry". Rano Paweł wkłada buty trekkingowe i rzuca: "Idziesz ze mną?". - Przed wyjazdem nawet nie powiedział, że ma takie plany - wspomina Ania. - Wzięłam tylko sandały! Poszłam, ale wróciłam z poranionymi stopami. I tak skończył się nasz wspólny urlop. On po śniadaniu szedł na kolejną wycieczkę, ja nad morze albo do spa. Nie tak wyobrażałam sobie wakacje we dwoje. On wyglądał na zadowolonego. Opowiedział nawet rozpromieniony, że wszedł na jakąś górę, a po drodze widział dużą jaszczurkę. Gdy wybuchnęłam płaczem, zrobił zdziwioną minę i wyszedł.

Po tygodniu nie mogliśmy na siebie patrzeć. Nawet na posiłki schodziliśmy osobno. Gdy spotkaliśmy się w pokoju, zapytał raz: - "O co właściwie ci chodzi?! - To miały być wspólne wakacje, a nie skauting dla chłopców! ", wykrzyczałam. Więcej rozmów nie było. W samolocie powiedziałam: "Powinniśmy się rozstać. Tylko skinął głową. - OK. Odpocznijmy chwilę od siebie, przeprowadzę się do brata.

- Nie zrozumiałeś, składam papiery w sądzie", wybuchnęłam, choć wcale tego nie przemyślałam. Po prostu doprowadziło mnie do szału, że on o mnie nie walczy. Dwa dni później nocował już u brata.

Pomyślałam "to koniec", ale córce powiedziałam: "Tatuś niedługo wróci. Musi coś załatwić". Paweł nie wpadał, nie odwiedzał dziecka. Po dwóch miesiącach dostałam od niego e-mail: "Obudźmy się, zanim się stracimy. Ja nie chcę rozwodu". - "Co państwa łączy? - pyta psycholożka. - Wspólnych mianowników jest coraz mniej - mówi Ania. - Ja w sobotnie poranki chcę się snuć po domu w piżamie. On biegnie na squasha. Ostatnio wymyślił, że pojedzie do Brazylii na trekking po dżungli. A ja marzę, żeby wybrać się w ciche, bezpieczne miejsce i mieć chwilę na książkę, rozmowę. Kiedyś chodziliśmy razem do teatru, kina. Dziś coraz częściej słyszę, że... - Przy tobie nie czuję się sobą..." - Paweł kończy za nią zdanie, spuszcza głowę.

Rytuał nadziei

Przez trzy miesiące spotykają się z mężem tylko na terapii. Ból, łzy i szok, gdy Paweł wyznaje: "Jest kobieta, która potrafiłaby dzielić moje pasje. Miesiąc temu pielęgniarka z oddziału pojechała ze mną na trekking po Kaukazie". Gdy Ania mówi "wybieraj", Paweł odpowiada: - "Nie muszę wybierać. To była jednorazowa przygoda, odreagowanie. Przepraszam. Chcę być z tobą. To się już nie powtórzy.

W obecności terapeutki Ania zaczyna płakać: - Ja też chcę być z tobą. Ale dla ciebie wspólne bycie to chwila, potem ważniejsze są twoje sprawy, twoja niezależność. Mijasz mnie zadowolony z siebie. Nie potrafisz nawet dostrzec, kiedy mam chandrę! Paweł mówi spokojnie: - Kocham cię, ale mamy inne potrzeby. Może powinienem czasem sam gdzieś wyjeżdżać. Potrzebuję silnych wrażeń, adrenaliny. Bez tego zaczyna mnie nosić. Daj mi więcej swobody, ja dam ci więcej uwagi. Spróbujmy". Rok później kończą terapię i znów są razem.

- Ile razy przez ostatnie dziewięć miesięcy miałam ochotę powiedzieć mu "nie wytrzymam z tobą ani dnia dłużej"? - zastanawia się Ania. - Ze dwa. Ale nie powiedziałam. Dotarło do mnie, że nie powinnam z tym igrać, bo... bez Pawła nie potrafiłabym żyć. Jest jedynym mężczyzną, który mnie interesował. Bywa, że jesteśmy nieprzystawalni, ale też wiele się zmieniło.

Paweł w sobotę przestał wychodzić z domu, bawi się z córką, czasem nawet dla nas gotuje. Może zrozumiał, że tym, czego potrzebuję, jest jego obecność, uwaga. Ja zgodziłam się, że raz w roku pojedzie gdzieś na "męską wyprawę". Razem zapisaliśmy się na jazdę konną. Wyprawa do stadniny to nasz stały niedzielny rytuał. Ostatnio mąż powiedział: może na świecie jest gdzieś lepiej pasująca do mnie połówka, ale nie chcę jej szukać. Potrzebowaliśmy kilku rozstań, żeby być razem. I niech tak zostanie.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje