Przejdź na stronę główną Interia.pl

Poradnik dobrej synowej

Pyta pani, jaki jest sposób na teściową? W poradnikach można przeczytać: To proste. Po pierwsze, nie należy jej zmieniać – to i tak się nie uda. Po drugie, nie krytykuje się jej obiadów – wiadomo, nie ma jak u mamy. I po trzecie, i chyba najważniejsze, najlepiej się z nią zaprzyjaźnić.

Pierścionek był niewielki, ale cenny. Jadwiga Pazura dostała go od męża i przekazała swojemu młodszemu synowi Radosławowi, gdy będąc zakochanym po uszy studentem wydziału aktorskiego, przyprowadził na herbatę koleżankę ze studiów Dorotę Chotecką. - Ja stremowana, wciśnięta w fotel, a tu Radek mi się oświadcza i dostaję od jego mamy rodowy pierścionek. Jak tu kogoś takiego nie pokochać, zwłaszcza gdy mówi do ciebie: "Córciu, a może herbatki się napijesz?" - opowiada Dorota Chotecka-Pazura, aktorka znana m.in. z seriali "Ranczo" i "Miodowe lata", od jedenastu lat szczęśliwa żona Radka.

Reklama

- Trzynaście lat byliśmy razem, zanim zdecydowaliśmy się na ślub, ale teściowa nigdy nie robiła nam z tego powodu wyrzutów. Myślę, że jestem szczęściarą, wiele moich koleżanek tak dobrze nie trafiło, ale dobra relacja to coś, co trzeba sobie zbudować i pielęgnować - zauważa.

Matka takiego syna

Wtrącająca się we wszystko i rywalizująca o miłość ukochanego syna mamusia to stereotyp powielany przez film i literaturę. - Sama w "Ranczu" zagrałam postać przyszłej teściowej, która krytycznie podchodzi do wybranka swojej córki - śmieje się Dorota Chotecka-Pazura. Co ciekawe, choć większość dowcipów dotyczy mamuś i zięciów, w realnym życiu prawdziwie problematyczne są relacje kobiety z matką męża.

Najnowsze wyniki badań firmy OnePoll wskazują, że na złe relacje z teściową skarży się 40 proc. synowych. Matki mężów krytykują i nadmiernie rozpieszczają wnuki. Skąd te problemy? - Matki i synów wiążą bardzo silne relacje. Ja w ten układ także wchodziłam z obawą, bo teściowa swoich synów ubóstwiała, a byli to tacy synowie!!! Cezary już odnosił sukcesy jako aktor, Radek studiował w łódzkiej filmówce. I jako ten młodszy dostał od niej dużo miłości i uwagi - mówi Dorota Chotecka-Pazura.

Dodaje, że mama nigdy nie pozwoliła o nich powiedzieć złego słowa. - Gdy Radek był jeszcze w szkole, została kiedyś wezwana do dyrektora z powodu 39 dni nieobecności. "Mój syn nie był w szkole? To niemożliwe. Pierwsza bym o tym wiedziała", zarzekała się. Broniła go jak lwica. Innym razem była już żona Czarka narzekała po imprezie, że "cały dzień ganiała po kuchni, a on nic nie robił". "Jak to nic?! - oburzyła się teściowa. - Drinki podawał!".

Korzeni stereotypu zaborczej teściowej można szukać w PRL-u. Kobiety wtedy nie tylko wychowywały dzieci, pracowały, ale też organizowały wiele niedostępnych dóbr. Musiały walczyć, bo tego wymagała rzeczywistość, ale te bitwy przenosiły się na grunt domowy, całkowicie wtedy przez nie zmonopolizowany, gdzie władzą, zwłaszcza z młodą synową, nie chciały się dzielić.

- Tata Radka był nauczycielem, a mama pracowała jako technik norm w fabryce przyczep. Zarabiała tam dobre pieniądze i to ona była głównym żywicielem rodziny, a oprócz tego prowadziła dom. Musiała całe życie być silna i dopiero teraz, gdy ma 77 lat, może sobie pozwolić na bycie kruchą, słabą kobietką, którą możemy się zaopiekować. A i tak, jak jest u nas, wstaje pierwsza i czeka ze śniadaniem - opowiada aktorka.

Spotkanie na szczycie

Anna Kalczyńska-Maciejowska, dziennikarka TVN-u, nie obawiała się pierwszego spotkania z teściową. - Mama Maćka przyjechała do Warszawy z mężem, który miał być operowany. Byłyśmy obie zbyt przejęte, by myśleć, że oto się spotykamy. Na szczęście operacja się udała i wkrótce zostaliśmy zaproszeni na oficjalny obiad do Szczecina. Tamten dzień wspominam wręcz idyllicznie, teściowa ugotowała same przysmaki, wcześniej wypytując Maćka, co lubię, potem zabrała mnie na długi spacer po mieście - opowiada dziennikarka, która była bardzo ciekawa rodziców ukochanego.

- On miał wątpliwości, czy ich zaakceptuję, "bo to starsi ludzie", ale ja uważałam, że starsi to znaczy pełni doświadczeń, którymi mogą się ze mną podzielić. Jestem osobą pewną siebie, mam dobre relacje z własnymi rodzicami, więc spodziewałam się, że z teściami też takie będą. Wybrałam sobie fantastycznego faceta, który jest świetnie wychowany. Ktoś musiał mu to wszystko przekazać! Maciek jest jedynakiem i dzieckiem późnych rodziców, ale dość wcześnie się usamodzielnił, wyjechał z domu na studia. Jego mama pozwoliła mu odejść, rozumiała, że kochanie znaczy też dawanie wolności. To dobrze rokowało.

Polska florecistka, dwukrotna medalistka olimpijska Sylwia Gruchała, przez wiele lat poświęcała życie wyłącznie sportowi. W zeszłym roku wzięła ślub ze szpadzistą warszawskiej Legii Markiem Bączkiem, a pięć miesięcy temu parze urodziła się córeczka. Przychodzi na spotkanie do studia fotograficznego wpatrzona w maleńką Julkę. - I pomyśleć, że początkowo bałam się, że urodzi się dziewczynka. Nie wiedziałam, czy będę umiała zbudować z nią głęboką relację. Moja mama, gdy miałam 6 lat, wyjechała do pracy w USA, gdzie mieszka do dziś. Miałyśmy kontakt tylko przez telefon. Wychowywał mnie tata, ale zmarł, gdy byłam 15-latką, musiałam szybko wydorośleć - opowiada.

Sylwia, najmłodsza z rodzeństwa, pomieszkiwała raz z jedną, raz z drugą starszą siostrą. - Miałam z nimi świetny kontakt, podobnie jak z siostrzeńcami, ale miłości, takiej jaką mama może dać córce, nic nie zastąpi. Gdybym miała mamę przy sobie w okresie dorastania, czułabym się pewniej, budując relacje choćby z ukochanym - twierdzi. Instynktownie chyba szukała mężczyzny, który stawia bliskich na pierwszym miejscu. - Marek i jego rodzina właśnie tacy są, niezwykle silnie z sobą związani, zawsze się wspierają - zauważa. Ale zaskoczeniem była ogromna akceptacja, jaką od początku dawała jej mama męża. - Już na pierwszym spotkaniu przyjęła mnie do rodziny, dbała, bym poczuła się jej członkiem. Wiem, że na moją drugą mamę zawsze mogę liczyć. 

Dwa królestwa, wspólna granica

Magdalena Kumorek, aktorka współpracująca z wrocławskim Teatrem Muzycznym Capitol, znana z ról m.in. w "Układzie zamkniętym" (reż. R. Bugajski), a także z serialu "Przepis na życie", prywatnie żona kompozytora Piotra Dziubka, podczas pierwszego spotkania z przyszłą teściową w ogóle się nie denerwowała. - Natomiast Piotr zjadł tego dnia ze stresu wszystkie mandarynki, jakie były na stole - wspomina. Zna wiele sytuacji, gdy teściowa i synowa zostały przyjaciółkami.

- Wszystko zależy nie tylko od dobrych chęci synowej, ale i od nastawienia teściowej, tego, czy ona sama jest na tyle dojrzała, by obcej kobiecie powierzyć ukochanego syna, ale i zaakceptować fakt, że on buduje swój dom i w tym domu będzie inaczej niż w jej własnym. Moja mama dawała nam dużo wolności, ale wymagała też samodzielności, i ja to bardzo cenię. Z kolei teściowa preferuje model opiekuńczy. Mój mąż ma 40 lat, a ona cały czas traktuje go jak chłopca, któremu trzeba wyprać, wyprasować, ugotować. Początkowo potwornie mnie to denerwowało i go prowokowałam: "Jak ty możesz pozwalać, żeby mama tak biegała przy tobie!". Aż w końcu powiedział: "Magda, mamie to sprawia przyjemność. Jak jej tego zabronię, będzie jej przykro". Od tego czasu staram się pamiętać, że ta troska wynika z miłości. Nie oznacza to jednak, że aktorka zawsze ustępuje.

- Były takie momenty, kiedy czułam, że teściowa już zbyt daleko wkracza na "mój teren" - opowiada. - Zamiast jednak wciągać w te spory męża, który i tak tkwił między młotem a kowadłem, nauczyłam się spokojnie, ale stanowczo mówić: "Mamo, to bardzo fajna inicjatywa, ale ja się z nią źle czuję". Nie chodzi o to, żeby unikać tarć, milczeć i dusić coś w sobie, ale żeby się komunikować.

Także Dorota Chotecka-Pazura jest asertywna. - Początkowo zdarzało się, że teściowie przyjeżdżali niezapowiedziani. Albo wyznaczali godzinę imprezy bez konsultacji. Teściowa jest mądrą kobietą, więc wystarczyło, że raz czy dwa podkreśliłam w zaproszeniu: "Wolałabym, żebyście byli o 14, bo wcześniej nie zdążę się przygotować".

Anna Kalczyńska-Maciejowska wychowała się, jak mówi, w trochę wariackim, artystycznym domu (jej mama Halina Rowicka i ojciec Krzysztof Kalczyński są aktorami - red.). - Mama Maćka, żona marynarza, jest dla odmiany perfekcyjną panią domu - u niej zawsze wszystko jest wypucowane, poukładane na swoim miejscu, w specjalnych pojemniczkach. Mnie to od początku imponowało i staram się, żeby mój dom też taki był. Jak składałyśmy sobie życzenia na święta, powiedziała: "Mam cudowną rodzinę", a ja wtedy zażartowałam: "Masz Maćka, cudowne wnuki, ale z tą twoją synową to jest różnie. Nie jest doskonała". "Co ty chcesz od mojej synowej?!", oburzyła się. To miłe, że tak myśli. Dziennikarka zauważa, że o ile jej mama stara się nie ingerować w ich życie, o tyle w mamie Maćka jest wielka chęć przekazywania im wiedzy. - Jej świat jest inny, więc chcę z niego czerpać. Często oceniamy ludzi z perspektywy własnego charakteru, oczekujemy, że będą się zachowywali tak jak my. A ludzie są przecież tak różni...

Magdalena Kumorek uświadomiła to sobie, gdy usłyszała rodzinną anegdotę o wielkiej powodzi z 1997 roku, która mocno dotknęła m.in. Wrocław. - Teściowie mieszkali na osiedlu Kozanów, na siódmym piętrze w bloku. Gdy dotarła tam fala powodziowa, teściowa była sama w domu i w akcie paniki wmówiła sobie, że woda zaraz podejdzie wyżej. A ponieważ nie umie pływać, zaczęła mieć duszności. Sąsiedzi wezwali pogotowie, ale zamiast karetki przysłano helikopter ratowniczy, którym, podczepiona na specjalnym fotelu, opatulona kołdrami, leciała przez cały Wrocław do szpitala wojskowego. "Mamo, ale chyba taki lot musiał być 400 razy gorszy niż świadomość, że ta woda przyjdzie, a do siódmego piętra by nie doszła" - powiedziałam. Na to teściowa z przekonaniem odparła: "Nie wiesz tego na pewno, Madziu". W tym momencie zrozumiałam, jak skomplikowani jesteśmy, jak przeróżne emocje nami kierują, i ukochałam w niej tego przerażonego człowieka.

Anna Kalczyńska-Maciejowska wyznaje zasadę: starego człowieka nie ma co zmieniać. - Trzeba starać się to życie umilać. Nie może to odbywać się kosztem naszej wolności, ale czasem warto ustąpić. Bo dlaczego w końcu nasze metody mają być lepsze?

Testem relacji okazała się przeprowadzka teściów ze Szczecina do Warszawy: - Teściowa zawsze powtarzała: "Nie wyobrażam sobie, żebym była z wami w jednym domu". Zamieszkali osobno, ale blisko nas. Najpierw pół roku szukaliśmy kupca na ich mieszkanie, w międzyczasie rodzice przyjeżdżali do Warszawy szukać nowego lokum. Potem jeszcze remont. Podziwiam mamę, ona, która tak ceni stabilizację, wytrzymała pół roku na kartonach.

Kuchnia, szydełko i kawaleryjskie opowieści

Punktem zapalnym może być gotowanie. Sylwia Gruchała, która podczas wyjazdów do Włoch na zawody Pucharu Świata zakochała się w tamtejszej kuchni, mogłaby żywić się wyłącznie pastami, zwłaszcza z owocami morza. - Ale od ślubu z Markiem coraz częściej radzę się jego mamy. On wychował się na jej kuchni - typowo polskiej - i ani rusz bez ziemniaków, kotleta, surówki i porządnej zupy - relacjonuje florecistka. - Wciąż umawiam się z nią na porządne korepetycje, zwłaszcza w kwestii pierogów i pasztetów, które są jej daniami popisowymi.

Dorota Chotecka-Pazura: - Kiedyś denerwowało mnie, że teściowa w kółko gotuje to samo: rosół, kotlety, pierogi. Ale teraz, jak do niej jadę, wręcz nie mogę się doczekać tych jej wspaniałych potraw. 

Czytaj dalej na następnej stronie.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje