Płynie w nas gorąca krew
Oboje ekspresyjni, ekstrawertyczni, emocjonalni. Jak się kłócą, to ostro, jak kochają, to na zabój. Ważne, żeby iskrzyło.
Beata Kozidrak
Wybrałam Andrzeja, bo miałam ochotę na szalone życie. On ma tysiąc pomysłów na minutę, czasami za nim nie nadążam. Ale nie wyobrażam sobie związku, w którym mąż po pracy siada z piwem i czyta gazetę. U nas zawsze coś się dzieje. Pamiętam, jak podjeżdżał po mnie pod liceum rozklekotanym maluchem i od razu wiedział, co będziemy robili na randce. "Pójdziemy dziś na próbę, potem do kina, na dyskotekę...". Byłam w niego zapatrzona.Od początku była między nami chemia. Po raz pierwszy zwróciłam na niego uwagę pod koniec podstawówki, bo przyjaźnił się z moim starszym bratem Jarkiem. Grali razem w rockowej kapeli. Wpadał do nas do domu: czarne włosy do ramion, skórzana kurtka. Zawsze się świetnie ubierał. Nie zwracał na mnie uwagi - ja miałam 14 lat, on - 20. Uwielbiałam śpiewać. Gdy tylko usłyszałam o jakimś wolnym miejscu na próby, jechałam na drugi koniec Lublina. W śniegu, w deszczu, byle dorwać się do mikrofonu.
Kiedyś na taki mój i brata minirecital wpadł Andrzej. Spodobało mu się i po występie zaprosił nas do kawiarni, aby pogadać. Wzięliśmy po kieliszku miodu pitnego, miałam wtedy już 17 lat. Postanowiliśmy razem stworzyć zespół. Grali w nim Andrzej, mój brat i jeszcze kilku młodych muzyków. Próby odbywały się w lubelskim klubie studenckim Medyk. Szybko zdobyliśmy nagrody na amatorskich festiwalach w Świdniku, Toruniu, a potem na Krajowym Festiwalu Piosenki w Opolu. "Piechotą do lata" stało się hitem.
Właśnie w Opolu zakochaliśmy się w sobie po uszy. Godzinami rozmawialiśmy o muzyce. Moi rodzice byli trochę przerażeni. Woleli, żebym została prawnikiem albo lekarzem, a ja miałam w głowie tylko śpiewanie. Przyrzekłam jednak tacie, że zdam maturę, i dotrzymałam słowa. Jedyny raz oszukałam rodziców, kiedy powiedziałam, że wyjeżdżamy nad morze do cioci Andrzeja, a wyruszyliśmy pod namiot na Hel.
Wszędzie było słychać nasz przebój, a my czuliśmy się najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Wtedy też podjęliśmy decyzję o ślubie. Gdy tylko wróciliśmy, Andrzej zaczął planować przyszłość. Kupował meble, telewizor, a czasy były trudne. Kończyła się epoka Gierka, zaczynał kryzys. Nasze pierwsze własne mieszkanie miało 74 metry kwadratowe i mieściło się na jednym z lubelskich osiedli. Co sobotę wpadali przyjaciele, głównie muzycy. Organizowaliśmy imprezy, bale przebierańców, choć rzeczywistość wokoło była smutna.
Na tydzień przed stanem wojennym urodziła się nasza córka Kasia. W sklepach pustki. Nie mieliśmy pieniędzy, bo artyści nie występowali. Pomagali nam rodzice i jakoś się żyło. Kiedyś zamiast wojskowych marszów w radiu usłyszałam "Nie płacz Ewka" Perfectu. Zawołałam męża, a on mówi: "Widzisz, będzie dobrze. Warto czekać, i nam się uda".
W 1983 roku wydaliśmy pierwszą płytę "BAJM". Wszyscy śpiewali nasze piosenki: "Józek, nie daruję ci tej nocy", "Nie ma wody na pustyni". Zaczęły się długie trasy koncertowe, dlatego zabieraliśmy w nie Kasię, bo mimo opieki dziadków źle znosiła brak rodziców. Andrzej jest świetnym ojcem. Doskonale zajmował się córką.
Zawsze chciałam mieć więcej dzieci, sama mam siostrę i brata, wiem, jak ważne są rodzinne więzi. W 1993 roku, gdy osiągnęliśmy już duży sukces artystyczny i finansowy, urodziła się Agata. Mieliśmy dla niej więcej czasu, lepsze warunki. Ale ani przy Kasi, ani przy Agacie Andrzej nie migał się od domowych obowiązków, chociaż starałam się go zbytnio nie obciążać, bo wiem, ile ma na głowie. Umie przybić gwóźdź, naprawić gniazdko elektryczne, jednak zwykle się z tym ociąga, bo musi odebrać tysiąc telefonów!
W domu trudno o spokój, nie udaje się nam oddzielić życia zawodowego od prywatnego. Andrzej często do późnej nocy odbiera ważne telefony, podejmujemy decyzje dotyczące koncertów, płyt. Sukces Bajmu i takie długie "bycie na fali" zawdzięczamy głównie jemu. Jesteśmy razem i pracujemy ze sobą ponad 33 lata, a ja wciąż go podziwiam. Zachwyca mnie swoimi pomysłami, zmysłem menedżerskim. Umiał i umie tak wszystko zorganizować, że marzenia się spełniają.
To wielkie szczęście, że się spotkaliśmy. Mamy kompletnie różne charaktery - ja Byk, on - Skorpion. To znaki z przeciwnych krańców zodiaku, ale przyciągają się z siłą magnesu. Oboje jesteśmy ekspresyjni, ekstrawertyczni. Gdy się kłócimy, to naprawdę ostro, ale i kochamy się też na zabój. Ja dłużej noszę urazę, Andrzej szybko zapomina o sprzeczce i rozmawia ze mną jak gdyby nigdy nic. Nie pamięta, że się pokłóciliśmy i o co poszło. Zdarza się nam posprzeczać także o rozwiązania artystyczne, muzykę, pomysły, ale zawsze potem rozmawiamy.
Może dlatego wciąż idziemy do przodu? Niełatwe momenty wynikają głównie ze zmęczenia i właśnie wtedy trzeba zdobyć się na kompromis. Nie odkładamy trudnych decyzji na później, nie zamiatamy problemów pod dywan. Wątki z naszego życia można odnaleźć w moich piosenkach, dlatego ludzie to doceniają. Piszą do mnie, mówią na koncertach, że są szczere, prawdziwe, pełne emocji. Miłość, zazdrość, nienawiść - takie jest życie.
Przyznam, że bywamy o siebie zazdrośni. Zresztą gdyby Andrzej nie zauważał, że ktoś mnie adoruje, byłabym mocno wkurzona. Między nami cały czas jest ogień, chociaż z wiekiem jesteśmy spokojniejsi, mądrzejsi. Nauczyliśmy się doceniać to, co mamy. Osiągnęliśmy bardzo dużo, ale też wiemy, że wszystko zawdzięczamy ciężkiej pracy. Oboje powtarzamy naszym córkom, jak ważne jest w życiu robienie tego, co się kocha. Wiecznie mamy nowe plany i wzajemnie się nakręcamy.
Myślę, że Andrzej byłby też świetnym trenerem piłki nożnej. Jest wielkim fanem futbolu. Potrafi o tym rozmawiać godzinami, więc czasem oglądam z nim mecze. Najlepiej jednak odpoczywamy w podróży. Uwielbiam Hiszpanię, gdzie mamy dom, ale i Karaiby: Jamajkę, Kubę. Słońce i tamtejsza rytmiczna muzyka zawsze poprawiają nam humor.
Mamy jeszcze jedno marzenie - popłynąć w rejs dookoła świata. Potrzebujemy jednak na to ze trzech miesięcy. A tu przed nami matura Agaty, nowa płyta i Andrzej na pewno coś nowego wymyśli...
---------
Beata Kozidrak - niekwestionowana królowa polskiej sceny muzycznej, autorka tekstów i charyzmatyczna wokalistka grupy Bajm, z którą nagrała 10 albumów (wszystkie uzyskały status złotych lub platynowych). Zespół powstał w 1978 roku w jej rodzinnym Lublinie. Beata współtworzyła go z Andrzejem Pietrasem (od 32 lat mężem) i bratem Jarosławem Kozidrakiem. Nagrywa też solowe płyty. Laureatka wielu nagród muzycznych. Ma 51 lat i dwie córki: Katarzynę (30 l.) i Agatę (18 l.).
Artykuł pochodzi z kategorii: Prawdziwe historie
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
Reklama
Wasze komentarze (64)
-
01.04 (22:31)ja nie mam meza bo nie zyje ,wychowuje niepelnosprawne dziecko ,ktore nie chodzi ,i tez musze wszystko zrobic sama ,nie stac mnie na fachowcow ,wiec jak umiem tak robie ,ale jak potrzeba to pomoge innym ,chociaz nie mam kasy ,to pomagam w inny sposob .takie jest zycie ,wiadomo ze bogaty nie zrozumie biednego .Ale na to nie ma rady .pozdrawiam Pania Beate ,podobaja mi sie jej piosenki.Ale czas jest nieublagany dla kazdego i robi swoje nie ma sie co ludzic.
-
24.01 (20:18)A dlaczego mialby nie byc idealny. Zazdroscisz? Moj maz tez wszystko, absolutnie wszystko potrafi zrobic dzieki temu zaoszczedzemy wiele pieniedzy. No to co teraz wymyslilas? Ze maja zaczac chorowac bo ty zawistnico tak chcesz? Musisz byc podlym czlowiekiem.
Gazety pisza ,ze maja samolot i luksusowe samochody? Po to pracuja zeby miec. Caly czas ten sam maz, ta sama zona. Graja do jednej bramki
nie musza sie dzielic majatkiem i szarpac go. Zgoda buduje , niezgoda rujnuje. Co dziwnego ,ze maja i sa szczesliwi. Ja tez im zycze szczescia a zawistnikow niech diabli porwa. -
-
23.01 (14:49)No wprost idealny facet. Wszystko potrafi i wszystko robi. A ona szczęściara. Czy oni mają jakieś problemy, choroby... bo jakos nie widać.
-
23.01 (11:49)~olaI znowu zdjęcie sprzed 20 lat!Beata wsydzi się swojego wieku czy o co chodzi?
Przecież to nie Beata wstawia tutaj te zdjęcia. Głupia! -
23.01 (11:26)I znowu zdjęcie sprzed 20 lat!Beata wsydzi się swojego wieku czy o co chodzi?














Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli