Niech wreszcie spokój trwa
Po co pytasz?
- Sławka jest prawdziwym społecznikiem, lubi mieć dużo do zrobienia - mówi Tadeusz Chudecki. - Doskonale sprawdza się jako menedżer. Nie zależy jej na władzy, blichtrze. Jako wiceprezes Związku Artystów Scen Polskich zrobiła więcej niż ktokolwiek wcześniej. Do władz ZASP-u została wybrana w 1996 roku. Kazimierz Kaczor: - Gdy zostałem prezesem związku, od razu pomyślałem, że Sławka byłaby moją idealną zastępczynią. Była znaną aktorką, zawsze odpowiedzialną, trzeźwo myślącą. Nie myliłem się. Okazała się specjalistką do zadań specjalnych. Potrafiła załatwić wszystko. Żeby lepiej radzić sobie w świecie finansów, zapisała się na studia menedżerskie przy SGH. - Bardzo dużo zrobiła dla środowiska - opowiada Ewa Ziętek. - Razem z Kazimierzem Kaczorem walczyła dla artystów o tantiemy za powtórki radiowe i telewizyjne, brała udział w pracach legislacyjnych. Ziętek podkreśla, że Łozińska była do końca lojalna wobec Kazimierza Kaczora.
- W 2002 roku zarzucono mu narażenie związku na stratę 9 mln złotych. Po latach śledztwo umorzono, bo nie dopatrzono się żadnych błędów, jednak od Kaczora odwróciło się całe środowisko. Ale nie Sławka. - Pamiętam, jak powiedziała: "Jeśli masz usiąść na ławie oskarżonych, chcę być tam razem z tobą" - wspomina Kaczor. - Zawsze stara się wszystkich zrozumieć - stwierdza Ewa Ziętek. - Ma zdolność wyczuwania ludzi, być może dlatego, że słucha jak nikt. I jest pomocna. Gdy wróciłam z Niemiec, nie miałam żadnych propozycji. Sławka występowała w Teatrze na Woli. "E, nie chce mi się tego grać. Chcesz tę rolę?", spytała. Kiedyś ja ją zawiodłam jako przyjaciółka. Nigdy mi tego nie wypomniała. Nie bawi się w plotki, kłótnie - dodaje Ziętek.
Ale znajomi żartują, że potrafi być złośliwa. - Kiedyś uważałam, że złośliwość jest przejawem inteligencji - mówi Łozińska. - W końcu ktoś mi powiedział, że potrafię nią ranić. Postanowiłam się hamować. Łozińska nie owija w bawełnę. Przyjaciółka przychodzi do niej z dylematem: "Poradź, mam wyjść za niego za mąż?". Łozińska ze stoickim spokojem: "Chyba właśnie odpowiedziałaś sobie na to pytanie". Inna opowiada: "Byłam u wróżki, powiedziała, że jak zmienię podejście, to będzie dobrze". Sławka: "Powiem ci to samo, za darmo". Do bólu racjonalna. Ale jednocześnie pomysłowa. - Na urodziny dała mi wielkie puzzle - opowiada Mariola Bojarska-Ferenc. - "Może teraz poćwiczysz trochę umysł", zażartowała. Gdy Ewa Ziętek złamała rękę, Łozińska zadzwoniła do niej w urodziny: "Dziś cały dzień jestem dla ciebie, to mój prezent. Mów, gdzie cię zawieźć".
W domu zostanę
Ma teraz dobry okres. Praca w serialu "Barwy szczęścia" daje jej dużo radości. - Uwielbiam go i wcale się nie wstydzę, że występuję w operze mydlanej - stwierdza. W 2008 roku dostała propozycję zostania dyrektor naczelną teatru Ateneum. Jakim jest szefem? - Proszę spytać innych - uśmiecha się. Tak więc mówią, anonimowo, bo nie chcą być posądzeni o lizusostwo: że jest ciepła, sprawiedliwa, a jednocześnie konsekwentna. Upał. W Ateneum nie ma czym oddychać, powietrze stoi, klimatyzacja nie działa. Łozińska dała wolne większości pracowników. Sama jest, oczywiście, w pracy. Przecież ciągle ma coś do załatwienia. Sprawy administracyjne, spotkania z nieocenionym zastępcą w sprawie remontu, podpisywanie umów, dyskusja z księgową, na koniec rozmowa z jedną z kandydatek do pracy.
W wakacje ma wreszcie więcej czasu. W sezonie gra w Teatrze Narodowym w przedstawieniu "Mrok" w reżyserii Artura Tyszkiewicza. Teraz wreszcie się wysypia, minimum do ósmej, bo potrzebuje dla siebie rano co najmniej dwóch godzin. Przegląda prasę, słucha radia, dzwoni do koleżanek, z którymi na co dzień nie ma czasu się spotkać. Weekendy spędza w letnim domu w Wildze pod Warszawą. Las, kwiaty, trawa, świeże powietrze. Ciągle nie może się zdecydować, czy kiedyś wyniesie się z miasta, czy wręcz przeciwnie, zamieszka w mieszkaniu w samym centrum. Na razie nie potrafi wyprowadzić się z mieszkania na Ursynowie, mieszka w nim od lat. - Ciągle mnie kusi, żeby je sprzedać, ale wciąż nie potrafię się na to zdecydować. Choć to i tak ogromny postęp, że dopuszczam do siebie myśl o wyprowadzce. Kiedyś uważałam: "Zostanę w nim na zawsze, bo tu było wszystko, co kochałam".
Plany aktorskie: "Jak uporządkuję sprawy teatralne, to może wreszcie zagram coś poważnego. Może sama coś napiszę?". - O czym marzę? O spokoju. Pamiętam, jak kiedyś ktoś mi powiedział: "Nie ma takiego stanu stabilizacji, który by nas zwolnił od lęków egzystencjalnych. Spokój to chwile nieuwagi Stwórcy". Chciałabym tylko, żeby ta nieuwaga trwała jak najdłużej…
Katarzyna Troszczyńska
Pani 9/2010
Artykuł pochodzi z kategorii: Prawdziwe historie
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
zablokowalam sie. tak calkiem i zupelnie. siedze przed... więcej
Reklama
Wasze komentarze (1)
-
04.02 (23:54)Nie mialam pojecia, ze Pani Lozinska to taki fajny czlowiek i taka silna kobieta. Pozdrawiam i szczescia zycze i radosci i slonca i usmiechu ......
-













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli