Przejdź na stronę główną Interia.pl

Nie potrafię całkiem zniknąć

Kiedyś stale imprezował, uwielbiał chodzić do klubów. Od czasu urodzenia się Fryderyka jego priorytety się zmieniły.

Znany prezenter, autor programów telewizyjnych, redaktor naczelny luksusowego miesięcznika dla mężczyzn "Male Man". Szuka coraz większej przestrzeni wyłącznie dla siebie.

Reklama

Olivier Janiak śmieje się, że jeśli brać za prawdziwe teorie z książki „Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus”, to on jest bardziej kobietą. – Na ogół to ja zawsze dążę do natychmiastowego rozwiązania konfliktu, potrzebuję wszystko wyjaśnić – mówi. Nie lubi typowych męskich ucieczek, na przykład spotkań przy piwie. Brak mu czasu. Kiedyś więcej imprezował, uwielbiał chodzić do klubów. Jednak od kiedy urodził się syn Fryderyk, a nawet trochę wcześniej, jego priorytety się zmieniły. Niespecjalnie lubi też dalekie samotne podróże. Kiedy Karolina zaszła w ciążę, pojechał ze znajomymi do Wietnamu, od dawna planowali tę wyprawę. Przez cztery dni był w Sajgonie sam, w oczekiwaniu na resztę grupy próbował odnaleźć się w innym świecie. Idealny moment na samotność, przemyślenia, przygotowanie na nadchodzące zmiany.

– Po dwóch dniach myślałem, że oszaleję – wspomina. – A zawsze imponowali mi globtroterzy, faceci, którzy potrafią wziąć plecak i podążać przed siebie. Nie ma domu na wsi, w którym mógłby się skryć. Tłumaczy to nawałem pracy: – Prowadzę program, który wymaga ode mnie ciągłej dyspozycyjności. Zresztą nie jestem w stanie na długo się wyłączyć. Robić nic, jak pisał Leśmian. Czuję wtedy, że coś mi ucieka. Nawet gdy mam w domu obejrzeć film, to myślę, że w tym czasie mógłbym zrobić ileś tam rzeczy. W TVN-ie ma program „Co za tydzień”, jest pomysłodawcą letniego cyklu „Projekt plaża”, oprócz tego prowadzi różnego rodzaju gale, pokazy mody. Jest również redaktorem naczelnym magazynu „Male Man”. Wszystkie rzeczy w jego życiu dzieją się tak szybko, że nie pamięta nawet, co robił tydzień temu.

Dziennie odbiera mnóstwo telefonów, nosi przy sobie trzy baterie – gdy jedna mu się wyczerpuje, wymienia na drugą. Nawet gdy chce uciec przed codziennością, mieć odrobinę spokoju, spędza czas twórczo. Tak, by potem móc obserwować efekty swojej pracy. – Odkryłem, że wyciszają mnie dbanie o rośliny i balkonowe prace – uśmiecha się. – W tym roku oprócz posadzenia wielu roślin, zasiałem też trawę. Gdy wykiełkowała, odczułem nieznaną radość. Balkon Karoliny i Oliviera ma około piętnastu metrów kwadratowych. Widać z niego park Praski, dachy domów, kawałek Starówki. Znajomi, którzy do nich wpadają, często mówią: „Ależ tu zielono”. Wszystko to dzieło Oliviera. – Najzabawniejsze jest to, że w ogóle nie znam się na roślinach, wybieram takie, które mi się podobają. Ich przydatność zweryfikują trudne, wietrzne i zacienione warunki.

Ulubione miejsce to również gabinet w redakcji „Male Mana”. Niby nic, zwykły pokój, biurko, szafka, na ścianach zdjęcia bohaterów magazynu: tworzący Paweł Althamer, zakrwawiony Paweł Małaszyński, zasłuchany Andrzej Chyra. – Prostota i spokój pokoju, atmosfera redakcji pozwalają poukładać myśli, w których bałagan królował wcześniej tygodniami. Odkrył to dobiero niedawno, podobnie jak niedawno zrozumiał, ile magii ma Żoliborz, gdzie mieści się redakcja pisma. Plac Inwalidów, obok Radio PiN, słynny Żywiciel, gdzie jada lunch. Olivier ma jeszcze jedno swoje miejsce w domu. – Na przykład wczoraj – opowiada – położyłem do łóżka syna, poczekałem, aż zaśnie, wstałem i zszedłem na dół. W salonie, przy oknie, mam swój stolik, fotel, lampę, którą przywiozłem z Wietnamu. Siadam i obserwuję Pragę nocą. Lubię to robić.

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje