Przejdź na stronę główną Interia.pl

Mówiłam, że spadłam ze schodów

Na początku była miłość. Agata wyszła za szanowanego adwokata, Marlena za znanego chirurga, Patrycja za biznesmena. Wkrótce w domu zaczął się terror. Jak długo można znosić bicie, obelgi? Czekać, że on wróci do domu pijany? Bać się, że on z jego pozycją i pieniędzmi odbierze jej dzieci?

I słuchać, gdy policjant mówi: "Jest pani mądra i zadbana. Tak nie wygląda ofiara". A przemoc zdarza się także w "dobrych" rodzinach. O przełamywaniu wstydu i walce o siebie opowiadają bite kobiety: dziennikarka, finansistka, kosmetyczka.

Agata: Policjanci żartowali: z was to takie włoskie małżeństwo

Reklama

Z oględzin lekarza dyżurnego warszawskiego szpitala: "Krwiak czoła 4 na 5 cm, złamanie przegrody nosa, uraz twarzoczaszki, krwiak oka lewego. Pacjentka, lat 36, przyjęta na oddział nieprzytomna. Możliwe pobicie. Mąż twierdzi, że spadła ze schodów". Z notatki policjanta, którego powiadomił lekarz: "Krzysztof K., z zawodu adwokat, zeznał, że w dniu, w którym doszło do wypadku, wrócił z pracy o 20 i znalazł żonę leżącą przy schodach w przedpokoju. Dzieci nocowały u znajomych. Agata K. była nieprzytomna, przerażony natychmiast wezwał pogotowie".

Kilka godzin wcześniej. Willa w podwarszawskim Konstancinie. Krzysztof wraca do domu z kwiatami dla żony. Zagląda do pokoju dzieci, który nie wygląda, jakby mieszkały tu sześciolatki: zabawki schowane w szafkach, żadnych rozrzuconych klocków, niepoukładanych puzzli. Dzieci sprzątały z mamą. Bo tata codziennie sprawdza porządek. Nie może być fałd na narzucie w misie. "Dyscyplina ponad wszystko", to motto Krzysztofa.

Twierdzi, że bez niej byłby nikim. A tak jest poważanym mecenasem. Ma dom z kamienia, drewna i szkła. Z łaźnią fińską, parową i własnym pokojem fitness. Jest miły. Do czasu. Gdy ona idzie poczytać dzieciom, on przegląda jej SMS-y. I wykrzywia twarz ze złości. "Kim jest Robert? Czemu proponuje ci pracę?", krzyczy do żony. "Kolega redaktor, chce, żebym napisała coś do ich gazety", tłumaczy Agata, dziennikarka. "Przecież ty nie potrzebujesz pracy! Ja się tobą opiekuję! Wszystko masz ode mnie!".

Agata wie, że powinna przemilczeć, załagodzić, wrócić do tematu, gdy będzie spokojniejszy. Ale nie potrafi. Mówi, że chce mieć kawałek własnego życia, chodzić do pracy, gdy dzieci są w szkole. "Już ja ci nie wystarczam?!". Kłócą się. W szale Krzysztof wykręca numer Roberta: "Odwal się od niej, chamie!". A potem przeprasza Agatę i mówi, że kocha. Ale ona nie chce słuchać, bierze torebkę i biegnie do drzwi. "Nie zostawisz mnie! - Krzysztof wykręca jej rękę. - Widzisz, do czego mnie doprowadzasz?!", powtarza w kółko. I bije, gdzie popadnie.

Z zeznań Agaty: "Tego popołudnia wypastowałam podłogę. Poślizgnęłam się na najwyższym stopniu, spadłam na dół, nic dalej nie pamiętam". Tylko lekarka w szpitalu zapyta, dlaczego nie powiedziała prawdy. "Bo się boję - odpowie Agata. - Żeby w zemście nie odebrał mi dzieci". Lekarka opowie policjantowi, co wie od pacjentki. Ale ten, z powodu braku dowodów, zamknie jej zeznania w szufladzie.

Na początku jest dobrze. Nikt nigdy tak nie zabiegał o Agatę jak Krzysztof. Nie dzwonił kilkanaście razy dziennie, by tylko usłyszeć jej głos. Nie rezygnował ze spotkań ze znajomymi, by non stop być z nią.

Prosi o to samo. "Niepotrzebni nam inni. Jestem tobą nienasycony". Któregoś wieczoru opowiada, jak ojciec w dzieciństwie bił go deską do mięsa. Agata płacze, kocha jeszcze mocniej.

Trzy miesiące później Krzysztof oświadcza jej się na dachu hotelu w Nowym Jorku. "Taka miłość się nie zdarza", myślała. Już nie wyobrażała sobie życia bez niego. Po raz pierwszy mąż wpada w szał na ich weselu. Woła ją do toalety i wymachuje pięścią, bo poszła porozmawiać z koleżankami, a on siedział sam przy stole. Do końca wesela jest zły, w noc poślubną wpycha do sedesu jej sukienkę. Bo za długo tańczyła z kolegą z pracy.

Agata pakuje walizkę, ale on przeprasza i obiecuje poprawę: "Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Nigdy nikogo tak nie kochałem". Opowiada jej, jak w dzieciństwie prawie zamarzł, bo schował się na noc w śmietniku ze strachu przed pijanym ojcem. Wzrusza Agatę, a ona przestaje myśleć, że trzeba odejść. "On nie może być złym człowiekiem - tłumaczy sobie. - Ja też nie jestem bez winy, na weselu chciałam wzbudzić w nim zazdrość".

- Zaczęłam racjonalizować: to nie jest związek idealny, ale będę nad nim pracować, moją miłością go zmienię - opowiada Agata. - Chciałam walczyć inaczej niż matka, która za zdradę wyrzuciła ojca z domu i nie pozwoliła na kontakt z nami. Została sama, sfrustrowana. Długo miałam jej za złe, że prawie taty nie znam. Chciałam mieć rodzinę. Tamto wydarzenie wymazałam z pamięci. Po latach przeczytałam, że mózg próbuje ochronić nas przed złymi wspomnieniami, dlatego tak szybko o nich zapominamy. I wracamy do kata.

Agata zachodzi w ciążę, Krzysztof jest szczęśliwy. Tylko czasem, gdy zza płotu pomacha jej sąsiad albo zadzwoni kolega, zdenerwowany docieka: "Ciąża bliźniacza?! To nie moje dzieci! W mojej rodzinie bliźniaków nie było!". Przeszukuje maile, SMS-y. Ale potem przeprasza, obiecuje, że się zmieni. Na dowód sadzi w ogrodzie jej ulubione magnolie. Znów jest miły, troskliwy. Znów jest człowiekiem, w którym się zakochała. Przez cały miesiąc albo nawet cztery. Sielanka.

Po urlopie macierzyńskim Agata zostaje w domu, a Krzysztof przestaje się hamować. Nawet gdy ona trzyma dziecko na rękach, potrafi popychać. - Nie wiem, jak dałam się zmanipulować. Ja, która potrafiłam kiedyś zerwać z facetem, bo po kinie nie zachował się dość szarmancko i nie odwiózł mnie do domu? Miałam dyplom UW, dobre stanowisko w mediach. Dlaczego mnie złamał? Może uwierzyłam, kiedy po urodzeniu bliźniaków on mówił do mnie: "Mój ty salcesonie, kiełbasko. Nie przejmuj się, ja nie kocham cię za to, jak wyglądasz. Gdyby tak było, przez te rozstępy już dawno bym z tobą nie był". A przecież nie było źle. Ważyłam 55 kilo. Z nerwów wkrótce schudłam 13.

Wściekł się: "Dla kogo ty to robisz?! Z kim mnie zdradzasz?!". Moje poczucie wartości podkopywał systematycznie. Kiedy przychodzili jego znajomi sędziowie, dziennikarze, adwokaci, co chwila wołał mnie do kuchni i pouczał, że za dużo mówię, za głośno się śmieję. "Kompromitujesz mnie! Źle trzymasz kieliszek!".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama