Przejdź na stronę główną Interia.pl

Lubimy nawet nasze kłótnie

On z byle drobiazgu potrafi zrobić kolosalną aferę. Ona też ma charakter, nie odpuszcza. Na szczęście ich spięcia trwają krótko. Krystyna Demska-Olbrychska i Daniel Olbrychski.

Krystyna

Często ktoś z naszych przyjaciół czy znajomych mówi do Daniela: „I co ty byś bez tej Kryśki zrobił?!”. Gdy to słyszę, wściekam się. Kiedy się spotkaliśmy, on miał czterdzieści parę lat, za sobą dwa małżeństwa i kilka ważnych związków. Był od dawna gwiazdą podziwianą w Polsce i na świecie. Gdyby mnie przy nim nie było… byłby ktoś inny.

Reklama

Czasem sobie wyobrażam, jakie byłyby moje losy, gdyby nie Daniel? Może kierowałabym dobrym teatrem? Kiedyś chodził, właściwie ciągle chodzi za mną taki pomysł. Jestem kulturoznawcą, teatrologiem, prowadziłam organizacyjnie teatr we Wrocławiu, miałam firmę, produkowałam przedstawienia, koncerty. Szesnaście lat temu zostawiłam to wszystko i zajęłam się pracą z Danielem. Czytam scenariusze, negocjuję umowy, dogaduję się z producentami. Często jeżdżę z nim na plan. On lubi moją obecność, a mnie sprawia przyjemność, kiedy patrzę, jak pracuje. Wiosną byliśmy w Stanach. Po dwóch miesiącach życia w Nowym Jorku i długim locie do Warszawy (a oboje nie znosimy latać) byłam zmęczona. Marzyłam, żeby pobyć w domu. Ale Daniel już po trzech dniach wyruszał do Indii na zdjęcia do filmu rosyjskiego. Poleciał sam i… rachunek telefoniczny był niebotyczny. Daniel dzwonił kilka razy dziennie. Opowiadał, co się zdarzyło na planie, albo trzymał słuchawkę w powietrzu, żebym usłyszała szum palm i oceanu – był w Goa, a to podobno raj na ziemi. Chyba jednak trzeba było mu towarzyszyć.

Kiedy jesteśmy razem, nie przestajemy rozmawiać. Często o polityce. Strasznie się nawzajem nakręcamy, choć poglądy mamy podobne. Daniel lubi poplotkować z którąś z moich koleżanek. Mnie ciekawią jego dawni znajomi. Kiedyś powiedział mi: „Bardzo żałuję, że nie poznałaś Wołodii Wysockiego. Wyobrażam sobie, jak byście się polubili”. Wysockiego nie zdążyłam spotkać, ale poznałam dziesiątki gwiazd oraz ludzi, którzy nie mają znanych nazwisk, a są dla nas bardzo ważni. Jesteśmy parą, która, choć to podobno niehigieniczne dla związku, właściwie się nie rozstaje. Nigdy się nie nudzimy. A emocje między nami… potrafimy w minucie przejść od euforii do karczemnej awantury. W prowokowaniu awantur Daniel jest mistrzem. Łatwy jest w pracy. Ale gdy schodzi z planu, musi odreagować. Jest cholernym egocentrykiem – jak każdy artysta wymaga skupienia na nim uwagi, ciągłego zachwytu. Z byle drobiazgu potrafi zrobić kolosalną aferę. Najmądrzej jest taki atak przeczekać. Już po chwili jest mu głupio i próbuje załagodzić sytuację. Ale ja mam wredny charakter i szalenie trudno mi odpuszczać. Stawiam się. Na szczęście spięcia trwają krótko.

Ma kilka cech, które mnie drażnią, ale nie próbowałam go zmienić, bo wiem, że faceta zmienić się nie da. Tłumaczę sobie, że do pewnego stopnia trzeba być gotowym na kompromisy. Jak się człowiek przeciwko czemuś nie buntuje, to życie tego nie prowokuje. Być parą właściwie bezkonfliktową przez tyle lat nie jest łatwo, a jeśli się jeszcze razem pracuje, to ogromny wysiłek dla obu stron. W życiu zawsze udawało mi się zachować niezależność. Z Danielem do pewnego stopnia ją straciłam, ale to też była moja decyzja.

Daniel

Zacznę efektownie i banalnie zarazem od przysłowia: "Nie chwal dnia przed zachodem słońca, konia przed ostatnią przeszkodą i żony przed śmiercią". Ale mówiąc poważnie, zanim związałem się z Krysią, byłem po dwóch małżeństwach i jednym kilkuletnim związku. Za każdym razem z miłości i z przekonania, że to na zawsze, choć w pierwszym małżeństwie szybko wiedziałem, że to porażka. Wydaje mi się jednak, że dopiero teraz wszystko tak się złożyło, że już nic nie powinno temu małżeństwu zagrozić. Tfu, tfu! Odpukać!

Po raz pierwszy jestem w tak harmonijnym związku. Poznała nas Agnieszka Osiecka we Wrocławiu, gdzie Krysia mieszkała. Kolejny raz spotkaliśmy się szesnaście lat temu w marcu, w jej imieniny. To było trzynastego, a to dla mnie szczęśliwa liczba. Kilka miesięcy później namówiłem Krysię, żeby zajęła się produkcją spektaklu "Listy miłosne". Wszystko bardzo sprawnie zorganizowała. Grałem z jej przyjaciółką Basią Wrzesińską. Podróżowaliśmy po Polsce. Spędzaliśmy razem wszystkie weekendy, więc miałem sporo okazji, żeby ją obserwować. Zaimponowała mi profesjonalizmem i umiejętnością łagodzenia napięć. Ona jest niezwykle serdeczna, otwarta, nie ma w sobie podejrzliwości czy złośliwości, która niestety cechuje prawie osiemdziesiąt procent kobiet, co w mężczyznach budzi niechęć. Załatwiając różne sprawy, niczego nie udaje, nie mizdrzy się, a i tak osiąga prawie wszystko, co chce.

Gdy przekonałem się, jak bardzo jest skuteczna, zaproponowałem, żeby została moją agentką. W tej chwili Krystyna Demska jest jedną z najbardziej szanowanych firm impresaryjnych w Europie. Układ, gdy praca miesza się z domem, nie jest nigdy łatwy. Ja jestem wybuchowy, krzyczę. Ona nigdy nie pozostaje mi dłużna, bo też ma temperament i charakter, ale już po półgodzinie przechodzi nam, śmiejemy się i nie pamiętamy, o co poszło. Najczęstszym powodem sprzeczek jest moje bałaganiarstwo. Wracam ze stajni, rozrzucam swoje rzeczy po całym domu, ona je poskłada, potem ja czegoś szukam, nie mogę znaleźć i robię awanturę. Ale próbuję nad sobą pracować. Wzięła na siebie wszelkie zawodowe sprawy organizacyjne, a także prowadzenie domu, czego ja bym na takim poziomie nie potrafił, zresztą mężczyzna rzadko to umie. Pokochała mnie ze wszystkimi wadami, ale też razem z moją rozległą i dość skomplikowaną rodziną, w której co chwilę pojawiają się najrozmaitsze problemy. Nie wiem, jak to robi, ale wszystko ogarnia, wycisza emocje, próbuje łączyć skonfliktowane strony. "Jak trwoga, to do Krysi", bo ona jest rodzinnym kołem ratunkowym, a przy tym nigdy nie traci pogody ducha. Bardzo kocha moich dwóch wnuków, którzy zwracają się do niej Rysiul, ale w rodzaju męskim. Kiedy słyszę, że ona mówi: "Słuchaj, kupiłem dzisiaj… zaraz będę do was jechał", od razu wiem, z kim rozmawia.

Zaczęło się, kiedy chłopcy byli mali i uważali, że kumplować się można tylko z chłopakiem. Krysia polubiła ten ich sposób komunikowania i tak zostało do dzisiaj. Antek i Kuba mają do niej zaufanie, wiedzą, że zawsze mogą liczyć na jej pomoc. Podobnie inni członkowie rodziny, począwszy od mojej 102-letniej ciotki, poprzez brata, rozmaitych kuzynów, a skończywszy na dzieciach. Krystyna zajmuje się wszystkimi i w ogóle jej to nie męczy.

Marlena Dietrich zapytana, czy oddzielne sypialnie to jest dobra recepta na trwałość małżeństwa, odpowiedziała: "To jeszcze mała gwarancja, najlepiej oddzielne stolice".

Iza Komendołowicz

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje