Przejdź na stronę główną Interia.pl

Lenin nie prinimajet

Plac Czerwony, świt. Babuszka w chustce pucuje chodnik. Aktor Mateusz Damięcki przyszedł tu prosto z nocnego klubu. Wskazuje na mauzoleum i pyta: „Lenin prinimajet?“. „Niet, nie prinimajet“, odpowiada kobieta. „U niewo nasmark (katar)?”. „Niet, on w spa”. Jak nie pokochać tych ludzi i tego kraju.

Kiedyś postanowiłem zobaczyć Łubiankę – opowiada Mateusz Damięcki. – Stojąc przed budynkiem, zaczepiałem przechodniów: „A gdzie Łubianka?”. W końcu zatrzymała się kobieta i pokazała gmach. „A prawdziwa Łubianka?”. „Siedem pięter w dół”, odparła bez namysłu.

Reklama

Aktor otwarcie przyznaje: „Kocham Rosję”. – Mam zresztą wrażenie, że to ona mnie wybrała, nie ja ją. A właściwie wśród tysiąca kandydatów do roli oficera w „Córce kapitana” dostrzegł mnie reżyser Aleksander Proszkin. To wtedy, ponad dziesięć lat temu, pojechałem na Wschód pierwszy raz. Gdy zapytałem Proszkina, dlaczego wybrał akurat mnie, Polaka, zaśmiał się: „Bo nie miałeś głębokiego socjalizmu w oczach”. Rosja jaka jest, każdy wie. A raczej tak się każdemu wydaje, dopóki sam tam nie pojedzie.

– Po latach szkolnych, kiedy obowiązkowo musiałem uczyć się języka rosyjskiego, wymazałem ten kraj z pamięci. W ogóle nie interesował mnie tamten kierunek, zwłaszcza od kiedy zamieszkałem na Zachodzie – mówi pisarz Janusznusz L. Wiśniewski. – Kilka lat temu sprzedałem petersburskiemu wydawnictwu książkę „Samotność w sieci”. I szybko zaczęły przychodzić na moją pocztę maile pisane cyrylicą, a wydawnictwo zaprosiło mnie na targi. Początkowo nie paliłem się do wyjazdu. A kiedy się zdecydowałem, oniemiałem. Odkryłem miejsce zaprzeczające wszelkim stereotypom, którymi miałem nabitą głowę.

Po Moskwie jeździły samochody, jakich nie widziałem w najbogatszych krajach świata, a „Komsomolskaja Prawda” okazała się gazetą bardziej komercyjną od brytyjskiego „The Sun”. Zostałem przyjęty po królewsku. Wożono mnie limuzyną, promocja została zorganizowana perfekcyjnie. Wyjeżdżałem zakochany w ludziach: hojnych, otwartych, zdolnych do nawiązywania bliskich więzi. Zaczęło mnie tam znowu ciągnąć.

Reżyser i choreograf Janusz Józefowicz, który – jak wyliczył – spędził w Rosji dwa lata, szybkość zmian tłumaczy faktem, że Rosjanie błyskawicznie się uczą. – Gdy kilkanaście lat temu pojechaliśmy tam z „Metrem”, był to jeden z pierwszych musicali na rynku. Na castingu młodzi śpiewali narodnyje piesni. A dziś? „Koty” czy „Upiór w operze” nie różnią się od najlepszych amerykańskich wersji. To dotyczy także innych dziedzin życia. Czego szukasz, to znajdujesz Nikt nie może powiedzieć, że zna Rosję. Jest nieprzewidywalna i nieobliczalna. Z jednej strony bogactwo wielkich miast, z drugiej bieda prowincji. Z jednej – romantyzm i niespotykana uczuciowość, z drugiej – twarde stąpanie po ziemi. Fascynacja Zachodem nie przeszkadza, przeszkadza, by młodzi ludzie celebrowali Dzień Zwycięstwa i Dzień Żołnierza. Z tej okazji wysyłają sobie życzenia, świętują. Ale walentynki też znalazły wielu zwolenników.

Janusz L. Wiśniewski podkreśla, że w tym ogromnym kraju jest wszystko. Czego szukasz, to znajdujesz.

Mateusz Damięcki: – Uwielbiam rosyjskie statystyki: 200 milionów mieszkańców, 150 narodów. Wyobraźnia zaczyna pracować! Aktor przejechał niedawno 12,5 tysiąca kilometrów z Moskwy do Magadanu na dalekiej północy. Opowiada, że to miejsce dla poszukiwaczy przygód. – Nie wiesz, co przyniesie następny dzień. Może zabić cię niedźwiedź albo pijany tirowiec, który wyłączył światła, żeby go policja nie złapała. To przeciwieństwo Ameryki, gdzie podczas jazdy osławioną drogą 66 zabić cię może tylko nuda. W ciągu 63 dni podróży nie spotkało nas nic złego.

Tylko raz nakrzyczał na nas chłop, któremu wjechaliśmy w szkodę. Potem zresztą zaprosił nas do domu. Rosjanie są gościnni, nie odmawiają pomocy. A im dalej na północ, tym mniejszą rolę odgrywają pieniądze. Najbardziej pożądaną walutą jest czas, który możesz poświęcić drugiemu człowiekowi. Ludzie prosili: „Posiedźcie z nami. Bo my o tym wieczorze będziemy jeszcze pięć lat mówili”.

Maria Barcz

Cały artykuł przeczytasz w lipcowej PANI.

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje