Księżniczka i rycerz
Zaimponowała mu dojrzałością, on rozbroił ją poczuciem humoru. Po trzech latach związku wciąż uważają się za młodą parę. I wierzą, że tak będzie już zawsze.
Tamara
Nigdy nie spotkałam człowieka tak umiejącego improwizować. Łącząc to z abstrakcyjnym poczuciem humoru, otrzymujemy mieszankę wybuchową. Jego wymyślane na poczekaniu monologi wśród naszych przyjaciół przeszły do historii. Często wciela się przy tym w różne postaci albo ożywia przedmioty. Kiedyś złapał trzyramienny wieszak na doniczki i animował go tak, że wszyscy przez godzinę ryczeli ze śmiechu. Cała improwizacja odbywała się w dodatku po angielsku, bo był z nami Anglik.
Gdy poznałam Bartka na planie komediowego serialu "Halo Hans!" (reż. Wojciech Adamczyk), zauroczył mnie swoją pogodą ducha. Otaczała go aura jasności, pozytywnej energii. Przy nim cały czas się śmiałam. Jego abstrakcyjny dowcip i zaskakująca interpretacja rzeczywistości sprawiły, że pomyślałam: "Co za inteligencja!". Czasem nie mogliśmy nagrać sceny, bo pękaliśmy ze śmiechu i reżyser musiał przerywać ujęcie. Bardzo dobrze wspominam tamtą ekipę filmową i beztroską atmosferę.
Z Bartkiem szybko się zaprzyjaźniliśmy. Odpowiadało nam nasze podejście do pracy aktorskiej. Zaskoczyła mnie również jego niezwykła umiejętność słuchania. Mężczyźni najczęściej uwielbiają imponować i opowiadać o sobie, a Bartek, gdy rozmawia, skupia się na drugiej osobie. Empatyczny, wyczulony na problemy innych, tolerancyjny, potrafi być oddanym i wiernym kolegą. Ze swoimi przyjaciółmi - Rafałem, którego zna jeszcze z zerówki, i Michałem ze szkoły teatralnej - utrzymuje stały kontakt. Często słyszę, jak rozmawia z nimi przez telefon, radzi, wysłuchuje.
On dobrze rozumie ludzi i umie nazywać rzeczy po imieniu. Gdy wypowiada się o uczuciach, określa te stany precyzyjnie, jeśli o etyce, religii, moralności, to to, co mówi, jest głębokie, celne, blisko człowieka. Ale sam też jest bardzo wrażliwy i łatwo go zranić. Kiedy ktoś ocenia niesprawiedliwie jego postępowanie, uczucia, podejście do pracy i gdy dodatkowo jest to jeszcze upublicznione i przekręcone, bardzo to przeżywa. Na planie umie skupić się na innych. Ma w sobie pokorę, z każdym się przywita, porozmawia. Jeśli jednak coś mu nie odpowiada, mówi to wprost.
Staje w obronie innych, ma wyostrzone poczucie sprawiedliwości, więc wszelkie porażki odbiera też bardzo osobiście. Nie uważa się za mistrza świata, więc łatwo zachwiać jego poczuciem własnej wartości. Kiedy mówię, jak imponują mi jego talenty, nie chce tego słuchać. Nie przyjmuje komplementów i szybko obraca wszystko w żart.
Jest bardzo wesołym i czułym tatą. W wychowaniu młodszego syna pomaga mu wyobraźnia - w ciągu dnia wyczarowuje mu ścieżkę z przeszkodami z patyków albo tor wyścigowy z pudełek po kawie, a na dobranoc wymyśla fantastyczne historie i bajki. W domu lubi wprowadzać zasady. Ja bywam mniej konsekwentna. Bartek pilnuje, żeby syn poszedł spać o właściwej godzinie, ale potrafi zapomnieć, że danego dnia był umówiony w jakiejś sprawie w urzędzie. Stara się być pomocny w domu, ale trzeba mu wiele rzeczy jasno komunikować.
Zaskakujące, że umie bez problemu oczyścić komputer z wirusów i wprowadzić nowe programy, a nie może nauczyć się, w którą komorę pralki trzeba wsypać proszek. Bartek dobrze gotuje, jego przystawka z wędzonego łososia albo marynowana i upieczona karkówka nie mają sobie równych. Ale teraz mówi, że zdominowałam go w kuchni, i rzadziej tam zagląda. Może rzeczywiście lubię mieć ostanie zdanie i gdy on coś robi, doradzam: "Zmniejsz ogień, bo zaraz przypalisz". Denerwuje się wtedy.
Obydwoje jesteśmy dość chaotyczni, mamy głowy w chmurach. Zdarza się, że codzienność nas przytłacza, więc wpisujemy wszystkie sprawy do załatwienia w kalendarzu. Śmiejemy się, że przydałaby się nam asystentka, ale z drugiej strony lubimy być niezależni i nie chcemy, aby ktoś się wtrącał w nasze życie. Oboje jesteśmy bałaganiarzami i dużo czasu zajmuje nam ogarnianie rzeczywistości. Chciałabym, żeby w domu było jak w pudełku, ale nie zawsze to się udaje.
Bywam roztargniona, zapominam, gdzie położyłam jakąś rzecz, a Bartek, gdy się przyzwyczai, to już dba, aby klucze leżały w jednym miejscu. Kiedy nagrywał "Życie nad rozlewiskiem" (reż. A. Drabińskiego) albo "Wszyscy kochają Romana" (reż. J. Bogajewicz), to ja bardziej skupiałam się na domu. Z kolei kiedy ja pracuję, on przejmuje większość obowiązków.
Najbardziej lubimy spędzać wolny czas razem z dzieciakami. Bartek często wymyśla jakieś wycieczki do lasu na grzyby czy do Kazimierza. Dla relaksu gra na komputerze, to go odstresowuje. Szczególnie gry strategiczne, w których trzeba wykazać się cierpliwością. Chętnie też czyta, książki wręcz połyka, wykorzystuje do tego każde wolne dziesięć minut. Ja potrzebuję skupienia, muszę mieć czas na lekturę. Bartek ma też lepszą podzielność uwagi niż ja. Czasem zagapię się na jakiś film, on mnie woła, a ja nie słyszę.
Mamy podobny gust, więc gdy urządzaliśmy nasze pierwsze własne mieszkanie nie było problemów ani kłótni. Co prawda jestem tradycjonalistką i trudno mnie przekonać do nowoczesnych rozwiązań, ale Bartek mówił: "Zróbmy to, zaufaj mi", i rzeczywiście teraz jestem zadowolona. Myślę, że dzięki niemu zmieniło się moje poczucie estetyki, bardziej otworzyłam się na nowości. Jesteśmy wciąż młodą parą - z zaledwie trzyletnim stażem - i ciągle się poznajemy. Staramy się siebie nawzajem uczyć i wspierać. W sytuacjach konfliktowych oboje reagujemy emocjonalnie. Ja szybko zamykam się w sobie, wolę nie powiedzieć czegoś, niż powiedzieć za dużo. Bartek chce od razu wszystko wyjaśniać, rozmawiać. Doceniam, że po chwili umie przyznać się do błędu. Tylko on wie, jak poprawić mój nastrój i rozwiać pesymizm. Wystarczy, że zażartuje: "No i nie ma co się martwić, i tak wkrótce spadnie meteoryt".
-------
Tamara Arciuch - pamiętna panna młoda z "Wesela" Wojciecha Smarzowskiego. Ma 37 lat, pochodzi ze Skierniewic. Państwową Wyższą Szkołę Teatralną kończyła w Krakowie, przez dwa lata była związana z Teatrem Ludowym w Nowej Hucie. Kolejne siedem spędziła w teatrze Wybrzeże w Gdańsku, gdzie występowała m.in. w sztukach w reż. Ingmara Villquista. Zagrała w serialach "Niania", "Oficer", "Halo Hans!", gra w "M jak miłość". Świetnie radzi sobie na parkiecie, w "Tańcu z gwiazdami" zajęła trzecie miejsce. Mama dwóch synów - 12-letniego Krzysztofa (z pierwszego związku) i 2,5-letniego Michała.
Artykuł pochodzi z kategorii: Prawdziwe historie
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
Reklama
Wasze komentarze (12)
-
23.02 (10:50)tylko pozazdrościć ze mogli sie spotkac i przeżyc wspólnie takei emocje...i nie dziwne ze pragnęli mieć dziecko...
-
11.02 (16:11)~AnnaSą razem 3 lata i wciąż się poznają (słowa p.Tamary) a ich syn ma 2,5 roku (komentarz pod tekstem)? Czyli dziecko spłodzili w pierwszym tygodniu czy miesiącu od poznania? Bardzo dojrzale:)
No i co z tego, purytanko? To ma swiadczyc, wg ciebie, o dojrzalosci badz nie? -
-
11.02 (09:38)
-
10.02 (17:51)Są razem 3 lata i wciąż się poznają (słowa p.Tamary) a ich syn ma 2,5 roku (komentarz pod tekstem)? Czyli dziecko spłodzili w pierwszym tygodniu czy miesiącu od poznania? Bardzo dojrzale:)
-
10.02 (04:40)A ja po 45 latach malzenstwa czuje sie jak mloda para,no moze troche starsza.Jesli jest taki subtelny i inteligentny to swoje sprawy zyciowe rozwiazywal nie inteligentnie.Zycze trwalego zwiazku dla nowej pary.















Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli