Przejdź na stronę główną Interia.pl

Korzenie zapuszczam w asfalt

Bilet w jedną stronę. Tak myślały, jadąc z małej miejscowości do Warszawy. Bo jeśli się nie uda, nie ma dokąd wracać. Wymarzone pracownice. Często znienawidzone koleżanki. Dziewczyny z prowincji, które robią karierę w dużych firmach. Janczarki gotowe na nadgodziny i grę nie fair. Awans, służbowe auto - to cel. Grażyna i Ula mówią o zyskach. I cenie, jaką zapłaciły za marzenia. Bardzo chcą wierzyć, że bilans wychodzi na plus.

Podbić Manhattan

Grażyna z Maćkowej Rudy na Suwalszczyźnie. 31 lat. Kariera w zachodnim wydawnictwie. Zwolniona za korupcję. Żyje z myślą: jeszcze będę na topie.

Na ścianach kilkadziesiąt fotografii. Pamiątki błyskotliwej kariery. Z Adrianem Brodym na tle hotelu Carlton w Cannes. I w białym hummerze na Krakowskim Przedmieściu. O takim aucie Grażyna marzyła kiedyś jako dziewczynka. W pamiętniku pisała: "Będę jeździć limuzyną z ekstrafacetem, który zabierze mnie na kolację do restauracji na ostatnim piętrze wieżowca".

Reklama

Warszawa wydawała się Grażynie Manhattanem. I tak myślała, wsiadając do pekaesu po maturze. Plan był jasny: zdać na studia na wydziale zarządzania. I pracować w biurze, gdzie jest ekspres do kawy, a pracownicy mają na szyi karty magnetyczne. To był symbol przynależności do lepszego świata.

Grażyna: - Nie dostałam się na studia. I tak byłam dumna, że zabrakło mi tylko paru punktów. Na szkołę prywatną nie miałam pieniędzy. Od rodziców dostałam 450 złotych na nowe życie. "Radź sobie", usłyszałam od mamy. Ojciec pożegnał się szorstko: "I tak tu wrócisz, tam nie ma miejsca dla dziewczyn z prowincji. Chyba że męża znajdziesz... Tylko z pieniędzmi".

- Chciałam uciec z tego zacofanego świata. Maćkowa Ruda. Najlepszy lokal to bar Pod Lasem. Ryczący co wieczór telewizor. Ciemne okna po 22. Atrakcje? Festiwal sękacza - Grażyna opowiada o rodzinnym mieście. Ojciec, policjant, szanowany przez sąsiadów, znienawidzony przez rodzinę. - Pił co dzień. "Mam nerwową pracę", tłumaczył. Mama skończyła technikum cukiernicze. Po ślubie została w domu. "Tata nie chciał, żebym pracowała. Obiecywał, że wszystko nam zapewni", tłumaczyła. Nie zapewnił. Pił coraz więcej, a mama dorabiała zbieraniem jagód, grzybów, jabłek. "Córeczko, nie rezygnuj z siebie", mówiła, kiedy razem oglądały serial "Capital City" o karierze w centrum finansowym.

- Pojechałam szukać mojego Capital City - uśmiecha się Grażyna, zakładając okulary od Toma Forda.

Junior w openspace

Wynajęty pokój w Ursusie, za ścianą współlokator Leszek - uroczy gej z Nowej Soli. Dzięki niemu Grażyna znajduje pierwszą pracę asystentki w studiu dubbingu. Sprząta, pilnuje, by aktorzy mieli kawę, zagaduje, jak minął im weekend. Jedna z aktorek przychodzi do studia z pieskiem.

Któregoś dnia mały labrador znika. Grażyna biegnie przez trzypasmową ulicę, ratuje szczeniaka sprzed auta. Roztrzęsiona aktorka ściska ją: "Jak ja ci się odwdzięczę? Dziewczyno, marnujesz się. Moja przyjaciółka Ewa jest dyrektorem wydawniczym. Szuka ludzi do marketingu. Umów się na rozmowę" - i wystukuje numer.

Grażyna: - Podczas interview po drugim ziewnięciu Ewy i słowach "skontaktujemy się", zaryzykowałam: "Jak się miewa szczeniak przyjaciółki?". Zdziwienie. Krótko opowiedziałam, jak zostałam bohaterką. "Jeśli potrafisz tak się zaangażować w pracę, jak w ratowanie obcego psa... Masz pół roku stażu. Potem możemy pogadać o awansie".

Wieczorem zadzwoniłam do domu: "Mam biurko w przeszklonym biurze. Będę junior brand managerem! - Ale co to znaczy?" - zapytała siostra. Współlokator Leszek krytykuje nijakie ubrania, ale pomaga wybrać strój na pierwszy dzień. Na przystanku Grażyna stoi w kupionych na przecenie platformach i garsonce. Wjeżdża windą na 14 piętro. Dostaje kartę magnetyczną.

- Chłonęłam zapach wykładziny, szum komputerów. Pierwsze zajęcie - przepisywanie tabel wyników sprzedaży. Grażyna stuka po klawiaturze jednym palcem, próbując zrozumieć treść. W palarni krztusi się marlboro light - byle być bliżej koleżanek. Rozmawiają o "evencie", ignorując stażystkę. W końcu zauważają: "Skąd jesteś? - Z końca świata" - Grażyna zmienia temat. - Za pierwszą wypłatę poszłam do fryzjera, który czesał dziewczyny z biura - opowiada. - Moje włosy pokryła "mrożona czekolada". Zapunktowałam.

Dowiedz się więcej na temat: kariera | korporacja | sukces | Manhattan | Warszawa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje