Przejdź na stronę główną Interia.pl

Kiedyś cię znajdę...

Edyta odnalazła ojca, o którego istnieniu nie wiedziała przez 40 lat. Ewa odzyskała kontakt z matką, która oddała ją do adopcji. Jako dorosłe kobiety spotkały rodziców, którzy byli... obcymi ludźmi. Czy po latach osobnego życia można odbudować zerwane więzi? Czy można wybaczyć?

Edyta. Szczecin

Czarno-biała fotografia. Śliczna roześmiana blondynka ma może 20 lat. Rozkloszowana letnia sukienka podkreśla talię. Mama. Edyta myśli, że zdjęcie pochodzi z czasów, zanim TO wszystko się wydarzyło. Bo potem mama zawsze miała smutne oczy. Co się stało? Oto prawdopodobny scenariusz. Dziewczyna poznaje chłopaka o ciemnych włosach. Jest maj, połowa lat 60. Miłość nagła i krótka. Z jakiegoś powodu (to wciąż tajemnica) drogi obojga się rozchodzą. On odjeżdża, a ona odkrywa, że jest w ciąży. Podobno wysyła listy, które do niego nie docierają. Nie chce być mamą, maskuje ciążę, ściska brzuch szerokim pasem.

Reklama

W czwartym miesiącu wychodzi za mąż za kogoś innego. W ukryciu rodzi córkę i wywozi ją kilkaset kilometrów, na wieś. Po drodze chrzci w przypadkowym kościele. Zostawia pięciodniowe niemowlę dalekim krewnym. Wraca do swojego miasta, a najbliższym, którzy wiedzieli o ciąży, kłamie, że dziecko umarło. Nie umie odpowiedzieć na pytania: gdzie akt zgonu, gdzie grób? A oni drążą, szukają. Po roku dziewczynka wraca do rodziny, ale jasnowłosa kobieta nie umie jej kochać. Rodzi kolejne dzieci - dwóch chłopców. Wszyscy mieszkają w domu dziadków. W końcu matka i ojciec z synami wyprowadzają się, a Edyta zostaje pod opieką starszych ludzi, którzy będą dbać o jej spokojne dzieciństwo...

Spotykamy się dziś w jej "dorosłym" domu. Szeregowiec na obrzeżach Szczecina, w garażu bmw Edyty i dżip jej męża. On jest lekarzem, ona farmaceutką, trochę po czterdziestce. Pijemy kawę, Edyta pokazuje fotografie. I tę jedną, wyjątkową. - Pewnego dnia w luźnej rozmowie moja kuzynka zagadnęła: "A jak właściwie traktuje cię dzisiaj ojczym?". Zamurowało mnie. "To ty nic nie wiesz?", zreflektowała się. Nie wiedziałam. Nie miałam wątpliwości, że mąż matki to mój biologiczny ojciec! Tylko jego pamiętam u jej boku - Edyta mówi o pierwszym szoku.

- Natychmiast poprosiłam mamę o wyjaśnienia, ale ona zacisnęła usta. Matka przestała się odzywać, reagować na telefony. Rodzinie tłumaczyła, że zerwała kontakt, ponieważ Edyta ją obraziła. - A ja, gubiąc się w domysłach, musiałam czekać na jej ruch. Prawie rok. W końcu przyszła. Przyniosła zdjęcie. To - Edyta pokazuje fotografię przystojnego bruneta. Z tyłu wzruszająca deklaracja miłości i podpis jej "prawdziwego" ojca. - Z tym wyruszyłam w świat, żeby go odszukać.

Jedź, pytaj, patrz w oczy

- Moje dzieciństwo i młodość to dziadkowie, nie rodzice - opowiada. - Babcia, autorytet, dbała o dom, o mnie. O dziadku mówiłam "dziadziuś". Pamiętam obrazki: zima, zaspy pod szkołą, ja zmartwiona, jak wrócę do domu - i nagle dziadziuś wyłaniający się zza muru z sankami. On w szpitalu przy moim łóżku - codziennie przez dwa miesiące przynosił domowe obiady - wspomina Edyta. Miała sześć lat, kiedy musiała przejść operację głowy - kraniostenoza, choroba polegająca na zaciśnięciu kości czaszki, uniemożliwiała rozrost mózgu. To efekt ściskania płodu w brzuchu. Edycie groziła m.in. ślepota. Wkrótce po operacji miała pierwszą komunię.

- Mama przyszła do kościoła, ale żadnego przyjęcia nie urządziła, było mi tak przykro - opowiada Edyta.

Męża mamy nie chce oceniać, choć pamięta, jak kupował słodycze i je chował, żeby potem ukradkiem zjeść. Dzieciom nie dawał nic. Żadnych zabawek, prezentów na urodziny. - Gdzieś głęboko, w środku, czułam się dzieckiem odrzuconym. Ta myśl odżyła wraz z wiadomością o biologicznym ojcu - opowiada. Razem ze zdjęciem dostała od matki tylko garść informacji: on był jej pierwszym mężczyzną. Spędzili razem kilka tygodni. Potem odjechał, nie zareagował na jej list z informacją o ciąży.

- Musieli być ładną parą. Wyznanie na fotografii świadczy, że on ją kochał. Co się więc stało? Uciekł od odpowiedzialności czy może do dziś żyje w niewiedzy? Jest tchórzem, a może mnie szukał? Poczułam, że muszę znaleźć odpowiedź.

Dwa lata temu rozpoczyna poszukiwania. Pisze list do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Zna tylko orientacyjną datę urodzenia ojca - plus minus dwa lata. Wie od mamy, że spędził dzieciństwo w sierocińcu u sióstr. Z urzędu dostaje informację o ochronie danych. Wpada na pomysł, który będzie procentował w ciągu następnych miesięcy poszukiwań. 

- Papier swoją drogą, bezpośrednia rozmowa swoją. Trzeba dzwonić, jeździć, pukać do drzwi i patrząc w oczy, mówić, o co chodzi. Zawsze zostawiać numer telefonu. Tak zdobyłam informację, że mężczyzn w wieku i o nazwisku mojego ojca jest w Polsce trzech. Powiedzmy, że chodzi o imię i nazwisko Witold Malec.

Proszę zapisać adres...

Nasza-klasa, Facebook, portal Zerwanewiezi.pl - Edyta wiesza ogłoszenia. Dołącza zdjęcie ojca. - Coraz silniej odczuwałam brak tego człowieka w moim życiu. Zadawałam sobie kolejne pytania: czy tata, jeśli go odnajdę, będzie umiał być rodzicem dorosłej kobiety? A może w poczuciu winy albo w strachu, że będę czegoś żądać, ukryje się przede mną? - Edyta opowiada o wątpliwościach. W ogłoszeniach zaznacza, że nie ma żadnych roszczeń, szuka "z potrzeby serca, z chęci poczucia się córką". Niezależnie od poszukiwań w sieci jedzie w Polskę. Dwóch Malców urodziło się w tej samej okolicy, ale Edyta nie ma dokładnego adresu. Odwiedza komendy policji, kancelarie parafialne - szuka informacji o chrzcie, komunii, ślubie... Nic.

Wreszcie przez internet odzywa się córka pierwszego Witolda Malca. Najpierw radość i nadzieja, zaraz potem smutek - okazuje się, że ten człowiek już nie żyje. Może zaczęłam szukać za późno? - zastanawia się Edyta. Zaczyna wątpić, że kiedykolwiek znajdzie ojca. Mąż i Kajtek, ich nastoletni syn, wspierają. Mąż przytula, szepcze do ucha: masz nas, kochamy cię.

- Zdarzały się całe tygodnie bez nowego śladu. Płakałam w nocy, w dzień chodziłam rozbita. Na forach adopcyjnych szukałam historii ze szczęśliwym zakończeniem - wspomina Edyta.

Córka zmarłego mężczyzny przysyła jej zdjęcie swojego ojca, też podpisane. - Oddech ulgi. Po porównaniu charakterów pisma okazało się, że człowiek z tego zdjęcia i mój tata to dwie różne osoby - opowiada. Po jakimś czasie w internecie znajduje fotografię "numeru dwa" - niski, krępy szatyn. - Tata był wysoki, to wykluczało tę kandydaturę - mówi. 

Dowiedz się więcej na temat: dzieciństwo | samotność | Dom Dziecka | przeszłość | zdjęcia | rodzina

Reklama

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze (29)

Dodaj komentarz Sortuj

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL