Przejdź na stronę główną Interia.pl

Dałeś się usidlić, głupi

"Chciałabym, żebyś znalazł właściwą kobietę. Pragnę twojego szczęścia, to chyba normalne", powtarza często matka. Ale żadnej z dziewczyn nie chce poznać.

Niedawno kupił apartament w centrum miasta. To jego kolejne mieszkanie. Świetnie mu się powodzi. Skończył kilka prestiżowych kierunków, przez parę lat studiował za granicą. Za godzinę swojej pracy zarabia ponad 300 euro. Jak chce się odnosić sukcesy, trzeba harować, wiedza kosztuje, on poświęca temu życie. Szybkim krokiem przeskakuje kolejne piętra apartamentowca (nigdy nie korzysta z windy), w końcu otwiera drzwi mieszkania. Na podłogach marmur, w salonie skórzana kanapa, dwa fotele, w kuchni nie ma śladu życia. Nawet łazienka przypomina muzeum.

Reklama

Kiedyś w ogóle nie pił, teraz zdarza mu się to codziennie. Nalewa sobie. Drogie trunki to jego jedyna rozrywka. W ciągu czterech godzin odbiera kilkanaście SMS-ów od matki. Na początku są zdawkowe: "Co robi? Czy jeszcze pracuje? Czy nie zapomniał o kolacji?". Nie odpisuje, SMS-y stają się coraz bardziej natarczywe. Jak może tak jej nie szanować, pewnie znów siedzi u niego jakaś lafirynda, a on nie raczy się odezwać. Żyły sobie dla niego wypruwała, a teraz zamiast wdzięczności ma milczenie. Później komórka zaczyna dzwonić, on nie odbiera. Pije coraz więcej. Patrzy na zdjęcia dziewczyn, które matka nazywała: "potworami", "brzydactwami" "kaszalotami". "Naprawdę uważasz, że ona nie jest ładna?", zastanawia się, patrząc na portret blondynki w iPhonie.

***

"Kiedyś poświęcałeś rodzinie więcej czasu. Teraz ona rządzi. Ktoś inny dobrze ją zna i ocenił tak samo jak ja. Powiem krótko: bezwzględna dziewucha, która złapała frajera. Nie sądziłam, że jesteś aż tak głupi. Mam nadzieję, że nie wozisz jej samochodem, który ci kupiłam. Jeśli to robisz, chcę moje auto z powrotem".

***

Nie ma konkretnych wspomnień związanych z matką. Nie pamięta tego, jak czytała mu bajki czy podawała śniadanie. Nie dlatego, że tego nie robiła, po prostu nie analizuje przeszłości, bo i po co? Matka nigdy na niego nie krzyczała, nie krytykowała, nie biła. Dużo pracowała, więcej czasu spędzał z tatą. Wakacje nad morzem, w górach, pływanie łódką. "Mój syn", mawiał z dumą ojciec, gdy Andrzej sam rozpalił ognisko, złowił szczupaka. Mieli wspólny świat. Tata miał cierpliwość, której mamie brakowało. Nie potrafiła budować z klocków. Czasem biegł za nią, wołając: "Pobawisz się ze mną w piratów?!". Uśmiechała się, mówiła, że za chwilę, a potem znikała w swoim gabinecie. Ale zawsze myślał, że miał szczęśliwe dzieciństwo.

Dziesięć lat temu po raz pierwszy zraniła go dziewczyna. "Odeszła", powiedział matce. Rzucił teczkę, usiadł przy stole. Mama krzątała się bez słowa. Przygotowała jego ulubioną herbatę z malinami, z szafki wyciągnęła nalewkę. "Tak bym chciała, żebyś spotkał właściwą kobietę, żebyś był szczęśliwy". Cały wieczór trzymała go za rękę, głaskała po głowie, puszczała jego ulubione płyty. W trudnych chwilach dawała mu wsparcie, nie tylko wtedy, gdy chodziło o dziewczyny. To ona była przy nim, kiedy zmarł ukochany profesor czy najlepszy kolega zachorował na nowotwór.

Ankę Andrzej naprawdę kochał. To była szalona, młodzieńcza miłość. Spędzili ze sobą siedem lat, ale nie mieszkali razem. Bał się tego kroku z powodu matki. Nie lubiła Anki, chociaż nawet jej nie znała. Nie chciała poznać. "Zwariowałeś? Nie będę spotykała się z byle kim", parskała. Bo Anki rodzice się rozwiedli, a to źle rokuje. Bo Anka ma coś szalonego w oczach, to od razu widać na zdjęciu. Tak, z pewnością potrafi mężczyznę opętać, ale to wszystko. Poza tym nie mają z Andrzejem wspólnych zainteresowań. Jakie ta dziewczyna ma pasje, ambicje? I dlaczego tak beznadziejnie się ubiera? Prawdę mówiąc, jest gruba, tak oczywiście, można udawać, że jest fantastyczna, ale kto mu powie prawdę jak nie matka? Ciotka Krysia widziała ich na ulicy i była rozczarowana. Po prostu rozczarowana, że on mógł oszaleć dla takiego NIC.

Matka sączyła jad przez kilka lat. Więc dla świętego spokoju oznajmił rodzinie, że się z Anką rozstał. Spotykał się z nią potajemnie. Lista grzechów jest długa. Tak, stał na balkonie Anki i mówił, że jest na spotkaniu, przestał zostawać u niej na noc, żeby nie wzbudzać podejrzeń, wyjeżdżał bez niej na wakacje i chodził na rodzinne imprezy. Anka się nie żaliła. Po prostu któregoś dnia odeszła. Do tej pory pamięta jej słowa: "Skończysz sam w pustym domu, z twoją walniętą, chorą matką". Nawet nie przypuszczał, że potrafi używać takich słów. Tego dnia, gdy ich związek się rozpadł, a mama tak go pocieszała, uwierzył, że to naprawdę chodziło o to, że Anka była nieodpowiednia. W końcu matka przeczuwała, że go skrzywdzi. Na pewno nigdy by jej nie polubiła, a on nie potrafiłby żyć między młotem a kowadłem.

Przez rok był sam. Na wakacje, na obiad, kolacje, do kina chodził z matką. Żadnych kłótni, nerwów, sporów. Ale potem zaczął spotykać się z nowymi dziewczynami. Karolina, Agata, Iza. Jedna, zdaniem matki, była zimna, druga - przesadnie ambitna, trzecia - ambitna za mało, a czwarta - roztrzepana. "Taka kobieta nie stworzy ci domu", to było jej ulubione zdanie. Żadnej z dziewczyn nie chciała poznać. "Nie chcę jej w swoim domu, czuję, że jest lafiryndą", mówiła.

***

"Oczywiście, każda jest ważniejsza ode mnie. Ale i tak wszystkie cię zostawią. I będziesz żebrać o moją pomoc. A ja ci nie pomogę. Bo ostrzegałam cię przed nimi, ale ty wolisz być chłopcem na posyłki".

***

Tata się zakochał, odszedł do innej. Gdy się wyprowadzał, Andrzej był w szkole, gdy wrócił, zobaczył tylko matkę, która spokojnie i metodycznie cięła nożyczkami pozostawione przez ojca ubrania. Nie wiedział, co ma zrobić, nigdy nie widział jej w takim stanie. Więc gdy ona później przez kilka miesięcy nie wychodziła z domu, on zajmował się wszystkim: robił zakupy, sprzątał, gotował, poza tym chodził do szkoły i jeszcze pilniej niż zawsze odrabiał lekcje, pamiętając o tym, co zawsze mu powtarzała: "Jak chce się odnosić sukcesy, trzeba harować, wiedza kosztuje". Czuł się za nią taki odpowiedzialny, tak bardzo jej potrzebny. I nie odbierał telefonów od ojca. Nie, ona nigdy mu tego nie zabroniła. Ale czuł, po prostu czuł, że nie może jej zawieść. Miał wtedy 13 lat.

***

"Boli mnie serce, bo ona o ciebie nie dba. Pusta lodówka? Co jest dla tej dziewczyny ważne? Ja pracowałam, prowadziłam dom i dawałam radę. W życiu nie pozwoliłabym, żeby ojciec nie zjadł śniadania. Nie pojawię się w waszym domu. Co ona mi poda? Pizzę z kartonu?".

***

Najgorszy moment w ich relacjach nastąpił wtedy, gdy wreszcie postanowił się wyprowadzić. "Ale po co ci nowe mieszkanie? Tu masz 90 metrów, tamto wynajmij, to nierozsądne". Po raz pierwszy okazał się twardy. Nie, nawet nie o to chodzi, że była męcząca, o wszystko wypytywała, nie zasnęła, dopóki nie wrócił. Miał dość, że szpera w jego rzeczach, czyta maile. Oczywiście, wypierała się, ale zdradzały ją drobiazgi - niedomknięta szafka, źle odłożona teczka. Był pedantem, powinna to wiedzieć, miał to po niej. Wszystkie ważne rzeczy umieścił w sejfie w banku, próbował ją od siebie odseparować. Nie udawało się. Ciągle dzwoniła, pisała SMS-y. Przeszkadzała mu w pracy, na każdym spotkaniu. "Zlew się popsuł, przyjedź", "Za pół godziny jadę do ciotki Aliny, podrzucisz mnie?". Gdy tłumaczył, że pracuje, obrażała się. Więc zwalniał się z biura i pojawiał się tam, gdzie sobie tego życzyła. "To mój syn", przedstawiała go z dumą. Zupełnie jak kiedyś ojciec.

Pomagała mu wybierać meble do nowego mieszkania. Ona, nie jego ówczesna dziewczyna. Godziny spędzali w sklepach. "Wanna koniecznie z jacuzzi, okrągła, ale wiesz co, tam musi być jeszcze prysznic". Jeździła z nim na plac budowy, później pilnowała ekipy remontowej. Gdy nadszedł dzień ostatecznej wyprowadzki, przed dom zajechała ciężarówka. Matka rzuciła lekko: "To buziak, synu", i poszła się kąpać. Czuł wyrzuty sumienia i jeszcze tego samego dnia wykupił dla nich bilety do Barcelony. Tak, obiecał ten wyjazd narzeczonej, ale matka musiała być ważniejsza, to chyba normalne, prawda? W Barcelonie było cudownie, po powrocie znów zaczęło się psuć. Matka w środku nocy potrafiła napisać, że chyba umiera, wzywał lekarza, w ciągu godziny pojawiał się w jej mieszkaniu. Okazywało się, że alarm był niepotrzebny, a matka w doskonałym nastroju parzy w kuchni herbatę. No i nie potrafiła mu wybaczyć, że nie dał jej kluczy do domu. "Moja znajoma może pojawiać się u syna, kiedy chce, niektórzy naprawdę szanują rodziców", powtarzała.

***

"Jak ona może nawet nie próbować mnie poznać, obłudna zdzira. Chodzi jej tylko o pieniądze, wie, że wyczułabym to na odległość".

***

Ponad dwa lata temu spotkał Magdę. Pracuje w tej samej firmie co on. Ambitna, wykształcona, z dobrego domu. Idealna. Był przekonany, że tym razem mama będzie zachwycona. "Jest trzy lata starsza od ciebie? Boże, jesteś durniem. Za chwilę wkopię cię w małżeństwo i dziecko". Znów źle. Matka przeprowadziła rekonesans. A potem zaprosiła syna na obiad i zasypywała kolejnymi rewelacjami: "Wiedziałeś, że była modelką? Nie wiem, co można powiedzieć o kobiecie, która zarabia ciałem. Ambitna, mówiłeś? To teraz chyba widzisz, jakim jesteś ślepcem. Wiesz, że była z X. Jak myślisz dlaczego? To jeden z synów najbogatszych ludzi w Polsce. Nie dziwi cię to?". I dalej to samo: skrzywdzi, zrani, odejdzie… Na nic zdają się jego tłumaczenia, że Magda doskonale zarabia, że nie poluje na jego mieszkanie, bo ma trzy własne, a X zostawiła dla biedniejszego, bo się zakochała. "Jest kochliwa! Za chwilę ktoś inny zostanie jej wybrankiem".

Lubi powtarzać, że jest szczęśliwy. Spełniły się wszystkie jego marzenia. Może być w dowolnej chwili w dowolnym miejscu na świecie. Właśnie wrócił z Nowej Zelandii, w poniedziałek leci do Nowego Jorku, po świętach do Paryża, Londynu, Brukseli. Potem zasłużone wakacje w Afryce. Niedługo skończy 38 lat. "To chyba ożenisz się z Magdą?", pytam. Nie jest pewien. Denerwuje go, że Magda jest mało spontaniczna w seksie, ciągle zmęczona i wciąż mu zarzuca, że za dużo czasu poświęca pracy. Wkurzają go jej znajomi, były chłopak. I to, że Magda nie gotuje, woli jeść na mieście. Tak, to prawda, u poprzedniej narzeczonej irytowało go z kolei to, że latała za nim z kanapkami. "Zaręczyny najwcześniej za rok, ślub to może w 2012", mówi. Niepokoi go, że Magda oczekuje od niego prezentów, rzadko dokłada się do zakupów i chce, by to on płacił za wakacje. "Nie sądzisz, że jest ze mną tylko dla pieniędzy?", pyta. Ostatni SMS od matki przychodzi o drugiej w nocy. "Złamałeś mi serce, nie chcę cię znać". "Mamo, ja już z nią nie jestem, proszę cię, przestań. To tylko przyjaciółka", odpisuje w końcu. "Muszę tak zrobić, inaczej nie zaznam spokoju", tłumaczy.

Katarzyna Grabarczyk

PANI 6/2010

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje