Przejdź na stronę główną Interia.pl

Chyba możemy się kochać...

Czy niepełnosprawni oprócz tego, że mają pod górkę, są również aseksualni? Czy muszą ukrywać namiętności i uczucia? Bzdura! Przekonajcie się, jak piękna może być ich miłość.

Przeglądam YouTube. Festiwal Piosenki Niepełnosprawnych w Ciechocinku. Na scenie Małgorzata Frysztak wykonuje utwór "Babę zesłał Bóg" z repertuaru Renaty Przemyk. Gosia, choć na wózku, porusza się rytmicznie, śpiewa energetycznie i wzbudza wielki aplauz. Jest zmysłowa i kobieca, ubrana w czarną bluzkę ze srebrnymi cekinami i dużym dekoltem. Ten klip można oglądać w pochmurny dzień, aby poprawić sobie humor.

Reklama

Spotkanie z Gosią od razu nastraja optymistycznie. Ma 26 lat i piękny uśmiech, perfekcyjny makijaż, puszyste włosy. Dużo i głośno się śmieje. Gdy na nią patrzę, nie zauważam wózka, na którym siedzi.

Widział kobietę, a nie wózek

Właśnie w tym tygodniu do Gosi wprowadza się Łukasz. Parą są od roku. - Nie uwierzysz, gdzie go poznałam - mówi Gosia. - Banalnie, w internecie. Jestem otwarta, dużo mówię i trafiłam na kogoś podobnego do mnie - szczerego i bezpośredniego. W jednym z pierwszych maili napisałam mu, że jestem niepełnosprawna. Mimo to umówiliśmy się. Wiem, jak ludzie boją się inności. Łukasz nie przestraszył się. Zobaczył we mnie kobietę, a nie wózek.

Gosia była już wcześniej w kilku związkach. Wyszła z nich bogatsza o nowe doświadczenia i niekoniecznie przyjemne przeżycia. Zależy jej, żeby z Łukaszem zbudować coś trwałego. Dużo rozmawiają, czasem się kłócą. Gosia otwarcie mówi mu o swoich potrzebach, nie boi się prosić o pomoc. W żartach nazywa siebie "kulawą", ale Łukasz szybko załapał jej poczucie humoru.

Ostatnio byli na zakupach w supermarkecie, trzymali się za ręce. Na ciekawskie spojrzenia ludzi Łukasz odpowiedział głośno: "Tak, mam dziewczynę na wózku". - Panuje przekonanie, że niepełnosprawni są aseksualni, pozostają na etapie bajek o bocianie i nie mają prawa do związku - mówi Anna Błaziak, studentka filozofii z Lublina. - A my nie boimy się pokazywać, że możemy wchodzić w głębokie relacje. Chcemy żyć jak inni i potrzebujemy miłości. Poczułam się w pełni kobietą dopiero przy moim mężu Grzesiu. On dał mi bezwarunkową akceptację, świadomość, że jestem kochana. Wtedy łatwiej pokonywać wszystkie bariery.

Błaziakowie mieszkają w ogromnym wieżowcu, na ostatnim, dziesiątym piętrze. Otwiera Grzegorz. Mieszkanie malutkie: pokój, kuchnia, łazienka. Anna siedzi przy stole na wózku inwalidzkim. Ma długie ciemne włosy, wyraziste brązowe oczy i starannie wymalowane na różowo paznokcie. Grzegorz nastawia wodę, przynosi szklanki i słoik neski. Ona sypie kawę, on zalewa wrzątkiem. "Mężu, jeszcze troszkę", prosi o dolewkę. Instynktownie odsuwam rękę, bojąc się poparzenia, ale za chwilę się tego wstydzę, bo Grzegorz świetnie sobie radzi, chociaż jest niewidomy. Niedowidział od dziecka, skończył szkołę dla niewidomych i niedowidzących w Krakowie, potem w Laskach. Teraz robi dyplom w studium medycznym, będzie masażystą.

Anna ma 34 lata i studiuje na czwartym roku filozofii. Eksternistycznie, chodzi tylko na egzaminy na KUL. Ciężko jej się poruszać po gmachu wydziału filozofii, który leży w starej części budynku. Jej wózek waży wraz z nią 200 kilogramów. Ma trudności nawet ze zmieszczeniem się we własnej kuchni, dlatego mąż ciągle przenosi ją po mieszkaniu na rękach. Mięśnie Anny są zbyt słabe. Gdy ma gorszy dzień, trudno jej nawet podnieść kilogramową torebkę cukru.

Kiedy rozmawiamy, Grzegorz głaszcze Annę, masuje po plecach, widzę, jak mocno są związani. Poznali się osiem lat temu w rodzinnym Krasnymstawie na warsztatach terapii zajęciowej. Zamieszkali najpierw u jej rodziców, potem przenieśli się do Lublina. Wzięli ślub cywilny, potem kościelny. Anna im bardziej ma w życiu pod górę, tym więcej siły wkłada w to, by nie cierpieli inni. Uśmiecha się nawet, gdy rozpacz ściska gardło. Ale przyznaje, że kiedyś bywała zamknięta, a przy mężu otworzyła się i jej życie zaczęło zmieniać się na lepsze. - Grześ daje mi tyle ciepła - dodaje.

Test na mężczyzn

Dziennikarka Katarzyna Montgomery, kierująca portalem Repka.pl i prowadząca program "Mała czarna" w TV4, doskonale poznała świat niepełnosprawnych. Trafiła do niego z biegu, wprost z aktywnego życia. Trzy lata temu wyjechała służbowo do Afryki, była wtedy naczelną dwutygodnika "Viva!". Kilka miesięcy po powrocie zaatakowała ją choroba wirusowa. Straciła władzę w nogach, długo leżała sparaliżowana w szpitalu.

Na oddziale paraplegii zobaczyła, jak chłopcy na wózkach próbują skombinować alkohol, bo chcą się zabawić. Była zdumiona, myślała: "Przecież oni są ciężko chorzy, nie powinni pić". Potem zrozumiała, że ci chłopcy pragnęli wolności, alkohol był jej symbolem, i jak wszyscy chcieli się rozerwać w weekend. Dziś sama zastanawia się, dlaczego wysyłamy niepełnosprawnych na ławkę rezerwowych. Nie dajemy prawa do zabawy, zakochania się, seksu, związków.

Pamięta taki moment, że czuła się fatalnie: choć zadbana, to jednak nieatrakcyjna. Uważała, że mężczyźni nie zwracają na nią uwagi, bo jest na wózku. Po jakimś czasie zrozumiała, że to wszystko siedzi w głowie i niepełnosprawna osoba musi walczyć ze stereotypowym myśleniem, także własnym.

- Żyjemy w świecie, gdzie naszą wartość buduje się na podstawie wyglądu, a to wielki błąd, bo kiedy zdarza się moment próby, to wygląd, ani nasz, ani naszego partnera, w niczym nas nie wesprze - uważa Montgomery. Jej w akceptacji siebie pomogło pewne spotkanie. Gdy czuła się już lepiej, dała się namówić przyjaciołom na podróż do Egiptu. Na plaży poznała kitesurfera z Rumunii. Siedział przy niej, donosił wino, gadali, flirtowali. Do dziś ma z Mirceą kontakt przez internet. - Dzięki niemu przypomniałam sobie, że jestem kobietą - opowiada.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje