Przejdź na stronę główną Interia.pl

Chcę od ciebie odejść

Mamy takie samo prawo do szczęścia jak mężczyźni. Bo czujemy się silne, decydujemy o sobie. Na pewno nie będziemy się poświęcały!

Tak myśli wiele kobiet i odchodzi od mężów. W zeszłym roku trzy czwarte pozwów rozwodowych w Polsce złożyły w sądzie kobiety. Większość z nich nie skończyła 40 lat. Bohaterki naszego raportu: Joanna, Anna, Julia i Katarzyna rozprawy mają za sobą. Wygrały. A w życiu? Tego nie są już takie pewne. Bo czasem decyzja o rozstaniu przychodzi zbyt ławo.

Wszystko od nowa

Reklama

Joanna - (37 lat, właścicielka firmy księgowej, od pięciu lat rozwiedziona): Po ostatniej rozprawie urządziłam przyjęcie. Skład był ten sam, co na wieczorze panieńskim. Przy szampanie wymyślałyśmy facetom. Zasnęłyśmy w moim "małżeńskim" łóżku.

Krzysztof, mąż Aśki, pracuje w korporacji. Gdy ona pyta: "Co tam w pracy?", słyszy o mobbingu, zwolnieniach grupowych. Rozumie, mąż ma stresy. Nie rozumie, że odreagowuje je na piwie z kolegami i tak niefrasobliwie gra na giełdzie, że robi długi. Joanna dowiaduje się o nich od komornika.

- Pierwszy raz pomyślałam o rozwodzie. No ale mąż obiecywał poprawę, więc założyłam osobne konto i dałam mu szansę - wspomina. Kilka lat później nic się nie zmienia. Może tylko to, że Krzysztof chce zostać ojcem. Choć przed ślubem uprzedzała, że nie ma macierzyństwa wpisanego w życiowy plan. Nie widział w tym problemu.

Teraz mówi: - "Liczyłem, że wpadniesz. - Nie chcę dziecka z kimś takim jak ty! - krzyczy ona. "Żądam rozwodu. Tym razem naprawdę koniec", mówi Aśka mężowi wychodzącemu do pracy. "Wyrzucała" go już kilka razy. "Dobre! Jaki rozwód?!" - w odpowiedzi śmieje się Krzysiek. - Spakowałam jego rzeczy - opowiada Aśka. - Kiedy wrócił, razem z walizkami wepchnęłam go do samochodu. Zapytałam: "Gdzie cię podrzucić?". Odpowiedział: "Do mamy".

Zawiozłam, by mieć pewność, że tam dotrze. Potem pojechałam do swojej mamy. "To mój ulubiony zięć! - usłyszałam lament. - Ulubiony, bo jedyny!" - odparowałam. "Zmarnowałaś życie", to opinia babci. "Zmarnowałabym, gdybym z nim została", ucięłam rozmowę. W pustym domu ogarnia ją lęk, że już zawsze będzie sama. Może kiedyś zacznie żałować, że nie ma dziecka, a będzie za późno na ciążę? Myśli: "Dlaczego tak boli? Przecież sama tego chciałam!".

Telefon od teściowej "Sto pytań do...". - Gdy mama męża usłyszała moje zarzuty, powiedziała: "Wszyscy mężczyźni tak robią". Roześmiałam się tylko. I zaczęłam pisać pozew - wspomina Aśka. Sama, bo przecież: "Nie mamy wspólnego majątku ani dzieci. Szkoda kasy na prawnika".

Przyjaciółki proszą, by dała mężowi szansę. Może Krzysiek imprezuje, bo odreagowuje frustrację z powodu braku dzieci? - Przez trzy tygodnie bałam się, że znów zmięknę - opowiada. Krzysiek dzwoni po czterech, jest już silna. Właśnie remontuje mieszkanie. Mąż dowiaduje się o tym od swojej matki i oferuje pomoc. Aśka godzi się na nią, ale gdy Krzysztof proponuje, by do siebie wrócili i jeszcze seks, odmawia.

- Uznał, że mam kogoś. Powiedziałam: "Sąd da rozwód, jeśli przez pół roku nie będę z tobą sypiać" - wspomina Aśka. Szarpanina trwa rok. Mąż nie oddaje kluczy, nie chce się wymeldować. Ona zmienia zamki. I prosi, by ustanowili rozdzielność majątkową. - Bałam się, że narobi kolejnych długów, a ja będę je regulować - mówi.

Krzysiek umawia się z nią pod firmą. - Zjawiłam się przed czasem. Zadzwoniłam, telefon był wyłączony. Od sekretarki usłyszałam, że wyszedł. Widocznie tylnym wyjściem - opowiada Aśka. Po kilku takich akcjach zakłada w sądzie sprawę o ustanowienie rozdzielności majątkowej. - Mąż na sprawie powiedział, że też chce rozdzielności, tylko nie zgraliśmy się terminami z wizytą u notariusza. W końcu dowozi Krzyśka do notariusza. A potem on zapada się pod ziemię.

Na pierwszą sprawę rozwodową Joanna czeka rok. Tuż przed loguje się na Naszej-klasie. Na profilu męża znajduje zdjęcie. Z noworodkiem! To było jego dziecko. Poczułam jednak lekkie ukłucie zazdrości: Tak szybko sobie poradził. Nie płacze za mną?! - wspomina. I uznałam, że dziecko jest brzydkie, dobrze, że nie moje. W nocy poprzedzającej rozprawę nie może zasnąć. Przed oczami "slajdy".

Zakopane. W hotelu Krzysiek zapalił na podłodze 50 świeczek. Otworzył wino. Gadali i kochali się. Na sprawę Aśka wpada w przerwie na lunch. - Miałam pokusę: fryzjer, superkreacja. Ale uznałam, że to żałosne. Przecież mi już nie zależy. Była koszula i dżinsy - dodaje. Sądowy korytarz. Sala 375. - Zaschło mi w gardle. Bałam się tego spotkania po roku - wspomina. - Ale Krzysiek się nie zjawiał. Adwokat mówił, że jego klient pracuje za granicą. Nie dostał urlopu. Sędzia zapytała, czy kontaktuję się z mężem. Odpowiedziałam, że nie mam takiej potrzeby. Na to jego adwokat: "Pozwany nie kocha powódki, żadne więzi go z nią nie łączą. Ma dziecko z inną kobietą". Pomyślałam: jakie to smutne, obcy facet mówi, że mąż mnie nie kocha. Cieszyłam się, że nie musiałam wyciągać historii o długach, alkoholu.

Powiedziałam tylko: "Nie te połówki jabłka się pobrały". Byłam dumna, że rozwodzę się z klasą - twierdzi. Łzy płyną, gdy wychodzi z sali. Długo skrywane napięcie puściło. W samochodzie włącza Kombi "Ślad", ulubioną płytę. Po trzeciej piosence wysyła SMS-y do przyjaciółek: "Jestem wolna. W sobotę u mnie oblewanie rozwodu". Na imprezie po kilku kieliszkach szampana zwierza się dziewczynom, że napisze książkę. I będzie czekać na nową miłość. - Jeśli piorun sycylijski mnie nie trafi, na starość zaplanowałam rejs "Queen Mary". I dom starców w Barcelonie - mówi. "Wszystko od nowa" właśnie trafiło do księgarń. Na okładce imię: Joanna. I nazwisko: Michalska. Jej nazwisko panieńskie.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje