W życiu nie ma nic piękniejszego niż życie PO SWOJEMU - nieważne czy 10 dzieci czy 0 dzieci - byleby człowiek tego chciał
Będziesz tatą, co ty na to?
Zostanę tatą na etacie
Kaśka polonistka i jej mąż Marek, nauczyciel fizyki. Rodzice bliźniaków, kolejnej ciąży nie planowali.
Mieli pomysł. Ona przyjmie pracę nauczycielki polskiego w szkole dla obcokrajowców. Za dobrą pensję. On odejdzie ze szkoły i z kolegą rozkręci biznes. Jak dobrze pójdzie za rok, dwa wyjdą na prostą. Wyprowadzą się z czterdziestu pięciu metrów do większego mieszkania w cichej dzielnicy. Takie były plany.
Aż pewnego dnia Marek usłyszał jak Kaśka krzyknęła do niego z pokoju: "Zamknij lodówkę, w całym domu pachnie jak w mięsnym". Lodówka była zamknięta. Od kwadransa. Pomyślał: "Ostatnio Kaśka była wyczulona na zapachy w ciąży". - "Robiłaś test? - zapytał. - Nie, ale spóźnia mi się okres". Zaczęła płakać, tylko przez chwilę, bo na klatce schodowej usłyszała huk. Jej mąż w drodze po test zasłabł ze strachu.
Kaśka była w trzecim tygodniu, gdy usłyszała: - "Chyba to ja zostanę z dziećmi, a ty będziesz pracować. Myślała, że się przesłyszała. - W szkole zarobisz więcej, praca będzie pewna, bo moja firma... Z firmami nigdy nic nie wiadomo". - Zamarłam - wspomina. - Tyle planów, obietnic, wizji, jaki to on ma świetny pomysł, a teraz? Poczułam, jakby na moich oczach się wykastrował. Mój mąż, specjalista od mechaniki kwantowej, teraz będzie otwierał mi drzwi w mięciutkich kapciach?
Powiedziałam: "Dziećmi zajmować się będą babcie". Jednak Marek nie chciał o tym słyszeć. Mówił: "Moja była straszną matką, nie chcę, żeby wychowywała mi dzieci. A twoja mieszka daleko. Musiałaby z nami mieszkać! Zostanę z dziećmi i kropka. Pamiętasz panią Doubtfire?". Nie żartował. A ja myślałam, że mamy jeszcze czas, że mu przejdzie.
"Znowu dziecko. Mamy dwudziesty pierwszy wiek! Czy wy się nie zabezpieczacie?", powiedziała teściowa. "Skoro Marek zaplanował tyle dzieci, to niech teraz wybuduje im dom lub chociaż kupi mieszkanie", to słowa mamy Kaśki. - O wielodzietnej rodzinie Marek marzył od lat. Dla niego była substytutem satysfakcjonującej pracy. "Nie awansowałem, nie udała się kariera, ale mam dzieci".
Był jednak problem: jak zapewnić im dobre warunki? - mówi Kaśka. Marek chce opłacić żonie położną i pojedynczą salę w państwowym szpitalu. "Na razie nie mogę kupić ci apartamentu, ale chcę, żebyś po porodzie była traktowana jak człowiek". Prosi rodziców o pożyczkę. "Ojej, wykosztowaliśmy się na wasze bliźniaki, nie mamy". Więc sprzedał na Allegro za dwa tysiące elektroakustyczną gitarę, którą kupił, gdy był kawalerem. Ale Kaśka nie doceniła tego wystarczająco. - "Myślałem, że powiesz coś więcej niż »dobry pomysł« - usłyszała kilka dni później. - Że jakoś docenisz. Wiesz, że w liceum grałem, wiesz, ile ta gitara dla mnie znaczyła! - Nie rozumiem, nie proszę cię o brawa, kiedy w sklepie rezygnuję z zakupu butów!", odpowiedziała. Tej nocy on spał w pokoju dzieci.
"O, córka macha do rodziców!", mówi lekarka, która robi USG. "Pa, pa, kochane maleństwo", woła Kaśka w stronę monitora. Marek patrzy tępo. "Wiesz? - ożywia się nagle. - Możemy wynająć jeszcze naszą piwnicę za jakieś 300 złotych". Kaśka: "W takim momencie gadasz o pieniądzach?!". - W poprzedniej ciąży mąż mnie wspierał, nawet gdy już wiedzieliśmy, że urodzę bliźniaki. "Poradzimy sobie", mówił. A nocami w naszej kuchni wymyślał z kolegą strategię na biznes. Teraz stał się zachowawczy, jakby ktoś podciął mu skrzydła. Nie aspirował, tylko się dostosowywał. Sprzedawał, rezygnował.
W soboty przestał kupować gazety, nie jadł obiadu w pracy, zabierał z domu kanapki. Koleżanki pytały: "To gdzie się przeprowadzacie?", a ja mówiłam, że jeszcze się zastanawiamy. Żartowały: "Spieszcie się, zamieńcie tę klitę, bo wam dzieci zabiorą". Robiłam Markowi awantury: "Nie dajesz mi poczucia bezpieczeństwa. Udawaj, że chociaż myślisz o naszej przyszłości, bo ja naprawdę się boję". Ale jedno nam się udawało: seks. Ja wciąż miałam ochotę. I on też. Godziliśmy się w łóżku.
Ale to zaczęło się zmieniać, gdy Marek każde nowe śpioszki dla dziecka kładł w łóżku między nami i mówił: "Tu niedługo będzie dzidzia". Myślałam: "Chyba zamieniliśmy się rolami. Mnie ta ciąża mniej rozczula". Wiedziałam: odpowiedzialność muszę wziąć na siebie. Koleżanka przekonywała: "To kryzys. Minie". Starałam się w to wierzyć. Dwupokojowe mieszkanie na warszawskim Żoliborzu. Spokój. Bliźniaki w przedszkolu, córka zasnęła. Można wreszcie ugotować obiad. Może rosół? Przepisy są w internecie.
Po mieszkaniu krząta się Marek, bo to jednak on został z dziećmi. Oboje w końcu ustalili, że tak będzie lepiej. Kaśka nie wykorzystała całego urlopu macierzyńskiego, wcześniej wróciła do pracy. Dobrze zarabia, ale gdyby zatrudnili opiekunkę, nie mieliby na ratę kredytu, a tak kupują większe mieszkanie. - Marek zawłaszczył mój teren - mówi Kasia. - Gdy zostaję w domu z dziećmi, a on wychodzi, dzwonię z pytaniem, gdzie jest maść na dziąsła. Czasem czuję, że tracę kontrolę. On na przykład twierdzi, że przegrzewam małą. Wkładam sweterki na śpiochy. Ale sam ostatnio przeziębił córkę. Wyszedł z nią o piątej rano na balkon, była zawinięta tylko w pieluszkę. "Przecież jest lato - tłumaczył. - Może dla ciebie", mówiłam.
Ale sobie radzimy. Marek zobaczył, że można. Ostatnio powiedział: "Dzięki narodzinom córki znów poczułem, że wszystko przede mną". I pokazał mi biznesplan. Kolega zainwestuje pieniądze, on ma pomysł. Postara się pracować w domu. Zażartował nawet: "W przyrodzie jest tak, że to potomstwo podąża za rodzicami, dostosowuje się do ich trybu życia. U ludzi, niestety, jest odwrotnie".
Natalia Kuc
Twój STYL 9/2010
Artykuł pochodzi z kategorii: Prawdziwe historie
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
trochę nietypowo..., hm...? ale tak mi wypada w... więcej
Reklama
Wasze komentarze (13)
-
06.09.2010 (20:24)~?????to chyba mam strasznego pecha ze tak trafilam:((~FacetW życiu nie ma nic piękniejszego niż życie i przekazanie życia i bycie tatą lub mamą i uważam tak choć sam ojcem jeszcze nie jestem.
W życiu nie ma nic piękniejszego niż życie PO SWOJEMU - nieważne czy 10 dzieci czy 0 dzieci - byleby człowiek tego chciał -
06.09.2010 (14:26)~Iza Zmarscki i rostepy ? Zero czasu ? Osobiscie mam 30 lat i jestem mama od lat szesciu, nie mam zadnej zmarszczki, zero rozstepow, mam czas na prace, czas dla dziecka, gotowanie, kino, czy wypady z mezem, szalone weekendy, wakacje, wizyty u kosmetyczki, silownie, lekcje jezyków i smieszą mnie takie stwierdzenia jak Twoje. Dziecko nie ogranicza i nie sprawia,ze stajesz sie beznadziejna starą babą, z ktora nawet nie ma o czym pogadać, to tylko Twoj wybór jaka jestes i co robisz a czego nie, to kwestia organizacji czasu i CHECI przede wszystkim, jak to mwią " kto chce szuka sposobu, kto nie chce szuka powodu".~kobietaNie wszyscy faceci chcą zostać ojcami tak samo nie wszystkie kobiety chcą być mamami - potem siedzenie w kupach, zero czasu dla siebie, zmarszczki i rozstępy... ja to odkładam jak najdalej... szkoda mi mojego ciała... choć jestem już trochę po 30-tce... Znam wielu facetów, którzy robią dziecko kobiecie dla świętego spokoju, a potem idą sobie w bok....oj... to jest masakra....
Popieram :)) 3 miesiące temu urodziłam dziecko, mam 27 lat, nie mam żadnego roztępu, ważę 43 kg i nigdy nie czułam się lepiej. Chodzę na basen, na spacery i nie mam żadnej zmarszczki :) Mam czas, żeby spotykać się z przyjaciółmi i czytać książki. Z przyjemnością zajdę w ciążę jeszcze raz!
-
-
06.09.2010 (02:02)mam 20 lat i jestem teraz w 6tym miesiacu... ojciec dziecka siedzi w zamknieciu. jakies dobre rady jak sobie mam z TYM poradzic? >.<
-
05.09.2010 (23:37)Wstrętny temat.. Straciłam dziecko w 13 tygodniu ciąży... To było 4 lata temu, ale boli cały czas tak samo
-
05.09.2010 (21:58)MAM 25 LAT,OD NIE DAWNA JESTEM Z WSPANIAŁĄ DZIEWCZYNA.CHCEMY RAZEM ZAMIESZKAC ZROBIĆ SE BAJTLA I HAJTNĄĆ SIE !!! KOCHAM CIE KASIU!!!













Wasze artykuły
Jak przytyć?
Niektórym się wydaje, że przytyć jest bardzo prosto, prostsze niż schudnięcie, ponieważ trzeba tylko jeść i niczym się nie przejmować. Ale czy jest to takie proste? więcej
Walentynki dla każdego
Przemoc