Przejdź na stronę główną Interia.pl

Będziesz tatą, co ty na to?

On ma być przy porodzie, a potem kąpać, karmić, przewijać. Dla nas to oczywiste.

A dla naszych mężczyzn? Jedni reagują entuzjastycznie i niemal "zachodzą w ciążę". Inni z wiadomością o ojcostwie muszą się oswoić, czasem przez dziewięć miesięcy, bo jak mówią, "instynkt ojcowski jest nabyty". Narodziny to dla związku egzamin. Jak go zdali ich partnerzy, opowiadają Agata, Kinga i Kaśka.

To musi być pomyłka

Reklama

Agata jest doradcą finansowym, Rafał grafikiem. Para od półtora roku. Nie planowali dzieci.

Ten dzień pamięta dobrze. Miała mu powiedzieć przed śniadaniem. Zrobiła test. Jeden, drugi, trzeci. Wszystkie pokazały drugą kreskę. Cieszyła się i bała na zmianę. Czekała, aż Rafał wróci ze sklepu. Ale on wpadł do domu i zaczął tyradę: "Wszędzie te dzieciaki. Groza. Sąsiadka pytała, kiedy my zajdziemy w ciążę. Wkurzyłem się. Powiedziałem: "Nie wyobrażam sobie siedzenia w kupach i sikach. Mam plany".

Agata przerwała: "Rafał, chyba jestem w ciąży". On podszedł, przytulił ją i powiedział: "Nie martw się, to niemożliwe, na pewno pomyłka". I zmienił temat. - Siedziałam jak sparaliżowana, a potem się rozpłakałam. Jak on mógł tak zareagować? Na jednej z pierwszych randek Rafał wyznał: "Nie lubię dzieci". "A mnie są obojętne", powiedziała Agata. Zamieszkali razem, ślubu nie chcieli. Żyli szczęśliwie. Wstawali rano, śmiali się przy śniadaniu, pędzili do pracy, wieczorem on jej gotował, pili wino, oglądali Californication. Do tematu dzieci więcej nie wracali, chociaż Agata coraz częściej czuła, że chciałaby być matką.

Tamtej soboty rozmawiali. O tym, że przecież się zabezpieczali, więc on nie wie, jak to się mogło stać. I że słyszał o kobietach, które celowo dziurawią prezerwatywy. "Boję się dziecka upaćkanego serkiem, szuflady z DVD zaklejonej plasteliną i że po porodzie staniesz się inna. Kolega z pracy powiedział: "Nosiłem campery. Gdy urodziły się dzieci, przestałem. Nie było mnie stać". Zamknęła się w pokoju i nie chciała z nim gadać. On wyszedł pograć w golfa. Wrócił nad ranem. Na drugi dzień spakowała się. Rafał spał. Zostawiła mu kartkę, że wyjeżdża do rodziców do Wrocławia. Nie powiedziała rodzicom, że chce od niego odejść, bo jeszcze miała nadzieję.

Gabinet lekarski. "Ciąża", mówi doktor. W korytarzu czeka Rafał. "Dowiedziałem się od rodziców, gdzie jesteś. Kocham cię, przejdziemy przez to razem, jakoś sobie poradzimy". - "Jakoś", straszne słowo - mówi dziś Agata. - Wiedziałam, że dla niego właśnie zaczyna się życie, którego nigdy nie chciał. Że będzie się zmuszał, że zrobiłam mu krzywdę. Więc pewnie się rozstaniemy. Ale były też inne myśli. Że nauczymy się kochać dojrzale, że kiedy on usłyszy tętno dziecka, zobaczy jego rączki na USG, to się zakocha. Czułam się odpowiedzialna, za siebie, za Rafała, za nas. Nie miałam czasu, żeby się przyznać: "Ja też się boję!".

Zdecydowałam: "Wracamy do domu". Było inaczej niż wcześniej. Wstawali rano, próbowali śmiać się przy śniadaniu, wieczorem on dla niej gotował, pił wino, ona czerwoną herbatę, oglądali Californication. Żyli bez seksu. Agata próbowała inicjować bliskość, wtedy Rafał dotykał delikatnie jej pleców, ramion, potem znów pleców, ramion, aż ona ze złością strącała jego rękę i zasypiali bez słowa. "Nie jestem już dla ciebie atrakcyjna? Przecież nawet nie mam brzucha!", pytała. "Jesteś piękna, ale nie potrafię".

Na USG chodzili razem. Agata miała łzy w oczach, on robił wzruszoną minę, ale o ciąży prawie nie rozmawiali. Tylko gdy odwiedzała rodziców, koleżanki, czuła się inaczej. "Zobacz, tu jest napisane, że twojemu dziecku tworzą się oczy", wołała siostra. Koleżanki przynosiły filmy o życiu płodu. "Weźmiecie ślub? Macie imię dla dziecka?", pytały koleżanki. Ich mężowie, gdy dowiadywali się o ciąży, biegli po pierścionek dla żony albo zabierali na romantyczny weekend. Mówili do brzucha, płakali na trójwymiarowym USG, chwalili się kolegom.

W trzecim miesiącu Rafał zrobił niespodziankę: zabrał ją w góry na snowboard. Agata nie zjeżdżała, bo nie mogła. Właściwie się nudziła, on czuł się w obowiązku o nią troszczyć. "Zmarnowałam ci urlop", powiedziała. "No co ty?". Ale niedługo później w góry pojechał sam. - Pod koniec czwartego miesiąca wiedzieliśmy, że będzie chłopiec. Rafał powiedział: "Wygląda jak człekokształtna plazma". Ale czułam, że jest dumny. Żeby uczcić ten dzień, zaprosił znajomych. Potem w drugim pokoju gadał z naszym kolegą, ojcem dwójki dzieci.

Tego wieczoru coś się zmieniło: kochaliśmy się jak dawniej i zasnęliśmy przytuleni - wspomina Agata. Następnego dnia zadzwonił: "Zapisałem nas do szkoły rodzenia". Poszli dopiero za miesiąc, bo on kilka razy nie mógł wyrwać się z pracy. Na zajęciach dziwnie się czuła, bo jako jedyni nie mieli imienia dla dziecka. Agata mówiła o dziecku "synek". Rafał "mały". "Nie wiem, jak mam je nazwać, to dziecko jest dla mnie abstrakcją", powiedział.

Na czwarte zajęcia Agata poszła już sama, bo on musiał zostać w pracy. Na kolejne nie poszła. Leżała na sofie, jadła i gapiła się w telewizor. "Proszę poczekać z antydepresantami. Jeśli przepiszę pani leki, uzależnią dziecko. Chyba pani tego nie chce?". Do psychiatry trafia w siódmym miesiącu. Przywozi ją mama. Kilka tygodni wcześniej Agata dostała zwolnienie lekarskie - dziecko nacisnęło na nerw w kręgosłupie, więc ona z trudem wstawała z krzesła. - Tygodnie siedzenia w domu. Rafał w pracy, na golfie, z kolegami na piwie. A ja? Spałam. Sen był ucieczką. Wtedy nie musiałam myśleć, co będzie dalej.

Któregoś dnia powiedział, że chce jechać na targi samochodowe do Berlina. "Zostawisz mnie samą w takim stanie?", zapytałam. To tylko dwa dni. Odwiozę cię do matki". Agata jedzie do rodziców. Nie rozmawia, tylko śpi. Oni podejrzewają depresję. - Mama namawiała, żebym odeszła od Rafała. "Pomożemy ci, nie jest ciebie wart. Jak mógł nie zauważyć, co się z tobą dzieje?". Ojciec zadzwonił do niego. A potem Rafał do mnie: "Kochanie, czemu nic nie mówiłaś?". Wróciłam do domu, wziął urlop. Kilka dni później dostałam od Rafała prezent: poród w prywatnej klinice, osobisty lekarz, położna. "Będę przy porodzie", upierał się. Nie chciałam. Myślałam nawet, żeby dopłacić za cesarkę, bo nie wyobrażałam sobie, że zobaczy mnie wykrzywioną z bólu. Już mu nie ufałam - opowiada Agata. - Ale w trakcie porodu było jak w amerykańskim filmie. "Kiedy widzę cię taką biedną, kocham cię jeszcze bardziej", mówił, trzymając za rękę.

Miał łzy w oczach, kiedy po raz pierwszy zobaczył syna. I to mnie rozczuliło bardziej niż narodziny dziecka. Rafał z położną mył synka i przewijał. Spali we trójkę w jednoosobowym pokoju. Wziął tydzień wolnego w pracy. "Wojtek, Kamil, Kacper?", pytała Agata. Patrzył na dziecko i mówił: "Nie wiem, nie mam pomysłu. Zadecyduj sama". Ustalili: ona będzie z dzieckiem w dzień, w nocy on będzie wstawał do syna i przynosił jej do karmienia. Tak było przez pierwsze trzy tygodnie.

Ale później Rafał musiał się wysypiać, bo pracował. Spał na sofie w salonie z zatyczkami do uszu. I prosił, żeby Agata w czwartki o 18 wychodziła z dzieckiem na godzinę, bo do niego przychodzi trener jogi. - Stres, nerwy, szybko wróciłam do wagi sprzed ciąży - mówi. - Pomagała mi mama, siostra. Rafał emocjonalnie był daleko. Telefon z przychodni, od pediatry. "Mamy złą wiadomość, krew dziecka jest zbyt gęsta. Podejrzewamy sepsę. Proszę natychmiast przyjechać i powtórzyć badania". Agata zaczęła krzyczeć. Rafał wyjął z łóżeczka synka, wziął ze stołu kluczyki i wybiegł do windy.

Na miejscu pielęgniarka powiedziała: "Nie widać żył, pobiorę krew z żyły na głowie". Rafał poprosił: "Wyjdź, kochanie". Po kilku godzinach wyniki okazały się pomyślne. Wracali do domu. - Po raz pierwszy od porodu normalnie rozmawialiśmy. "Stało się to, czego się bałem. Kiedyś wszystko robiliśmy razem, teraz myślisz tylko o dziecku. Budzisz się, gdy płacze, i nie śpisz, kiedy jest cicho, bo boisz się, że nie oddycha. Ze mną nie rozmawiasz. Ja nie wiem, jaka jest w tym wszystkim moja rola". Powiedziałam: "Cholernie się boję. Że będę naszego syna kochać, ale już nie lubić, bo zmienił mi życie, na takie, którego nie chcę. I dlatego tak potrzebuję ciebie". Rafał obiecał: "Wezmę urlop, pojedziemy we trójkę nad morze".

Na miejscu staraliśmy się być tacy jak dawniej: wracaliśmy do ulubionych filmów, wspomnień, żeby pielęgnować to, co w nas zostało. Zrozumieliśmy, że nadal się kochamy, choć inaczej. On mówił: "Dla niego wolniej jeżdżę samochodem, bo boję się, że mógłby wychowywać się bez ojca". Rafał biegał z synem w nosidełku po plaży. Było lepiej. - "We Włoszech będzie odsłonięcie całunu turyńskiego. Chciałbym pojechać i się pomodlić, żeby wszystko było dobrze", powiedział po powrocie z wakacji. "Znów mnie zostawia", pomyślałam i powiedziałam: "Zawsze bliższy był ci buddyzm". Ale zaraz zrozumiałam, że on na jeden dzień chce się wyrwać. Nie zmieniłam go, ale przecież zaczął się starać. Odpuściłam.

Dowiedz się więcej na temat: ciąża | ojcostwo

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje