Przejdź na stronę główną Interia.pl

Będziesz moim dzieckiem

Zrządzenie losu sprawiło, że Agnieszka adoptowała Olę. Krystyna sama zdecydowała, że zaopiekuje się maltretowanym chłopcem. Były spełnionymi matkami, miały odchowane dzieci, poukładane życie, ale zdecydowały, że jest w nim miejsce na jeszcze jedną miłość. Do dziecka odrzuconego, z bolesną przeszłością. Czy umiały je pokochać tak jak własne? I czy drugi raz zrobiłyby tak samo?

Agnieszka: Od dziś mam dwie córki

"Nie, błagam, nie! - Ola stoi na środku galerii handlowej, wygląda, jakby miała za chwilę się rozpłakać. - Chcę ci coś kupić, kochanie - przekonuje Agnieszka. - Nie mogę, to jest za drogie - dziewczyna kuli się, zaciska ręce. - Stać mnie, naprawdę" - Agnieszka próbuje ją uspokoić. Kątem oka obserwuje rodzoną córkę Honoratę, która taszczy do przebieralni stertę ubrań, pokrzykując: "Zobaczycie mnie? No zobaczcie!". Z Olą negocjacje trwają pół godziny. W końcu sukces. Wybiera dwie bluzki i spodnie.

Reklama

- Półtora roku temu byłoby to niemożliwe. Problemem było pytanie: "Chcesz jabłko czy gruszkę?" - opowiada Agnieszka Prokopowicz-Bielenia. Ma 36 lat, jest dyrektorem programu Kawa czy herbata w TVP. Rozwiodła się z pierwszym mężem, Honorata, 13-latka, mieszka razem z nią. - Czy myślałam o drugim dziecku? - zastanawia się. - Kiedyś, wcześniej może tak. Ale potem priorytety miałam już inne. Olę postawił na mojej drodze przypadek. 1 listopada dwa lata temu. Agnieszka wspólnie z bratem odwiedzają cmentarze. Przy grobie którejś z prababć spotykają ciotkę. "Pamiętacie Olę?", zagaja tamta. Agnieszka nie pamięta, jest najmłodsza z rodzeństwa. Z daleką rodziną taty, który nie żyje od dawna, nie utrzymuje kontaktów. "Co z nią?", dopytuje się brat. "Olę porzuciła matka, teraz wychowuje ją babcia. Straszna historia, bo babcia Celinka ma raka płuc, umiera. Ola, 14-latka, trafi do domu dziecka".

Agnieszka: - Tego samego dnia poprosiłam mamę - bo tylko ona zna całą rodzinę: "Pojedźmy do nich, nie można tego tak zostawić".

Ocena sytuacji

Kawalerka na warszawskich Bielanach, najwyżej dwadzieścia metrów kwadratowych. Ciasna kuchnia, w rogu coś na kształt biurka. Do tego mikroskopijny pokój. Ola śpi razem z ciężko chorą babcią na wersalce. Wycofana, typ "dziękuję, proszę, przepraszam".

Agnieszka: - Zaraz po tej wizycie miałam prowadzić warsztaty filmowe dla młodzieży. Spontanicznie zapytałam: "Ola, wybierzesz się ze mną?". Zgodziła się. W samochodzie próbowałam z nią pogadać, ale widziałam tylko smutne i nieufne oczy. Po rozmowie z dalszą rodziną Agnieszka już wie, skąd ten smutek. Dziewczyna była świadkiem awantur i bijatyk. W końcu babcia zgłosiła sprawę na policję. Matce odebrano córkę, ograniczono prawa rodzicielskie. Agnieszka chce, żeby Olka zobaczyła inny świat. Zabiera ją do kina, teatru, na koncerty. "Podoba ci się?" Dziewczyna nigdy nie odpowiada: "Tak, bardzo", ale kiedyś pyta: "Chciałabyś, ciociu, porozmawiać z moją panią kurator?".

Jest koniec listopada i Agnieszka już wie, że będzie się starała, by po śmierci babci Ola zamieszkała u niej. Koleżanka radzi: "Na kartce wypisz za i przeciw. Bądź mądra". Agnieszka: - Są sytuacje, gdy wybór jest zero-jedynkowy. Niektórzy bliscy próbowali zniechęcić: "Przecież to dziecko po traumie, nie wiesz, co z niego wyrośnie". "Po co ci kłopot, będziesz użerać się w sądach, zabraknie ci pieniędzy. To nierozsądne!". Za każdym razem odpowiada: "Poradzę sobie". Odgania złe myśli. Jak zawsze w jej życiu szklanka jest do połowy pełna, a nie pusta. Pierwsze spotkanie Oli z Honoratą. Agnieszka podjęła już decyzję o wspólnym mieszkaniu, ale co na to córka... "No hej - mówi jak zwykle zdystansowana - chcesz zobaczyć mój pokój?"

Ola zostaje do wieczora. We trzy oglądają "Dirty Dancing" na DVD. Dystans powoli znika. Ale różnic między dziewczynami nie da się łatwo zasypać. Honorata wygadana, pewna siebie. Kłótliwa, zdolna. No i obyta - podróżowała, przeczytała mnóstwo książek. Ola spokojna, delikatna. Nigdy nie była za granicą. Nie widziała nawet Krakowa, Trójmiasta, Kazimierza. Nie wie, kto to był Picasso. Kilka tygodni później, po paru spotkaniach i wspólnej grze w siatkówkę, Agnieszka decyduje się na poważną rozmowę z córką: "Wiesz, Ola ma bardzo trudną sytuację, jest jej ciężko, nie wiadomo, co będzie z babcią. Honorata przerywa, uśmiecha się: "Wiem, mamo, co chcesz powiedzieć. Też chcę, żeby Ola zamieszkała z nami".

To twój nowy dom

Agnieszka spotyka się z kuratorką. Słyszy: "Nie powinna pani teraz zabierać dziewczynki. Nawet jeśli śmierć babci będzie dla niej trudna, to lepiej, jeżeli zostanie do końca". Ale miesiąc później telefon. Kuratorka: "Czy pani propozycja jest aktualna? Właśnie zmarła babcia Oli, najlepiej będzie jeszcze dzisiaj pojechać do sądu rodzinnego i złożyć wniosek o stworzenie rodzinny zastępczej. Jeśli najpierw dotrze do sądu akt zgonu, dziewczynka może trafić do domu dziecka". W sądzie rodzinnym Agnieszka odpowiada na wiele pytań: jak się poznały, co Ola lubi, czy chce zmienić dziewczynie szkołę. Tłumaczy, że babcia Oli była córką jej, Agnieszki, prababci.

Na pytanie: "Ma pani stałą pracą, jest w stanie utrzymać kolejne dziecko?", bez zająknięcia odpowiada, "Oczywiście", choć od wczoraj jest bez etatu i kompletnie nie wie, co dalej. Obiecuje dowieźć wymagane dokumenty - zaświadczenie o stanie zdrowia i zarobkach. Idą jej na rękę, bo kuratorka już wcześniej Agnieszkę zarekomendowała. - Sędzia zdecydował, że to ja będę tymczasową rodziną zastępczą, a w tym czasie odbędą się rozprawy o ustalenie miejsca pobytu dziewczynki - opowiada. Jadą spakować rzeczy.

Ola wyciąga z szafki foliowe siatki - nie ma walizki. Porusza się po mieszkaniu jak automat: "Tutaj, ciociu, są moje zeszyty, tu koszulki, tu dokumenty". Żadnych łez. Agnieszka dowie się później od terapeutki: tak zachowują się dzieci po traumie. Zamrożenie. "Teraz tu będziesz mieszkać", uśmiecha się Agnieszka wprowadzając Olę do dużego pokoju. "Jednak mam szczęście", myśli przy tym, bo przecież miała kupić 70 metrów. To pośredniczka znalazła jej mieszkanie w tańszej dzielnicy, ale większe. Opłaciło się. Do pokoju wjeżdża łóżko z Ikei, szafa. Pierwsza noc. Ola szamocze się w łóżku, wstaje, idzie do kuchni, nalewa sobie wody. "Kochanie, dobrze? - Dobrze, ciociu". Znów ten spokojny ton.

Czy dam radę?

Miesiąc po przeprowadzce Ola trafia do szpitala z silnymi bólami brzucha. Diagnoza: podrażnienie ścian żołądka. Prawdopodobnie na tle nerwowym. Pielęgniarka: "Ma pani ubezpieczenie dziecka?". Agnieszka: "Przecież one leczone są za darmo". Pielęgniarka: "Tak, ale wpisujemy je w ubezpieczenie rodziców. - To jutro o tym porozmawiamy". Agnieszka wychodzi ze szpitala i pierwszy i jedyny raz myśli: "Boże, czy ja dam radę, skąd mam wziąć ubezpieczenie, skoro jestem bez pracy". Ale już wieczorem wspólnie ze znajomymi zastanawia się, co zrobić.

- Byłam przekonana, że będę musiała zapłacić za pobyt Oli w szpitalu. Koleżanka podrzuca pomysł: "Mam kumpla, który może powiedzieć, że jest twoim konkubentem". Dopiero przyjaciółka wysyła Agnieszce akt prawny, z którego jasno wynika, że służba zdrowia ma obowiązek leczyć dzieci. Bez względu na to, czy ich opiekunowie odprowadzają składki. Ulga. I radość - bo ludzie wokół pomagają. Agnieszka szuka dla Oli szkoły. Dziewczynka nie chce już chodzić do "tamtej". Tamta to dawne życie, od którego zamierza się odciąć. W jednym z gimnazjów słyszą od dyrektora: "Olcia, poradzimy sobie, będzie super".

Na pierwszym zebraniu Agnieszka dowiaduje się: "zdolna, pilna", ale na wywiadówce u Honoraty mniej optymistyczna wiadomość: "Córka ma zaległości, znów zapomniała pracy domowej". W domu próbuje z nią rozmawiać: "Musisz się uczyć. - Ją bardziej kochasz, to ona jest idealna!". Agnieszka: "Wiem, że chcesz mnie zdenerwować... Jesteś dla mnie bardzo ważna. I przecież wiesz, ile przeżyła Ola. - Mam cię dość!" - odkrzykuje córka. Wyprowadza się do taty, dzwoni po kilkunastu dniach: "Tęsknię za tobą - mówi Agnieszka. - A ja tęsknię tylko za Olą" - odpowiada Honorata.

W końcu wraca. Agnieszka wie, że jej obie dziewczyny chyba już zawsze będą dla siebie koleżankami, a nie rodziną. Chociaż kiedyś Honorata rzuca: "Widzisz, mówiłaś, że nie można mieć starszego rodzeństwa, a ja mam". W tym duecie biologiczna córka Agnieszki gra pierwsze skrzypce, bo jest przebojowa. Ola schowana w sobie nie ma oczekiwań, wymagań. "Nie, naprawdę nie chcę pojechać na obóz", przekonuje. Agnieszka u terapeutki: "Czy Oli nie pomogłaby profesjonalna pomoc?". Słyszy: "Ona przede wszystkim potrzebuje pani. I to z panią ma budować więź".

Agnieszka działa więc intuicyjnie. Nie wymusza wspólnego czasu, nie integruje na siłę. Ola powoli się otwiera. Po pierwszym obozie, na który jednak pojechała, przyszła i powiedziała: "Wiesz, całowałam się z chłopakiem...". Temat tabu: rodzice. Jej matka czasem dzwoni i zapewnia, że przestaje pić, a potem znika na miesiące. Ojciec widziany przy wyrabianiu dowodu osobistego spytał: "Cześć. Jak w szkole?". Po 16 latach! Po tamtym spotkaniu Ola poprosiła: "Ciociu, złóżmy wniosek o pozbawienie rodziców praw, przecież oni nawet za dwadzieścia lat mogą wytoczyć mi sprawę o alimenty".

Spadliście mi z nieba

Rok po Oli w życiu Agnieszki pojawia się Janusz. Siedzą na imprezie u przyjaciół, rozmawiają. On: "Jestem rozwiedziony, mam dwoje dzieci". Agnieszka: "Ja mam dwie córki". "Kiedy ty je urodziłaś, tak młodo wyglądasz?", pyta. Ona: "Urodziłam tylko jedną". Trzy miesiące później Janusz się do nich wprowadza. - I tak staliśmy się rodziną patchworkową - mówi Agnieszka. Ola otwiera się przy Januszu. On też miał trudne dzieciństwo, dobrze ją rozumie. Godzinami rozmawiają. Oboje mocno stoją na ziemi, są pracowici, kochają gotować. Janusz prowadzi firmę. Kiedyś rzuca: "Słuchaj, Olka, ty ją przejmiesz. Jesteś świetna z matematyki, odpowiedzialna, nie to co szalone towarzystwo obok", z rozbawieniem wskazuje ręką na swoją córkę, syna i Honoratę. Ola szczęśliwa: "Naprawdę?".

Wrzesień 2012, Lizbona. Ślub w polskiej ambasadzie. Jadą tylko z dziećmi. Każde z nich ma swoją rolę. Agnieszkę do sali ślubów wprowadza Ola, Janusza córka, jego syn trzyma obrączki, a Honorata robi zdjęcia. Następnego dnia Ola wyznaje: "Chciałabym zmienić nazwisko na wasze". Mijają kolejne miesiące. Ola już potrafi powiedzieć: "Marzę, by studiować we Włoszech". Codziennie rano wychodzi z domu o siódmej, żeby dojechać do liceum na drugim końcu miasta. Ale tam jest klasa z rozszerzonym włoskim. O 6.30 Agnieszka dzwoni z telewizji, sprawdza, czy dziewczyny się obudziły: "Macie kanapki w lodówce". Widzą się w domu koło 16, o 19 siadają do rodzinnej kolacji.

Normalność? - OK, mam dwa razy więcej wywiadówek i myślenia, jak ogarnąć sprawy moich córek. Ale też dwa razy więcej satysfakcji. No i po ludzku wiem, że zrobiłam coś dobrego. Na weselu siostrzenicy tłum ustawił się do mojej mamy:"Marysiu, jak ty wspaniale wychowałaś córkę". Tak, czasem jeszcze Honorata w złości krzyczy: "Faworyzujesz ją!". Ale dzięki Oli podciągnęła się w nauce. Dom jest głośny, kolorowy. Zwykle robiąc coś, co uchodzi za ryzykowne, nieznane, oczekujemy, że złych stron będzie co najmniej tyle, ile dobrych. A moje życie pokazuje, że to nie musi być zasadą. A może nie nazywam tragedią tego, co jest po prostu problemem do rozwiązania?

Jeden z samotnych wieczorów, taki jak dziś. Honorata u taty, Janusz z Olą we Florencji. Pod wieczór SMS: "Kochamy cię i tęsknimy". Agnieszka: "Nie, to ja was kocham, spadliście mi z nieba".

Dowiedz się więcej na temat: adopcja | rodzina | dzieci

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama