Przemoc.
Ofiara długotrwałej przemocy przechodzi cztery fazy: zaprzeczenie i niedowierzanie,świadomość uzależnienia od agresora, głęboka depresja i stres przebywania w niewoli, wewnętrzna integracja jednostki i przyjęcie określonego stylu życia. Stylu? A można nauczyć się tak żyć?
Dwanaście krzesełek ustawionych w kręgu. Każda z nas zajmuje swoje miejsce. Jest jeszcze kilka minut zanim się zacznie terapia. Rozmawiamy o dzieciach, spóźnionych autobusach, nadgodzinach w pracy. Zwykłe rozmowy przeciętnych kobiet.
Gdy wchodzi terapeutka i zamyka drzwi wszystkie milkniemy. „Jak się dziś czujesz?” To jest pytanie i zaproszenie do opowiedzenia o swoim problemie. Każda z nas ma głowę spuszczoną i wzrok utkwiony w podłodze. Palce zaciskają się na pasku od torebki lub kawałku swetra. Milczenie kryje za sobą kilkanaście bolesnych opowieści. „Może ja zacznę” – zgłaszam się do odpowiedzi jak uczeń w szkole. Jednak tutaj nikt mnie nie oceni źle, nie wypyta z przygotowania do „tej lekcji”, bo na to chyba nikt nie potrafiłby się przygotować.
Opowiadam sytuację z zeszłego tygodnia jak wczorajszy film. Taka nie moja historia, w myślach pomniejszana do granic możliwości. „Przecież nic się nie stało” – to zdanie wciąż powraca brzmieniem męskiego głosu „ile razy chcesz rozpamiętywać przeszłość, dlatego nigdy nie będzie między nami dobrze, bo ciągle mi to wypominasz”. Przeszłość jest siniakiem z zeszłego tygodnia, pchnięciem na ścianę, obelgą. Opowiadam sceny z życia kobiety, którą nie chcę być. Mówię powoli, robię przerwy, czasem za cicho wypowiadam słowa. Gdy ktoś prosi o powtórzenie, ponowne wypowiedzenie wszystkiego jest tak upokarzające, że czuję narastający ból pleców. Wiem, że napinam mięśnie, pewnie stąd ten ból. Próbuję przyjąć wygodniejszą pozycję. Żadna nie jest wygodna gdy temat jest tak trudny. Słowa bolą. Nie potrafię opisać strachu. Jedno pytanie pojawia się w mojej głowie „co jeszcze ma się stać, byś powiedziała dość?”. Nie wiem. Już nic nie umiem powiedzieć.
Słucham wypowiedzi innych kobiet, słów otuchy, podziwu za odwagę, za siłę. To są pozytywne słowa. Pozytywne o mnie? Ktoś mnie chwali? A jednak. Czuję się wreszcie bezpieczna, zrozumiana. Każda z nas ma do opowiedzenia podobną historię. Wszystkie opisujemy jakby jednego człowieka. Jakby każdy z naszych mężów, partnerów „uczył się” przemocy z tego samego podręcznika. Jednak tam, na tej grupie czuję siłę. Ona mnie utwierdza w tym, że coś znaczę, że jestem więcej warta, że to Ja jestem ważna. Przede wszystkim, że – nie muszę się już bać, już nic nie muszę.
Grupa na którą chodziłam trwała pół roku, drugie pół to terapia indywidualna. Jednak wciąż się czasem łapię na Jego role „czułego taty, opiekuńczego partnera”. Jak ostatnio gdy odwiedziłam go w jego domu i chcąc wyjść wywołałam potworną awanturę zakończoną uderzeniem jego pięści w mój brzuch. Leżałam zwinięta na podłodze, w potwornym bólu myśląc o tym - gdzie jest mój telefon, potrzebuję pomocy. Gdy On opowiadał mi ,że muszę mu pomóc bo nie poradzi sobie sam ze swoim nałogiem. Spojrzałam na niego bez współczucia, nieobecnym wzrokiem – „nie mów nic do mnie, nie dotykaj mnie.” Ja już nic nie muszę.
Kobiety z terapii dają siłę, psycholog wsparcie, jednak wiem, że decyzję muszę podjąć sama. Ja albo On. Chcę godnie żyć.
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
zablokowalam sie. tak calkiem i zupelnie. siedze przed... więcej
Reklama
Wasze komentarze (3)
-
10.02 (08:14)
-
04.02 (20:21)oczywiście TYLKO TY!!! on niech .. i tu ciśnie mi się na usta nieprzyzwoite słowo ... nie miej litości !!
-
-
01.02 (08:38)kokardko !!! wytrwasz !!! bądź tylko konsekwentna !!!! i masz rację : nie jesteś sama !!! wierz mi
















Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli