Tani weekend w Paryżu
Pewnego piątkowego wieczoru w zeszłym miesiącu słuchałem koncertu afrykańskiego zespołu Daxar w klubie muzycznym Satellit Cafe w Paryżu i rozważałem zakup piwa.
Nim zespół skończył grać swoją arabską wersję "Paint It Black" Rolling Stonesów, zdecydowałem nic nie kupować. Taki luksus mógłby mnie kosztować Luwr w niedzielę lub wino do obiadu w sobotę.
Próbowałem spędzić weekend w Paryżu wydając tylko 100 USD, a to oznaczało rezygnację z piwa i, jak się okazało, z Luwru i wina do obiadu również. Ale kto potrzebuje piwa, jeśli możesz posłuchać fajnej kapeli? Kto potrzebuje Luwru, skoro masz darmowe i fascynujące Musee Carnavalet? I kto potrzebuje wina, jeśli masz na talerzu cudowne confit z kaczki?
Jednak Paryż to trudne miejsce na oszczędzanie. Tak jak w przypadku 100-dolarowego weekendu w Nowym Jorku, wyłączyłem koszty noclegu - tym razem zatrzymałem się u znajomego kolegi niedaleko Bastylii - ale wliczając resztę kosztów, od biletu za metro po aspirynę, która wydawała mi się potrzebna do zwalczenia kaca po winie, okazało się, że nie dałem rady.
W dniu, w którym przyjechałem 100USD było warte dokładnie 74,29 EURO. Zaplanowałem wszystko do euro centa, wykorzystując pomysły przyjaciół, czytelników i korzystając z przewodnika "Paris Pas Cher" (co można tłumaczyć jako "Paryż dla ubogich" albo "Paryż śladami Cher" - przepraszam mój studencki francuski jest nieco zakurzony). To, co mnie spotkało było rozrywkową wędrówką, lecz pełną niespodzianek, które sprawiły, że weekend był, hmm... ciekawy.
Piątek
Pierwsza niespodzianka była przyjemna: nowa znajoma o imieniu Yoann, która pomogła mi wymówić "pinte", kiedy zamawiałem piwo za 3,80 E w Le Megalo, jednym z zatłoczonych barów z okazjami happy hour w okolicy Bastylii. Inni dołączyli się do rozmowy - o francuskiej i amerykańskiej służbie zdrowia - tak, że mój samotny drink przedłużył się i spóźniłem się na występ w Satellit (10 e wstęp). Wybiegłem, kupując jeszcze na rogu crepe'a z szynką i serem.
Sobota
Śniadanie to posiłek, podczas którego najłatwiej nie przekroczyć budżetu we Francji. Poszedłem do piekarni na rogu (a w Paryżu na rogu jest zawsze jakaś piekarnia), by zamówić maślanego croissanta (90 euro centów), by zjeść na miejscu i bagietkę za 90 eurocentów na wynos.
Miałem nadzieję, że w celach transportowych skorzystam z system wypożyczania rowerów, Velib'. Za jedno euro możesz używać jakiegokolwiek roweru z wszechobecnych stacji w odległości 30 minut od siebie i oddać go w dowolnym miejscu. W ten sposób mógłbym śmigać po mieście, odwiedzając darmowe muzeum, jedząc lunch, zatrzymując się w Musee d'Orsay, a potem stać w kolejce po bilety w ultra tradycyjnej Comedie Francaise. Niestety okazało się, że w ramach depozytu trzeba się posłużyć odpowiednią kartą kredytową, której nie posiadam.
Na piechotę nie dotarłbym daleko, musiałem skorzystać z metra - 1,70 euro za przejazd. Żegnaj niedzielo w Luwrze.
Wyruszyłem do Musee Carnavalet, mieszczącym się w dwóch historycznych budynkach w Marais, 20 minut pieszo od mojego tymczasowego domu. Spośród tuzina darmowych muzeów, prowadzonych przez władze miasta, to oferowało ciekawy obraz przeszłości miasta, opowiedzianej przez malarzy i historyczne rekonstrukcje. Było tam kreatywnie i zdecydowanie nie sztywniacko.
Następnie wybrałem się na lunch z koleżanką, z którą od dawna wymieniałem maile, ale nigdy się nie spotkałem - Midrade Cherfils. Zabrała mnie do uroczego bistro w Piątej Dzielnicy Cave La Bourgogne. Powiedziała, że serwują sałatkę za 10 euro, która jest tak ogromna, że będę najedzony do kolacji. Ale kiedy sama zamówiła confit z kaczki za 14 euro, skapitulowałem. Apetyczna wizja chrupiącej kaczki podanej z ziemniaczkami była zbyt silna.
Zostawiłem Mildrade i pospieszyłem do Musee d'Orsay, paryskiej świątyni sztuki mieszczącej się we wspaniałej stacji kolejowej. Na parterze klasyczne rzeźby w najróżniejszych pozach mieszają się ze zwiedzającymi, którzy przyjmują własne, interesujące pozycje.
Muzeum zamyka się o 18, więc pognałem na drugi brzeg Sekwany, by stanąć w kolejce po bilety do Comedie Francaise, w sprzedaży godzinę przed każdym spektaklem. Znalazłem się tam dwie godziny przed rozpoczęciem "Trzech sióstr" Czechowa, byłem pierwszy w kolejce, przygotowany, by zwalczyć nudę książką.
Niepotrzebnie, wkrótce dołączyli do mnie mili kompani, między innymi urocza 25-latka, Nadege. Rozmawialiśmy o polityce, sztuce, teatrze. Po dwóch godzinach prób wydobycia francuskiego z mojego mózgu, doszedłem do wniosku, że mam małe szanse zrozumienia sztuki. Za to moje miejsce w pierwszym rzędzie drugiego balkonu, warte 5 euro, świetnie nadawało się do obserwowania publiczności i wczucia się w atmosferę.
Niedziela
Na spektaklu siedziałem obok Nadege, co było szczęśliwym zbiegiem okoliczności, ponieważ zaoferowała się, że następnego dnia pokaże mi Marais.
Zaczęliśmy od taniego lunchu w Chez Papa, małej paryskiej sieci, która serwuje dania z płd-zach. Francji, gdzie zamówiłem gigantyczna sałatkę, pełną szynki i ziemniaków (i karafkę wody) za 10 euro, co pozostawiło w moim budżecie 2,12 euro. Przechadzaliśmy się chwilę, ale przyciągnęło nas bistro Le Temps des Cerises, gdzie wydałem swoje ostatnie dwa euro na kawę w urzekających wnętrzach.
Potem poszliśmy do Notre Dame, gdzie o 16 rozpoczynał się darmowy koncert organowy. Muzyka była piękna, jeśli lubisz organy (ja nie bardzo). Ale cena była odpowiednia, a ja się zrelaksowałem, nie tylko patrząc z zachwytem na niesamowite gotyckie sklepienia i witraże, ale również rozmyślając o tym, ile mogłem zobaczyć, zrobić i zjeść w tym mieście z tak małym budżetem. Będą jeszcze inne okazje do wypicia wina.
Seth Kugel
Tłum. Małgorzata Turnau
Artykuł pochodzi z kategorii: Podróże
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
zablokowalam sie. tak calkiem i zupelnie. siedze przed... więcej
Reklama
Wasze komentarze (4)
-
30.10.2011 (17:49)
-
01.08.2011 (11:35)Wycieczki za granicę z niezasobnym portfelem to trochę ryzyko ,lecz jadnakże miłe i ciekawe wspomnienia
-
-
12.07.2011 (14:43)
-
18.06.2011 (23:54)













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli