Pod kolejowymi arkadami Londynu
Kilka lat temu, spacerując późnym wieczorem przez Gales Garden - małą alejkę pod łukami wiaduktu kolejowego w londyńskiej dzielnicy Bethnal Green, trafiłbyś do Studio 10, obskurnego klubu o wątpliwej reputacji, w którym "ludziom wolno było wyrażać siebie na wszystkie możliwe sposoby" - jak dyplomatycznie nazywa to Jalle Rousku.
Do Rousku należy 10 Gales (Railway Arch 10, Gales Garden Mews; 44-207-729-8416; www.10gales-london.co.uk) - galeria, kawiarnia i vintage sklepu, gdzie za 5 funtów można również obciąć włosy albo zmienić fryzurę. Na początku 2010 roku, 10 Gales zajęło miejsce, które wcześniej należało do Studio 10. To jeden z wielu biznesów w East London, któremu udało się przemienić dworcowe arkady w atrakcyjne centrum handlowe.
Przestrzeń, którą wynajmują właściciele sklepów, należy do Transport for London albo do Spacia - oddziału zajmującego się nieruchomościami w Network Rail. Lokale są relatywnie łatwo dostępne, przestronne i oczywiście, dzięki przynależności do Transport for London, który ciągle wydłuża linię East London Line, znajdują się w pobliżu ważnego szlaku transportowego.
- Trafiliśmy pod arkady zupełnie przypadkiem - mówi Rousku - Nie szukaliśmy dla siebie czegoś tak dużego, jak to co mamy teraz. Chcieliśmy miejsca, które moglibyśmy przystosować do prowadzenia sklepu i, jeśli będzie dość duże, mieć tam także warsztat.
Kawałek dalej od 10 Gales w Shoreditch jest sklep vintage Hurwundeki, który w maju otworzył drugą siedzibę pod ogromnym łukiem Bethnal Green (299 Railway Arches, Cambridge Heath Road; 44-207-749-0638; hurwundeki.com). W nowym wnętrzu sprzedawane są antyki, ale także mieści się kawiarnia, która serwuje dania ekologiczne. - Szukaliśmy zupełnie nowego klimatu. Dodatkowo urok tego miejsca tkwi w sporej przestrzeni przed kawiarnią, którą także możemy użytkować - mówi Ki Lee, założyciel sklepu. - To zdarza się w Londynie bardzo rzadko.
Hurwundeki to nie jedyna firma, która przeniosła się z Shoreditch - dziś zapełnionego przez ekskluzywne placówki. Lisa Vandy, jeden z dyrektorów Arch 389 (Mentmore Terrace; 44-795-749-1644; arch389.co.uk) - sklepu, w którym kupić można tak różnorodne rzeczy jak wiktoriańskie kominki, meble-antyki i dekoracje do domów w stylu vintage, twierdzi, że chodzi o reakcję na sieciowe sklepy. - Ludzie chcą małych wykonanych przez rzemieślników elementów, nie chcą rzeczy przesadnie rzucających się w oczy.
- Arkady były tu od zawsze - mówi Che Zara Blomfield - klientka regularnie odwiedzająca nowe sklepy, a wcześniej menadżerka jednej z pierwszych placówek w przekształconych arkadach - butiku No One (1 Kingsland Road; 44-207-613-5314; no-one.co.uk). - Moim zdaniem właśnie teraz mamy okazję, żeby wykorzystywać je do celów, do jakich nigdy dotąd nie były przeznaczone.
Butik No One, otwarty w 2003 roku na dawnej stacji Shoreditch Station, ma własną kawiarnię z produktami ekologicznymi i zachował dziwaczne elementy architektoniczne, jak na przykład znak "przechowalnia bagażu". Jeżeli uprzejmie poprosisz, obsługa pokaże Ci zaplecze, gdzie znajdują się oryginalne, praktycznie nie zmienione resztki stacji kolejowej.
- Recesja spowodowała, że artyści i kustosze zaczęli stosować taktykę podobną do tej używanej przez artystów guerrilli (czyli tzw. "partyzantki" w sztuce - przyp. red.) - tynkowanie ścian budynków, używanie wolnych przestrzeni albo nawet własnych sypialni, żeby prezentować swoje prace - mówi Blomfield. - Być może oznacza to, że galerie o białych ścianach staną się mniej pożądane niż niekonwencjonalne przestrzenie takie jak arkady.
Alice Pfeiffer
Tłum. Ewa Pawełczyk
Artykuł pochodzi z kategorii: Podróże
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
ostatnio nachodzi mnie refleksja, czy nie warto by bylo... więcej













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli