Niesamowity kraj ze wspaniala kultura,doskonalym jedzeniem i pogoda. Oman jest bardzo bogatym krajem. Niestety bardzo drogim dla turystow. My rowniez spedzilismy kilka dni w wyzej wymienionym oboziem. niesamowite przezycie. serdecznie polecam!
Luksusowy kamping na omańskiej pustyni
Asfaltowa droga nagle się urywa tuż za miastem Al Mudairab, na skraju pustyni Ar-Rab al-Chali (dosłownie "pusta ćwiartka") we wschodnim Omanie.
Wysiadłem z mojego Nissana z napędem na cztery koła w punkcie, gdzie zaczynała się piaszczysta droga i patrzyłem na wydmy koloru kawy i zniszczone obozowiska Beduinów, które sięgały horyzontu.
Jechałem na kamping "1000 nocy", ośrodek w beduińskim stylu 38 kilometrów w głąb pustyni. Dostosowałem ilość powietrza w oponach do jazdy po piasku i wydrukowałem mapę ze strony internetowej, dzięki której miałem dotrzeć na miejsce. Ale droga znikała paręset metrów od miejsca, gdzie stałem.
Chwilę później pojawił się Suleiman. Omańczyk o imponującym wyglądzie, ubrany w biały turban i dishdashę (tradycyjny strój arabski), miał właśnie poprowadzić przez pustynię konwój czterdziestu pojazdów wypełnionych krewnymi i przyjaciółmi, by spędzić miło długi weekend. Większość pojazdów dojechała już do niego, lecz on czekał na spóźnialskich. - Lepiej nie jedź bez przewodnika -ostrzegł mnie, po czym zaprosił do wspólnej podróży ze wszystkimi.
Suleiman wsiadł do swojego jeepa i ruszył drogą. Z trudem za nim nadążałem, jadąc zakosami 40 mil na godzinę. Parę razy znikał za zasłoną z kurzu, by moment później wyłonić się z chmury tuż przede mną.
Po godzinie dotarliśmy do małego znaku (łatwego do przeoczenia), który kierował w lewo i wjechaliśmy na ogromną, brunatno-żółtą górę piaskową, z której rozpościerała się piękna panorama pustyni. Parę mil dalej widać było skręt do "1000 nocy". Suleiman zatrąbił klaksonem, upewniając się, że go nie przegapiłem. Po czym odjechał, a konwój za nim.
Piaski Sharqiya (Ramlat al-Ahrqiya) to jeden z najbardziej bezludnych i uderzająco pięknych regionów - 4,8 tys. mil kwadratowych falistych wydm, które się wznoszą nawet na wysokość ponad 90m. To również jedna z głównych atrakcji Omanu, bogatego w ropę, pokojowego sułtanatu, graniczącego z Arabią Saudyjską na zachodzie, Jemenem na południu i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi na północy.
Czterdzieści lat temu, Oman był jednym z najbardziej zacofanych krajów Bliskiego Wschodu, w którym było mniej niż 19 km asfaltowych dróg i praktycznie niedostępny środek kraju, zamieszkały przez uzbrojone, walczące ze sobą plemiona. W 1970 roku, Qaboos bin Said, 29-letni następca omańskiego tronu, wykształcony w Sandhurst, obalił ojca w bezkrwawym zamachu stanu.
Qaboos szybko wykorzystał bogactwo ropy i zapewnił drogi, elektryczność, szkoły i lekarzy w wielu częściach kraju. Popierał edukację dziewczynek, równość płciową i tolerancję religijną.
Rozwinęła się tu również luksusowa turystyka, skupiając się wokół ośrodków przy plaży, gdzie cena noclegu wynosi 1000 USD, tras wspinaczkowych w górach, setek fortów i obiektów archeologicznych oraz obozów w Piaskach Sharquiya, gdzie goście mogą doświadczyć spokoju i splendoru pustyni.
Kiedy dotarłem do "1000 nocy", zbliżał się zachód słońca. Trzydzieści namiotów w beduińskim stylu, z bogato zdobionej owczej wełny rozsianych w oazie wśród drzew ghaff. Właściciel, Abdullah Al Harthy, który otworzył ośrodek w 2006 roku, powitał mnie sokiem z granatów i nakłonił, bym szybko udał się na wydmy, by złapać ostatnie promienie słońca.
Trzymając się sznurowej poręczy, która znacznie ułatwia poruszanie się po satynowo gładkim piasku, i zostawiając idealne ślady stop z każdym krokiem, wdrapałem się 30 metrów powyżej obozowiska i siadłem na wzniesieniu w ciszy, obserwując powoli zapadającą ciemność i znikające słońce na purpurowo-różowym niebie.
Nim wróciłem, trzydziestu gości (w większości francuskie, niemieckie i brytyjskie pary lub rodziny) zebrało się w otwartym pawilonie na kolację w formie bufetu. Pięciu beduińskich muzyków, klęcząc na perskim dywanie, grało na rebabach, tradycyjnych instrumentach strunowych, i nuciło omańskie pieśni.
Przy zupie z soczewicy i gulaszu z baraniny poznałem Iana Duncana, brytyjskiego wojskowego inżyniera, który obecnie mieszka w Muscat, stolicy Omanu, i jest szkoleniowcem sił zbrojnych Omanu. Duncan i jego żona, Carol, byli w Omanie od 18 miesięcy i właśnie podpisali kontrakt na kolejne dwa lata. Oman, jak twierdzi Ian, jest właściwie pozbawiony wściekłego niezadowolenia, które dotyczy większości regionu: - To, że sułtan Qaboos jest przy władzy od 40 lat i jest wciąż podziwiany i kochany, jest zadziwiające - dodał Ian.
Artykuł pochodzi z kategorii: Podróże
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
zablokowalam sie. tak calkiem i zupelnie. siedze przed... więcej
Reklama
Wasze komentarze (4)
-
22.07.2011 (15:33)Wuj mojego partnera mieszka w Omanie juz 15 lat, rok temu otrzymalismy zaproszenie do Omanu(dokladnie Muscatu) na wspaniale wakacje.
Niesamowity kraj ze wspaniala kultura,doskonalym jedzeniem i pogoda. Oman jest bardzo bogatym krajem. Niestety bardzo drogim dla turystow. My rowniez spedzilismy kilka dni w wyzej wymienionym oboziem. niesamowite przezycie. serdecznie polecam! -
17.03.2011 (18:31)ciekawe,coś innego i jakie egzotyczne! ale czy bym się odważyła-nie wiem,ale te baseny mówią same za siebie:)
-
-
17.03.2011 (12:32)
-
17.03.2011 (08:30)













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli