Przejdź na stronę główną Interia.pl

Życie w najszczęśliwszym kraju świata

Mieszkańcy Danii uważani są za najszczęśliwszych na świecie /©123RF/PICSEL

Pieniądze szczęścia nie dają

Reklama

Przy okazji dowiedziałam się, że Dania w wielu dziedzinach jest rekordzistką - w Kopenhadze znajduje się najlepsza restauracja świata, Noma, Duńczycy są najbardziej ufnym narodem, a jednocześnie cechuje ich najniższa tolerancja dla hierarchii. Ale najbardziej zainteresował mnie fakt, że nasz potencjalny nowy dom uważany jest za najszczęśliwszy kraj na świecie. Według sporządzonego przez ONZ Raportu Szczęśliwości wpływają na to: wysokie PKB, długość życia, brak korupcji, wsparcie socjalne, wolność wyboru i ogólna szczodrość Duńczyków. Bardzo wysoko uplasowały się inne kraje skandynawskie, Norwegia i Szwecja, ale nawet na ich tle Dania znacząco się wyróżnia. Co więcej, zajęła również pierwsze miejsce na liście najszczęśliwszych narodowości sporządzonej przez UK Office of National Statistics oraz - czwarty rok z rzędu - na liście krajów o najwyższym standardzie życia i ogólnym zadowoleniu obywateli sporządzonej przez Komisję Europejską.

Ni z tego, ni z owego perspektywa zamieszkania w Danii wydała mi się o wiele bardziej pociągająca. Słowo "szczęśliwy" jest Świętym Graalem dziennikarzy lifestylowych. Każdy mój tekst w taki czy inny sposób nawiązywał do pogoni za ulotnym celem. A od kiedy w latach dziewięćdziesiątych wypisałam na moim gigantycznym wojskowym plecaku tekst piosenki zespołu REM, zawsze chciałam być jedną z tych "promiennych, radosnych osób" (no dobrze, może umknęła mi ironia piosenki naśmiewającej się z komunizmu, ale miałam wtedy tylko 12 lat).

Reklama

Udowodniono, że szczęśliwi ludzie więcej zarabiają, są zdrowsi, tworzą bardziej stabilne związki, a nawet ładniej pachną. Wszyscy chcemy być szczęśliwsi, prawda? A na pewno poświęcamy temu celowi dużo czasu i pieniędzy. Kiedy ostatnio sprawdzałam, biznes poradnikowy wart był w USA 11 bilionów dolarów, a w Wielkiej Brytanii w ciągu pięciu ostatnich lat wydawcy zarobili na nim 60 milionów funtów. Przez ostatnich 15 lat częstotliwość stosowania środków antydepresyjnych wzrosła o 400 procent - obecnie jest to trzecia (po tabletkach na obniżenie cholesterolu i przeciwbólowych) najczęściej przepisywana kategoria leków. Nawet ta garstka szczęściarzy, którzy nigdy nie łykali SSRI (selektywne inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny - grupa psychoanaleptycznych leków antydepresyjnych - przyp. tłum.) ani nie sięgnęli po żaden poradnik, i tak pewnie poprawiała sobie humor jedzeniem, alkoholem, kofeiną albo zakupami.

A co jeśli szczęścia nie da się kupić? Kiedy zadałam sobie to szokujące pytanie, oczami wyobraźni zobaczyłam, jak bogowie magazynów zdrowotnych posyłają mi nienawistne spojrzenia. Co, jeśli szczęście jest procesem, który wymaga zaangażowania z naszej strony? Czymś, do czego trenujemy umysł i ciało? I czego Duńczykom dane było posmakować? Jednym z plusów zawodu dziennikarza jest to, że człowiek zarabia na wtykaniu nosa w nie swoje sprawy. Zasłaniając się "zbieraniem materiałów", mogę obdzwonić mnóstwo ciekawych ludzi, wypytując o ich opinię na jakiś temat. Skorzystałam z tej możliwości, kiedy natknęłam się na Christiana Bjørnskova, duńskiego "ekonomistę szczęścia". Mój rozmówca potwierdził to, co sama podejrzewałam: w krajach skandynawskich pieniądze szczęścia nie dają (co automatycznie oznacza, że jakieś 90 proc. moich pomysłów na poprawienie sobie humoru ląduje w koszu).

- Duńczycy nie czerpią radości z kupowania - wyjaśnił Christian. - W Danii kupno większego samochodu oznacza tyle, że jego właściciel zapłaci wyższy podatek. A większy dom trzeba dłużej sprzątać. Jak to ujął nieżyjący już Notorius B.I.G., wielki majątek to więcej powodów do zmartwień; moja nowa ulubiona aplikacja Tłumacz Google podpowiedziała mi, że po duńsku nie brzmi to już tak zgrabnie: mere penge, mere problemer.

Niewiele im potrzeba do szczęścia

Co zatem kręci Duńczyków? I dlaczego są tacy szczęśliwi? Z pewną dozą sceptycyzmu zapytałam Christiana, czy to możliwe, że jego rodacy uplasowali się tak wysoko w rankingach satysfakcji z życia, ponieważ mają mniejsze oczekiwania.

- Skądże znowu - zaprotestował. - Panuje powszechne przekonanie, że Duńczycy są tak szczęśliwi, bo niewiele im potrzeba do szczęścia, ale kiedy w jednym z europejskich badań zapytano o ich oczekiwania, okazało się, że są one bardzo wysokie, a zarazem możliwe do realizacji. - Czyli są szczęśliwi nie dlatego, że ich realistyczne oczekiwania są realizowane, a dlatego, że realistyczne są nawet wysokie oczekiwania? - Zgadza się.

Christian kontynuował: - Duńczyków cechuje ponadto wysokie poczucie wolności osobistej. Dania jest uważana za kraj bardzo postępowy - to tam w pierwszej kolejności zalegalizowano małżeństwa homoseksualne i jest to pierwszy kraj w Europie dopuszczający zmianę płci bez konieczności sterylizacji. - I nie ma tu znaczenia "skandynawskość" Duńczyków - opowiada Christian. - Przykładowo, w Szwecji wiele tematów dotyczących życiowych wyborów - jak homoseksualizm czy decyzja kobiety, by nie rodzić dzieci - uważanych jest za tabu. W Danii kobieta po trzydziestce, która nie zdecydowała się na rodzicielstwo, nie wywołuje sensacji.

Skłonność do społecznego konformizmu jest znacznie niższa niż gdziekolwiek indziej. Jak zaznaczył Christian, nie znaczy to, że Duńczycy nie ulegają wpływom. - Jesteśmy bardzo do siebie podobni - wyznał. - W zależności od wieku i płci zakładamy określony kostium. - Kobieta przed czterdziestką nosi obcisłe dżinsy, luźny T-shirt, skórzaną kurtkę i apaszkę artystycznie owiniętą wokół szyi, a blond włosy upina w kok albo prostuje i rozpuszcza. Mężczyzna przed trzydziestką chodzi w obcisłych dżinsach, wysokich półbutach, T-shircie z nadrukiem i bomberce, a włosy zaczesuje gładko. Starszych mężczyzn i kobiety najczęściej zobaczymy w koszulce polo, praktycznych butach, luźnych spodniach i kurtce. Za to wszyscy noszą typowo skandynawskie kwadratowe okulary w czarnych oprawkach.

Christian wytłumaczył mi także: - Kiedy zapytasz Duńczyka, jak się czuje albo jakie zachowania uważa za normalne, odpowiedzi bywają bardzo różne. W Danii niewiele jest rzeczy, które wzbudzają zdziwienie.

Dla zilustrowania, jak mało istotne są w Danii różnice społeczne, posłużył się przykładem klubu tenisowego, do którego należy. Wyobraźnia natychmiast podsunęła mi obrazek klubu dla elit w śnieżnobiałych koszulach, drinków Long Island Iced Tea i co gorszych filmów Woody’ego Allena, jednak Christian szybko wyprowadził mnie z błędu.- W duńskich klubach sportowych nie ma tradycji manifestowania swojej wyższości, ludzie zapisują się do nich, ponieważ chcą pograć. Takie kluby są bardzo popularne; ja regularnie grywam z nauczycielką, pracownikiem supermarketu, stolarzem i księgową. Wszyscy jesteśmy sobie równi. Hierarchia nie odgrywa tu żadnej roli.

Podstawa to zaufanie

Duńczycy przywiązują za to dużą wagę do zaufania.

- W Danii ufa się nie tylko rodzinie i przyjaciołom, ale też osobom, które spotykamy na ulicy - co ma duży wpływ zarówno na nasze życie, jak i poziom zadowolenia. Liczne ankiety potwierdzają wysoki stopień ufności mieszkańców Danii. Na pytanie "czy większości ludzi można ufać" ponad 70 procent Duńczyków odpowiada: "Tak, większości ludzi można ufać". Średnia dla reszty krajów europejskich wynosi nieco ponad 1/3. To wprawiło mnie w osłupienie - ja nie ufam 70 procentom mojej bliższej i dalszej rodziny. Równie zaskakujący był dla mnie fakt, że Duńczycy do tego stopnia wierzą w bezpieczeństwo swoich dzieci, że powszechnym zjawiskiem jest zostawianie wózka dziecięcego przed domem, kafejką czy restauracją. Najwyraźniej rowerów też nikt nie przypina, podobnie jak nikt nie zamyka okien - tak wysoki jest poziom zaufania do współobywateli, rządu i systemu jako takiego.

Dania wydaje budżetowe minimum na obronę, jednak choć służba wojskowa jest obowiązkowa, szansa, że kraj zdołałby się obronić w sytuacji zagrożenia, jest znikoma. Ale Dania nie ma powodu obawiać się sąsiadów, ponieważ ze wszystkimi utrzymuje bardzo dobre stosunki. Jak to ujął Christian, "Życie staje się o wiele łatwiejsze, kiedy możesz zaufać innym".

- Duński system pomocy społecznej ma w tym swój udział? - zapytałam. - Do pewnego stopnia. Kiedy wszyscy są traktowani równo i otrzymują jednakową pomoc ze strony państwa, ubywa powodów do nieufności. Jak zmieniłaby się sytuacja, gdyby do władzy doszła prawica albo skończyły się budżetowe pieniądze? Co by się stało, gdyby państwo przestało dbać o obywateli i jak wpłynęłoby to na legendarnie wysoki poziom szczęśliwości Duńczyków?

- Dania nie jest tak szczęśliwym krajem wyłącznie dzięki pomocy państwa, rządom socjaldemokratów ani popularności naszych produktów - wyjaśnia mi Christian. - Duńczycy chcą, by ich kraj był postrzegany jako ostoja tolerancji, równości i szczęścia. To Dania pierwsza w Europie zakazała niewolnictwa i od dawien dawna promuje równość płci - pierwsze posłanki trafiły do parlamentu już w 1918 roku. Jesteśmy dumni z naszej reputacji i robimy wszystko, co w naszej mocy, żeby ją podtrzymać. W Danii szczęście jest procesem podświadomym, zakorzenionym w każdym aspekcie naszej kultury.

Po zakończeniu tej rozmowy wizja przeprowadzki na rok do Danii zaczęła mi się wydawać (niemal) pociągająca. Miło byłoby wsłuchać się we własne myśli. I po prostu pożyć. Tak przez jakiś czas. Kiedy mąż wrócił z pracy, powiedziałam cichutko, trochę jakbym to nie ja wypowiadała te słowa: "Yyy, no dobrze... myślę... że możemy się przeprowadzić".

Usłyszawszy to, Ludzik Lego, jak od tej chwili będę go nazywać, wykonał w kuchni całkiem uroczy taniec robota. Następnie chwycił za telefon i zadzwonił do swojego rekrutera, kwitując rozmowę okrzykiem radości. Następnego dnia wrócił do domu z butelką szampana i kółkiem na klucze z malutkim złotym ludzikiem Lego, które z namaszczeniem mi sprezentował. Podziękowałam na tyle entuzjastycznie, na ile pozwalało mi sumienie, i wznieśliśmy toast za wyjazd.

- Za Danię! (...)

Projekt "Szczęście"

Przez ostatnie kilka dni pobytu w Londynie niemal co godzinę sprawdzałam pogodę w Danii, próbując odpowiedzieć sobie na pierwsze z dręczących mnie pytań - jak to możliwe, że Duńczycy są takimi optymistami, skoro temperatura w ich kraju wynosi około -10 stopni Celsjusza? Sporym szokiem było też odkrycie, z jaką częścią naszych zarobków wrócimy do Wielkiej Brytanii. Dlaczego ten 50-procentowy podatek nie stanął im jeszcze ością w gardle? W obliczu faktu, że w Danii może nas czekać życie w ubóstwie, Ludzik Lego zachował stoicki spokój i skoncentrował się na imponujących skandynawskich projektach wszechobecnych w weekendowych dodatkach do gazet. Czy to możliwe, że Duńczycy za wystarczający powód do szczęścia uważają fakt, że ich gusta zyskały międzynarodowy poklask? - spekulowałam. Czy może chodzi o chodzi zastrzyk dopaminy wywołany ciągłą konsumpcją duńskich ciastek?

Interesowała mnie każda dziedzina życia, która mogła się przyczynić do poczucia szczęśliwości Duńczyków - od edukacji po stosunek do środowiska naturalnego, od genetyki po krzesła w gabinetach ginekologicznych (serio) i od relacji rodzinnych po kuchnię (drogi Czytelniku, czy miałeś okazję spróbować świeżo upieczonej duńskiej słodkiej bułki? Są pyszne. Nic dziwnego, że Duńczycy tak się cieszą życiem). Zamierzałam każdego miesiąca przyswoić jakąś nową umiejętność i zacząć z niej korzystać. W trakcie czekającej mnie wyprawy - zarazem osobistej i zawodowej - miałam się dowiedzieć, dlaczego mieszkańcy Danii są tacy szczęśliwi. Zebrane informacje posłużą mi - a przynajmniej taką miałam nadzieję - do zagwarantowania sobie pełnej uśmiechów przyszłości.

Projekt "Szczęście" czas rozpocząć.



Fragment książki Helen Russell "Życie po duńsku. Rok w najszczęśliwszym kraju na świecie". Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kraków 2017.

Skróty i śródtytuły pochodzą od redakcji.


Reklama

Najlepsze tematy