Przejdź na stronę główną Interia.pl

Wszystko co najważniejsze

Nauczyły się cenić życie, wiedzą, że szczęście nie przychodzi łatwo. Dojrzały - szkoda im czasu na złudzenia. Stać je na szczerość. Cztery kobiety. Różne zawody i życiorysy. Katarzyna Groniec, Lidia Popiel, Katarzyna Herman i Ewa Kasprzyk odpowiadają na pytania, które zadaje sobie każda z nas.

Katarzyna Groniec, wokalistka

Małżeństwo czy wolny związek?

Reklama

Małżeństwo mnie przeraża i przerasta. Nie należę do osób, dla których ważny jest ślub kościelny, przysięga przed Bogiem. Jestem tęskniącym niedowiarkiem. Nie mogłabym wziąć ślubu, który byłby pustą formą. Chciałam zostać matką chrzestną choć jednego z dzieci siostry, ale też nie mogłam tego zrobić. Czułam, że to byłoby nadużycie.

Samotność czy związek z rozsądku?

Z rozsądku. Tyle że jeszcze nie dziś. Czy trzeba oczekiwać ciągłych fajerwerków? Trwają najwyżej dwa lata. Niezależnie od tego, czy będę z Bruce'em Willisem czy Zdziśkiem Pipsztyckim, pewnego dnia obudzę się obok kogoś, kto rano nie wygląda najlepiej. Brałam zakochanie, namiętność, seks za miłość. I nie stworzyłam długotrwałego związku. Mężczyźni pojawiali się "na zakładkę". Mam dość. Nie chcę, by pogoń za króliczkiem doprowadziła mnie do śmierci w samotności.

Gdybym musiała wybrać: sztuka albo miłość?

Niestety, wybrałabym sztukę. Może zmienię zdanie, gdy doświadczę długoterminowej miłości?

Macierzyństwo...

Zaszłam w ciążę szybko i niespodziewanie. Gdyby trzeba było decydować, zawsze miałabym wątpliwości, czy to odpowiedni moment, czy to ten mężczyzna. Wpadłam w depresję poporodową. Było mi wstyd, że nie kocham od razu swojego dziecka. Schudłam do 44 kilogramów i obcięłam włosy prawie na łyso, na znak protestu. Inaczej nie potrafiłam wyrazić, że cierpię. Patrząc na moją kondycję psychiczną i dojrzałość z czasu, gdy zostałam mamą, wiem, że córka pojawiła się za wcześnie.

Chciałabym, żeby moja córka…

Miała poczucie własnej wartości i nie przeglądała się w oczach mężczyzn. I żeby nie traciła czasu na rozpamiętywanie przeszłości ani na planowanie świetlanej przyszłości - chcę jej oszczędzić tego, co było moim udziałem. Mania ma wiele talentów, fascynacji, ale wciąż szuka swojej drogi. Chciałabym, żeby miała pasję. Świetnie rysowała, więc ją do tego zachęcałam. Dziś twierdzi, że nienawidzi rysować, więc ja już niewiele mówię.

Zrozumiałam, że jestem silna, gdy…

po rozwodzie wylądowałam z półroczną córką w wynajętym mieszkaniu. Były w nim łóżko, kojec i szafa. Po czterech latach dołączył kot. Mogłam wrócić do rodziców, ale uznałam, że to byłaby porażka. Zawalczyłam o siebie. O nas.

Największą próbą w moim życiu były…

ostatnie trzy lata. Wirowało moje życie, a Mania zaczęła dojrzewać. Jej wchodzenie w młodość, czas gimnazjalny były tragiczne. Nie chcę o tym opowiadać, ale obie szukałyśmy pomocy. Co jakiś czas zdarzały się w moim życiu sytuacje, gdy wydawało mi się, że się z nich nie podźwignę. Dziś wiem, że jeśli spadam na dno, uruchamiam siły, o które siebie nie podejrzewałam. Nie chowam głowy w piach. Potrafię przetrwać.

W moim wieku…

Mam 38 lat. Boję się czterdziestki, lecz nie uważam, że czegoś mi już "nie wypada". Ograniczenia? Tylko biologiczne. Może np. za późno już na drugie dziecko? Gdybym teraz je urodziła, mogłabym dać mu więcej niż Mariance.

Przemijanie…

Nie boję się śmierci, ciekawi mnie. Przeraża starość, niedołęstwo i to, że nie będę mogła stanowić o własnym ciele. Chciałabym zalegalizowania eutanazji, bo wszystko się we mnie buntuje, gdy odmawia się śmierci ludziom uwięzionym w wegetującym ciele. Cierpienie nie uszlachetnia. To bzdura.

Poprawianie urody...

Było mi wstyd, gdy w którejś z gazet mocno "wyczyścili" moją twarz - nawet jako 18-latka nie wyglądałam tak atrakcyjnie. Wokół coraz więcej kobiet wygląda coraz młodziej i mówią, że mają dobre geny. Od nadmiaru dobrych genów z trudem otwierają usta, inne mają permanentny wytrzeszcz. Gdy byłam bardzo młoda, mówiłam, że trzeba starzeć się z godnością. A dziś? Jeśli uznam za stosowne, zestarzeję się "bardzo niegodnie".

Lidia Popiel, fotografka

Największy sukces?

Zostałam wykładowcą na wydziale fotografii w Warszawskiej Szkole Filmowej, choć jestem samoukiem. Stojąc przed grupą studentów, bałam się klęski. Na zakończeniu roku wzruszona powiedziałam im, że zmienili moje życie. To prawda.

Największy kompromis w moim życiu?

Pogodzenie życia rodzinnego z pracą. Choć to mąż gotuje, a ja asystuję, myślę, że była w nim tęsknota za mną - kobietą domową. Typowa dla mężczyzn jego pokolenia. Ten schemat irytuje. Choć jest i dobra strona. Ci mężczyźni stawiają sobie za punkt honoru, żeby zarobić na rodzinę. Chcą, by kobieta mogła się na nich oprzeć. Niestety, to oparcie bywa złudne. Mężczyźni czasem odchodzą.

Małżeństwo czy wolny związek?

Wolny związek, choć to trudniejsze. Pobraliśmy się w połowie trwania naszego. Nie poczułam różnicy. Urzędniczka zapytała, czy przyjmę nazwisko męża. Zawahałam się. Przyjęłam. W dokumentach mam Linda, używam Popiel. Nie myślę o sobie "mężatka". Recepta na nasz związek? Dajemy sobie wolność. Bywa, że sama jadę w góry i pozwalam mężowi jechać nad morze - on je woli.

Gdy zostałam mamą...

Dziś uważam, że bez córki moje życie byłoby niepełne. Jednak długo nie wyobrażałam sobie, że będę mamą. Bałam się, że dziecko zabierze mi wolność, więc aż do porodu pracowałam i prowadziłam samochód - coraz dalej odsuwałam fotel od kierownicy. A zaledwie dwumiesięczną Olę zabrałam na sesję - fotografowałam suknie ślubne. Zdjęcia i tak się nie udały, wyszły prześwietlone.

Rada, jaką udzieliłam córce?

Obiecuję sobie, że na 18. urodziny Oli, podaruję jej zeszycik pełen rad, które poprowadzą ją w dorosłość. Napiszę, by zawsze szukała dobrych stron w ludziach i życiu, bo ludzie stają się lepsi, kiedy dobrze się ich traktuje.

Moi rodzice mieli rację...

mówiąc, że nie wolno kłamać. Mama nauczyła mnie być pracowitą i zachowywać godność. Wychowywała nas sama i powtarzała, że ma do nas zaufanie. Gdy wychodziłam z domu na noc, słyszałam: "Wierzę, że nie narobisz głupstw". To dyscyplinowało mocniej niż zakazy, kary. Jestem inna - tak boję się o córkę, że umieram z niepokoju, gdy znika wieczorem z domu.

Chciałabym dostać od mężczyzny...

Sportowy samochód wysokiej klasy byłby OK. Resztę mogę kupić sobie sama (śmiech). Mąż dał mi stabilizację. Wierzę w to, że nie zeświruje (śmiech). I nie pojedzie na miesięczną balangę z kolegami. Na mężczyzn patrzę dziś z zachwytem. Z wiekiem doceniam ich radość życia graniczącą z ryzykanctwem.

Największym ryzykiem było…

odejście od pierwszego męża. Małżeństwo rozpadło się nie z mojej winy, ale on potem prosił, byśmy do siebie wrócili. A ja odcięłam lata wspólnego życia, wzięłam na siebie odpowiedzialność za rozwód. Choć nie wyglądało na to, że drugi związek ma wielkie perspektywy. Czułam, że muszę tak postąpić. To była dobra decyzja.

Kryzys wieku średniego…

Sprawdzę w encyklopedii, co to. Jeśli to, o czym myślę, też chcę mieć (śmiech). Czuję się dziewczyną, no trudno. Koleżanki, mając 30 lat, obcinały włosy. Ja nie. Ubolewam, że nie chodzę w krótkich spódniczkach - ciało się zmieniło, ale jestem wolna, nie czuję, że coś powinnam. Jako staruszka, siedząc w kawiarni i widząc młodego kolesia na motocyklu, powiem: "Fajne ciacho!". Wtedy mi to ujdzie. Starość widzę tak: szampan od rana i śmieszne komentarze.

Uroda…

Zabieram szpilki do szkoły filmowej. Prowadzę w nich zajęcia - mam wtedy 182 cm wzrostu. Moja mama cieszyła się, że zostałam modelką. Była piękna. Obserwowałam ją z okna, gdy wychodziła na sylwestra. Szpileczki, suknia. Niedawno opowiadałam jej, że moja córka nie chciała wyjść z domu bez makijażu. Mama powiedziała: "Tak trzymać!". Przemijanie urody traktuję nieco buntowniczo. Nie zrobię w ukryciu operacji plastycznej. Będę obnosić swoją twarz, mówiąc kobietom o chirurgicznie poprawionej urodzie: "Widocznie mam kiepskie geny i starzeję się szybciej niż wy!".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje