Przejdź na stronę główną Interia.pl

Wietnam jest blisko

O Hanoi, stolicy położonej na północy, w delcie rzeki czerwonej, mówi się, że to głowa Wietnamu. 1600 kilometrów na południe mieści się dawny Sajgon, dziś Ho Chi Minh City. Pomiędzy nimi kryją się piękne plaże, pola ryżowe, porośnięte plantacjami góry i zatrzymane w czasie hoi an – miasteczko jak z bajki opowiadanej od wieków wciąż od nowa. Zobaczysz to wszystko za mniej, niż myślisz.

Miss, lampiony na szczęście! - dziewczynka z twarzą oświetloną niesionymi na tacy świeczkami nie odstępuje mnie na krok. "Na szczęście!", przekonuje. Kupuję dwie lampki ubrane w papierowe klosze i kładę je na wodzie. Płyną z nurtem rzeki Thu Bon, łączącej Hoi An z Morzem Południowochińskim. Tanio można w Wietnamie kupić szczęście, bo już za dolara. Zresztą cała moja wietnamska podróż jest zaskakująco tania. I pomyśleć, że jeszcze niedawno myślałam, że nie będzie mnie na tę wyprawę stać! Na dodatek przed chwilą zamówiłam dwie sukienki u krawcowej. Każda po 25 dolarów wraz z materiałem. Ale po kolei. 

Reklama

Hoi An, w centralnym Wietnamie, od wieków było miastem kupców i żeglarzy, którzy zbijali majątki na handlu jedwabiem, herbatą, masą perłową, porcelaną i przyprawami. Osiedlali się tu, inwestując fortuny w wystawne posiadłości i świątynie. Ich niskie domy o masywnych dachach krytych ciężką ceramiczną dachówką tworzą niesamowity klimat Hoi An. To w nich mieszczą się zakłady krawieckie. Trafiam do pracowni Thien Thi, prowadzonej przez trzy miłe krawcowe, które na mój widok zaczynają ściągać z półek wielkie bele materiału. Wybór jest tak duży, że nie mogę się zdecydować. W końcu wskazuję najmilszy w dotyku jedwab zmieszany z bawełną. Zostaję zmierzona, a moje wymiary dyktowane są na głos - tajnym szyfrem, bo po wietnamsku. Dyskutujemy o cenie. Ta pierwsza zawsze jest zawyżona. Kończymy negocjacje, gdy widać, że krawcowe nie zejdą niżej. Odbiór następnego dnia.

Po spokoju Hoi An dawny Sajgon, dziś Ho Chi Minh City, nokautuje mnie wszechobecnym zgiełkiem. Mam wrażenie, że przejęły go we władanie skutery. Jest ich w tym mieście aż 7 milionów! Oznacza to, że skuter ma tu każdy, łącznie z dziećmi. Przejście na drugą stronę ulicy to nie lada wyczyn. Pojazdy jadą na zakładkę, w kilku rzędach. Metoda jest tylko jedna - nie panikować, wejść na jezdnię i powoli zagłębiać się w skuterowy ruch. Spokój odnajduję dopiero w Pierwszej Dzielnicy, gdzie czuję się trochę jak w Europie. 

Pod koniec lat 70. XIX wieku nazywano Sajgon Paryżem Wschodu. Wokół wytyczone przez Francuzów szerokie bulwary ocienione drzewami, kolonialne pałace, parki, kawiarnie, a w tle strzelające w niebo szklane wieżowce. Z wietnamskich miast Sajgon jest nie tylko największy, ale też najbardziej wielkomiejski. Na placu Lam Son podziwiam gmach Teatru Miejskiego, dawnej opery, której marsandowy dach, kremowa fasada, kolumny i łuk portalu przywodzą na myśl Paryż. Po lewej stronie kolonialny hotel Continental z 1880 roku, gdzie w pokoju 214 Graham Greene napisał "Spokojnego Amerykanina". Za to tuż obok neogotyckiej katedry odkrywam swój ulubiony budynek. To Poczta Główna, która na pierwszy rzut oka przypomina potężny XX-wieczny dworzec. Zaprojektowała ją pracownia Gustawa Eiffela, więc konstrukcja opiera się na żelaznych łukach oraz kolumnach, które nie tylko dźwigają ściany i sufit, ale także stanowią element dekoracyjny. Zachwyca mnie też podłoga wyłożona ceramicznymi kaflami. Za grosze wysyłam pocztówki i pędzę na lotnisko. 

Wietnam jest bardzo długi - liczy 1750 kilometrów - i z Sajgonu do Hanoi najszybciej dostać się samolotem (za bilet w obie strony płacę zaledwie 240 zł!). W Hanoi o tej porze roku jest o wiele zimniej. Serce miasta to jezioro Hoan Kiem. Na jego północnym brzegu rozłożyło się gwarne, pełne splątanych ulic stare miasto, na południowym - Dzielnica Francuska, gdzie zamieszkałam. Na wyspie na jeziorze wznosi się osłonięta drzewami świątynia Jadeitowej Góry. Prowadzi do niej wygięty w łuk czerwony most. Po przeciwnej stronie z toni wynurza się Wieża Żółwia. Polityczne centrum Hanoi wyznacza monumentalny plac, na którym Demokratyczną Republikę Wietnamu proklamował 2 września 1945 roku sam Ho Chi Minh. Na środku stoi Mauzoleum, gdzie złożono zabalsamowane ciało "ojca narodu". Wstęp do niego jest darmowy. O świcie jem zupę pho za dolara w ulicznej garkuchni, siedząc na stołeczku tak maleńkim, że kolana mam prawie pod brodą. Wciąż zaspana ruszam do zatoki Ha Long. Dżonką z zadartym dziobem płynę w rejs, mając w pamięci legendę o smokach, którym tak spodobały się spokojne wody tej zatoki, że postanowiły w nich zamieszkać.

Jak dolecieć?

Za bilet z Warszawy do Hanoi (z przesiadką w jednym z europejskim miast) zapłacimy od ok. 2000 zł - wszystko zależy od tego, jak wcześnie go zarezerwujemy i czy akurat trafimy na jakąś promocję (Qatar, Air France, KLM, Emirates). Loty do Ho Chi Minh City są nieco tańsze (od ok. 1700 zł). Bezpośrednio możemy się tam dostać z Warszawy czarterem Rainbow Tours (tu warunkiem jest pobyt ograniczony do 12 dni, cena: od 2400 zł). Wiza jednokrotna, 14-dniowa - 239 zł; 30-dniowa - 300 zł. Ambasada Socjalistycznej Republiki Wietnamu, ul. Resorowa 36, 02-956 Warszawa; tel. 22 651 60 98; pieniądze: dong (VND) 10 000 VND = 1,60 zł.

Gdzie mieszkać?

Pokój dwuosobowy w najtańszych hotelikach znajdziemy już za 20 dol., ale nie spodziewajmy się luksusów. Za 50-80 dol. czeka nas wysoki standard, świetna obsługa, często basen i spa, np. klimatyczny hotel Cinnamon położony w centrum Hanoi. W cenę pokoju (60 dol.) wliczone są powitalny masaż stóp, śniadanie, wi-fi oraz lista najważniejszych słów i wyrażeń w języku wietnamskim. Pokoje są duże, ładnie urządzone. Można zamówić transfer z lotniska. 

Co zwiedzać?

Rejs po zatoce Ha Long Najpopularniejszym sposobem na odwiedzenie tego miejsca są zorganizowane wycieczki z Hanoi. W pakiecie mamy transfer z i do hotelu, rejs dżonką, noc lub dwie na łodzi, bilet wstępu na teren zatoki, zwiedzanie jaskini i pływającej wioski oraz wszystkie posiłki. Dodatkowo trzeba zapłacić za napoje. Koszt zależy od standardu łodzi i liczby pasażerów. 2 dni: od 80 do 350 dol. za osobę. 

ANNA JANOWSKA

PANI 2/2018

Zobacz także:

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama