Przejdź na stronę główną Interia.pl

W życiowej roli

Feministka po latach zostaje szczęśliwą gospodynią domową. Dziewczyna z tradycyjnego domu ostrzy pazury i wprowadza dyktaturę. Z cichej myszki wyrasta liderka w związku. Życie czasem potwierdza, a czasem weryfikuje nasze wyobrażenie o małżeństwie. Jaką żoną jest Polka? Pięć historii kobiet dowodzi, że „wszystko płynie”. Zmieniają się role, poglądy, układ sił. Coś jednak jest pewne: to, że nie ma jednego modelu szczęścia i że najważniejsza jest miłość.

Ona po pracy gotuje i czeka na męża z obiadem. Nie ma feministycznych poglądów, nie opala się toples, bo on tego nie lubi. Nie jest zdominowana. Wierzy w patriarchat z ludzką twarzą. Majka i Kamil ze Szczecina

Reklama

- Wiesz, że w niektórych krajach je się strzygi? - kręci głową Majka. Kamil wybucha śmiechem: - Chyba strzykwy? Strzyga to straszydło ze słowiańskich baśni. A strzykwa to szkarłupnie. W Azji rarytas, choć wygląda obrzydliwie. Majka wzrusza ramionami: wielkie rzeczy, przejęzyczyła się. Kamil całuje ją. - Dasz szarlotkę? - Spadaj - Majka dąsa się na pokaz. Ale po chwili na stół wjeżdża ciasto. - On dużo wie, jest moim autorytetem - opowiada Majka. Ostatnio na babskiej imprezie kolejny raz usłyszała: Jesteś jak piesek na smyczy... - Staram się tłumaczyć przyjaciółkom, że one mają prawo do swoich wyzwolonych poglądów, a ja widzę w patriarchacie kilka dobrych stron.

Bohater jest zmęczony

Rodzinny dom Majki w Barwicach, 30 lat temu. Mama wchodzi do pokoju z tacą, dookoła stołu trójka dzieci i tata. Na tacy... - Zdjęcia. Mama fotografowała, tata urządził jej ciemnię. Co jakiś czas robiła pokazy swoich zdjęć. Byłam z niej dumna. Pracowała w przedszkolu, na szesnastą szykowała obiad, tata miał wyprasowane koszule i czyste buty. Ja też czasem czyszczę Kamilowi sztyblety. Czy to źle? - pyta Maja. - W różnych wywiadach czytam, że ludzie tęsknią za tradycyjnym domem. Dlaczego więc sami takich domów nie budujemy, wyśmiewamy kobiety, które po pracy wkładają fartuszek?

Majka nad parującym garnkiem. Gulasz prawie gotowy, ona siedzi na blacie, lewą ręką miesza w garnku, w prawej trzyma książkę. - Śmieszne, co? Gosposia z zacięciem intelektualnym? Ja chcę tylko powiedzieć, że można się realizować jako żona i nie zgłupieć. Kiedy Kamil wraca z pracy (jest chirurgiem w szpitalu, przyjmuje też w prywatnej przychodni), obowiązuje "doktorski kwadrans". - Ula, 14-letnia córka, musi poczekać z pytaniem o pieniądze na buty i innym ważnymi sprawami, aż tato umyje ręce, przeczyta maile. - On naprawdę ciężko pracuje. Nawet nie chodzi o to, że zarabia trzy razy tyle co ja. Ja prowadzę archiwum w urzędzie. Kamil składa kości, operuje, ponosi sto razy większą odpowiedzialność. To przecież naturalne, że zasługuje na wypoczynek w domu.

Biała czy czarna?

Kamil nosi dżinsy i conversy. - Jest nowoczesny, chociaż ma konserwatywny światopogląd - opowiada Majka. Poznali się na obozie zorganizowanym przez duszpasterstwo akademickie. - On grał na gitarze i dyskutował o Mertonie. Robił wrażenie. Katolickie poglądy ich zbliżyły. - Mój tato był członkiem służby kościelnej Totus Tuus, rosłam w duchu tzw. wartości. Miałam przyjaciółkę na studiach genderowych, nie krytykowałam feministek. Ale też nigdy nie wstydziłam się mówić, że odpowiada mi model rodziny z ojcem u szczytu stołu. Zakochałam się w Kamilu, bo mi się podobało, że także dla niego rodzina jest najważniejsza - mówi Majka.

Zapytana o poczucie niezależności w związku, długo się zastanawia. - Niektórzy myślą: jeśli nie jesteś zdeklarowaną feministką to znaczy, że jesteś zacofana. Nie ma nic pośrodku: wyzwolona albo zniewolona. A ja jestem w tej "szarej strefie". I dobrze mi tu. Przeważnie...

Moja muzyka

Wrzesień tego roku. Agencja modelek organizuje casting w centrum handlowym. Kiedy Kamil wchodzi do domu, Ula stoi "przyklejona" do ściany w przedpokoju, Majka robi kreskę nad jej głową, mierzy. Metr siedemdziesiąt cztery - dużo jak na jej wiek. - O czym myślicie? - pyta Kamil. - Zastanawiałyśmy się, czy Ulka mogłaby pójść na ten casting... - zaczyna Majka. - Głupi pomysł - poważnieje Kamil. - Możemy pogadać? - pyta Majka. - Jasne... Po półgodzinie Ula, widząc minę mamy, nie musi pytać. Raczej zostanie bioinżynierem, jak chce ojciec, niż modelką.

- Decyduje przeważnie Kamil, ale zanim zgodzę się z jego stanowiskiem, on musi mnie przekonać - mówi Majka. - Nie podoba mi się, kiedy mąż coś postanawia sam. Mały kaliber: bez pytania włącza swoją ulubioną płytę w aucie. Kaliber duży? Miesiąc temu w szkole angielskiego chciałam opłacić semestr zajęć córki. Karta nie działa, brak środków. Jakim cudem? Było mi wstyd. W domu okazało się, że Kamil zmienił limit na tygodniową wypłatę. Byłam wściekła. Rozumiem, że oszczędzamy. Rozumiem, to Kamil odpowiada za domowe wydatki. Ale nie rozumiem, dlaczego nie poinformował mnie o zmianie - opowiada. Mąż się tłumaczył: miał powiedzieć, zapomniał. Trzeba się ograniczać, skoro myślą o prywatnym liceum dla Uli... Majka w nocy nie może zasnąć, płacze. Zignorował ją. Rano pytanie córki o zapuchnięte oczy zbywa wymówką: jakieś uczulenie. Ulka mówi cicho: "Chyba na ojca".

Kompromis zapięty pod szyję

Majka pamięta wypracowanie Uli "Ja za dziesięć lat". - Wolna, samowystarczalna, taka chce być. Mówię jej: sama wybierzesz. A ona się zastanawia: "Mamo, wściekłaś się w taksówce na kierowcę, który jechał za wolno, ale przecież to tata wnerwił cię kartą. Czyli nosisz w sobie stres. Powiedz raz ojcu: stop! Teoretycznie córka ma rację, ale przecież nie chodzi o bunt, tylko o to, by się dogadywać - mówi Majka. Nie chce awantur. Kiedy jest zła albo smutna, zamyka się w sobie. Wie, że za dwa dni jej przejdzie.

Ostatni weekend, ona na wieczorze panieńskim koleżanki. Rzuca okiem na wyświetlacz komórki: cztery nieodebrane połączenia. Kamil. I dwa sms-y: "Jak się bawisz?" i "Co się z tobą dzieje?". - Drugi oznaczał kłopoty - wyznaje. - Mąż lubi wiedzieć, co robię, gdy jestem poza domem. Brak kontaktu go irytuje. Ale to przecież dlatego, że się o mnie martwi - przekonuje Majka. Idzie na balkon, żeby oddzwonić. Po drodze łapie "te" spojrzenia. - One myślą, że mój związek to przeżytek, klatka. Niedawno przyjaciółka pokazała mi nasze zdjęcie ze studiów - jesteśmy na plaży, opalamy się toples. Zapytała: "I co, dziś byś tak zrobiła?". Nie zrobiłabym, bo Kamil tego nie lubi. Także kiedy rozpinam za mocno bluzkę. Nie chwalę się więc dekoltem.

Małe ustępstwo jest nieważne. Ważne jest to, co daje mi Kamil - poczucie bezpieczeństwa. A moje przyjaciółki i tak będą musiały nauczyć się kompromisów. I trudno, niektóre będą bolały - zawiesza głos Majka. Który zabolał ją najbardziej? - Kiedy urodziłam córkę, chciałam szybko wrócić do racy. Mąż był przeciwny. Pięć lat tęskniłam za pracą, w tajemnicy szukałam dobrej opiekunki, potem przedszkola, żeby przekonać Kamila: Ulce będzie tam świetnie. Nie udało się. Nie żałuję. Choć mam świadomość, że w tamtym czasie mogłam wskoczyć na stanowisko szefowej działu. Zajęła je koleżanka, z którą siedziałam biurko w biurko. A miała gorsze CV.

-------------

W tym domu to ona ustala, co się je, wybiera meble, przyjmuje lub odrzuca zaproszenia na imprezy. On szanuje jej decyzje. Dorota i Marek z Warszawy

Co to? - Marek rozgrzebuje widelcem zielone kępki na talerzu. - Jarmuż. Teraz będziemy jeść zdrowo. Czytałam w internecie, jak kończą ludzie odżywiający się mięsem. Koniec z kotletami - mówi Dorota stanowczo. Marek niezadowolony. Żeby normalny facet jadał jak królik? - No nie wiem... - Wystarczy, że ja wiem! - kwituje ona. - Mężczyźni są mało decyzyjni. W szkole i na studiach byłam członkiem grup, gdzie "działali" chłopcy: w drużynie harcerskiej, samorządzie. Zawsze irytowało mnie wahanie: gdzie rozpalimy ognisko? Ja szybko pcham sprawy do przodu.

Posłuchaj, góralu

Dorota i Marek są małżeństwem od pięciu lat. Tradycyjny ślub odbył się pod Poroninem, wesele w gospodzie z góralską kapelą i wodzirejem. Pamiętam, jak w trakcie ustalania szczegółów Marek powiedział: "Żeby im tylko do głowy nie przyszło urządzać konkursy podczas oczepin". Powiedziałam mu: "Patrz, jak to się robi". Spojrzałam góralowi w oczy: "Tylko żadnych numerów z przeciąganiem jajka przez nogawki. Czy pan to rozumie?!". Góral powtórzył: "Żadnych jajek". Od tego momentu Marek miał świadomość, z jaką babą ma do czynienia, mógł się jeszcze wycofać - żartuje Dorota. Ma dyplom ASP, jest projektantką ubrań. Marek skończył AWF, pracuje jako fizjoterapeuta. Rozkręca firmę. Nie mają dzieci, mieszkają na warszawskim Bemowie.

- Ja urządziłam mieszkanie, Marek zdał się na mnie. Gdy zobaczył efekt, odetchnął. Jest zadowolony, że nie musi robić rzeczy, których nie umie. Ja się cieszę, że mnie słucha. - Chyba będę chora - mruczy Dorota spod koca. - Co ci, kochanie, przygotować? - pyta mąż. - Kanapka z dżemem i kakao - ordynuje ona. - I wyjmij naczynia ze zmywarki. A, jeszcze kotu trzeba żwirek zmienić - dorzuca. - Mama nauczyła mnie: wchodząc w związek, mów facetowi, że nie potrafisz gotować, prać, sprzątać. Jeśli cię kocha, zajmie się tym. Jak nie, zmieniaj faceta - uśmiecha się. Na krótko, bo mama tylko żartowała.

Ja wam pokażę

Dorota w dzieciństwie chciała mieć psa. - Pekińczyka. Takiego miała moja przyjaciółka. Ale na pytanie o psa była zawsze odpowiedź: "Żadnych zwierząt w domu". Także: żadnych wizyt koleżanek, wyjazdów pod namiot, nastroszonych włosów, wyjść na koncerty. Ojciec był despotą - opowiada Dorota. - Mama nie miała przyjaciółek, nie mogła się ruszyć bez taty. On decydował - wybrał dla mnie imię od bierzmowania i buty na studniówkę. Nie rozumiałam, jak mama godzi się na taki reżim. Ale na każdym kroku odkrywałam, że jestem do ojca coraz bardziej podobna, że chyba odziedziczyłam po nim gen władzy. Wierzyłam jednak, że wykorzystam go lepiej.

Dowiedz się więcej na temat: małżeństwa | związek | równouprawnienie | feminizm | rodzina | ślub

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje