Przejdź na stronę główną Interia.pl

W imię siostry - część II

Jej najbardziej wyrazistą cechą jest niezależność w myśleniu. Jeśli popada czasem w przesadę, to jest to przesada polemiczna.

Po jednej stronie barykady

- Mężczyźni też się zmienili - przekonuje Szczuka. - Dotarło do nich, że istnieje dyskryminacja i że to jest problem. Już widzą, że kobiety nie mają równego startu, a dobrze byłoby, gdyby miały. Kiedy zaczynałyśmy z siostrami upowszechniać feminizm, budziłyśmy pobłażanie, zdziwienie lub agresję. Dziś to już przeszłość. Minęła epoka, kiedy mówiło się, że "miejsce kobiet jest w kuchni". Mamy w tym swoją zasługę. Jednoczyłyśmy działania: Agnieszka Graff, Kinga Dunin, Wanda Nowicka, Kasia Bratkowska, Sławomira Walczewska i wiele innych. A jeszcze nasze profesorki, które założyły Gender Studies w Warszawie. Wyszło mnóstwo książek i prac naukowych na ten temat. Nadrabiamy wieloletnie zaległości, widzę wielki postęp - opowiada Szczuka.

Reklama

- Pamiętam, zdziwiłem się, że ona, feministka, miała kiedyś męża - wspomina Wojciech Jagielski. - Nasza znajomość zaczęła się burzliwie. Podczas nagrań do "Dwururki" skakaliśmy sobie do oczu tak, że producent musiał nas rozdzielać. Po pierwszym programie zaproponowałem Kazi, że ją odwiozę do domu. Droga trwała piętnaście minut, a my zdążyliśmy się w tym czasie dwa razy pokłócić. Powiedziałem: "Moja żona jest lekarzem", a powinienem powiedzieć "lekarką". Usłyszałem, że jestem infantylny ze swoim "wampirem". Po trzech odcinkach nasz program zdjęto z anteny. A ja do dziś myślę o Kazi, że to najoryginalniejsza kobieta, jaką spotkałem w życiu. Na początku na każdy temat miałem inne zdanie. Niepostrzeżenie przeszedłem na jej stronę i zyskałem uznanie feministek.

Jagielski przyznaje, że to pod wpływem Kazi zaprzestał opowiadania seksistowskich żartów.

Kazimiera Szczuka ceni kontakt z seksuologiem prof. Zbigniewem Izdebskim. Niedawno wzięła udział w organizowanej przez niego Ogólnopolskiej Debacie o Zdrowiu Seksualnym Polaków. Opowiadała o tym, że w literaturze kobiety zaczęły same zapisywać swoje erotyczne doświadczenia. Powołała się na Irenę Krzywicką i Virginię Woolf. - Od metaforycznej zmysłowości aż po pornografię kobiety szukają w sztuce własnego głosu - mówiła Kazia. - Ciekawe, jak wyglądałby świat kobiecych fantazji seksualnych, gdyby nie był reprodukcją oczekiwań mężczyzn. Kobiety nie potrafią swojego popędu wyrazić, bo w swojej seksualności czują się zagrożone, dopóki istnieją przemoc seksualna, gwałty i handel żywym towarem.

Ma koleżanki, które prowadzą różne warsztaty dla kobiet, w tym z edukacji seksualnej i samoobrony wendo. - Opowiadam o ich pracy, zachęcając młodzież, żeby korzystała z tych kursów. Uważam to za swoją misję. Od trzech lat prowadzę seminarium w warszawskim Wielokulturowym Liceum Społecznym imienia Jacka Kuronia. Oglądamy filmy, czytamy książki i rozmawiamy o wszystkim, o czym młodzież chce rozmawiać. Ponieważ często brakuje mi czasu na pisanie, drażni mnie, że co wtorek muszę być punktualnie o 10.15 w szkole na Pradze, ale na widok dzieciaków wszelkie rozdrażnienie mija. Ta dzisiejsza młodzież jest przezabawna i naprawdę pod wieloma względami wspaniała - zachwyca się Kazia.

Nie muszę wariować

Teraz już wiem, co miała na myśli Agnieszka Graff, pisarka i feministka, kiedy powiedziała, że w rozmowach z Kazią każdy najbardziej banalny temat nabiera głębszego sensu, staje się punktem wyjścia do dyskusji, pretekstem do znajdowania kulturowych kontekstów. Niby takie zwykłe babskie gadu-gadu, a daje do myślenia. Kazia jest inspirująca, zgodnie potwierdzają ci, którzy się z nią zetknęli.

- Potrafiłyśmy się tak zagadać, że zapominałyśmy o całym świecie - wspomina Agnieszka Graff. - Nie mogłyśmy przestać. Te rozmowy miały w sobie coś narkotycznego, wciągały i uzależniały.

Agnieszkę Graff zachwyca w Kazi przenikliwość, poczucie humoru i dar obserwacji. - Jej najbardziej wyrazistą cechą jest niezależność w myśleniu. Jeśli popada czasem w przesadę, to jest to przesada polemiczna.

To prawda, jej sprzeciw przybiera czasem ostre, kontrowersyjne formy. Potrafiła wylać na głowę piwo redaktorowi naczelnemu "Playboya". A jednego z dyrektorów TVP, Sławomira Zielińskiego, ostentacyjnie przed kamerami pocałować w rękę. W ten sposób odwzajemniła jego kurtuazyjny gest.

- Mam problem z tym, co napisałam kiedyś o Simone de Beauvoir - mówi Kazia. - Że intelektualistka musi być skandalistką, bo inaczej nikt nie będzie chciał jej wysłuchać. Wyszło na to, że próbuję zwracać na siebie uwagę ekscesami. Wciąż jestem pytana, czy skandal to jedyna strategia, żeby zaistnieć? Mówię, że nie, że bardzo wiele się zmieniło. Kobieta artystka nie musi już wariować ani tworzyć pod męskim pseudonimem. Bycie profesorką filozofii jak Simone de Beauvoir to dziś taki sam zawód dla kobiety jak każdy inny.

Do Kazimiery Szczuki wraca też wywiad, jakiego przed laty udzieliła "Wysokim Obcasom". - Byłam chyba jedną z pierwszych osób, które opowiedziały o sobie tak otwarcie. Do dziś muszę się z tego tłumaczyć - mówi Kazia. - Utrwaliło się, że zostałam feministką, bo miałam niedobrego tatusia, a wegetarianką, bo on był myśliwym. Bardzo sobie cenię kulturę psychoterapii, sama chodziłam i chodzę na terapię, traktuje to jak oczywistość. Ale dzieciństwo uważam już za rozdział zamknięty.

Magda Rozmarynowska

Przeczytaj pierwszą część artykułu

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje