Przejdź na stronę główną Interia.pl

Trudny rodzic

Mój ojciec niebieski ptak

No nie wytrzymam! Jak ojciec mógł mi to zrobić! Ten pierścionek był w rodzinie od kilku pokoleń. Nosiła go moja matka, oddała ojcu po rozstaniu. Myślałam, że ja go kiedyś dostanę, potem podaruję córce. A on, ten niedojrzały palant, dał go swojej nowej dziewczynie. Uduszę łajdaka. "Tato, jak mogłeś mi to zrobić! Czy ty nigdy, nigdy, nie możesz pomyśleć?!" - wrzeszczę.

Reklama

Patrzy na mnie osłupiały. Mruga oczami. Pojęcia nie ma, o co też może mi chodzić. Wielkie dziecko... Od początku taki jest, od chwili moich narodzin. Rockman. Muzyk. Późny ojciec - jest po czterdziestce, gdy przychodzę na świat. Matka ma bóle porodowe, on ma ją zawieźć do szpitala. Taki jest podekscytowany, że zapomina zabrać ją z parkingu i na porodówkę dociera sam. Zdumiony. Prawie widzę tę jego minę, jak z niedowierzaniem zagląda niemalże pod fotele. Na szczęście akurat wraca z nocnej zmiany sąsiad i on pomaga mamie.

Tata ma koncerty, ciągle jest w trasie. Ciągnie się za nim ogon fanek. Miewa przygody. A mama na co dzień ma mnie: pranie pieluch, przeciery z marchwi, kolki, rzadkie kupki, katar. I ma dosyć. Rozwodzą się. On się zarzeka, że będzie świetnym ojcem. Potrafi przez pół roku nie pamiętać o moim istnieniu, bo nagrywa płytę. Kończy i niezapowiedziany wpada z wizytą: siatki z pomarańczami, pudła czekoladek, cztery lalki Barbie naraz - bo nie mógł się zdecydować, która ładniejsza, i wziął wszystkie dla swojej "ukochanej córeczki".

Uwielbiam go. Jest zabawny, na luzie, nigdy na mnie nie krzyczy. W weekend u niego żywię się czipsami i colą, nie myję zębów. Mam dziesięć lat i tata zabiera mnie na próbę. Trwa do rana. Plączę się po garażu jego kumpla, znajduję w kącie butelkę ajerkoniaku. Próbuję. Potem jeszcze łyczek. Upijam się. Ojciec odwozi mnie do mamy. Kręci mi się w głowie i szybko zasypiam, ale pamiętam ich krzyki na korytarzu.

Ojciec bierze mnie jeszcze do siebie na dwa tygodnie latem i są to najnudniejsze wakacje mojego życia. Pamiętam z nich tylko błoto pod jego blokiem i to, że całe dnie oglądam "Gwiezdne wojny" na wideo.

A potem kurtyna. Ojca nie ma. Ani w weekend, ani w wakacje, ani w święta. Telefon w jego mieszkaniu milczy. Uparcie co sobota czekam na parapecie kuchennym wpatrzona w parking. Może zobaczę jego samochód? Może tym razem? Gdy zapada zmierzch, mama woła mnie na herbatę. Nie komentuje. Jestem jej za to wdzięczna. W szkole zmyślam historyjkę: ojciec zginął w wypadku samochodowym.

Trzynaste urodziny. Mama, ciocia Hania, dziadek, sąsiadka. Ja. Dzwonek do drzwi. Na progu - tata. W tej samej skórzanej ramonesce, z tą samą kitką związaną czarną gumką. Z torbami słodyczy i cytrusów. I koniem na biegunach. Stawia go na podłodze i patrzy zdumiony. Przenosi wzrok z konia na mnie, ze mnie na konia. Mam prawie 170 cm wzrostu i siodełko wypada gdzieś ponad kolanem. Nie chcę tego prezentu. Nic już od niego nie chcę. Koń znika nad ranem. A ojciec znów zaczyna wpadać regularnie co weekend.

Przebaczam mu po roku, tym bardziej, że idę do liceum i "stary muzyk" to niezły szpan. Odbiera mnie z imprez i jestem bardzo z tego dumna, dopóki za którymś razem nie postanawia pobawić się z nami. Wypija dwa piwa i podrywa jakąś siedemnastolatkę. Znów wraca to uczucie: wstyd mi za niego. Nasze relacje są coraz bardziej kumpelskie - nie takie jak moich koleżanek i ich ojców.

Tata podrzuca mi fajne płyty, załatwia wejściówki na koncerty, kupuje pierwszą skórę. Tuż przed maturą mama wygaduje się, że od roku nie płaci alimentów. Ona unosi się dumą. Ale ja nie dostaję się na dzienne studia, wybieram zaoczne, płatne. Skąd wziąć na czesne? Dzwonię do taty, ale mnie zbywa. Pozywam go do sądu, choć boję, że się obrazi. Znienawidzi mnie? On traktuje to jak świetny żart, dowcipkuje z sędziną, śmieje się, że i tak nie ma z czego oddać i niech komornik "wsadzi go do paki".

Jestem wściekła na niego. Idę na terapię. Prowadzący mówi: "Rodzic jest jak lustro. Nie lubimy w nim tego, czego nie akceptujemy w sobie. Czego pani nie lubi w ojcu?". Tego, że jest taki dziecinny, nieodpowiedzialny. A czy ja jestem dziecinna, nieodpowiedzialna? No, nie! Ja muszę być dojrzała, poważna - za siebie i za niego. A może... nie muszę? Terapeuta radzi: "Niech pani pozwoli ojcu się wykazać. Niech pani pozwoli mu być dobrym w tym, co mu wychodzi, do czego ma talent".

Myślę intensywnie nad tymi słowami kilka tygodni. A potem dzwonię do ojca, mówię wprost: "Słuchaj daruję ci ten dług, ale wakacje masz poświęcić tylko mnie. Zrób tak, żeby to były najlepsze wakacje mojego życia". I jedziemy w trasę po Europie. Berlin, Paryż, Amsterdam, Barcelona. Mieszkamy u jego znajomych w squatach. W wagonach pokrytych graffiti. W gotyckim zamku, po którego krużgankach wszyscy wieczorem spacerują nago. Chodzimy z koncertu na koncert, śpimy do południa, a potem urządzamy jam session. Jestem nieodpowiedzialna i dziecinna. On też. Dobra zabawa.

Ta sprawa z pierścionkiem to pierwsza nasza kłótnia od powrotu z wakacji. Tata nie wie, co powiedzieć. W końcu duka: "Maryśka, wybacz. Ja po prostu stary już jestem". Patrzę na niego: na zmarszczki, bruzdy, siwą brodę, ten kucyk nieszczęsny, taki już lichy i cieniutki. I dopiero widzę: on naprawdę jest stary. Nie można na niego krzyczeć. Trzeba jasno mówić, wyznaczać granice, stawiać wymagania.

"Tatuś, rozumiem, że kochasz Ankę. Ale to jest pierścionek mojej prababki i chcę go mieć. Poproś Anię, żeby go oddała, pomogę ci kupić jej nowy". "Dobrze, córuś, dobrze. Przecież dla ciebie wszystko"- mówi przepraszającym tonem. Jasne, tato. Ja przecież wiem.

Dowiedz się więcej na temat: toksyczna matka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje