Przejdź na stronę główną Interia.pl

To też jest moje dziecko!

"Jakie drugie?!", krzyczała. I płakała: "Nie chcę, nie mogę, nie zniosę tych brudnych pieluch". Powiedziała: "Myślę o aborcji". Patrzył zdumiony. Więc tłumaczyła, że przecież dopiero wróciła do pracy, że kariera, poza tym Pola dorasta, wreszcie mają trochę czasu dla siebie. Nie chciała być znowu gruba, wymiotować, rodzić w bólach. "Dla mnie to masakra, rozumiesz?", tłumaczyła. Nie rozumiał.

Reklama

Przez tydzień spali oddzielnie. Nocami tłukła się po kuchni, paliła. Śledził internetowe strony, które odwiedzała, wszystkie o aborcji: ceny zabiegów, metody. W SMS-ie do koleżanki napisała: "Słuchaj, a może poczekam na pływającą klinikę aborcyjną, będzie legalnie, bezpiecznie?". Szukała nawet środków farmakologicznych. "Jeszcze jest wcześnie, łyknę tabletkę, dwa dni bólu i poronię samoistnie". Gdy to usłyszał, myślał, że zwymiotuje.

Bezradność, to czuł najsilniej. To były najgorsze dwa tygodnie jego życia. Tak jakby coś mieć, a jednocześnie tego nie mieć. Chciał zamknąć ją w domu, kolega doradził: "Dzwoń na policję". Ale jak mógł donosić na kobietę, którą kochał? Więc tłumaczył, a ona krzyczała: "To mój brzuch, tak?! No to się odwal ode mnie!". Była taka bezuczuciowa, egoistyczna. Jednak cały czas wierzył, że tego nie zrobi.

W końcu dwa dni przed wizytą u lekarza przytuliła się i powiedziała: "Ono jest takie we mnie bezradne". A jednak to zrobiła. Dlaczego? Potem miliony razy sobie wmawiał, że użył za słabych argumentów, że krzyczał, zamiast przytulać, że nie obiecał, że weźmie urlop ojcowski. I że nie pojechał z nią do lekarza. Miał ważne zebranie w pracy. Zostawił ją samą.

"I co?", zadzwonił po wizycie. "Pogadamy w domu", rzuciła. A wieczorem tłumaczyła: "To dopiero piąty tydzień, jeszcze nie było serca. Za parę dni już nie dałabym rady, znieczulił mnie miejscowo. To była specjalna pompa, która tylko wyssała jajo płodowe. Nawet zarodka nie było jeszcze widać". Darł się na nią jak opętany. Jak śmiała, i w ogóle, o czym ona mówi, bo przecież Pola była dzieckiem od dwóch kresek na teście.

Gdzie on w tym wszystkim? Krzyczał jeszcze, że koniec, że rozwód i nie chce jej znać. A ona tylko: "Przepraszam, idę na górę wykąpać dziecko". Rano jak zwykle poszła do pracy, widział tylko, że wzięła relanium.

To on nie mógł spać, jeść, pracować. Żal mieszał się ze złością. "Zapomnij o tym", mówiła. Ale nie potrafił. Więc robił jej awantury o łyżkę położoną na blacie w kuchni, zepsuty jogurt w lodówce, brudną łazienkę. Bo "o tym" po prostu nie umiał rozmawiać. Musiałby ją znienawidzić, zostawić, a przecież mieli Polę.

Nawet nie pomogło, gdy przeczytał jej kolejny SMS do przyjaciółki: "Wiem, że jest na mnie zły, może rzeczywiście postąpiłam jak egoistka, może żałuję, ale ważna jest przyszłość, a nie przeszłość. Po prostu nie byłam gotowa".

Nienawidził tych jej koleżanek i pustych argumentów: "Brzuch to sprawa kobiety". Nie chciał tego rozumieć, bo ona nie rozumiała jego. Nie sypiał z nią, brzydził się. A ona jak mantrę powtarzała: "Moje ciało". Nie wybaczył jej do dziś. Czuje się oszukany, znieważony. Jasne, żyć trzeba dalej, więc żyją jak normalna para. Znów z nią sypia, często przytula, a ona powtarza: "Słuchaj, Pola ma już cztery lata, może zrobimy sobie drugie dziecko?".

Lesława Jaworowska: - Aborcja zawsze zmienia relacje między kobietą a mężczyzną, jest rodzajem przemocy wobec siebie, swojego ciała. Nawet jeśli ludzie dalej są razem, oddalają się. Wielu psychologów uważa, że syndrom poaborcyjny dotyczy również mężczyzn i objawia się podobnie jak u kobiet: uczuciem winy, depresją, obniżeniem poczucia własnej wartości, problemami z zaufaniem drugiej osobie i wchodzeniem w kolejny związek.

Ewa Woydyłło, psycholog: - Uważam, że medialna promocja tak zwanego syndromu poaborcyjnego odniosła sukces i wpływa na zdrowie psychiczne kobiet. Do tego presja ideologii. A tak naprawdę najczęściej cierpią kobiety, które nie były pewne swojej decyzji lub w jakiś sposób je do niej przymuszono. Badania duńskie wykazały, że większość Skandynawek nie żałuje dokonanego zabiegu. Tylko że tam aborcja dopuszczona jest przez prawo, a zanim kobieta się na nią zdecyduje, otoczona jest profesjonalną opieką.

Kamil, który nie kochał

Już nawet nie pamięta, gdzie poznał tę, której na chwilę tak zapragnął. Bo to była tylko chwila. Kryzys z żoną, problemy w pracy. Miał poukładane życie. Tamta była ładna, seksowna i bardzo chętna. I co ważne, nie stawiała warunków. Jego kumple też prowadzili takie podwójne życie - młodsze kochanki bez zobowiązań.

Gdy zadzwoniła, żeby powiedzieć mu o dziecku, myślał, że chce się przyznać, że ma HIV albo jakąś chorobę weneryczną - tak smutno brzmiałjej głos w telefonie. Ze wstrętem spytał: "Jesteś chora?". "Jestem w ciąży", usłyszał. Nie wierzył jej, myślał, że to szantaż. Szczególnie że właśnie miał jechać z żoną na wakacje. Więc przywoziła mu do biura testy i przysięgała, że nie kłamie.

"Jesteś nienormalna", bronił się. Nienawidził jej, kazał pokazywać sobie wyniki USG. Codziennie do niej przyjeżdżał, widział, jak płacze. "Pragnę tego dziecka, ono ma już rączki, nóżki", mówiła. "Nigdy się z tobą nie ożenię. Nie chcę cię, nie rozumiesz, do cholery?!", krzyczał. A potem obiecywał: "Zostanę z tobą, tylko usuń, ja już mam dwoje dzieci".

Rzucała się na niego, biła. Powiedział, że da jej pieniądze, pomoże przez to przejść. "Urodzę, ty świnio, zadzwonię do twojej żony", groziła. Nie potrafi powiedzieć dzisiaj, skąd znalazło się w nim tyle okrucieństwa. Wyjechał na wakacje. Przysłała tylko jeden SMS: "Proszę, przyjedź, wzięłam proszki". Nie odpisał. Następnego dnia dostał wiadomość od jej przyjaciółki: "Jest w szpitalu na Kasprzaka, prawie się wykrwawiła. Przyjedź. Dziś będą jej usuwać resztki płodu". Też nie odpisał. Bo żona, Wyspy Kanaryjskie i dwójka bawiących się na plaży dzieci. Nigdy więcej się do niego nie odezwała.

Kamil dziś: - Bałem się, że dziecko zniszczy mi życie. Ale mam poczucie winy. I nie chodzi mi o ciążę, nie jestem katolikiem, dla mnie aborcja to nie problem, a dziecko musi być owocem miłości obu stron. Chodzi o to, że tak bardzo kogoś zraniłem. Często o niej myślę, przez znajomych dowiaduję się, co u niej, śledzę jej wpisy na Facebooku. Może jednak coś w tym jest, że ludzi, którzy mogli mieć dziecko, łączy nierozerwalna więź.

- Ona często mi się śni. Jej błagalne listy, prośby, bym z nią był. Nigdy jednak nie odważyłem się zadzwonić. Wiesz, kiedy mnie poprosiłaś, nie chciałem o tym opowiadać, żaden facet nie chce. Ale potem pomyślałem, że może ona to przeczyta, rozpozna naszą historię i zrozumie też mnie. Może właśnie tak uda mi się powiedzieć: "Przepraszam".

PS W Polsce prawo pozwala usunąć ciążę w trzech przypadkach: gdy jest ona zagrożeniem dla zdrowia albo życia matki, jest wynikiem gwałtu albo kazirodztwa albo gdy występuje prawdopodobieństwo ciężkiego lub nieodwracalnego upośledzenia płodu.

Katarzyna Troszczyńska

PANI 07/2011

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje