Przejdź na stronę główną Interia.pl

Tap Madl z Jackowa

Długie blond włosy, opalone nogi, wyeksponowany biust i szeroki uśmiech, który nigdy nie znika z jej twarzy. Idealny wizerunek żywej lalki Barbie. Joanna Krupa pokazała się na kilkudziesięciu okładkach luksusowych magazynów, wystąpiła w amerykańskim "Tańcu z gwiazdami", zagrała epizodyczne role w kilku hollywoodzkich produkcjach. Teraz chce być gwiazdą w Polsce. Jaka jest Dżoana, gdy schodzi z planu "Top Model" i gasną światła reflektorów?

Widać ją wszędzie. Prowadzi "Top Model", którego jest największą atrakcją, siedzi w pierwszym rzędzie "Tańca z gwiazdami", kibicując występującej w programie siostrze, pielgrzymuje do kolejnych talk-show i przekomarza się z Kubą Wojewódzkim, który zachowuje się przy niej łagodnie jak baranek. Skąd ta ogromna popularność dziewczyny z importu, która do niedawna była w Polsce nieznana?

Reklama

Na początku chodziło o śmiech. Krupa, która w wieku pięciu lat wyjechała do Stanów, kaleczyła język polski. Dla widzów wniosek był prosty: głupia blondynka. Jej karierę bagatelizowano. Bo co to za osiągnięcie pokazać kawałek nagiego ciała całemu światu? Młodzież zaczęła parodiować łamaną polszczyznę modelki, na Facebooku powstała strona "Dżoana Krupa syndrom", na której wypisywano złote myśli prowadzącej w rodzaju: "Hu kers, jak ona mówi, bi strong gerl!", a w Internecie krążyła petycja, by TVN zmienił tytuł programu na "Tap Madl".

Prawda była jednak taka, że krytykanci zazdrościli Joannie spełnienia american dream i wyśmiewając ją, leczyli własne kompleksy. Z czasem zresztą widzowie polubili Krupę, bo jest bezpretensjonalna, zawsze uśmiechnięta, nie dogryza uczestniczkom i potrafi pokazywać emocje. Na dodatek wszędzie prezentuje się perfekcyjnie, więc przyjemnie na nią patrzeć.

Taka jest na wizji. Ale gdy schodzi z planu i gasną światła reflektorów, Joanna Krupa przestaje być glamour. Spotykamy się w salonie kosmetycznym, gdzie przyszła na zabieg zwalczający cellulit. Modelka ubrana jest w dżinsy i biały T-shirt, na nogach ma japonki. Włosy związała w kucyk, delikatny makijaż nie rzuca się w oczy. Jest późno, 8 wieczorem, a ona spędziła kilkanaście godzin na nogach.

Najpierw odwiedziła schronisko dla psów, któremu pomaga, potem miała sesję dla PANI. Ale nie daje po sobie poznać, że jest zmęczona. Przyzwyczaiła się do intensywnego trybu życia. Nagrania "Top Model" trwają czasem nawet 16 godzin, niemal bez przerwy. Producentka programu Ewa Leja przyznaje, że Joanna Krupa jako jedyna nie narzeka i nie okazuje irytacji, gdy trzeba kolejny raz powtórzyć ujęcie i zdjęcia się przeciągają. To profesjonalistka, która żadnej pracy się nie boi.

Szajning lajk e star

Gdy przyjechała do Polski we wrześniu zeszłego roku na nagrania pierwszych odcinków "Top Model", było jej ciężko. Nikogo tu nie znała, bo w kraju nie była 17 lat. Z planu wracała do pustego pokoju hotelowego. Doskwierała jej samotność. - Dzwoniłam do narzeczonego i błagałam, żeby przyjechał. W pracy czułam się wtedy obco, bo ludzie trzymali mnie na dystans. Nie znali mnie, więc nie wiedzieli, czego się spodziewać. Pewnie myśleli, że przyjechała taka z Ameryki i będzie się rządzić. To był dla mnie trudny okres, bo jestem towarzyską osobą - przyznaje Krupa.

- Joanna trafiła do zgranej grupy ludzi znających się od lat. A ona była obca. Musieliśmy się jej dopiero nauczyć, bo na początku była dla nas, jurorów, niczym ufoludek - mówi Marcin Tyszka. I dodaje, że modelka mogła czuć się zagubiona, bo nie znała języka na tyle dobrze, aby móc swobodnie dyskutować z jurorami, była przez nich zakrzykiwana.

Obawiała się też reakcji widzów na swoją łamaną polszczyznę. - Myślała, że zostanie źle odebrana. Ale nie chciała mówić po angielsku. Uważała, że ludzie potraktują to jako podkreślanie, że jest Amerykanką. A ona zawsze czuła się Polką i tak chce być postrzegana - twierdzi Ewa Leja.

I rzeczywiście, na początku Krupa stała się obiektem drwin. - Dzwoniła wtedy do mnie i mówiła, że chce wracać do Stanów, że kariera w Polsce to nie dla niej - przyznaje Marta Krupa, siostra Joanny. - Ale potem brała się w garść i twierdziła, że nie da się tak łatwo pokonać. Przestała czytać złośliwe komentarze w sieci - dodaje. Z czasem modelka doszła do wniosku, że własna, specyficzna odmiana polskiego jest jej atutem. Aby pokazać, że ma do siebie dystans, publicznie pojawiła się w koszulce z napisem: "Szajning lajk e star. Tap madl".

Gdy już przestano kpić z jej polszczyzny, została oskarżona o to, że chce się wypromować, wdając w medialne wojny z innymi gwiazdami. Joanna, która od lat walczy o prawa zwierząt, nie przebierając w słowach, krytykowała celebrytki, które noszą naturalne futra. Dostało się m.in. Weronice Rosati i Annie Musze. Na reakcję nie trzeba było długo czekać.

"Jakaś gwiazdka, sławna z pokazywania do obiektywu pupy lekko przysłoniętej krucyfiksem, nawsadzała drugiej za noszenie futer, bo to okrucieństwo wobec zwierząt. Nawiasem mówiąc, biedactwo nie wie zapewne, że pantofelki Manolo Blahnika czy torebki Vuittona nie są bynajmniej robione z plastiku, i niech jej lepiej nikt nie mówi, bo gotowa dostać spazmów", w niewybredny sposób zaatakował Krupę na łamach "Rzeczpospolitej" Rafał Ziemkiewicz. - Zawsze znajdzie się ktoś, kto cię skrytykuje i zmiesza z błotem. Dlatego ja się nie przejmuję i robię swoje - mówi modelka.

Inna estetyka

Ostatni odcinek pierwszej edycji "Top Model" wyemitowano 1 grudnia 2010 roku. Na początku września ruszyła kolejna. Osiem miesięcy przerwy Joanna Krupa wykorzystała na intensywną naukę polskiego. Dziś mówi już znacznie lepiej. - Teraz Aśka jest równorzędnym partnerem do rozmowy - uważa Tyszka. I dodaje, że ekipa programu przyzwyczaiła się do estetyki, którą reprezentuje Krupa, i zaakceptowała, że modelka szuka kandydatek podobnych do siebie.

Jest "dziewczyną z LA" eksponującą seksualność i wysportowane ciało, podczas gdy inni jurorzy wolą typ urody Anji Rubik, która jest ekstremalnie szczupła i pracuje w tzw. high fashion. To wywołuje ostre spory, ale prowadzący już się dotarli i nie przenoszą kłótni toczonych na wizji na grunt prywatny. Podczas nagrywania tej edycji zbliżyli się do siebie.

- Myślę, że Joanna dopiero teraz polubiła Warszawę. Poznała ludzi i miasto. Przestała czuć się obco - mówi Tyszka. Fotograf przyznaje, że często po zakończeniu zdjęć wychodzili razem do restauracji. Zazwyczaj był to jeden z lokali Magdy Gessler, która gościnnie wzięła udział w show.

- Kocham Los Angeles, gdy jestem w Warszawie tęsknię za mamą i moimi psami, ale teraz już nie liczę dni do powrotu. Na dodatek lepiej dogaduję się z kolegami z programu. Być może nie jesteśmy jeszcze przyjaciółmi, ale na pewno dobrymi znajomymi i miło spędza się nam razem czas - mówi Krupa.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje