Przejdź na stronę główną Interia.pl

Spowiedź Muchy

Uzależniona od męskiego pożądania, ale nie od mężczyzn. Sama kupuje sobie futra, biżuterię. Mężczyźni w życiu zawodowym? Pierwszy był Andrzej Wajda, potem Steven Spielberg.

W dorosłym życiu Mucha zrobiła kilka skandali i poleciała do Nowego Jorku uczyć się w szkole aktorskiej Lee Strasberga. Ledwie wylądowała w Polsce, wygrała "Taniec z gwiazdami", choć dotąd umiała tańczyć tylko na stole i barze. Teraz zagra w filmie "Och, Karol". Lesbijkę. Nic dziwnego ― w roli ofiary polskiego Don Juana nie wypadłaby wiarygodnie. Anna Mucha wraca na ekran. I zamierza na nim zostać. Nawet gdyby musiała sama wyprodukować film. Ze sobą w roli głównej.

Reklama

Anna Mucha poprosiła, by wywiad z nią zrobił mężczyzna. Cóż, chciałam, by miała miły dzień. Kupiłam wąsy. Cały zestaw: wąsy Casanovy, bankiera, snoba, wieśniaka. Najlepiej było mi w tych a la Salvador Dali. Do baru hotelu Victoria z doklejonymi wąsami wpadłam kilka minut przed czasem. Rozsiadłam się w fotelu, ignorując spojrzenia barmanki i kilku biznesmenów, którzy popijali swoją poranną delegacyjną kawę. Zanim "wleciała" spóźniona Mucha, zaczął szwankować klej. Wąsy dotrwały. Cudem.

Twój STYL: Podobno marzyłaś o rozmowie z facetem, babe!

Uścisnęłam jej dłoń. Odwzajemniła się mocnym, żeby nie powiedzieć męskim uściskiem. Głośno się roześmiała.

Anna Mucha: Lubię rozmawiać z mężczyznami, a oni ze mną. A kobiety? Ostatnio pytają mnie tylko...

Rozumiem, że o diety?

- Właśnie. Bałam się, że będziesz mnie pytać o diety.

Nie będę. Jestem hedonistką.

Mocna kawa, mocny śmiech - godzina mija błyskawicznie, na usta ciśnie mi się pytanie:

Na religię w podstawówce chodziłaś?

- Tak. I poszłam do Pierwszej Komunii. Zakonnica, która wtedy opiekowała się moją grupą, powiedziała, że rodziców, którzy nie prowadzą dzieci na religię, należy obciążyć kamieniami i wrzucić do wody. Mieszkałam niedaleko jeziorka, więc wizja topienia była dosyć realna. Ale zaraz po ceremonii zrzuciłam białą kieckę i wskoczyłam na rower. Biały pogrubia, ale rower się przydał.

Siedem grzechów głównych znasz?

- Znam. Widziałam "Seven" z Bradem Pittem (śmiech)!

Chyba tylko lenistwo jest ci obce?

- (śmiech) Cóż. Co jest pierwsze na liście? Pycha?

1. Pycha

- Pycha i próżność - moje ulubione grzechy (śmiech). Może mylę je z poczuciem własnej wartości? Byłam pewna, że jestem silna i piękna. Ale gdy dwa lata temu wyjechałam do Nowego Jorku uczyć się w szkole Lee Strasberga, przez chwilę poczułam się zagubiona. W szkole byłam jedyną Polką, w Nowym Jorku nie znałam nikogo. Po zajęciach nie miałam gdzie pójść. Czułam się samotna.

- Przed wyjazdem ogoliłam głowę na łyso - to było symboliczne - robię, co chcę, rodzę się na nowo. Ciemny makijaż, ciało ukryte w za dużych bluzach. To była ochronna fasada. Zresztą na amerykańskiej diecie szybko "dorosłam" i do tych za dużych bluz. Martwiłam się akcentem - nie spodziewałam się, że tak bardzo będzie mnie zdradzał. A tu miałam przygotować monolog. Uratowało mnie "Polowanie na karaluchy" Janusza Głowackiego, a dokładniej - monolog Anki. Aktorki, która w Polsce grywała w szekspirowskich sztukach, a w Stanach przez akcent nie znajduje pracy. Bezdomna, sypia na ławkach. - Poczułam z nią taką więź, że gdy weszłam na szkolną scenę, totalnie się odblokowałam. I ja, i mój angielski. Nauczyciele byli zachwyceni, ale prawda jest taka, że ten czas przed wyjazdem do Stanów był trudny. Czułam się wypalona.

Zawodowo?

- Zawodowo, ale nie oszukujmy się - prywatnie też. Zakończyłam związek i uświadomiłam sobie, że 18 lat wcześniej zaczynałam w "Korczaku" Wajdy i "Liście Schindlera" Spielberga, a może zdarzyć się tak, że doczekam emerytury jako Madzia Marszałek na planie "M jak miłość". Najpierw pojechałam do Azji, ta podróż miała pomóc mi odnaleźć siebie na nowo. Po powrocie poszłam do Ilony Łepkowskiej i poprosiłam o kolejny urlop. "Jak długi? - zapytała. - Roczny - odpowiedziałam. Usłyszałam: - No to cię uśmiercimy". Zrozumiałam, że jak wyjadę, na plan serialu nie ma powrotu.

- Była kolejna rozmowa. Szczera. Ilona Łepkowska, choć nie musiała, wysłała Madzię Marszałek na misję humanitarną do Afganistanu. A ja poleciałam do Nowego Jorku. Dziś jestem jej wdzięczna za zostawienie mi uchylonych drzwi. Miałam do czego wracać.

W Polsce ktoś wytykał ci brak aktorskiego wykształcenia? Czułaś się chwilami jak Dyzma w spódnicy?

- I tak, i nie. Widywałam aktorki - absolwentki szkół teatralnych, które kończyły jako sprzedawczynie w sklepie. Byłam dumna, że ja, nie mając dyplomu, grałam u najlepszych - Wajdy, Spielberga, jak równy z równym stałam na jednej scenie z Marianem Kociniakiem, Jurkiem Schejbalem, Małgosią Rożniatowską. Widziałam, że mnie akceptują, doceniają.

- Ale nawet jeśli miałam jakieś kompleksy, Nowy Jork pozbawił mnie ich do reszty. Gdy na zajęciach opowiadaliśmy o sobie, coś pokręciłam i niezamierzenie wypaliłam: "Anna Mucha, profesjonalna aktorka". Wykładowca zapytał: "Dlaczego ci się wydaje, że jesteś profesjonalną aktorką?". Ja na to, że opłaciłam szkołę pieniędzmi, która zarobiłam, grając. Usłyszałam: "OK, jesteś profesjonalną aktorką".

- Poczułam, że nawet jeśli zarobiłabym kasę, udając hamburgera w jadłodajni, to by mnie szanowali. A gdy nauczyciele zauważyli, że włóczę się samotnie, zaproponowali mi pracę na rzecz szkoły. "Przerzucanie" dokumentów w sekretariacie. Odmówiłam. Powiedziałam, że interesuje mnie produkcja. Zostałam garderobianą, bileterką, wreszcie inspicjentką z własną asystentką. Miałam sprawdzać, czy aktorki pamiętają teksty na próbie, a zaczęłam wielkimi literami nanosić na scenariuszu krytyczne uwagi. W pewnym momencie te kartki mi się rozsypały i sprawa się "sypnęła".

- Wezwała mnie reżyserka. "Sugerujesz, że tego się nie da oglądać?!", usłyszałam. Powiedziałam, że dla mnie niektóre sceny to kompletna kicha. Przykład? Dziewczyna siedzi na wózku inwalidzkim, a druga ją oskarża, że udaje sparaliżowaną. Krzyczą na siebie. Powiedziałam: "Gdybym uznała, że ta na wózku udaje, to bym ją z niego zrzuciła. Kopałabym jej nogi, przecież i tak teoretycznie niczego nie czuje. Patrzyłabym, czy zacznie się czołgać, czy może jednak naprawdę jest sparaliżowana". Usłyszałam: "Od jutra nie pracujesz jako inspicjentka". Myślałam, że właśnie straciłam robotę. A ja awansowałam na asystentkę reżysera!

Dowiedz się więcej na temat: wywiady

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje