Przejdź na stronę główną Interia.pl

Sonia Bohosiewicz: Robię to po swojemu

Spontaniczna, bezpośrednia, uśmiechnięta. Od razu przechodzi na ty. Ale nie dajcie się zwieść... Sonia Bohosiewicz to kobieta, która wie, czego chce. Wymagająca i konsekwentna.

Aktorka charakterystyczna. Wybitnie utalentowana. Popularność przyniosły jej wielokrotnie nagradzana rola Hanki B. w filmie "Rezerwat" Łukasza Palkowskiego (2007) oraz rola dresiary Nataszy w "Wojnie polsko- -ruskiej" Xawerego Żuławskiego (2009). Od tamtej pory wiele się w jej życiu wydarzyło. Przeprowadziła się z Krakowa do Warszawy, wyszła za mąż (za Pawła Majewskiego, syna znanej fotografki, nieżyjącej już Zofii Nasierowskiej i wybitnego reżysera Janusza Majewskiego - red.), urodziła dwóch synów.

Reklama

Zagrała w kilkudziesięciu filmach i serialach. Ma na koncie zarówno główne role, jak i interesujące epizody. Kreacje niemal wybitne, na pewno bardzo dobre, jak również te mniej udane, ale za to wywołujące emocje. Jej bohaterki to przeważnie kobiety z temperamentem, odważne, zdeterminowane, nierzadko kontrowersyjne. Albo się je lubi, albo zdecydowanie odrzuca. Tak też jest prywatnie z Sonią Bohosiewicz. Aktorka ma liczne grono fanów, jednak sporo osób nie akceptuje jej żywiołowego stylu bycia. Spotkałyśmy się w przytulnej restauracji na Mokotowie. Ubrana w krótkie szorty, luźną jasną bluzę, blond włosy ciasno upięte wokół głowy. Wybrała jedyny stolik na podwyższeniu. Czyżby chciała kontrolować sytuację?

Zaczęłam się martwić, że nie uda się nam spotkać. Ostatnio codziennie od rana do wieczora jesteś na planie.

Sonia Bohosiewicz: Tak się teraz poukładało. Równocześnie gram w serialu "Diagnoza" i robię film z Bartkiem Prokopowiczem. Niedawno też skończyliśmy zdjęcia do nowego projektu Marka Koterskiego - to będzie petarda! Tak to u nas jest. Pracuje się bardziej sezonowo, to nie Los Angeles, gdzie kręci się cały rok. Ale wszystko udało się zorganizować. Dzisiaj skończyłam wcześniej i to ja czekałam na ciebie. (śmiech) Zdążyłam już nawet zjeść talerz makaronu.

Nie męczy cię ta nieprzewidywalność pracy?

- Czy mnie męczy? Męczy. Jest takie stare aktorskie powiedzenie: aktor jest niezadowolony dwa razy - kiedy gra i kiedy nie gra . (śmiech) To jest piękny, ale też wymagający zawód. Wymaga poświęcenia mu bardzo dużo czasu, do tego bardzo nieregularnie. Rodzina tego nie lubi. Bywają takie dni, gdy wstajesz bladym świtem, myjesz zęby przy zlewie w kuchni, żeby nikogo nie obudzić, po cichu zamykasz za sobą drzwi i wracasz do domu w nocy. W pewnym momencie, gdy po raz kolejny słyszysz: "Mamo, znowu dzisiaj wieczorem wychodzisz?", zastanawiasz się, czy warto. Teraz akurat moje dzieci wyjechały na wakacje z dziadkami, więc jest prościej. Ale przyznam, że myślałam o tym, czy nie mogłabym robić czegoś innego. I to z wielu powodów.

Za mało propozycji? Nie takie, jakie byś chciała?

- Wręcz przeciwnie! Jestem bardzo zadowolona z propozycji, które dostaję, ze swoich sukcesów, z nagród. Oczywiście, tu bym coś zmieniła, tam poprawiła, ale nie uważam, że "skaczę poniżej poprzeczki". Bardziej myślę o tym, że ten zawód wymaga niewiarygodnej energii, takiej życiowej, której mamy przecież określoną ilość. Miewam takie chwile, że światełko rezerwy zaczyna ostrzegać, a do najbliższej stacji jeszcze kilka tygodni. (śmiech)

Cały wywiad przeczytasz w najnowszym numerze magazynu PANI - już w sprzedaży!


Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje