Przejdź na stronę główną Interia.pl

Robert Biedroń: To nie krótka spódnica gwałci

Wciąż wielu gwałcicieli tłumaczy się, że to ona prowokowała, piła alkohol albo miała zbyt krótką spódnicę. Co za absurd! Przecież, do cholery, to nie krótka spódnica gwałci. Gwałci gwałciciel! - mówi Robert Biedroń.

Przeczytaj fragment książki "Pod prąd" Wydawnictwa Edipresse Książki.

Reklama

Jesteś barwną postacią. Kobiety cię wspierają i doceniają, a nawet nagradzają. Mam na myśli nagrodę różnorodności od Kongresu Kobiet.

Robert Biedroń:
Kongres to dla mnie lekcja emancypacji. Wiem, że to Kongres Kobiet, ale ubolewam, że nie ma formuły, dzięki której znalazłaby się przestrzeń na większą edukację facetów. Jako mężczyzna dużo się na kongresie nauczyłem. Mężczyźni od dzieciństwa wyrastają w przeświadczeniu, że wiedzą wszystko najlepiej. Nie miewamy refleksji nad sytuacją kobiet, nad tym, jak je traktujemy, jak wpływamy na ich życie. Oczywiście "całuję rączki", "ą", "ę", przepuszczanie w drzwiach i tak dalej. To wszystko jest, ale czy o to chodzi kobietom? Czy to prawdziwe równouprawnienie, o którym mówi konstytucja? Dzisiaj już wiemy, że nie.

- A ja to wiem właśnie dzięki Kongresowi Kobiet. Dzięki tym wszystkim fantastycznym kobietom, jak profesor Magdalena Środa, Henryka Bochniarz, profesor Małgorzata Fuszara, doktor Agnieszka Graff czy Dorota Warakomska. Całe grono kobiet tworzących kongres to dla mnie taki uniwersytet antymizoginizmu, antyseksizmu i emancypacji w tych sprawach. Jestem przykładem, że tam nie tylko kobiety skutecznie się emancypują, my faceci także. I dobrze by było, gdybyśmy byli angażowani w to jeszcze bardziej. Na kongresie przerobiłem wiele ważnych dla mnie problemów, choćby ten z przemocą, jaka mnie spotykała w dzieciństwie. Dzisiaj mogę już o nim rozmawiać z innymi. Jestem tam co roku i bardzo sobie cenię nagrodę różnorodności, którą dostałem. To pokazuje, że uczestniczki doceniają moją pracę, którą włożyłem w przewartościowanie pewnych spraw, w zmianę podejścia. To symboliczna nagroda dla wszystkich facetów, którzy przeszli przez Kongres Kobiet i czegoś się nauczyli. Takie świadectwo z czerwonym paskiem.

Ta twoja solidarność z kobietami... czy to przypadkiem nie budowanie elektoratu?

- Można by tak pomyśleć, gdybym zaangażował się w tę solidarność, zanim zaangażowałem się w politykę. A przecież ja przez wiele lat przed wielką polityką działałem i się solidaryzowałem. I obserwowałem, jak wypychane są z niej kobiety. Kiedy tworzył się klub poselski Ruchu Palikota, na jednym z pierwszych posiedzeń trzeba było zdecydować, do jakiej komisji sejmowej się zapisać. Wszyscy faceci, bez wyjątku, chcieli do komisji spraw wewnętrznych, obronności, spraw zagranicznych, sprawiedliwości, sportu i turystyki - bo były bilety na mecze. A zgadnij, do jakich komisji zapisały się kobiety? Edukacji, kultury, polityki społecznej. Bo kobiety myślą o dobrej przyszłości innych, a widzą ją w mądrym, wykształconym i nowoczesnym społeczeństwie z łatwym dostępem do opieki zdrowotnej, przedszkoli, szkół itd.

Może koszula bliższa ciału?

- Nie do końca. W zdrowiu, kulturze też trzeba walczyć. Tam są poważne problemy, ale faceci je bagatelizują. Pieniądze z budżetu w naszym kraju nie płyną szerokim strumieniem na edukację, kulturę, politykę społeczną czy zdrowie. Idą na obronność, sprawy wewnętrzne, na wszystkie te rzeczy, które fascynują facetów. Więc chyba coś jest nie tak z priorytetami, które ustalamy. Tam, gdzie jest władza - władza facetów - tam są pieniądze. Tam, gdzie nie ma facetów - czyli nie ma władzy - tam pieniędzy nie ma. Obserwowałem to w sejmie jak na dłoni.

Mężczyznom zbyt wiele uchodzi płazem: niepłacenie alimentów, przemoc, alkohol...

- Tak działa ten system. To bardzo, bardzo niesprawiedliwe, ale tak ten świat został, niestety, ułożony. Tak faceci sobie go urządzili, że mogą dużo więcej: pić, bić, zostawić was z dziećmi i jeszcze nie płacić alimentów.

Domy samotnej matki pękają w szwach, a oprawcy - nie chcę generalizować - najczęściej mają jak u Pana Boga za piecem. Przecież to absurd.

- Nadal jest wiele kobiet, którym muszę pomagać, nawet tutaj, w Słupsku. Drażni mnie, że tak wielu facetów wyśmiewa problem przemocy w rodzinie, szczególnie że język ma kluczowe znaczenie dla przeciwdziałania przemocy. A skala problemu jest ogromna. Każdego roku wszczynanych jest przez policję ponad 70 tysięcy procedur niebieskiej karty, a liczba ofiar sięga 100 tysięcy. Ponad 90 procent tych ofiar to kobiety i dzieci. Zaledwie kilka procent ofiar to mężczyźni, a bardzo często, nawet w tych przypadkach, sprawcą przemocy jest drugi mężczyzna.

- Znam te dane, bo od lat uczestniczę w pracach nad zmianą przepisów w tym zakresie. Niestety, do postępowania sądowego trafia zaledwie kilkanaście procent przypadków. Kłopot polega na tym, że przeciwdziałanie przemocy wobec kobiet jest w przedmiotem ideologicznych, często absurdalnych sporów. Doświadczyły tego pełnomocniczki do spraw równego traktowania: Iza Jaruga-Nowacka, Magda Środa czy obecna zastępczyni rzecznika praw obywatelskich Sylwia Spurek, które projektowały pierwszą ustawę o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, tę z 2005 roku.

- Nadal jednak nie zostały wprowadzone instytucje wynikające z konwencji stambulskiej, takie jak całodobowy bezpłatny telefon dla ofiar przemocy i policyjny nakaz opuszczenia lokalu. Powoduje to, że kobieta ofiara zmuszona jest najczęściej do opuszczenia własnego domu lub do pozostania z oprawcą pod jednym dachem. To nie jest normalne.

Wiesz, że zaledwie 9 procent młodych Polek po ukończeniu 15. roku życia nie doświadczyło jakiejkolwiek formy przemocy seksualnej? Tak mówi raport Fundacji Ster przełamać tabu.

- Dziewczyny i kobiety narażone są na molestowanie i przemoc seksualną na ulicy, w pracy, w szkole. Chamskie zaczepki, powtarzające się niechciane propozycje o charakterze seksualnym i inne zachowania, które w naszej kulturze często uważane są za normalne, mogą wywoływać poczucie zagrożenia i naruszenia godności. I czy jesteśmy tego świadomi, czy nie, mogą być początkiem przemocy seksualnej. Wielu mężczyzn nie rozumie, że "nie" znaczy "nie".

- Wciąż wielu gwałcicieli tłumaczy się, że to ona prowokowała, piła alkohol albo miała zbyt krótką spódnicę. Co za absurd! Przecież, do cholery, to nie krótka spódnica gwałci. Gwałci gwałciciel! Niestety, taki sposób patrzenia na ten problem nie jest powszechny. Kluczowa jest edukacja - od szkoły podstawowej po szkolenia dla policjantów, prokuratorów, sędziów. Ale również dla polityków i polityczek, którzy decydują o stanowionym prawie. Jest już wielu mężczyzn, którzy wspierają kobiety, lecz wciąż jest jeszcze wiele do zrobienia.

Nie obchodzisz urodzin. A co z Dniem Matki i Dniem Kobiet?

- Świętuję, bo wiem, że to dla wielu ważne momenty. Jedno i drugie święto dotyczy kobiet, z którymi, jak mówiłem, bardzo się solidaryzuję i rozumiem, jak ważne jest dla nich. Nie to prymitywne i bezrefleksyjne, z goździkiem i rajstopami w dłoni, ale to z refleksją nad sytuacją kobiet w naszym społeczeństwie. Takie święto jest mi bliskie.

Co jest dzisiaj przejawem szacunku wobec kobiet?

- Po pierwsze, partnerstwo. Wspieranie ich w podejmowaniu niezależnych decyzji dotyczących ich życia, pracy, rodziny. Aktywny udział w działaniach na rzecz zmiany prawa, które cały czas dyskryminuje kobiety i ogranicza ich możliwości samorealizacji. W takie działania może włączyć się naprawdę każdy. Z kolei szacunkiem polityków i polityczek dla kobiet byłaby poprawa, a przynajmniej pozostawienie obecnych regulacji dotyczących przerywania ciąży. Wyrazem ich szacunku byłoby wprowadzenie stałego finansowania leczenia niepłodności metodą in vitro.

- Wyrazem ich szacunku, i dla kobiet, i dla dzieci, byłoby zainwestowanie w sieć żłobków i przedszkoli. Współcześnie okazywanie szacunku kobietom nie może ograniczać się do przepuszczania ich w drzwiach czy całowania w rękę. To muszą być realne działania. Oprócz zmiany prawa ważna jest także zmiana mentalności, języka i zachowań. Refleksja nad tym, w co zostaliśmy wtłoczeni od dzieciństwa. W stosunku do swoich partnerek, matek, sióstr, przyjaciółek powinniśmy na co dzień zmieniać rzeczywistość naszymi wyborami i zachowaniami: dzielić się obowiązkami domowymi, opieką nad dziećmi, traktować równo z naszymi ambicje kobiet, traktować z szacunkiem ich działania w sferze publicznej. Demokracja bez kobiet nie jest demokracją, tak jak całowanie po rękach nie do końca jest okazywaniem szacunku.

A ty całujesz kobiety po dłoniach?

- Nie, nigdy.



Styl.pl/materiały prasowe

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje