Przejdź na stronę główną Interia.pl

Profesor Jerzy Vetulani: W naszym mózgu jest układ nagrody

Nasz mózg nagradza nas nie tylko za samą przyjemność, ale również - a nawet silniej - za jej zapowiedź - to słowa profesora Jerzego Vetulaniego, który rozmawiał z Marią Mazurek w ostatniej swojej książce "Neurotyka. Rozmowy o seksie i nie tylko". Niedokończonej, przerwanej w pół zdania przez jego tragiczną śmierć.

Poniżej prezentujemy fragment książki "Neurotyka. Rozmowy o seksie i nie tylko":

Reklama

Maria Mazurek: Tym razem o pornografii chciałam porozmawiać.

Profesor Jerzy Vetulani: To nie wstyd oglądać treści pornograficzne w internecie.

A już na pewno nie rzadkość. Uśredniając wyniki ankiet, w samotności robi to trzy czwarte mężczyzn i jedna trzecia kobiet. Dlaczego tak to lubimy? Przecież...

- To jak lizanie cukierka przez szybę? Owszem. Ale proszę pamiętać, że w naszym mózgu jest układ nagrody. Nagrodą za czynności służące przetrwaniu gatunku - a więc za jedzenie, wysiłek fizyczny, a przede wszystkim za seks - jest wyrzut neuroprzekaźnika dopaminy, dzięki któremu czujemy się przyjemnie spełnieni, usatysfakcjonowani, a nawet wpadamy w stany euforyczne. Cały szkopuł tkwi w tym, że nasz mózg nagradza nas nie tylko za samą przyjemność, ale również - a nawet silniej - za jej zapowiedź.

Pamiętam z dzieciństwa, ile radości sprawiało mi samo czekanie na Boże Narodzenie i prezenty pod choinką. Albo jak nie mogłam spać z ekscytacji i radości, bo dostałam od rodziców dziesięć tysięcy, dzisiejszą złotówkę, do wydania następnego dnia w szkolnym sklepiku.

- A pewnie jak już kupiłaś sobie tę paczuszkę chipsów i lizaka, to czar prysł w ciągu kilku minut? No właśnie. Pewnie wiesz również, że czar często pryska i po seksie. A pornografia nie jest realnym seksem z drugą osobą, bardziej jego zapowiedzią.

Przecież nawet jego zapowiedzią nie jest!

- Ale tak odczytuje to nasz mózg. Samo oglądanie bodźców, które kojarzą nam się z przyjemnością, jest już więc nagradzane. Z tych samych powodów ludzie, a już w szczególności wy, kobiety, tak lubią zakupy. Bo jaka jest frajda w przymierzaniu trzydziestu sukienek, których i tak się nie kupi? Ano świadomość, że w sumie ma się taką możliwość.

My, mówiąc "pornografia", myślimy o filmach, na których ludzie - aktorzy albo artyści, sama nie wiem, jak ich określić - uprawiają seks. Klasyczny, oralny, analny, agresywny, zawsze dosłowny. Ale może zdefiniujmy sobie najpierw, czym ta pornografia w ogóle jest?

- To słowo pochodzi z greki. I już samo w sobie ma negatywne konotacje. Porne to nierządnica, prostytutka, ale taka najniższej kategorii. Żadna ekskluzywna i zadbana pani do towarzystwa. Żeby nie użyć tego ohydnego słowa na "k", możemy ją porównać tylko do dzisiejszych tirówek, stojących przy drodze i proponujących brudnym kierowcom zrobienie loda za pięć dyszek. Drugi człon, graphos, oznacza rzecz jasna "piszący". A więc pornographos to dosłownie piszący o dziwkach. Już w antycznej Grecji pornografia była uważana za rzecz niską.

Taka negatywna konotacja została zresztą do dzisiaj. Kiedy wpisałam w wyszukiwarkę hasło "badania dotyczące pornografii" w pierwszej kolejności pojawiły mi się takie artykuły: Pornografia - przerażające dane, Pornografia ogłupia i 10 szokujących faktów dotyczących pornografii. Ten ostatni na "Frondzie".

I cóż to były za szokujące dane?

Przeczytałam, że osoby oglądające porno częściej cierpią na depresję, że pornografia sprzyja rozwojom dewiacji seksualnych i że może doprowadzić do kryzysów małżeńskich, a nawet rozwodów.

- Do kryzysów małżeńskich mogą doprowadzić niewyrzucone śmieci. A w to, że osoby oglądające pornografię są częściej dotknięte depresją i dewiacjami seksualnymi, jestem nawet w stanie uwierzyć - ale zważajmy na to, co jest skutkiem, a co przyczyną. Jeśli ktoś jest zoofilem i chciałby uprawiać seks ze zwierzętami, to naturalne i bezpieczniejsze, że ogląda filmy pornograficzne z taką treścią. Lepiej, żeby gwałcił kozy?

- Badania - poważne, a nie sponsorowane przez prokatolickie instytucje - wyraźnie wskazują, że pornografia jest wentylem bezpieczeństwa w przypadku pedofilów oraz ludzi objętych innymi dewiacjami seksualnymi. Pewne przyzwolenie na pornografię dziecięcą w Czechosłowacji w latach osiemdziesiątych zmniejszyło liczbę przestępstw seksualnych popełnianych na małoletnich. Ale to prawda, pornografia przez lata była objęta różnymi restrykcjami. I wciąż jest.

- Czym prymitywniejsze społeczeństwo, tym większymi. Jak spojrzymy na mapę statusu prawnego pornografii, to jest ona legalna w krajach rozwiniętych: w północnej Ameryce, w zachodniej Europie, na szczęście również w Polsce. Ale jest już nielegalna w krajach afrykańskich i tych w południowo-wschodniej Azji. A praktycznie na całym świecie kojarzy się źle. Jan Sztaudynger pisał: "Szuka szczęścia w pornografii, kto inaczej nie potrafi".

Powracając do definicji pornografii...

- Ja znalazłem słownikowe, dwie. Słownik wyrazów obcych PWN głosi, że pornografia to "pisma, filmy, zdjęcia i tym podobne mające wywołać podniecenie seksualne przez pokazywanie nagich ludzi i stosunków płciowych". Natomiast Słownik języka polskiego, też PWN-u, proponuje inną definicję: że pornografia to "utwory literackie, filmy, rysunki i tym podobne, o treści wulgarnie erotycznej, obliczone na wywołanie podniecenia seksualnego".

W jednym i drugim o to wywoływanie podniecenia się rozchodzi.

Tak, bo było nie było, to ma celu pornografia.

Ale to, co jednych podnieca, innych obrzydza, a jeszcze innym jest obojętne.

- Oczywiście, problem z definicją tkwi zatem w tym, że tak naprawdę to odbiorca ostatecznie decyduje, czy treść jest pornograficzna, czy nie. Tyle że naukowcy, a już szczególnie urzędnicy, lubią mieć wszystko uporządkowane. O to, czym jest pornografia, a czym nie jest, spierali się już w XVII wieku. Johannes David Schreber z Uniwersytetu w Lipsku pisał w 1688 roku, że pornografia to "pisma, których twórca zmierza ku nierządnej mowie, wstydliwe akty lubieżnych ludzi opisane w ten sposób, że odstraszają niewinne i delikatne uszy".

- To, co jest pornografią, a co nią nie jest, od zawsze budziło wątpliwości. Według jednej z dawnych definicji za treści pornograficzne na przykład uznawano takie przedstawienie narządów płciowych kobiety, w którym... można było odróżnić pojedynczy włos łonowy. Czyli obraz z kamery nie mógł być zbyt ostry. Albo trzeba było kazać modelkom golić okolicę wagin. Dawniej zresztą włosy łonowe uważano za rzecz obrzydliwą. Dziewczynki, obserwując pokrywające się meszkiem przyrodzenie, niejednokrotnie wpadały w panikę.

- Do dzisiaj w różnych kulturach włosy łonowe są traktowane w bardzo rozmaity sposób. W kulturze islamu obowiązuje dokładne ich wygalanie, a "ty, włochata!" jest jednym z najgorszych wyzwisk. Z kolei w kulturze japońskiej włosy łonowe są zawsze ochoczo przedstawiane w filmach pornograficznych. Pornografia europejska do drugiej wojny światowej zazwyczaj eksponowała włosy łonowe u kobiet. Co do późniejszych czasów, widać dwa trendy: modelki całkowicie ogolone lub potężnie owłosione.

Nam pornografia kojarzy się z "brzydkimi" filmami i zdjęciami, ale jej historia jest znacznie dłuższa. Jakich czasów sięga?

- Pornografia była obecna od początku istnienia sztuki. Weźmy słynną figurkę Wenus z Willendorfu. Znaleziony ponad sto lat temu w Austrii prymitywny, jedenastocentymetrowy posążek jest najlepszym dowodem na to, że pornografia istniała już w paleolicie. Była prawdopodobnie noszona przez łowcę jako amulet, bo została znaleziona przy szkielecie. Jej wiek określa się na około dwadzieścia pięć tysięcy lat!

Ależ ta Wenus, panie profesorze, jest brzydka.

- Ale za to ma duże piersi, dużą pupę i silnie zaznaczoną waginę. Atrybuty kobiecości, płodności. Poza tym jest tłusta. A to ważne, bo oznacza, że kobieta ciężarna w warunkach głodu ma szansę donoszenia ciąży, bo w jej ciele zgromadzony jest tłuszcz na czarną godzinę. W XIX wieku polskie kobiety, uchodzące za najładniejsze, również ociekały tłuszczem. Cóż. "Zanim gruby schudnie, chudego szlag trafi".

To skąd współczesny kanon kobiecej sylwetki? Dzisiaj za atrakcyjne uchodzą kobiety szczupłe, wręcz chude. Przynajmniej takie można odnieść wrażenie, patrząc na najsłynniejsze modelki i aktorki.

- Ta moda się zmieniała. Dziś zresztą wiemy, że otyłość nie oznacza, że ktoś jest zdrowy - wręcz przeciwnie, może świadczyć o różnych problemach z układem krążenia czy układem ruchu. Co chwilę pojawiają się zarzuty, że lansowany kanon kobiecej sylwetki jest zły, że to prowadzi do anoreksji, że jest niebezpieczne. Ale proszę, powiedz mi szczerze: znałaś kogoś, kto umarł na anoreksję?

Nie

- Ja wprawdzie znałem, ale to jednak bardzo rzadko się zdarza. I na pewno nie wynika z mody, lecz z choroby psychicznej. Znałem natomiast znacznie więcej osób, które swoją otyłością zapracowały na zawały serca czy udary. Ale wracając do paleolitycznych figurek: coś przykuwa twoją uwagę?

Oprócz tłustości? Chyba tylko to, że nie widać twarzy.

- No właśnie. Twarz jakby nie jest ważna. A to prawdopodobnie oznacza, że dawniej nie uprawiano miłości oralnej, a seks służył wyłącznie prokreacji. Co jest dosyć ciekawe, bo Bronisław Malinowski w swojej książce "Życie seksualne dzikich w północno- zachodniej Melanezji" - tej napisanej jeszcze przed wojną, w której opisuje zwyczaje erotyczne mieszkańców Wysp Trobrianda i którą uznaje się za jedną z najważniejszych prac antropologicznych - zaznaczył, że prymitywne ludy w ogóle nie wiązały seksu z prokreacją. Że w głowach im się nie mieściło, że od stosunku rodzą się dzieci. A za dowód pokazywali najbrzydsze w wiosce kobiety, które były matkami. "No kto by z nimi seks uprawiał, przecież to niemożliwe" - myśleli.

Pornografia, z tego, co wiem, istniała również w kulturze antycznej.

- Ależ oczywiście. Sprośną sztukę starożytnych Greków możemy dzisiaj oglądać w wielu muzeach. Dla nich zresztą seks nie był tabu, bo nie istniało jeszcze chrześcijaństwo. W Państwie Platon pisał, że seks to zwykła fizjologiczna czynność, niewiele różniąca się od jedzenia i picia, i że nie powinien on w związku z tym budzić odrazy. Ozdobą greckich miast były hermy, rzeźby z wydatnymi męskimi przyrodzeniami. O stosunku antycznych Greków do seksu najlepiej świadczy ich słownictwo. Penisa nazywali oni na kilkadziesiąt różnych sposobów.

- Równie bezwstydni byli starożytni Rzymianie. W ich ogrodach funkcję strachów na wróble pełniły posążki boga Priaposa z ogromnymi, zwisającymi do ziemi członkami. Podczas procesji Dionizjów Wielkich uczestnicy, śpiewając, paradowali z kilkumetrowym fallusem. Pornografia była obecna też na naczyniach i innych sprzętach gospodarstwa domowego. Na wazach, czarkach do wina, a także na ścianach palestry umieszczano sceny stosunków płciowych, łącznie z tymi homoseksualnymi. Na porządku dziennym była sztuka prezentująca seks zbiorowy, oralny, analny, ze zwierzętami.

Fragment książki Jerzego Vetulaniego i Marii Mazurek "Neurotyka. Rozmowy o seksie i nie tylko", Wydawnictwa Znak.

Fragment książki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje