Przejdź na stronę główną Interia.pl

Podkreślać - nie przesłaniać

Przede mną pokaz w Nowym Jorku, gdzie zostałam zaproszona. To dla mnie spore wyzwanie zawodowe i równocześnie ogromna satysfakcja - mówi Teresa Rosati.

Pani Tereso, czy czuje się pani “projektantem" własnego sukcesu?

Reklama

Teresa Rosati: Bardzo trudne pytanie... Nie ma sukcesu bez pasji. Moją jest moda, a więc - moja praca. Z psychologicznego punktu widzenia jest to rozwiązanie o tyle ryzykowne, że pasja może przestać być przyjemnością, siłą napędową, jeśli w pewnym momencie zamieni się “tylko“ w pracę. Dlatego staram się zachować zdrową równowagę między życiem rodzinnym a pasją właśnie. Dziś już wiem, że dla mnie to rodzina jest najważniejsza. A jeśli w dodatku - tak jak dzieje się w przypadku mojej rodziny - najbliżsi są fanami mojej pracy, tym bardziej mogę chyba powiedzieć: tak, czuję się projektantem swojego sukcesu, który rozumiem jako połączenie posiadania wspaniałej rodziny z pasją wykonywania zawodu, który daje mi tyle satysfakcji.

Co jest miarą pani sukcesu?

- Uważam, że fakt, iż z tak wielu rodzimych projektantów, moja praca została doceniona zagranicą choćby przez Beverly Hills Fashion Festival. Było to dla mnie duże wyróżnienie; organizatorzy pokazów, po zapoznaniu się z kolekcjami prezentowanymi na mojej stronie internetowej, zaproponowali mi udział w prestiżowych wydarzeniach modowych, nie tylko tam właśnie, ale również w New Jersey. Byłam tam jedyną osobą z Polski, jedyną kobietą z Europy. Teraz przede mną pokaz w Nowym Jorku, gdzie również zostałam zaproszona. To dla mnie spore wyzwanie zawodowe i równocześnie ogromna satysfakcja. 

Pierwszą pani “przymiarką" do zawodu projektanta była wizyta Królowej Elżbiety II w Polsce... 

- Zgadza się. Muszę przyznać, że bardzo długo o tym nie mówiłam, ponieważ byłam i jestem jak najdalsza od tego, by poddawać krytyce rodzimy “rynek mody". Jednakże, w tamtych czasach zdobycie odpowiedniego stroju na tę szczególną okazję - do najłatwiejszych zadań nie należało. To jednak był impuls, który dodał mi trochę pewności, że może warto spróbować. Miałam niecałe dwa tygodnie na przygotowanie zestawów obowiązującego dress code`u: powitania na lotnisku, galę w Operze, lunch oraz na szereg innych oficjalnych okoliczności związanych z wizytą Królowej. Wówczas w Polsce “królowała" jedynie... Moda Polska. I kiedy działający z jej “ramienia" czołowy polski projektant zaproponował mi różnego rodzaju opcje..., cóż...(uśmiech).

Domyślam się, że ich charakter był rozbieżny z protokołem dyplomatycznym...?

- Dyplomatycznie można tak to właśnie ująć (uśmiech). “Wściekła" cytryna, amarant i turkus... w formie rozkloszowanego płaszczyka sięgającego kolan. Aby nie urazić owego projektanta, postanowiłam więc kupić materiał w “swoich“ kolorach, wykonałam projekt - rysunek i ... przyniosłam to wszystko do Mody Polskiej. Po tygodniu odebrałam płaszcz - płacąc podwójne honorarium za “ekspresowe wykonanie usługi". Mówię o tym dlatego, by obalić mit, że osoby publiczne “dostają wszystko za darmo“. Wbrew obiegowym opiniom - wcale tak nie jest.

Jaka jest alchemia pani sukcesu?

- Głównym jej składnikiem jest wielka pasja. Ponadto... posłużę się przykładem z życia mojej córki Weroniki, która jako 5-letnia dziewczynka fascynowała się filmem. Kiedyś, rozmawiając o tej fascynacji zapytałam panią prof. Halinę Machulską, co się dzieje z tymi, którzy mają pasję w kierunku aktorstwa, ale brakuje im talentu. Odpowiedź prof. Machulskiej nie pozostawiała wątpliwości: “Talent to brat pasji. Są nierozłączni" . Tak więc, jeśli wierzyć tym słowom, obok talentu, kolejnymi składnikami mojego sukcesu są: wytrwałość, konsekwencja i ciężka praca.

Ta konsekwencja przejawia się w wytrwałym powtarzaniu tego, co stanowi motto pani kolekcji: “Podkreślać, nie przesłaniać"... .

- ...stąd u mnie taka różnorodność: od ascetyzmu po bardziej wyrafinowane formy. Ponieważ każda z kobiet ma inąa osobowość - przede wszystkim należy uszanować jej spojrzenie na modę. Ale czasem również coś podpowiedzieć.

To chyba dość trudne: mieć w oku “promienie Roentgena"? Dobry projektant powinien być dobrym psychologiem...

- O, tak. Czasem zdarza się, że panie nagle “odkrywają", że świetnie się czują - i tak też wyglądają - w projektach, co do których początkowo odnosiły się z ostrożnością, a nawet dość sceptycznie. Dotyczy to zarówno kolorów jak i fasonów. Tak więc: ubierać - nie przebierać; podkreślać - nie przesłaniać.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Justyna Tawicka


Dowiedz się więcej na temat: Teresa Rosati | moda | Weronika Rosati

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje