Przejdź na stronę główną Interia.pl

Pierzemy branżę modową. Zobacz brudy

Aby wyhodować bawełnę, której wystarczy na wyprodukowanie jednej pary dżinsów, trzeba zużyć 1000 litrów wody i ogromną ilość toksycznych środków chemicznych. Za kilogram zebranej bawełny uzbecki robotnik, często dziecko, dostaje 5 centów. Chińska szwaczka za godzinę pracy otrzymuje równowartość 20 groszy. Czy nadal masz ochotę założyć swoje modne spodnie?

W swoich początkach, czyli w latach 80., tzw. moda ekologiczna oznaczała wyeliminowanie z tkanin chemikaliów, takich jak pestycydy czy substancje zmniejszające palność. Chodziło nie tyle o ich szkodliwość dla planety, co oddziaływanie na zdrowie. Kiedy Raport Komisji Brundtland i ONZ-towska Agenda 21 określiły podstawy doktryny zrównoważonego rozwoju, okazało się, że ich ustalenia odnoszą się również do branży modowej.

Reklama

Zaczęto dostrzegać, że codzienne decyzje dotyczące tego, jak wybieramy, kupujemy i nosimy ubrania, wpływają nie tylko na nasz organizm i środowisko naturalne, ale też na życie ludzi zaangażowanych w proces produkcji, a także na gospodarki krajów, w których się ona odbywa. Moda zaczęła wiązać się z poczuciem odpowiedzialności.

Kodeks honorowy Levi Straussa

W 1992 roku kontrolerzy firmy Levi Strauss odkryli, że w dwóch szyjących dla nich fabrykach w Bangladeszu pracują dzieci poniżej 14. roku życia. Firma nie zamiotła sprawy pod dywan. Jeszcze w tym samym roku powstał Globalny Kodeks Honorowy Levi Straussa, określający zasady i dopuszczalne warunki pracy, a kontrolerzy ruszyli do fabryk szyjących levisy na całym świecie.

Okazało się, że np. w fabryce w Saipan robotnicy pracowali w iście niewolniczych warunkach: po jedenaście godzin na dobę, siedem dni w tygodniu, za połowę minimalnej stawki. Skandal był tym większy, że Saipan jest terytorium zależnym i szyte tam ubrania noszą metki Made in USA.

W efekcie przeprowadzonych kontroli firma zrezygnowała ze współpracy z 30 dostawcami i zażądała zmian od 120 innych. W roku 1993 podjęła jeszcze cięższą decyzję i zerwała współpracę ze wszystkimi dostawcami chińskimi (50 mln dolarów rocznie). Levi Strauss wrócił do Chin dopiero po 6 latach, kiedy tamtejsze warunki pracy poprawiły się (a sytuacja Levi Straussa pogorszyła).

Co się stało z dziećmi pracującymi w fabrykach w Bangladeszu? Nie zostały zwolnione z pracy i nadal pobierały wynagrodzenie, ale odesłano je do szkoły. Firma stworzyła innowacyjny program finansujący ich wykształcenie, książki i mundurki szkolne.

Przykład nie poszedł na marne. W ślady Levi Straussa poszedł między innymi Reebok, zakładając Reebok's Human Rights Foundation, ale droga do realizacji idei mody zrównoważonej okazała się nadzwyczaj kręta.

Moda na Eko

Co bystrzejsi obserwatorzy już w pod koniec lat 80. zdawali sobie sprawę z tego, że moda ekologiczna i odwołująca się do wartości etycznych ma w sobie potencjał zdolny przyciągnąć klientów.

Aby wejść w nurt eko, nie trzeba jednak prowadzić inspekcji zakładów i poszukiwać tkanin zostawiających najmniejszy ślad węglowy. Od czego są napisy na t-shirtach? W roku 1989 Moshino ubrał modelki w  podkoszulki z napisem "Stop Using Our Oceans as a W.C.".

Rok później Norma Kamali zdecydowała się na hasła: "Acid Rain Squad" i "Earth Children". Projektanci wypuszczali kolekcje ekologiczne, co oznaczało, że są one utrzymane w kolorach ziemi i szyte z  naturalnych materiałów (np. z bawełny), by za sezon czy dwa tworzyć kolekcje futurystyczne, przeładowane tworzywami sztucznymi.

Tymczasem klienci, łasi na najnowsze trendy, nieco się znudzili stylem eko.

Bardziej świadomi odbiorcy zaczęli stawiać sobie pytania: czy to, że tkanina jest naturalna, oznacza, że jest ekologiczna? Jak metody uprawy i transportu wpłynęły na środowisko? Jakie były warunki pracy na plantacjach i w fabrykach? Co stanie się z niesprzedanymi sztukami odzieży? Czy potrzebujemy nowych ubrań co sezon tylko dlatego, że projektanci tworzą nowe kolekcje dwa razy do roku?

Co dzieje  się z ubraniami, które wyrzucamy? Czy recycling w stylu Margieli to sposób na stworzenie ekologicznych ubrań? Co stanie się z wykorzystywanymi pracownikami fabryk, jeśli w ogóle przestaniemy kupować ubrania?

Zieleń to nowa czerń

Tak powstał grunt dla zaangażowanych projektantów, takich jak Stella McCartney, która ideę zrównoważenia postawiła w centrum filozofii swojej firmy. Jej pierwszym krokiem było podkreślenie, że nie stosuje futer i skór naturalnych (rok 2001). Od tego czasu nieustannie stara się uczynić swoją firmę bardziej zrównoważoną. Kosmetyki (oczywiście, organiczne) nie są testowane na zwierzętach. Sklepy i biura firmy w Wielkiej Brytanii używają tylko energii odnawialnej.

Wprowadzenie programu Clean by Design ma pomóc w zmniejszeniu zużycia wody o 25 proc. i energii o 30 proc. podczas procesu produkcyjnego. W kreacjach projektowanych przez Stellę chętnie pokazują się celebryci, co skrzętnie pokazują media. Na jej wysoce zrównoważone produkty nie każdego jednak stać  (sukienka kosztuje 1500-3000 euro), a moda masowa jest skłonna naśladować raczej modele sukien niż postawę moralną projektantki.

Buty na pokaz

Zrównoważone podejście okazało się świetnym sposobem komunikacji z klientem. W 2002 roku Puma ruszyła z projektem Top Winner Thrift - wypuszczono ponad 500 unikatowych par obuwia z materiałów pochodzących z recyclingu. Każda para była zaopatrzona w swoją historię i hasło zapewniające dostęp do ekskluzywnego klubu.

Akcji towarzyszyła wystawa w jednej z londyńskich galerii. Dzięki temu Puma umocniła swój image firmy zaangażowanej, jednak długoterminowy wpływ całej akcji na środowisko, społeczności i gospodarkę był co najmniej znikomy.

Misja kontra ekonomia

Z pewnością większe oddziaływanie chciał mieć Bono, kiedy w 2005 roku wraz z żoną zakładał firmę Edun, mającą promować zrównoważoną produkcję i handel w Afryce. Jej misją była przede wszystkim pomoc i wydawało się, że to lepsza forma niż bezpośrednie przekazywanie pieniędzy.

Firma szkoliła pracowników i starała się zapewnić im jak najlepsze traktowanie, jednak w szybkim czasie jakość produktów spadła, terminy dostaw znacznie się opóźniały i w drugim roku działalności straty wyniosły niemal 10 mln euro. Kolejny rok był jeszcze gorszy.

Ostatecznie 49 proc. akcji wykupił koncern dóbr luksusowych LVMH, który zmienił zarząd i projektantów oraz podejście do biznesu. Edun nie zrezygnował z misji - w 2011 r. 37 proc. produkcji pochodziło z Afryki, a w 2014 aż 85 proc. - ale jej realizacja okazała się niemożliwa bez wsparcia finansowego giganta, jakim jest LVMH (pod którego egidą funkcjonuje też Urban Zen) .

Dowiedz się więcej na temat: moda | Izabela Grelowska | zrównoważony rozwój

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje