Przejdź na stronę główną Interia.pl

Paulina Bonaparte: Księżna, która była ekshibicjonistką

Była leniwa, próżna i interesowała się głównie pieniędzmi i seksem. Była jednak też oddana swej rodzinie i potrafiła wykazać się ogromną odwagą, kiedy ktoś z najbliższych jej ludzi znajdował się w niebezpieczeństwie. Oto historia Pauliny Bonaparte - młodszej siostry wielkiego Napoleona Bonaparte.

Przeczytaj fragment książki Lindy Rodriguey McRobbie "Niegrzeczne księżniczki":

Reklama

1804 roku artysta Antonio Canova został wezwany do wykonania rzeźby przedstawiającej Paulinę Bonaparte, młodszą siostrę wielkiego Napoleona Bonaparte, która w wyniku małżeństwa została włoską księżną. Kobieta chciała być przedstawiona jako Wenus Zwycięska, triumfująca bogini miłości. Bądź co bądź jej uroda znajdowała się w rozkwicie - zwinne i długie kończyny, niewielkie piersi, mleczna skóra, idealne proporcje. Były to jej "naturalne zalety", jak je nazywała, i pragnęła wszystko zademonstrować.

Jednakże zdaniem Canovy niemal naga bogini miłości mogłaby być zbyt pociągająca dla bardzo ułożonego i skromnego społeczeństwa; zasugerował zatem postać Diany, ubranej i cnotliwej bogini polowań i księżyca. Paulina zaczęła z niego drwić. "I tak nikt nie uwierzyłby w mą czystość", stwierdziła. Nie bez racji. To ona kazała młodemu silnemu służącemu zanieść siebie nagą do wanny; to ona według plotek spała z połową karaibskiej kolonii Santo Domingo; to ona została namalowana w przezroczystej sukni, która ukazywała sutki, i to ona często nosiła ową przezroczystą szatę w obecności mieszkańców dworu; to ona miała złoty kubek w kształcie własnej piersi i to ona lubiła zabawiać odwiedzających ją mężczyzn, leżąc w wannie.

Nie bez powodu wrogowie Napoleona twierdzili, że w wieku 14 lat Paulina była prostytutką w domu publicznym w Marsylii i że ona i jej brat byli kochankami. W kwestii rzeźby kobieta postawiła na swoim (jak zwykle). Rozłożyła się swobodnie na szezlongu, naga od talii w górę, z jedną nagą nogą wyciągniętą do przodu i odsłoniętą stopą, zasłaniając się jedynie kawałkiem udrapowanego materiału (nie żeby była przesadnie skromna). Gdy tego lata zaprezentowano rzeźbę, stała się ona przedmiotem plotek w Paryżu i poza nim. Paulinie bardzo się to podobało.

Droga do rodziny królewskiej


Paulina, nazywana w dzieciństwie Paolettą, dorastała na Korsyce w niespokojnych czasach. Gdy dziewczyna miała 13 lat, razem ze swą rodziną musiała uciekać do Francji po tym, jak ich dom został doszczętnie spalony. Doskonale pamiętała okres, gdy klan Bonaparte był jedynie grupą uchodźców, mieszkających w niewielkim budynku na południu Francji, korzystających z zapomogi i robiących innym pranie, by móc związać koniec z końcem. Paulina wyrosła na niedouczoną i niezaspokojoną seksualnie złośnicę. Była jednak bardzo ładna, a ponieważ właśnie wschodziła gwiazda jej brata, generała Rewolucji Francuskiej, dziewczyna postawiła sobie za cel dominować w życiu towarzyskim, zwłaszcza w kwestii noszenia ładnych sukienek.

W czerwcu 1797 roku, w wieku zaledwie 17 lat, wyszła za mąż za generała Karola Wiktora Emanuela Leclerca, znakomitego młodego dowódcę w nowej armii (niektórzy nazywali go "jasnowłosym Napoleonem"). Po ślubie dziewczyna wcale nie dojrzała. Jedna ze współczesnych jej osób wspominała, że podczas pewnej kolacji Paulina gadała jak najęta, śmiała się bez powodu, papugowała zachowanie starszych i pokazała język swej bratowej Józefinie, gdy ta odwróciła się do niej plecami. "Była pozbawiona zasad, a jeśli robiła coś dobrego, to tylko dlatego, że miała taki kaprys". Po przyjeździe do Paryża zachowanie dziewczyny tylko uległo pogorszeniu. Zawsze pragnęła być najpiękniejszą dziewczyną w towarzystwie - a było to dużo prostsze, jeśli można było układać listę gości - zaczęła zatem wydawać przyjęcia.

Paulina spędzała czas na zabawie, kupowaniu pięknych sukien i romansach. Była wprawdzie zadowolona ze swego "małego Leclerca", ale taką samą radość sprawiało jej okazywanie uczuć wszystkim mężczyznom w otoczeniu. Gdy mąż wyjechał na kampanię wojenną, młoda żonka przypuściła atak na męską część Paryża. Wedle pewnej pogłoski miała romans z trzema generałami jednocześnie, spotykając się raz z jednym, raz z drugim. Kiedy się zorientowali, co się dzieje, porzucili ją. Jedynym, co potrafiło zahamować podboje miłosne Pauliny, to strach przed bratem. Był słońcem, wokół którego ona krążyła.

Gdy w 1798 roku urodziła Leclercowi syna, z nadaniem chłopcu imienia wstrzymała się dopóty, dopóki Napoleon, jego stryj i ojciec chrzestny, nie nazwał go Dermide’em. Napoleon był dla dziewczyny jak ojciec, ochraniał rodzinę i jako jedyny mógł kontrolować poczynania siostry lub wywołać w niej poczucie wstydu. Często się kłócili, ale mimo to Paulina kochała brata prawdziwie i szczerze.

Życie na wyspie


Uczucie to było odwzajemnione. Pod koniec 1799 roku, po zamachu stanu wymierzonym w republikanów, Napoleon ogłosił się pierwszym konsulem. Był teraz jedyną gwiazdą na niebie Francji, a Paulina tylko na tym zyskała. W pewnym sensie. Po latach starań o stanowisko, które wiązałoby się z zaszczytami lub pieniędzmi, Leclerc został mianowany generalnym gubernatorem Santo Domingo (dzisiejsze Haiti), kolonii na wyspie. Stanowisko to mogłoby okazać się bardzo lukratywne, gdyby go najpierw nie zabiło. Santo Domingo pozbyło się francuskiej władzy po tym, jak w 1791 roku wybuchły bunty niewolników, którym dowodził Toussaint L’Ouverture. Jednakże Francuzi nie mieli zamiaru tak łatwo odpuścić - bądź co bądź Santo Domingo było ojczyzną cennej kawy, cukru, indygowca i plantacji bawełny. I tak w 1801 roku Napoleon postanowił odzyskać wyspę - w tym celu wysłał tam Leclerca, Paulinę i 30 tysięcy wojska.

Gdy dotarli na miejsce w lutym 1802 roku, zastali przerażający widok. Le Cap, stolica, przypominała piekło - rebelianci woleli ją podpalić, niż poddać Francuzom. Przejęcie kolonii zajęło Leclercowi zaledwie 40 dni; L’Ouverture został pojmany, a szwagier Napoleona obiecał, że mieszkańcy wyspy nie staną się znowu niewolnikami. I wtedy zaatakował o wiele groźniejszy wróg - komary. Żółta febra zaczęła zabijać od 50 do 100 osób dziennie; w ciągu kilku tygodni zmarło 25 tysięcy żołnierzy. W tym czasie Paulina rządziła wyspą jak królowa, urządzała bale i wieczory muzyczne, wyrabiając sobie jednocześnie opinię rozwiązłej.

Wrogowie Napoleona twierdzili później, iż eksperymentowała zarówno z mieszkańcami, jak i mieszkankami wyspy, że spała z połową oficerów, a wspomniane wieczory muzyczne były po prostu orgiami. Plotki te przeważnie mijały się z prawdą; ludzie za bardzo bali się śmierci, by myśleć o seksie. Jednakże Leclerc nie potrafił utrzymać panowania nad Santo Domingo i miejscowi rebelianci zorganizowali kolejny bunt. Mimo niebezpieczeństwa i nacisku ze strony męża Paulina postanowiła nie wyjeżdżać. Bycie pierwszą damą niezmiernie jej się podobało, nawet jeśli w jej "raju" roiło się od rozwścieczonych buntowników i śmiercionośnych owadów.

16 września rewolucjoniści dokonali ataku na odbudowaną już stolicę. Siostra Napoleona odmówiła opuszczenia pałacu, chociaż doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że wróg może ją zgwałcić i zabić jej dziecko. Pozostałe kobiety błagały o pozwolenie na ucieczkę. Paulina wykazała się albo głupotą, albo odwagą, i zaczęła szydzić: "Jestem siostrą Bonapartego i niczego się nie boję!". Gdy odgłosy bitwy się przybliżyły, zwróciła się do sekretarza swego męża i zażądała, by w stosownej chwili zabił ją i dziecko. Mężczyzna odmówił i siłą wyciągnął ją z pałacu. Jeden z żołnierzy wyniósł małego Dermide’a, który bawił się piórem przy jego hełmie. W ostatniej chwili, gdy francusku strażnik zastanawiał się, czy wrzucić stawiającą opór Paulinę do łodzi, by przetransportować kobietę do czekającego już statku, dogonił ich Leclerc - Francuzi wygrali, rebelianci zostali rozbici.

"Przysięgałam, że wrócę do Francji tylko u twego boku", oznajmiła jego żona ze łzami w oczach. I tak właśnie się stało, chociaż z pewnością miała co innego na myśli. Leclerc zachorował na żółtą febrę i zmarł 1 listopada 1802 roku. Siedem dni później zapłakana Paulina, jej syn i trumna z ciałem męża popłynęli do Francji. Zanim odbili od brzegu, kobieta ścięła swe długie czarne włosy i włożyła je do trumny. Rok później Francja już na zawsze miała utracić kolonię Santo Domingo. Paulina naprawdę mocno przeżywała żałobę po mężu, ale nie potrafiła utrzymać tego stanu zbyt długo. Miała tylko 22 lata, wciąż była piękna i, co ważniejsze, dużo znaczyła pod względem politycznym.

Napoleon nie miał zamiaru dopuścić do tego, by siostra wiodła życie zapłakanej wdowy, i postanowił wydać ją za ważnego księcia, a przy okazji wzmocnić swą pozycję.

Księżniczka na poprawę samopoczucia


Książę, który wchodził w grę, był przystojny, bogaty i miał szerokie koneksje. Był również głupi jak but z lewej nogi. Książę Camillo Borghese pochodził z jednej z najstarszych rzymskich rodzin. Napoleon musiał akurat - zupełnie przypadkiem - zjednać sobie włoskie księstwa i miasta-państwa zirytowane francuskimi rządami, zatem szwagier z rodu Borghese z pewnością mógł mu się przydać. Paulina była bardzo chętna do pomocy, zwłaszcza że Camillo miał pieniądze, pałac i ciężką skrzynię pełną rodowych klejnotów.

Młoda kobieta wyszła ponownie za mąż w sierpniu 1803 roku, mniej niż rok po śmierci Leclerca, i przeprowadziła się do włoskiej posiadłości księcia. Jednakże w ciągu kilku miesięcy przekonała się, że ludzie mieli rację co do jej nowego małżonka - on naprawdę był głupi. Drugie małżeństwo również nie powstrzymało jej od oddawana się najprzyjemniejszej rozrywce: miłości z wieloma różnymi mężczyznami. Gdy o jednym z romansów zrobiło się głośno, brat nie zgodził się, by opuściła męża i wyjechała do Paryża, niezależnie od tego, jak bardzo przeszkadzały jej "trudny charakter i kłótliwość" Camilla. Wprawdzie do tej pory uważała go tylko za nudnego, ale wkrótce miała zacząć się nim brzydzić.

Tego samego lata bowiem, gdy rzeźba z wizerunkiem niemal nagiego ciała Pauliny wywołała ekscytację we Włoszech i Francji, zmarł jej ukochany syn, a dowiedziała się o tym dopiero dziesięć dni później. Camillo, który nigdy nie darzył sympatią małego Dermide’a, przekonał żonę, by zostawiła chłopca z wujem, podczas gdy małżonkowie udali się do popularnego uzdrowiska. Po ich wyjeździe chłopiec dostał gorączki i zmarł. Obawiając się gniewu Pauliny, Camillo ukrył przed nią śmierć dziecka. Później okazało się, że jego obawy były uzasadnione - gdy żona poznała prawdę, wpadła w szał. "Zostawcie mnie, monsieur, nie mogę znieść waszego widoku!" - krzyczała. "Morderca mego syna!" Paulina przeszła bardzo poważne załamanie psychiczne. Po raz kolejny obcięła włosy i kazała włożyć je do trumny Dermide’a. Groziła również, że raz na zawsze wycofa się z życia publicznego.

Była obecna podczas koronacji brata na cesarza tylko na jego wyraźne żądanie. Nastąpił jednak koniec serdecznych relacji z rodziną Borghese. W 1806 roku Paulina mówiła o Camillu per "Jego Spokojna Głupota". Gdy wyjeżdżał na wojnę z Prusami, publicznie poprosiła brata, by po "bezużytecznym życiu zapewnił jej mężowi śmierć w chwale". Kiedy Camillo wysyłał do niej listy zaadresowane do "Księżnej Borghese", odsyłała je z powrotem; otwierała tylko korespondencję skierowaną do "Jej Cesarskiej Mości Księżnej Pauliny" - tytuł ten nadał jej Napoleon w 1806 roku. Jeśli Paulina wcześniej była rozwiązła, to teraz bez opamiętania rzuciła się w wir zdrad. Uwodziła znanych mężczyzn: do jej kochanków należeli Tomasz Dumas, słynny generał - Mulat i ojciec Aleksandra, przyszłego autora Hrabiego Monte Christo; różni generałowie służący pod jej bratem; szambelan; słynny aktor (lub dwóch); kilku muzyków; różni książęta i mniej ważni arystokraci; sekretarz pierwszego męża (gdy nie miała pod ręką nikogo innego); i niemal każdy, kto zapukał do drzwi jej komnaty.

Płomień namiętności w Paulinie rozpalał się i gasł niezmiernie szybko. Próbowała ukrywać romanse przed bratem, ale pogłoski i tak do niego docierały. Sypiający z nią mężczyźni często byli powoływani do armii i wysyłani na front. Wedle jednej ze słynnych plotek częste uprawianie seksu sprawiło, że Paulina była zbyt słaba, by chodzić - co tłumaczy fakt, że kazała się wszędzie nosić i często leżała w łóżku. Pod pewnym względem pogłoski te mogły być prawdziwe. Po urodzeniu Dermide’a Paulina odczuwała silne bóle miednicy - według niektórych biografów ich przyczyną mogło być zapalenie jajowodów, które sprawia, że chodzenie jest bardzo bolesne. Zapalenie to może być również wywołane, no cóż, zbyt dużą liczbą przygodnych kontaktów seksualnych i chorobami wenerycznymi.

Jedynym sposobem na ból było prawdopodobnie to, na co księżna w życiu by się nie zgodziła - czyli rezygnacja z kochanków. Wśród nich mógł znajdować się również jej brat. Cesarzowa Józefina twierdziła, że przyłapała rodzeństwo in flagranti, a jeden z mieszkańców dworu zapewniał, iż Paulina przyznała się przed nim do złamania zakazu kazirodztwa. Jak twierdzi jeden ze współczesnych biografów: zważywszy na słynne już apetyty seksualne zarówno brata, jak i siostry oraz ich naturalną skłonność ku sobie, możliwe, że eksperymentowali ze sobą w sferze erotycznej. Niezależnie od tego, jaka jest prawda, jedno jest pewne: Napoleon strzegł siostry jak oka w głowie. Kilkakrotnie angażował się, by ochronić ją przed wierzycielami i często płacił - tylko trochę złorzecząc - liczne długi, jakie zaciągnęła podczas podróży.

Rzecz jasna Paulina uwielbiała wydawać pieniądze: kupiła jacht, na pokład którego nigdy nie weszła, cały czas podróżowała między uzdrowiskami i termami oraz organizowała wystawne bale. Poza nadmierną rozrzutnością charakteryzowały ją jeszcze tendencja do zachowywania się jak diva i iście królewskie wymagania. Na przykład kąpała się w mleku, by zachować białą skórę - służący mieli ogromne trudności z przygotowaniem takich kąpieli. Pewnego razu, gdy Paulina odwiedziła pewnego pechowego krewnego, zażądała, by dostarczył mleka na kąpiel, i dodała, że później będzie chciała wziąć jeszcze prysznic. Biedny człowiek próbował wyjaśnić, że nie ma odpowiedniego sprzętu do takiego przedsięwzięcia. "Nic prostszego", odparła. "Po prostu zróbcie dziurę w suficie nad moją łazienką i niech służący wlewają przez nią mleko, gdy już będę gotowa".

Opuściła jego dom po zaledwie jednej nocy, zostawiając po sobie dziurę w suficie i odór skwaśniałego mleka. Podróżowanie z tym rozpuszczonym babskiem nie było zatem ani łatwe, ani przyjemne. Paulina miała w zwyczaju zatrzymywać swą świtę, by przesiąść się z powozu na lektykę, przebrać się lub uciąć sobie drzemkę na łące. Aby zapewnić sobie wszelkie wygody, lubiła wykorzystywać ludzi w charakterze mebli. Jeden ze strażników musiał usiąść wyprostowany tak, by mogła się o niego oprzeć, a drugi się kładł, by jego brzuch służył za podnóżek. Opieranie stóp na innych ludziach zdawało się być jedną z ulubionych czynności Pauliny. Pewna księżna wspominała, że gdy raz weszła do jej buduaru, zastała leżącą na podłodze damę dworu, na której gardle spoczywały stopy Pauliny. Biedna kobieta zaczęła radośnie zapewniać: "Już dawno do tego przywykłam".

Impreza na wygnaniu


Niezależnie od tego, jak krnąbrna była Paulina, z pewnością charakteryzowała ją jedna cecha: lojalność. Gdy Napoleona opuściło szczęście, była jedyną z rodzeństwa, która go wspierała. Kiedy rozwiódł się z żoną, którą bardzo kochał, po to, by inna kobieta urodziła mu następcę tronu, wydała dziesięć wielkich przyjęć, żeby go trochę rozweselić (fakt faktem, i tak nigdy nie lubiła Józefiny). Być może nie zgadzała się z imperialnymi zapędami brata, ale sprzedała swą biżuterię, by opłacić jego armie (czasami ekstrawagancje to najlepsze inwestycje). Można było liczyć na Paulinę nawet wtedy, gdy zaczęły spiskować wrogie siły w Cesarstwie Francuskim.

W kwietniu 1814 roku, po dekadzie bycia cesarzem, Napoleon został zmuszony do odejścia i zesłany na wyspę Elbę, skaliste, lecz piękne miejsce na śródziemnomorskim wybrzeżu Włoch. Paulina udała się tam razem z nim. "Jeśli pozwoli mi za sobą podążać, to nigdy go nie opuszczę (...). Nie kocham go dlatego, że jest władcą, lecz dlatego, że to mój brat", powiedziała. Aby zebrać pieniądze na wyprawę, sprzedała swoje posiadłości i jeszcze więcej biżuterii. Tak samo jak na Santo Domingo, tak i na Elbie została pierwszą damą, wydawała przyjęcia, organizowała przedstawienia teatralne i bale dla wygnanego cesarza, przyjęła do swej świty członków głównych rodów, zwolenników Napoleona i wygnanych francuskich urzędników.

Brat nadał jej nawet wspaniały tytuł "Organizatorki Rozrywek na Wyspie Elbie", co brzmi trochę jak dziewiętnastowieczny odpowiednik "Kapitana na Statku Miłości". Jednakże to małe królestwo na wyspie nie przetrwało zbyt długo. W lutym 1815 roku Napoleon był gotowy na próbę odzyskania władzy. Plan się nie powiódł. Po zaledwie stu dniach Napoleon został pokonany w bitwie pod Waterloo. W obiciu powozu, który tam porzucił, Paulina zaszyła diamentowy naszyjnik, by wspomóc brata finansowo. Nastąpił koniec cesarza, Pauliny i rodziny Bonaparte. Udanie się do niego na wyspę św. Heleny było wykluczone, chociaż kobieta cały czas słała do brytyjskich władz prośby o pozwolenie na dołączenie do brata. W międzyczasie musiała zapewnić sobie środki do życia, zwłaszcza po tym, jak jej mający anielską cierpliwość mąż, książę Borghese, zażądał wreszcie rozwodu.

W czerwcu 1816 roku para otrzymała orzeczenie o separacji. Paulina wyszła z tego zwycięsko: miała dostawać 20 tysięcy franków rocznie i mogła nadal mieszkać w pałacu Borghese. Skoro udało jej się zabezpieczyć swój byt, kolejnych kilka lat spędziła na zabawie, jeżdżeniu po uzdrowiskach i próbach pomocy bratu - to ostatnie na próżno, gdyż Napoleon zmarł na wygnaniu 5 maja 1821 roku. Paulina dowiedziała się o tym dopiero kilka miesięcy później, i to właśnie wtedy straciła chęć do życia. Bardzo schudła ze zmartwienia, a jej uroda zgasła. Rozkazała, by rzeźba Canovy, ta, którą tak bardzo lubiła się chwalić, została schowana. Wprawdzie nadal miewała kochanków i czasami zabawiała gości, kąpiąc się w wannie, ale zrezygnowała z imprezowego życia, jakie kiedyś prowadziła. Jeszcze bardziej podupadła na zdrowiu.

Wszyscy historycy zgadzają się co do tego, że Paulina była leniwa, próżna i interesowała się głównie pieniędzmi i seksem. Była jednak też oddana swej rodzinie i potrafiła wykazać się ogromną odwagą, kiedy ktoś z najbliższych jej ludzi znajdował się w niebezpieczeństwie. Gdy umierała w wieku 44 lat, po jej osławionej urodzie nie było śladu, poza tym cierpiała z powodu przewlekłego bólu. Jednak na podstawie testamentu można było wywnioskować, co tak naprawdę się dla niej liczyło: wszystko zostawiła swej rodzinie, łącznie z willą męża, z którym pozostawała w separacji, a z którym później się pojednała. Żaden z jej kochanków nie otrzymał nawet grosza.

Fragment pochodzi z książki Lindy Rodriguey McRobbie "Niegrzeczne księżniczki"

Zobacz także:



Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje