Przejdź na stronę główną Interia.pl

Oni zmieniają nasz świat na lepszy

W dzisiejszych czasach nie wystarczy już zwyczajnie chcieć naprawić świat. Trzeba umieć to robić sprawnie i szybko. O tym, jak współcześnie poszukuje się lepszych rozwiązań odpowiadających na potrzeby społeczne, by naprawić choćby mały wycinek rzeczywistości, w jakiej żyją zwykli ludzie, rozmawiamy z prof. Jackiem Gądeckim, socjologiem z Wydziału Humanistycznego Akademii Górniczo-Hutniczej.

Magdalena Tyrała: Czy socjologowie mogą zmieniać świat?

Reklama

Prof. Jacek Gądecki, socjolog z Wydziały Humanistycznego AGH: - Myślę, że na pewno mogą, choć nie jestem przekonany czy powinni. Dalecy jesteśmy od wizji inżynierii społecznej: projektowania zmiany z perspektywy wszechwiedzącego eksperta. Na pewno odgrywać mogą ważną, pomocniczą czy koordynującą rolę w ramach procesów zmian.

Współcześnie za takie narzędzie do zmiany świata uważa się innowacje społeczne. Czym one są?

- Z rezultatami innowacji spotykamy się wszędzie, być może zupełnie nieświadomie. Robiąc zakupy w sklepie z logo "sprawiedliwego handlu", rezygnując z rozprawy przed sądem i i decydując się na mediacje ze sprawcą wykroczenia. Wiążą się ze światem naszej pracy, gdy korzystamy z elastycznych jej form czy potrzebami życia codziennego, gdy zmęczeni przysiadamy na "zielonej wysepce" powstałej na zamkniętej dla ruchu ulicy i, dodatkowo, możemy sobie podładować na niej telefon.

Czy innowacje społeczne zaspakajają potrzeby społeczne? W jaki sposób?

- Zdecydowanie. Co prawda wiele pomysłów i innowacji społecznych nadal nie może się przebić. Tutaj nie ma tej samej konkurencji i pieniędzy, które napędzają innowacje techniczne związane z przemysłem czy nową gospodarką. Innowacje społeczne powinny odpowiadać na realne potrzeby społeczne, ale brak jest mechanizmów wspierania innowacji społecznej.

- Wystarczy popatrzeć na fundusze społeczne UE, które nagminne wykorzystywane były do promowania bukieciarstwa, jako skutecznego narzędzia aktywizacji kobiet na obszarach wiejskich. Te pomysły trudno nazwać innowacyjnymi, a - mówiąc wprost - są marnotrawieniem publicznych środków. Musimy proponować bardziej skuteczne alternatywy rozwiązań dla istniejących problemów. Potrzeba ludzi, miejsc i instytucji, które byłyby w stanie mobilizować zasoby i energię do stawienia czoła problemom społecznym w sposób porównywalny z inwestycjami technologicznymi.

Czy możesz podać konkretne przykłady innowacji społecznych zastosowanych z myślą o osobach niepełnosprawnych, starszych czy też jakiejś innej zbiorowości?

- Oczywiście, takich przykładów jest mnóstwo. Możemy wskazać na kilka zasadniczych obszarów innowacji społecznych: od ekonomii społecznej  (firmy społeczne aktywizujące grupy marginalizowanie, jak na przykład browar rzemieślniczy z Pucka) przez projektowanie uniwersalne (uwzględniające potrzeby użytkowników takich, jak osoby starsze czy niepełnosprawne) po rozwiązania technologiczne i społeczne podnoszące jakość życia w domu, mieście, tak zwane technologie asystujące: od czujników ruchu po modele zamieszkiwania w jednym budynku osób starszych i asystujących im młodych ludzi.

- Nasi studenci i studentki bardzo chętnie zajmują się aplikacjami dotyczącymi wspierania różnych potrzeb, od bardzo praktycznych, np. spotkań "w realu" po aplikacje służące osobom starszym. Robimy też proste rzeczy, które służą społeczności lokalnej, tak jak w przypadku współpracy z Domem Kultury Inspiro w podkrakowskim Podłężu: na przykład rozdając rośliny, które NASA wskazała, jako te, które skutecznie pochłaniają smog. To może mało spektakularne technologiczne, ale bardzo angażujące lokalną społeczność inicjatywy.

By zmienić świat chociażby lokalnie potrzebne jest wprowadzenie większych zmian czy wystarczy postawić ławki w parku?

- Myśląc o innowacjach nie musimy koncentrować się, na przykład, na nowych technologiach czy spektakularnych, drogich projektach. One często wspierają innowacje społeczne, ale nie są niezbędne do ich realizacji. Z perspektywy innowacji społecznych kluczowe są trzy sprawy. Po pierwsze, innowacje społeczne to zazwyczaj nowe kombinacje istniejących już rozwiązań, połączonych w nowe całości. Po drugie, budując innowacje społeczne przekraczamy granice organizacyjne czy dyscyplinarne. Wreszcie, co najważniejsze, budujemy nowe relacje i związki społeczne między osobami, które wcześniej się nie znały czy nie współpracowały. Dzięki temu rozpowszechniamy i osadzamy innowację, co otwiera możliwość kolejnych innowacyjnych pomysłów i rozwiązań.

Czy istnieją w Polsce innowacje społeczne kierowane wyłącznie do kobiet. Za przykład czegoś takiego uważa się system mikropożyczek stworzony przez Muhammada Yunusa dla kobiet w Indiach, by je aktywizować zawodowo i społecznie. Czy w Polsce doczekaliśmy się podobnych inicjatyw? Jak można pomóc polskim kobietom?

- Absolutnie, mamy tego typu rozwiązania. Nie chciałbym odnosić się do konkretnych rozwiązań, by nie zabijać innowacyjności czytelniczek i czytelników. Kluczowe jest byśmy nie myśleli właśnie o konkretnych, jednorodnych grupach, na przykład... kobietach. Musimy myśleć o powiązaniach i rozwiązaniach, które odnoszą się do szerszych kontekstów, na przykład: międzygeneracyjnego czy lokalnego. Nie ma w Polsce wielu rozwiań dla kobiet 50+ i nie mówię tu nawet o ofertach zawodowych, ale organizacji czasu wolnego, rozwijaniu pasji: nie są przecież klientami uniwersytetów trzeciego wieku, ani niekoniecznie pojawiają się na spotkaniach organizowanych dla 30 letnich specjalistów z branż IT. Istotne jest szersze spojrzenie, przekroczenie granic i znalezienie "trzeciej drogi". W ramach naszej specjalności "innowacje i interwencje społeczne" organizujemy pasma warsztatów, szkolenia m.in. z zarządzania różnorodnością czy gender mainstimingu - wskazując, jak ważna jest wielość perspektyw i doświadczeń przy kreowaniu innowacyjnego środowiska, np. w pracy.

Czy polem do wprowadzania innowacji społecznych są tylko miasta czy też próbuje się je stosować także na wsi?

- Oczywiście miasta, jako duże i bogate ośrodki mają większy potencjał innowacyjny, ale staramy się - jako badacze i dydaktycy - pokazywać fenomen miejsc - lokalnych społeczności i przestrzeni, które zajmują. Takie zogniskowane na miejscu inicjatywy są równie, jeśli nie bardziej innowacyjne, w sensie innowacji społecznych. Innowacje te wychodzą bowiem od dobrej diagnozy lokalnych potrzeb i pozwalają z niedostatków uczynić podstawę konkurencyjnej przewagi.

- Społecznościom lokalnym poświęcamy cały semestr prac studenckich. Działamy w ramach koncepcji "smart community", nie "smart city" wierząc w inteligencje nie miast, ale ich mieszkańców. Organizujemy spotkania takie, jak "moc miejsc", gdzie pokazujemy, jak na przykład zamknięta linia kolejowa staje się podstawą do innowacyjnego pomysłu na biznes społeczny: organizowania wycieczek drezynami rowerowymi. To biznes, ale i forma lokalnej aktywizacji w Bieszczadach. Nasz Wydział Humanistyczny na AGH pracuje aktualnie, jak wspomniałem, w Podłężu pod Krakowem z fantastycznym domem kultury Inspiro. Dla studentów zanurzonych głównie w mediach społecznościowych i krakowskiej rzeczywistości studencko-biznesowej to też okazja do odnalezienia takiego pozytywnego wymiaru lokalności. Wielu z nich pochodzi z mniejszych miejscowości, a poprzez przykłady takich inicjatyw jak Inspiro, pragniemy pokazać, że warto działać nie tylko w biznesie, ale także na rzecz społeczności, z której pochodzą. To też rodzaj naszej społecznej odpowiedzialności. Skala nie ma więc takiego znaczenia... innowacje działają na społeczność, może to być społeczność jednej wsi, bloku czy osiedla.

Kiedy wprowadzenie innowacji może się nie udać?

- Innowacje społeczne nie zawsze idą gładko czy udają się w stu procentach, nawet jeśli ludzie są z natury pomysłowi i gotowi do podjęcia ryzyka. W niektórych społecznościach innowacje społeczne są zdławione już w momencie narodzin, zwłaszcza tam, gdzie władza jest mocno zmonopolizowana, gdzie brak dobrej komunikacji, gdzie nie ma niezależnych źródeł finansowania. Niektóre innowacje mogą być po prostu zbyt radykalne.

Czy studenci Wydziału Humanistycznego AGH na kierunku socjologia uczą się stosować owe narzędzia, by zmieniać świat na lepszy?

- Tak, nasza specjalność "innowacje i interwencje społeczne" służy właśnie popularyzacji innowacji społecznych. Wiemy, że technologie są ważne, sami o nich uczymy. Tu jednak staramy się pokazać ten ważny społeczny kontekst czy to mieszkańca, czy użytkownika: uczymy popularnego "design thinkingu" wskazując na jego zastosowanie nie tylko w biznesie, ale i pracy na rzecz społeczności. Uwrażliwiamy naszych studentów i studentki na społeczne wymiary technologii pokazując, jak ważną rolę może odegrać socjolog czy antropolog społeczny w projektowaniu produktów czy usług.

- Staramy się też, co powiedziałem już wcześniej, wskazywać rolę różnorodności w miejscu pracy czy podstawy projektowania zrównoważonych społeczności. By pokazać, jak działa to w praktyce oferujemy trzy duże, jednosemestralne projekty, które studenci przygotowują w grupach, a które odpowiadają na realne potrzeby. Dajemy im też solidne podstawy badawcze po to, by lepiej rozumieć otaczającą nas rzeczywistość i społeczną, i technologiczną.

- Generalnie również pozostałe kierunki na naszym wydziale, czyli kulturoznawstwo i informatykę społeczną, staramy się rozwijać zgodnie z ideą: "bo za każdą technologią stoi człowiek", która od lat jest naszym mottem. Wnosimy jako wydział pierwiastek humanistyczny do kształcenia na uczelni technicznej, jaką jest AGH. Z tego też względu ważną rolę na wszystkich kierunkach ogrywają zajęcia praktyczne, które bardzo często dotyczą kwestii społecznego kontekstu nowoczesnych technologii oraz wykorzystania tych technologii, na przykład, w promocji kultury czy projektowaniu urządzeń. Tym wyróżniamy się spośród innych uczelni o podobnym profilu i to jest naszą mocną stroną.


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje