Przejdź na stronę główną Interia.pl

Nie jesteśmy aniołami

​Para zasadniczo pozbawiona wad. Tylko czasem w kinie on szepnie jej do ucha: "O, popatrz, całowałem się z nią!". Ona zaś odpłaci mu się "kreatywnym" gotowaniem, po którym trzeba sprzątać godzinami.

Paulina Andrzejewska – tancerka, choreograf, pedagog. Absolwentka Akademii Muzycznej w Warszawie. Ma 36 lat.

Powiedzenie: krótka rozłąka miłość rozpala, sprawdza się u nas idealnie. Mateusz wyjeżdża na plan, castingi, ja też dużo czasu spędzam poza domem, bo przygotowuję choreografię do spektakli w różnych miastach. Moje życie porządkuje trochę fakt, że od czternastu lat uczę tańca współczesnego w Ogólnokształcącej Szkole Baletowej w Warszawie. Mam też zajęcia ze studentami Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza. Kiedy jesteśmy razem i budzimy się na dźwięk alarmu w telefonie, mamy jeszcze chwilę na to, żeby sobie poleżeć. To lubimy najbardziej. W końcu wstajemy na śniadanie, potem jedziemy do miasta jednym samochodem. 

Reklama

Gdy Mateusz gra w teatrze, widzimy się dopiero wieczorem. W domu dzielimy się obowiązkami. On sprząta, jest pedantem. Zakupy robi ten, kto ma sklep po drodze. W gotowaniu też się wymieniamy, ale ja uwielbiam jego genialne curry. Mieszkamy w segmencie, więc do ogarnięcia jest jeszcze ogródek. Koszenie trawy biorę na siebie, bo Mateusz ma alergię. U nas wszystko toczy się bez zbytniego pośpiechu, ale też bez długiego rozważania każdej decyzji. Zamieszkaliśmy razem po pół roku znajomości. Mateusz miał wtedy mieszkanie w innej części miasta. Kiedy znalazł się ktoś, kto chciał je wynająć, uznaliśmy, że to dobry moment na przeprowadzkę. 

Spotkaliśmy się jesienią 2011 roku u Michała Walczaka i Marcina Kołaczkowskiego na jednej z pierwszych prób do ich spektaklu muzycznego "Ławka rezerwowych", do którego przygotowywałam choreografię. Mateusz od razu mnie zauroczył, ale uważałam, że to normalne, bo jako mężczyzna podoba się kobietom. Wciąż o nim myślałam. Któregoś dnia, idąc na próbę, włożyłam ładniejszy dres i się umalowałam. Mateusza nie było. Poczułam zawód i wtedy się zorientowałam, że chyba coś jest na rzeczy. Spektakl nie odniósł może wielkiego sukcesu, ale odmienił nasze życie. 

Mateusz urzekł mnie pracowitością. Chciał się uczyć i zwracał uwagę na choreografię. Zresztą świetnie tańczy. Ujął mnie też poczuciem humoru. Jak nikt inny potrafi rozładować napięcie i za to bardzo go cenię. Wówczas, gdy razem występowaliśmy, wspólnie z zespołem obchodziliśmy Wigilię. Dostałam od niego płytę. Potem umówiliśmy się na kawę. Zrozumiałam, że on też jest mną zainteresowany. Na Boże Narodzenie wyruszałam do rodzinnego domu w Szczecinie. Ciągle wysyłaliśmy sobie SMS-y. Nie potrzeba było wielu słów. Szybko się zaprzyjaźniliśmy. Przyjaźń i zaufanie to jedne z najważniejszych rzeczy w związku. 

Połączyła nas też pasja do sztuki. Fascynuje nas teatr. Mateusz jest ciekawy świata i przez to jeszcze bardziej mnie motywuje, by więcej zobaczyć. Rozwijamy się i uzupełniamy. W pracy jest perfekcjonistą. Staram się mu pomagać, ile tylko mogę. On zaś jest moim największym krytykiem, ale i najzagorzalszym fanem. Kiedy przygotowuję choreografię, musi obejrzeć ją jako pierwszy. Mówi, że coś jest fajne, jeśli mu się podoba, a gdy ma zastrzeżenia, dodaje: "Mogłabyś to zrobić lepiej", i podpowiada, co poprawić. Podoba mi się to, że on tak we mnie wierzy. Ja w niego też. To nasza siła, która pcha nas do przodu. Mocno się wspieramy. 

Na początku, na jednej z naszych prób, doznał kontuzji, która na prawie rok wyłączyła go z pracy. Miał operację, denerwował się, że role przechodzą mu koło nosa. Wiem, jakie to stresujące, gdy trzeba z czegoś zrezygnować. Naszym zawodom często towarzyszy ten niepokój. Ja chyba lepiej umiem sobie z tym radzić, ale u aktorów jest trochę inaczej: castingi, czekanie na telefon. U mnie największe nerwy związane są z premierą. Mam ich dużo - w ciągu roku przygotowuję choreografię nawet do kilkunastu przedstawień. Za każdym razem dostaję wtedy od Mateusza kwiaty. Niedawno zapukał do drzwi garderoby w Poznaniu i wszedł z szampanem, czekoladkami i opakowaniem żelek, które uwielbiam. Przy nim czuję się bezpieczna i dowartościowana.

Mateusz jest mocno zżyty z rodziną. Dlatego się cieszę, że zostałam bardzo dobrze przyjęta. Często ktoś z jego bliskich pojawia się na moich premierach. Mam dobry kontakt z jego siostrą Matyldą - pracowałyśmy razem przy spektaklach w teatrze Polonia. Wydaje mi się, że rodzina Mateusza widzi, że jest szczęśliwy. Oczywiście nie jesteśmy aniołami, mamy silne charaktery i zdarza się nam kłócić. Spięcia trwają krótko, szkoda życia na złość. Lubimy iść na kompromis, bo wiemy, że jeśli chcemy być razem, to trzeba się go nauczyć. 

Mateusz jest przystojny, gra amantów, czasem ma sceny erotyczne. W kinie na widok jakiejś aktorki szepce mi do ucha: "O, całowałem się z nią!". Ale nie jestem zazdrosna, bo wiem, że to jego praca. Jest towarzyski, chciałby częściej wychodzić z domu, ja rzadziej mam na to ochotę. Przez cały dzień pracuję i wieczorem wolę posiedzieć w ciszy, nie w miejscu, gdzie głośno gra muzyka. On niekiedy spotyka się z kolegami, jednak najlepiej bawimy się razem. Mateusz dużo ćwiczy w siłowni, pływa, bo tego potrzebuje, szczególnie po kontuzji. Zazdroszczę, że jemu się zawsze chce. Zresztą ten jego zapał dotyczy wielu dziedzin. Kiedy mamy iść na urodziny do znajomych, to siada i pisze długi wiersz z życzeniami. Gdy jego ojciec miał urodziny, razem z Matyldą i Jackiem (chłopakiem Matyldy - red.), aktorem, zorganizowali nagranie w studiu. Napisał piosenkę i razem ją zaśpiewali. To był doskonały prezent. Można na niego liczyć. Gdy go poproszę, przychodzi do szkoły baletowej i prowadzi warsztaty. Pomaga też mojej mamie w Fundacji Balet. 

Półtora roku temu zaskoczył mnie. To było 1 stycznia. Odebrałam go z moimi rodzicami z teatru Polonia. Poprosił, żebyśmy zatrzymali się nad Wisłą i pooglądali fajerwerki. Nagle przyniósł nam jajka niespodzianki. Zapytał, czy otworzę swoje. W środku był pierścionek. Nie zdążyłam jeszcze niczego powiedzieć, a on już spytał, jaka jest moja odpowiedź. Ale ze ślubem wciąż czekamy. Musimy pomyśleć, kiedy miałby być i jak go zorganizować. Oboje nie lubimy wielkich przyjęć. Myślimy też o powiększeniu rodziny, ale na wszystko przyjdzie czas.

Mateusz Damięcki - aktor pochodzi z wielopokoleniowej rodziny aktorskiej, absolwent Akademii Teatralnej w Warszawie (2004). Honorowy ambasador ONZ, pasjonat podróży. Ma 36 lat.

Ja miałem prostą sytuację - urodziłem się w Warszawie, tu mieszkam, chodziłem do szkoły, studiowałem, gram. Paulina jako 11-latka przyjechała ze Szczecina do Szkoły Baletowej w Warszawie. Sama podjęła decyzję, że chce włożyć baletki i tańczyć. Jej mama Maria Andrzejewska była gimnastyczką, później zajęła się tańcem. Jest prezesem Fundacji Balet, którą założył tata Pauliny, Konrad Andrzejewski. Trudno mi wyobrazić sobie to delikatne dziecko, wyrwane z rodzinnego, ciepłego domu, w szkole, gdzie obowiązuje żelazna dyscyplina. Mieszkała w internacie, na korytarzu był jeden telefon. Do dziś, kiedy odwożę ją na dworzec, widzę w jej oczach smutek. To siedzi w niej głęboko, choć ona nie lubi o tym mówić i się nad sobą nie rozczula. 

Podziwiam ją, bo dzięki pasji i determinacji stała się silna. Nie została tancerką klasyczną, odnalazła się w musicalu i udało się jej swoje zdolności przekuć w umiejętność układania choreografii i sztukę nauczania. Miała 24 lata, gdy w teatrze Roma została wybrana na dance kapitana do spektaklu "Taniec wampirów" (libretto: Michael Kunze, na podstawie filmu Romana Polańskiego "Nieustraszeni pogromcy wampirów" - red.). Tam też robiła choreografię, m.in. do "Upiora w operze". Sam Andrew Lloyd Webber powiedział jej: "Well done" (dobra robota). Cieszę się, że Paula znalazła teraz swoje miejsce w Teatrze Muzycznym w Poznaniu. Właśnie przygotowała musical "Madagaskar...". Rozmawiałem z artystami tamtejszego chóru, oni odzyskują wiarę, że ta praca ma sens. To żaden banał, ale Paula ma moc zmieniania ludzi. 

Mnie na pewno uczyniła lepszym człowiekiem. Wnosi dużo dobra i ciepła. Sam wcześniej starałem się je generować, ale co dwa serca, to nie jedno. Ma w sobie tyle wiary w drugiego człowieka, a wszystko, co robi, jest autentyczne. Tą prawdą zjednuje sobie ludzi. Choć nie wolno tego mylić z naiwnością, bo ona ma charakter. Przy Pauli ładuję baterie. Odkąd się znamy, miałem sześć premier teatralnych, a ona ponad 50. Gdy na początku obserwowałem ją na próbach "Ławki rezerwowych", od razu uderzył mnie jej profesjonalizm. Pracując z nią, ma się poczucie ogromnego bezpieczeństwa. 

Nie mam pojęcia, jak była ubrana, kiedy ją zobaczyłem. Ten moment odbiera się innymi zmysłami. Miłość to taka sfera, która nie znosi kalkulacji, a gdy się wydarza, to się to po prostu wie. Wpatrywałem się w nią, a ona we mnie. Byłem w lepszej sytuacji, bo miałem superwsparcie pięciu kolegów aktorów. W takim towarzystwie kobiety mogą albo dobrze się bawić, albo czuć się niepewnie. Ona dawała sobie z nami radę. Tamtej zimy kupowałem prezent dla taty na Gwiazdkę, napisałem do niej SMS, okazało się, że jest w pobliżu. Po zakupach i kawie na pożegnanie ją pocałowałem. Była zaskoczona, a ja zawstydzony, że tak się pospieszyłem. Uciekłem, a wieczorem strasznie się upiłem. Następnego dnia na próbie byłem w złym stanie, przeprosiłem ją i zapytałem, czy mogę odpokutować winę. Zgodziła się, poszliśmy na koncert, było miło. Pożegnałem się grzecznie, a ona powiedziała: "To teraz już możesz mnie pocałować". 

To niezwykłe w tym szalonym świecie spotkać kogoś, kto myśli tak samo i wyniósł z domu podobny szacunek dla rodziny. Patrzę w jej oczy jak w lustro i widzę tyle bliskich mi cech. Mam świetny kontakt z jej rodzicami i rodzeństwem. Paula ma siostrę młodszą o dwa lata, a brata o osiem lat. Ale to ją z racji charakteru nazywają w rodzinie "pierworodny syn". To pomaga jej w nauczaniu, jest konsekwentna, a uczniowie jej słuchają. Jednak w domu też włącza się jej ten nauczycielski ton. Czasem mam wrażenie, że traktuje mnie jak uczniaka, więc mówię: "Nie rób tego, jestem dojrzałym facetem". Udziela rad, jak mam jechać, popędza, żebym się nie spóźniał. A najbardziej wkurza mnie to, że ona ma rację. 

Punktualna i perfekcyjna w pracy, w domu wprowadza dysharmonię. Ja na biurku mam porządek, ona totalny bałagan. W jej szufladach wszystko jest byle jak wciśnięte, w komputerze na desktopie - mnóstwo ikonek, non stop brakuje pamięci. Gromadzi filmy, materiały, nie inwentaryzuje ich. Jeśli już mamy razem gotować, to kłócimy się okrutnie, bo ja lubię porządek i gdy coś robię, od razu sprzątam. Ona uważa, że gotuje "kreatywnie", co oznacza, że bezkarnie coś rozlewa. Potem jedzenie stygnie, a ja nie siadam do stołu, dopóki nie posprzątam. 

W wakacje Paula jest zwolennikiem odpoczynku biernego: plaża, basen. Krzyczę: "To bez sensu! Trzeba gdzieś ruszyć z plecakiem, spać w hostelu!". Ona: "Dziękuję ci bardzo. Ja już przeżyłam spanie we wspólnym pokoju". Na pierwszy wyjazd zabrała mnie na Majorkę, tam mieszka jej przyjaciółka, i rzeczywiście było wspaniale. Potem ja wziąłem ją na pielgrzymkę do Asyżu z moim przyjacielem, ojcem Lechem. Nie mogła uwierzyć, że jej to robię: oddzielne pokoje, zero alkoholu, trzy msze dziennie. I piesze zwiedzanie. Ale tam zdarzyła się niesamowita rzecz. Wybraliśmy się na Górę Świętego Franciszka. Lech zaproponował, żeby każde z nas otworzyło Pismo Święte na jakiejś stronie, bo może Bóg chce nam coś powiedzieć. Paula naburmuszona wzięła Biblię i odeszła. Nagle kątem oka widzimy kobietę, która biegnie stromym zboczem i nie może się zatrzymać. Nabiera prędkości, a na dole kamienie. Paula rzuca wszystko i rusza za nią, łapie kobietę, tamta się przewraca i rozcina sobie tylko łuk brwiowy. Uratowała jej życie. Ale ona się rozpłakała i mówi: "To ja już wiem, po co tu przyjechałam". I taka jest Paula. 

Zrozumiała też moją miłość do Rosji. Kiedyś dostała propozycję pracy w teatrze w Petersburgu. Mogła na własne oczy zobaczyć to, co kocham i co mnie fascynuje. Wtedy stwierdziła, że nigdzie indziej nie widziała takiego uwielbienia sceny, dyscypliny, etosu pracy. Urzekło ją to, bo w gruncie rzeczy ona sama taka jest. 

PANI 9/2017

MONIKA GŁUSKA-DURENKAMP

Zobacz także:

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje