Przejdź na stronę główną Interia.pl

Moje drogie ciało

Patrzymy krytycznie w lustro, oceniamy swoje ciało, jakby od niego zależało nasze szczęście. Kremy, dieta, botoks, czasem skalpel – i wciąż niezadowolenie. Ciągła myśl „jestem za gruba, tu mi coś zwisa” odbiera radość życia i pewność siebie. Tak bardzo, że w badaniach na temat wyglądu przypadł nam tytuł najbardziej zakompleksionych Europejek. Co kryje się za tą obsesją? Jakie problemy chcemy ukryć? I czy naprawdę piękniejsza, szczuplejsza, młodsza znaczy lepsza?

Być jak Marylin

Małgorzata, 50 lat, stomatolog. Dzięki operacjom plastycznym wygląda 15 lat młodziej. - Co myślisz o swoim ciele? - Wszystko pasuje. Legginsy i skąpy kostium kąpielowy. Żałuję, że ukrywałam ciało przed pięćdziesiątką. - Co najbardziej pragniesz zmienić? - Nie ma operacji, która doda mi centymetrów. Jestem kurduplem skazanym na szpilki.

Reklama

- Z czego jesteś dumna? - Dziewczęcość plus doświadczenie kobiety po przejściach równa się seksapil. - Atrakcyjność w skali od jednego do dziesięciu? - Nigdy nie czułam się tak piękna. "Ja chcę do tej ładniejszej pani!", pamiętam sześciolatka wskazującego na mnie w poczekalni. Umówiony do innej dentystki, ciągnął matkę do mojego gabinetu.

Ciotka malarka powtarzała mi: "Pamiętaj, Gosiu, uroda jest ważniejsza niż logika. Ładna znaczy lepsza". Z wiekiem jestem coraz "lepsza". Na 47. urodziny zafundowałam sobie wypełnienie kwasem hialuronowym ust. Potem uwydatniłam implantami policzki. Rok temu powiększyłam piersi. Wstrzykuję botoks, żeby wygładzić czoło i okolice oczu. Koszty? Usta i bruzdy około 2 tys. zł, policzki 6 tysięcy. Na botoks wydaję w ciągu roku jakieś 1,5 tys. zł.

Podobno 500 tysięcy Polek i Polaków rocznie decyduje się na operację plastyczną. Wśród znajomych liposukcja czy powiększenie biustu jest czymś oczywistym. Przyjaciółka, właścicielka salonu urody, mówi: "Nie ma lepszego lekarstwa na stres czy frustrację niż lepsze ciało".

Odkąd czuję się ładna, czuję się też wartościowa. To głupie? Zrobiłam doktorat, znam trzy języki, od lat jestem samowystarczalna, mam przyjaciół. Wśród nich 19-letniego syna, który jest najlepszy na roku na międzywydziałowych studiach humanistycznych. Nie opieram życia na urodzie, ale zestarzeć się z godnością? Nie, dziękuję.

Patrzę co rano na swoje piersi i się cieszę. Rozmiar 75 E. Od 25 lat regularnie ćwiczę. Sto brzuszków albo kilkadziesiąt pompek na "pelikany", czyli wiotczejące tylne części ramion. Przysiady - najprostszy sposób na niezłą pupę. Koniecznie antycellulitowy preparat z kofeiną. Stosuję dietę pięciu przemian: kasza, gotowane warzywa, nie jem nabiału.

Znam przepis na urodę. Szczupła sylwetka. Wystające kości policzkowe to oznaka młodości. Podobnie wysokie łuki brwiowe, pełne usta, zadbane zęby. Jest też kilka trików: kobieta powinna mieć długie włosy, szpilki, czerwone paznokcie. Może to skrzywienie, ale odruchowo patrzę na człowieka i myślę, co poprawić.

Szara mysz jest alfa

Na zdjęciu do dyplomu wyglądam na przestraszoną 14-latkę. Wizerunek wróbelka Elemelka wyniosłam z dzieciństwa. Mama, perfekcyjna pani domu uwieszona na ojcu, wmawiała mi: "Bądź skromna, nie rzucaj się w oczy, nie mądrz się i nie strój. Ustępuj". Konflikt, bo odziedziczyłam też geny po tacie. Był władczy, tyranizował. Miałam jego siłę, ale udawałam uległą. Ja, szara mysz, idealna kandydatka na żonę.

Pawła poślubiłam po studiach. Harowałam w dwóch gabinetach. Rozpieszczałam męża, ulegałam, byle zasłużyć na miłość. Dziś wiem, że mój doktorat, sukces finansowy go uwierały. Kobieta ma być na drugim planie. Nie lubił, gdy zbyt wiele mówiłam, kiedy się stroiłam, byłam ładna. Czuł zazdrość, więc chodziłam w dżinsach albo w dresie! Musiałam znieść wiele upokorzeń, zanim się rozstaliśmy.

Potem drugie małżeństwo. Urodziłam dziecko i kolejne siedem lat byłam szarą myszką. "Gosia dobra. Gosia głupia. Gosia brzydka". Przyjaciółki ostrzegały: "Dajesz z siebie zrobić ścierkę. Skoro jesteś mądra, wykształcona i hojna, to masz się czuć winna?!". Poczułam żal. Gniew na facetów. Żeby coś zmienić, trzeba się wściec!

Jak milion dolarów

Na siłę uczyłam się dbać o siebie. Manikiur, fryzjer, masaż. Pamiętam 45. urodziny. Tylko dziewczyny i prezent niespodzianka: w mojej szafie pojawiły się spódniczka mini, sukienka na halce w stylu Marilyn, szpilki.

Poczułam się jak milion dolarów. Tylko byłam za chuda, po rozwodzie straciłam dziesięć kilogramów. Kiedyś pełne piersi obwisły. Przyjaciółki namówiły mnie na implanty. Bałam się. Jestem lekarzem, znam ryzyko paraliżu mięśni, dlatego czekałam na termin w najlepszej klinice. Zachwycona efektem decydowałam się na kolejne zabiegi. Wiem, że kwas hialuronowy, botoks czy kolagen nie wyleczą z braku wiary w siebie, poczucia zaniedbania przez partnera. Zmiana losu zależy też od naszej pracy.

Przyjaciółki "terapeutyzują" dalej: kluby, taniec, życie towarzyskie, babskie wyjazdy nad morze. I mężczyźni. Już się ich nie boję. Już nie zabiegam. Od rozstania z mężem miałam trzech kochanków młodszych ode mnie. Ciało pomogło mi zrewidować pogląd o samej sobie. Nie chcę być wycofaną dziewczyną ze zdjęcia do dyplomu. To, kim teraz jestem, daje siłę, żeby powiedzieć: "nie będziesz mnie tak traktował".

Nauczyłam się mówić o pragnieniach. Spotkałam mężczyznę, który ich słuchał, nosił na rękach. To była dosłownie love story. Po roku szczęśliwego związku zmarł nagle na raka mózgu. Przy nim mogłam być mądra i silna. Piękna, seksowna. Powtarzał mi: "zawsze byłaś ładna tylko nieszczęśliwa". Odszedł, ale zostało we mnie przekonanie: żeby czuć się kochana, nie muszę być ani głupsza, ani słabsza od mężczyzny. Chcę zwracać na siebie uwagę. To mi dało władzę i poczucie kontroli. Jestem szczęśliwsza. I choć nadal mężczyźni widzą we mnie drobną, słodką blondynkę, ja wiem, że w środku jestem olbrzymem.

Ładna inaczej

Agnieszka, 37 lat, biochemik w firmie farmaceutycznej. Stanowczo sprzeciwia się cielesnej obsesji. Co myślisz o swoim ciele? - Nie boję się zmian, niedoskonałości, bo nie skupiam się na nich. - Co najbardziej pragniesz zmienić? - Chciałabym dla męża nauczyć się chodzić na szpilkach. I usunąć, pod warunkiem że bezpłatnie, "tatuaże" na dekolcie, jakie zostały mi po radioterapii.

- Z czego jesteś dumna? - Z zaraźliwego śmiechu. - Atrakcyjność w skali od jednego do dziesięciu? - Głupie pytanie. W konkursie na taniec brzucha zajęłam trzecie miejsce. "Za pewność siebie i kobiecość" - brzmiał werdykt. Byłam ubrana w greteksowe spodnie, a polarową bluzę zawiązałam na supeł pod biustem. Zabawa półserio, bo rywalizowałam z innymi mamami na rodzinnym wyjeździe narciarskim. Dumna, że nie onieśmieliły mnie ani mocnym makijażem, ani kreacjami, których u mnie w walizce zabrakło. Jak zwykle byłam "sauté".

Od lat taka sama fryzura, czekoladowe oczy i mocne brwi. Nie używam tuszu ani cieni. Mam gładką cerę chyba dzięki genom. Nie nakładam make-upu, różu. Czasem ciut pudru na czoło. Nie jestem jednak kosmetyczną ascetką, pewne rzeczy są oczywiste: zadbana skóra, lśniące włosy, zęby bez kamienia i wydepilowane ciało. Dużo uśmiechu - ja uśmiecham się także oczami.

Dbam o sylwetkę trochę przez przypadek. Jesteśmy rodzinnie sportowi. Jeżdżę na rowerze, córka namówiła mnie na zajęcia jogi u niej w szkole. Nie zwracam uwagi, czy po trwaniu w pozycji półksiężyca mam jędrniejszą pupę. Tyję, chudnę, nie znam wymiarów w centymetrach, noszę rozmiar M.

"Mamo, ale z ciebie by była laska", mówi 14-letnia córka i namawia na zakup botków na obcasie. Kilka takich sexy rekwizytów mam w szafie. Granatowe szpilki, przez które omal nie wybiłam zębów, spódnicę z rozporkiem pod pupę, rajstopy kabaretki. Głównie prezenty od szwagierki i córki. Czuję się w nich przebrana.

Lidka, siostra męża, od lat próbuje mnie reformować. Kupuje kremy do dojrzałej cery, namawia na jakieś mezoterapie, endermologie i botoksy. A ja pytam: "Ile kosztuje ta endermologia? Oszalałaś, mam wydać na dziesięć zabiegów 1700 złotych tylko po to, żeby mieć jędrniejszy tyłek?". A ona: "Kobieta czuje się najpiękniejsza koło trzydziestki. Potem to już tylko walka z czasem". Widzę, jak się katuje: bieżnia, dieta - tylko mięso i sałata. Co parę miesięcy spa, owijanie ciała w... czekoladę. Przekonuje: "Nic się nie denerwuj, ładny wygląd można kupić".

Lidka jednak mnie wyedukowała, teraz na półce w łazience mam tonik, krem 30+, oliwkę do ciała dla niemowląt, dezodorant i perfumy. Od lat jestem wierna Issey Miyake. W szufladzie są też cienie, tusz, korektor, brokat, mgiełka do ciała, naklejki na paznokcie - to arsenał córki. Nie chce odstawać od koleżanek - u nich kreska na powiece, make-up i wypracowana fryzura to być albo nie być w klasowym towarzystwie. Rozumiem, akceptuję, ale sama nie zajmuję się tym.

Owszem, patrzę w lustro i widzę sińce pod oczami albo wałeczki na plecach, bo stanik wpija się w coraz okrąglejsze ciało. Czasem sięgam po puder lub odmawiam sobie przez kilka dni kolacji. A czasem mam to gdzieś, bo zajmują mnie inne rzeczy - egzamin córki, choroba teściowej, a teraz walka o awans. To, jak wyglądam, nie pomoże. Jestem dobra w tym, co robię.

Chora, więc piękna

Naiwnie wierzę w najprostsze kuracje. Sen. Dobra dieta - ciepłe śniadanie, potem sporo warzyw i ryb. Herbaty ziołowe, woda. Chodzę do sauny, bo wierzę, że oczyszcza. Kolejny przepis: dobrze dobrana fryzura to chyba mój jedyny bzik. Farbuję włosy tylko w salonie plus funduję sobie intensywną kurację odbudowującą - 200 zł miesięcznie to luksus, z którego nie zrezygnuję.

Byłam kiedyś... łysa. W klasie maturalnej zachorowałam na nowotwór tarczycy. Chemio i radioterapia. Mimo że naświetlano szyję, włosy wypadły, a blizny na dekolcie mam do dziś. Miesiącami byłam brzydka. Chude ciało chowałam w dresie. Ale nawet jednak gdy nie chodziłam do szkoły, odwiedzali mnie znajomi i przyszły mąż. Przesiadywali do nocy, bo... potrzebowali mojego wsparcia. "Na problemy tylko Aga...", mówili.

Czułam się ważna i potrzebna, a nie gorsza. Ufałam mojemu chłopakowi, oswoił moje ciało, które wtedy było wychudzone, szorstkie, głowa bez włosów. Zachwycał się: "Jesteś taka subtelna, tajemnicza, zmysłowa, bo krucha". Teraz wiem, że mimo brzydoty widział we mnie kobietę. 

Czytaj dalej na następnej stronie.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje