Przejdź na stronę główną Interia.pl

Michał Żebrowski: Jestem nienasycony

​Myślicie, że wiecie o nim wszystko? To powiedzcie, czy Michał Zebrowski lubi swoje role? I na czyją pochwałę wciąż jeszcze czeka?

Violetta Ozminkowski: Niezwykły miał pan adres w dzieciństwie!

Reklama

Michał Żebrowski: Krakowskie Przedmieście to rzeczywiście wyjątkowy adres. Pod oknami mojego domu przetaczała się historia Polski. Wszystko, co było w niej wzniosłe, ale też okrutne i bolesne, dotykało Polaków, także naszej rodziny, i nas, dzieci. Gdy byłem mały, poznałem zapach bojowego gazu łzawiącego, do dziś pamiętam sceny okrutnego bicia studentów. Miałem 8 lat, gdy usłyszałem słowa papieża Jana Pawła II na placu Piłsudskiego: "Niech zstąpi duch twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi". Przez Krakowskie Przedmieście biegałem do archikatedry warszawskiej, najpierw byłem tam ministrantem, potem śpiewałem w chórze. Na Starówce uczyłem się w szkole podstawowej, a przez plac Teatralny chodziłem do liceum, do Reja.

Miał pan kompleks chłopca z dobrego domu?

- Dorastałem z poczuciem, że jestem za bardzo wychuchany. Moja mama jest pediatrą, byłem z tzw. lekarskiej rodziny, ale ciągnęło mnie do wszystkiego, co zakazane. Dla mnie puszka po zachodnim piwie czy paczka po amerykańskich papierosach znaleziona na śmietniku hotelu Victoria to było trofeum. Trudno dzisiaj zrozumieć, że kiedyś dla 10-latka powodem do tego, żeby chłopakom zaimponować, nie był nowy zestaw klocków Lego za kilkaset złotych, tylko puszka po piwie.

Dużo pan ich uzbierał?

- Ja miałem 60, ale moi koledzy mieli dwa razy tyle, co mnie mocno frustrowało. W co najczęściej się bawiliście? W wojnę. Urodziłem się niespełna 30 lat po niej, ona bardzo mocno jeszcze w ludziach tkwiła. W telewizji były nieustannie filmy wojenne, a każde przemówienie partyjne zaczynało się słowami: "Druga wojna światowa...". Najczęściej strzelaliśmy z kapiszonów na klatkach schodowych, które były wtedy otwarte. Dużo w naszych zabawach było też chuligaństwa takiego na serio, ale z fascynacją lgnąłem do tego, czego nie miałem w domu.

Cały wywiad znajdziesz w najnowszym numerze PANI -  już w sprzedaży!


Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje