Przejdź na stronę główną Interia.pl

Maria Callas. Bogini opery

​Jak niewiele śpiewaczek operowych przed nią, miała niesamowity kontakt z publicznością, rozmawiając z nią językiem prawdziwych emocji. Wzruszała i budziła podziw. Kochała, lecz największa miłość przyniosła jej rozczarowanie. Odeszła przedwcześnie w wieku niespełna 54 lat.

Śpiew mnie dosłownie spala. (...) Zawsze wydaje mi się, mimo zachwytu publiczności, że mogę i powinnam wypaść lepiej - mówiła artystka, którą nazywano boginią, a także primadonną stulecia. 

Reklama

Mimo uznania krytyków i uwielbienia ze strony miłośników opery, obdarzona niezwykłym sopranem dramatycznym Maria Callas rzadko była w pełni usatysfakcjonowana swoimi występami. A przecież z sukcesem wcielała się w bohaterki słynnych oper: Toscę, Aidę, Normę, Violettę czy Lady Makbet. 

Podziwiali ją wielcy XX wieku: brytyjski polityk Winston Churchill czy włoski reżyser Luchino Visconti. Była perfekcjonistką, która każde niedociągnięcie traktowała jako porażkę. Niestety, był to psychiczny bagaż, z jakim wyprawiła ją w dorosłe życie matka, Evangelia Kalogeropoulos, z domu Dimitriadou. 

Dom bez miłości

Rodzice Marii pobrali się w Grecji w 1916 roku. Tam przyszła na świat starsza siostra przyszłej śpiewaczki - Hiakinta, zwana Jackie, i brat Vassilios, który zmarł jako trzylatek. To m.in. ta tragedia wpłynęła na decyzję rodziców, Evangelii i Georgiosa, by wyjechać do Stanów Zjednoczonych. 

Wyemigrowali do Nowego Jorku w 1923 roku, a kilka miesięcy później, wbrew oczekującej drugiego syna Evangelii, urodziła się córka - Maria Anna Sophie Cecilia. Rozczarowana kobieta nawet nie chciała po porodzie na nią spojrzeć... Z czasem matka, która sama marzyła, by występować na scenie, przelała swoje ambicje na Marię. I wcale nie zważała, że pulchna dziewczynka może mieć inne pragnienia. 

Niestety dom przyszłej artystki nie był oazą spokoju i rodzinnego szczęścia. Zgorzkniała Evangelia nie mogła sobie wybaczyć, że wyszła za mąż za aptekarza, urządzała Georgiosowi sceny zazdrości i kłóciła się z nim niemal na każdym kroku. Z kolei on przesiadywał do nocy w pracy, by skomponować kosmetyki czy perfumy, które przyniosłyby im fortunę. 

W Ameryce nastał jednak Wielki Kryzys i poziom życia Callasów (takie nazwisko wybrali ze względów praktycznych) znacznie się obniżył. 

Gwiazda wbrew sobie

A jednak matka dopięła swego. Maria, która w wieku 15 lat ważyła 90 kg, stała się najwybitniejszą operową sławą XX wieku. Ile ją to kosztowało, wiedziała tylko ona. Wszystko zostało bowiem podporządkowane celowi wyznaczonemu przez matkę. 

Gdy w 1937 roku przybyły do Grecji, jej życie poddano niesamowitemu reżimowi - i to zarówno w ateńskim konserwatorium, do którego uczęszczała, jak i w domu. Nie było czasu nawet na wspólny posiłek z siostrą, nie mówiąc o kontaktach z rówieśniczkami. Wszystko to miały wynagrodzić jej późniejsze sukcesy, m.in. wojenny występ w "Tosce" 27 sierpnia 1942 roku. 

Zebrała świetne recenzje i uznano ją za jedną z czołowych greckich śpiewaczek. Z biegiem lat przyćmiewała bardziej znanych partnerów scenicznych. Coraz częściej miała też wpływ na to, kto będzie z nią występować. Słynęła z ciętego języka. Gdy wypominano jej kosmiczne gaże, jakie otrzymywała, mówiła: - Nie wstydzę się, że zarabiam za jeden koncert tyle, co prezydent Eisenhower przez miesiąc. I nie mam nic przeciw temu, żeby on też śpiewał. 

Maria i mężczyźni

Niewątpliwie na rozwój jej kariery miała wpływ znajomość, a później małżeństwo z bogatym wielbicielem opery, Giovannim Battistą Meneghinim. Wzięli ślub w mieście Romea i Julii - Weronie, w kwietniu 1949 roku. Wyjeżdżając na tournée do Ameryki Południowej, w listach pisała do niego: "Jesteś mężczyzną moich marzeń. Moim jedynym celem w życiu jest sprawienie, żebyś był najszczęśliwszym i najdumniejszym mężem na świecie". 

Dziesięć lat później związek zakończył się rozwodem. W tym czasie Maria Callas przeżyła m.in. fascynację Luchino Viscontim, by ostatecznie wpaść w ramiona Arystotelesa Onassisa, bez którego nie wyobrażała sobie życia. Romans z żonatym greckim milionerem, który rozkwitł na jego jachcie "Christina", nie miał jednak zakończyć się małżeństwem. Boski Arystoteles był bowiem kobieciarzem i wyrachowanym biznesmenem. Chociaż łączył go z Callas wyjątkowy magnetyzm, nie przeszkodziło mu to w 1968 roku poślubić Jackie, wdowy po prezydencie Kennedym.

Jednak, gdy jego zdrowie się pogorszyło, ostatnie tygodnie życia chciał spędzić w Paryżu, by być blisko Marii. Pożegnała się z nim w szpitalu 9 marca 1975 roku. Zmarł sześć dni później. Na wieść o tym Callas miała powiedzieć: - Czuję się jak wdowa. 

Sama odeszła 16 września 1977 roku. Po latach świat obiegła wiadomość, że Maria i Ari, jak go nazywała, mieli syna Omero, który zmarł niedługo po narodzinach. 

Legenda Callas

Gdy dziś mówi się o słynnej diwie, wspominana jest restrykcyjna dieta, jakiej się poddawała. I choć tego nie udokumentowano, podkreśla się, jakoby celowo zaraziła się tasiemcem, by utrzymać idealną figurę. Wiele miejsca poświęca się też jej kryzysom związanym z traceniem głosu. Zdaniem biografów, burzliwe życie Marii Callas może kryć niejedną tajemnicę. Może dlatego intryguje ono innych artystów. Na ekranie wcielały się w nią m.in. Jane Seymour i Fanny Ardant, a w sztuce teatralnej - Faye Dunaway. W najnowszym filmie biograficznym ma ją zagrać Noomi Rapace. 

ADAM PIOSIK 

Podczas pisania artykułu korzystaliśmy z książki Wydawnictwa Znak: "Maria Callas. Primadonna stulecia" autorstwa Anne Edwards.

Zobacz także:

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje